Mentionsy Mentionsy
Tomasz Ćwiąkała - rozmowy o piłce
Tomasz Ćwiąkała - rozmowy o piłce

Roman Kosecki: Byłem na liście Barcelony

27.03.2024 ·1 godz 50 min

Czy zamierza wrócić do PZPN? Jaką radę dałby Cezaremu Kuleszy? O co zamierza walczyć w polskiej piłce? Kogo Barcelona miała na liście nad nim? Jak ściągano nawalonych dziennikarzy z taśmy na bagaże? Który hiszpański stadion robi największe wrażenie? O co miał spór z Zarzecznym? Czy Jesus Gil był wariatem? Jak w autokarze zachowywał się Diego Simeone? Jak trenowali w parku u angielskiej królowej? Jak negocjowano transfer na ławce w parku? Jak Andrzej Rudy postanowił zdezerterować? Dlaczego PZPN był żenujący w jego czasach piłkarskich?

Rzucił się jak kogut, słyszałem, jak kogut narosł. Ale to chyba nie o to chodzi w ogóle w tym całym show biznesie. Ogólnie zawsze go wspierałem. Powiem szczerze, że bardzo mało jeździłem na mecze jego, czy nawet odwiedzałem jego kluby. Pewnie może mieć o to pretensje, ale nie chciałem się denerwować. Nie lubiłem oglądać jak emocjonalnie, jak grał w Legii. Oczywiście przychodziłem na mecze, jak wtedy tego mistrzostwa zdobywali w 2013 i grał świetnie przecież za Janka jeszcze Urbana. to oczywiście zawsze ma u mnie wsparcie. Natomiast chce sobie walczyć, no to niech walczy, tylko niech uważa na zdrowie. Bo wie pan, jak rozmawiam z chłopakami jak Diablo Włodarczyk, czy inni mówią, to są bokserzy, a ja jestem pięściarz.

No ale po głowie dostałem, więc za swoje. Ale co to znaczy, że dostał pan po głowie? Tak jak mówię, no chcieli mnie tam do jednostki karnej wyrzucić i ogolić na jeża. To bym był bankiem wtedy, bo wtedy regia akurat, bo miałem warkoczyki i tak dalej. No, no, o konsekwencje... Panie, ja pamiętam ten moment, jak chyba grałem w Legii, albo jeszcze przed, jak Fijasa, Piotka, Fijasa, przepraszam, nie chciał iść do Legii, to poszedł na 3 czy 4 miesiące na unitarkę i potem poszedł chyba do Widzeła, jakoś się odnalazł, ale na pewno nie miał łatwo. To były takie czasy, że człowieka też tam przygnębiali.

Ale dobrze grałem rzeczywiście wtedy w Guardii Warszawa. A to było takie szokujące wtedy powołanie dla kibiców w opinii publicznej? Bardzo szokujące? Zawodnik z drugiej ligi do kadry, więc takie było pewnie zaskoczenie. Ja powiem tak, jeszcze grałem w Mirkowie i przychodziłem do Ursusa, to Legia się tam mną zainteresowała. Nawet Paweł Janes był z kierownikiem Orłowskim u mnie w domu. Namawiali. Później mi się przydarzyła w Ursusie kontuzja pleców. Nie grałem pół roku. To były te nerki, tak? Bo też z nerkami był problem. Coś tam, nerki, coś, nie wiem. Były takie dziwne historie. Leżałem na szaserów miesiąc, doktor Machowski się tam, Stasiu, zajmował, zresztą dzisiaj chodzę do niego, też dalej się mną zajmuję.

Także go pozdrawiam. I był taki okres, awansowaliśmy z trzeciej do drugiej, na zapleczu graliśmy. jak to się mówi, pierwszej ligi. W pół roku zagrałem fajnie. Kontrakt się skończył i wtedy Gwardia przyszła do mnie i Legia też chciała, ale chyba nie do końca tak mocno, bo jednak ta pamięć o tej kontuzji. No i poszedłem do Gwardii. Pułkownik Machowski, sławny, ale też fajny człowiek. Też mi naprawdę sporo pomógł. Myślę, że nikt w klubie o nim by złego słowa nie powiedział. No wiadomo, był umocowany tam wojskowo w różnych historiach, ale chłopak mieszkania pomagał i załatwia ci różne rzeczy, więc takie były kiedyś czasy.

Więc byłem też od razu zlustrowany, jak to się mówi. Natomiast, no to tak jak mówi pan o tej Legii, mam ten kontrakt z Legią Warszawa, rzeczywiście tam jest Te kwoty to w ogóle jakieś miliony, bo to wiadomo. Natomiast mieszkanie, umeblowanie, to pamiętam jechałem sobie, dostałem talon na poloneza, pojechałem tam mieszkanie, to na przykład jakiś talon na meble, żeby się jeździło po magazynach, wybierało po prostu. No takie były czasy. Ale jak negocjacje same wyglądały? Czy na przykład piłkarz szedł i mówi, że ja chcę lodówkę. Nie, tobie damy meble. Były gotowe, bo to był, pamiętam, pułkownik Szukowski. Wtedy, jak rozmawiałem, to on miał już gotowy kontakt, tylko ja mówię, no to za mało, tu więcej tego, więcej tego, więcej kredensów, więcej... Oczywiście trochę żartuję, ale takie były czasy.

Ale ja jak pojechałem z Legii do Galata Saraj, to mogę nieskromnie powiedzieć, zapaliłem tam te boiska swoją szybkością, walką i nieustępliwością. I się dziwili, że się nie zatrzymujesz. Byłem tak przygotowany. Zresztą później... W Osasunie to samo, chociaż coś było po Galatasaray, ale trafiłem do Osasuny, Pedro Maria Zabalza, trener, który na ten obóz, co powiedziałem wcześniej, weszło w Pampelunię i biegaliśmy tam po górach. Różne przebieżki i tak dalej, a później na swojej bazie, ostre też treningi w ośrodku przygotowań Osasuny. świetnym zresztą już wtedy, w tamtych czasach. Więc my naprawdę jesteśmy daleko do tyłu.

To znaczy, że byliśmy super przygotowani fizycznie do tych warunków. Jeżeli nie jesteś dobry technicznie, bo nie masz warunków, w naszym kraju 8 miesięcy masz fajne boiska, resztę wtedy nie było boisk, nie było hal przykrytych boisk i tak dalej. Musiałeś biegać, walczyć. Bo to jak gra z drużyną hiszpańską, czy portugalską, francuską, to oni 12 miesięcy w roku mają piłkę przy nodze. Grają super technicznie, są widowiskowi, ale ty musisz to nadrabiać walką i charakterem. A w tej chwili nasi wielu... No próbują pykać, no ale co z tego. Są przebłyski, bo są fajne mecze, nie mówię. I w Pucharach, i w konferencji, i Lech, czy teraz i Legia. czy wcześniej Legia, jak było, Gidzia tam grali w Lidze Mistrzów, jeszcze ten ostatni Łabędzi śpiew Legii na najwyższym poziomie, no ale też powiedzmy sobie szczerze, dlaczego powiedziałam, że UEFA nam nie pomaga w tym.

Zdecydowanie. Co ty gadasz, my chcemy oglądać widowisko i grać. Niech najlepsi grają. Niech najlepsi grają, bo my chcemy, jak usiądziemy z piwkiem i z chipsami przed telewizorem, no to my chcemy oglądać widowisko, a nie męczarnie. To nie służy rozwojowi. Rozwojowi teraz bardzo pomaga, można powiedzieć, w drugim stronie reprezentacyjnym UEFA, no bo praktycznie już w tej chwili wszyscy będą grali w mistrzostwach Europy. Powstała Liga Narodów. No to na niwie reprezentacyjnej trochę rzeczywiście jest tej takiej promocji. Jeżeli chodzi o kluby, powstała liga konferencji, nie rozumiem dlaczego nie ma rozgrywek puchar zdobywców pucharów, co Legia grała w półfinale chociażby, tak?

Pan powiedział, albo napisał w książce, już nie pamiętam, mam taki cytat zapisany. Powoli docierało do mnie, że ktoś ma dosyć Koseckiego w kadrze. Mówiąc, ktoś mam na myśli prezesa Dziurowicza. On niechęć do mojej osoby miał wypisaną na twarzy. To jest efekt tamtego strajku, nazwijmy to, tamtego buntu, czy ogólnie po prostu miał nie po drodze? Przed Legią byłem w GKS Katowice, pojechałem z żoną. I kominy nie odpowiadały, tak? Tak. Mnie zaprosił, pokazywali nam tam różne mieszkania właśnie. Jedno między innymi z takim oknem dużym, takie kominy. Ja mówię, ale to kominy. On mówi, to posadzi się drzewa i urosną i będzie dobrze. To ciekawe. Pan prezes miał zawsze takie fajne, zdecydowane stwierdzenia. No ale my wsiedliśmy w samochód, jeszcze byliśmy po drodze w Olimpii, Poznań, tam też oglądaliśmy różnego rodzaju rzeczy, no ale w końcu trafiliśmy do Legii.

Może już wtedy, że został, bo on wtedy ściągnął Rudego, pamiętam, do chyba Świerszcza. Tam taką silną ekipę. A wtedy wszystkie topowe kluby w Polsce pana chciały? Ja chciałem do Legii zawsze. Dlatego zwlekałem do końca. Zresztą później jak wróciłem z Francji, skończyłem grać w Montpellier, to taki był okres, że dziewięciu czy dziesięciu meczy gdzieś zagrałem w Legii przed wyjazdem do Stanów, gdzie byłem w Izewie na treningu i na drugi dzień już byłem w Legii. Bo to też ciekawa historia, bo pojechałem tam, Smuda był wtedy trenerem Widzewa, poszedłem na trening, po treningu wziąłem chłopaków na piwo, żeśmy pogadali.

Andrzej Kobylański był, ja mieszkałem w tym hotelu, gdzie piłkarski poker kręcili. I mówię, to przyjedź po mnie rano, no czy nie będę jechał. No dobra, to wpadnę po ciebie. A w nocy zadzwonił prezes Pietruszka, trener Jabłoński, że no dobra, to przychodź do nas do Legii. Bo Legia wtedy tam chyba na dziewiątym miejscu była, po tych pięciu czy sześciu kolejkach. My umówiliśmy się jak Sztydlic w parku łazienkowskim na ławce numer 3, przy wejściu trzecia ławka po lewo. Dosłownie tak się umawialiście? Dosłownie tak i Pietruszka mówi, tylko w klubie nie, bo tam wiesz, ktoś zobaczy, dziennikarze, może się nie dogadamy, to tam... No i się dogadaliśmy. Tam wziąłem średnią jakąś, mówię, słuchaj, ja tu nie chcę jakichś kokosów, daj mi jakąś tam średnią piłkarza i ja chcę tu w Legii grać i tyle.

No i się dogadaliśmy. A Andrzej przyjechał o dziewiątej, bo to było chyba o siódmej czy coś, ja się musiałem tam, czy o ósmej, nie wiem, się pamiętam, w parku. A Andrzej do mnie przyjechał do hotelu po mnie w Łodzi. Tak w recepcji jest pan. Nie, pan Roman zdał klusz. Wyjechał. Jak to wyjechał? O drugie w nocy. O drugie w nocy. Ja swoim samochodem wtedy tam pojechałem do Łodzi. No i tak się znalazłem w Legii Warszawa. Czyli jakby do końca wytrzymałem to ciśnienie. A jeszcze pamiętam konferencję po tym treningu w Łodzi, gdzie siedzieliśmy Andrzej Grajewski, ówczesny mój sąsiad zresztą w Konstancinie, od Szampana w... O Jezu, zapomniałem jego nazwisko.

No a później z Legią ograliśmy wizę w u siebie 3-1. A czy wam w ogóle ktoś pomagał wtedy w transferach jakkolwiek? Nie, nie, nie. Ja miałem swoich takich doradców. Tak, takich doradców. Był... Zaraz, jak on się nazywał? Prawnik jakiś? Tak, był taki człowiek, Andrzej. Zaraz sobie przypomnę. I później był Sławomir Staczyński. Tam pomagał. Po prostu doradcę bardziej ze znajomości, więc to tak wyglądało. Nie było menadżerów. Tak jak mówię, z Atletico na Madryt nie miałem jeszcze od nich nikogo. Jak byłem w Osasunie, to sam negocjowałem.

Do Osasuny to mnie ściągnął Janek Urban, bo przyleciał z prezesem, na pewno mnie zadzwonił. Kosa, bo ty jesteś wszędzie wolny i z tej galaty, no to my tutaj chcemy cię wziąć i ja mówię, no jestem, trenuję teraz sam, no ale mam kartę na ręku i jestem wolny, no. No ale jak kartę na ręku, no. I wtedy Legia się odezwała, Romanowski. że oni są właścicielami i chcą tam 650 czy ileś tam tysięcy dolarów. I przyleciał Janek z prezesem, z kurą się nazywał. Ja mówię, no ale ja jestem wolnym zawodnikiem, mam kartę, no to idziemy do UEFA na jakieś...

rozprawę, czy jak ktoś tam, niech to wyjaśnią. A Janek mówi, nie, prezes rozmawiał, chyba się dogadał z panem Romanowskim, nie wiem na jaką kwotę, może niższą. Wtedy jeszcze nie szanowano czegoś takiego, jak data wygaśnięcia kontraktu. No właśnie. I zapłacili. On powiedział, że on nie będzie tutaj szedł na jakieś tam spory, jakieś arbitraże. Oni zapłacą. I zapłacili Legię. Legia jeszcze na mnie zarobiła. A nie wiem, czy pan ma świadomość w ogóle po latach, że... I Janek, dzięki Jankowi grałem w Osasunii. Zresztą dzięki Piotrkowi Nowakowi grałem w Chicago Fire, bo Piotrek jak byłem w Legii, też do mnie zadzwonił, byłem na zgrupowaniu, mówił, Kosa, startujemy, przyjeżdżaj do Melesu i tak dalej. To też mi Piotruś pomógł. Nie wiem, czy pan ma świadomość, ale agent, który ściągał Jana Urbana do Pampeluny, nazywał się Inaki Urkicho, po latach, całkiem niedawno narzekał, że te pierwsze transfery ze wschodu, m.in.

Jest tam koło 200 dzieciaków, także na Konstancin, jak to się mówi, wystarczy. Teraz czy Marcin Mięciel, fajnie, z którym przez ten mały okres, ale grałem w Legii, Wtedy ma swoją akademię przecież wielu chłopaków i w Krakowie też. W ogóle cieszę się, że Łukasz Piszczek robią tego typu... Być może, ale chyba byłem jednym z tych pierwszych, który pokazał jak to... Ja mogłem iść do innego klubu, zresztą na początku tam próbowałem na innym terenie, ale wkurzało mi, że ktoś się mi wtrąca, coś robi, więc postanowiłem wyjąć, wziąć szpadel, odkopać ten słoik, kupić ziemię i zrobić akademię i jestem u siebie i cieszę się, bo mam co robić, codziennie wyjeżdżam z domu.

To ciekawe, bo przecież w Legii Johan Cruyff, pamiętam po meczu na Łazienkowskiej, 2-3 zdania wymieniliśmy, próbowałem coś po angielsku. Ale mnie chwalił. Później się spotkaliśmy w Lidze Hiszpańskiej właśnie. Nawet w książce napisał tam o mnie fajne słowa. Więc wiem, że byłem w kręgu zainteresowań. Wybrał Hristo Stoiczkowa. I później był przed Kornejewem. Zamiast Kornejewa to chcieli mnie kupić. Igor Kornejew. On był tam, jak pan wie, czwartym. Tam grał paru meczach w pierwszej, ale ogólnie to się ogrywał w drugiej i tak dalej.

Pewnie dlatego teraz w Realu jestem... takim dyrektorem, takim przedstawicielem klubu. Zawsze krawacik, tu wykrojony garnitur, cały butragenion, a jak odchodził, to przekazał koszulkę Raulowi, a ten go godnie zastąpił. A kiedy rywalizował Pan z Barceloną Krojfa, to z bliska to też robiło tak nieprawdopodobne wrażenie, nawet nie chodzi mi o samą jakość piłkarza, ale w ogóle pomysłu na grę, że to był taki zespół, który później w ogóle w całej piłce miał dokonać rewolucji? Wy wtedy zderzaliście się jakby z całkowicie innym światem, rywalizując z Barcą, czy to w Legii, czy w innych drużynach? To były mecze wyjątkowe, bo wiesz, że grasz z najlepszą drużyną, jedną z najlepszych na świecie i jak się do tego przygotować?

Przygotować możesz robić to, co najlepiej umiesz, zrobić to jak najlepiej i przede wszystkim się nie bać. Ja pamiętam w Legii jak siedzieliśmy w szatni, to padały, dobra jedziemy z frajerami tam, dawaj jedziemy. Nikt nie pękał na robocie, jak to się mówi. Idziemy i walimy. Ale widzieliście w ogóle z kim gracie? Tak, no widzieliśmy, oczywiście, że widzieliśmy. Jedziemy na Camp Nou, jedziemy u siebie, ich przyjmowaliśmy, no 1-0 przegraliśmy, ale też mieliśmy swoje sytuacje, że mogliśmy spokojnie. Tam strzeliłem ramkę na 2-0, gdzie ewidentnie nie było żadnego spalonego, ale jakby było 2-0, to kto wie, co by było u nas. No ale to rzeczywiście ten styl gry, poustawianie ich na boisku i ta piłka jak chodziła, to było widać, że to jest coś wyjątkowego. No i na ławce Johan Cruyff, który też fajny dżentelmen taki, no facet konkretny co chce i zawsze, jak to się mówiło, wymagający, ale potrafił ocenić, docenić też przeciwnika.

Ale to było brutalne zderzenie z rzeczywistością, taka Barcelona? Czy wy mieliście takie charaktery, że całkowicie byliście pozbawieni jakiejkolwiek konkurencji? Nie, bo każdy mówi, czy z Legią, czy... Ja później grałem, żeśmy pokonali Barcelonę 4-1 w Pucharze Króla, a u siebie przegraliśmy 3-0, ale wyeliminowaliśmy ich, bo wtedy ten gol, jak to się mówi na wyjeździe, podwójnie... czy później w lidze, żeśmy z nimi wygrali 2-0, gdzie miałem asystę do Kiko. Jakoś leżała rzeczywiście mi ta Barcelona, ale w lidze hiszpańskiej jest to wyjątkowy mecz, ale tam sprężało się dwukrotnie na taką drużynę, czy na Real, czy na Barcelonę.

Gdzie pan czuł się najlepiej? No bo kilka szatni pan zwiedził i to takich kolorowych. Ja od początku, może przez to, że tak grałem, ja pamiętam jak trafiłem do Ursusa, to się mną zainteresowała, ogarnęła mnie od razu starszyzna. Był wymóg, że młodzieżowiec musi grać tak. Zobaczyli, że gram w piłkę, no to zawsze miałem u nich super. Jak dostałem podanie, to takie, żeby strzelić bramkę. Nie biegłem pod chorągiewkę i później rozkładanie rąk, co ty zrobiłeś. To samo było w Gwardii Warszawa, czy w Legii. No w Legii już byłem z kadry, ale też chłopaki jak Darek Wdowczyk, czy Kubicki, czy Kaczmarek się mną zajęli. I tak było. Później jak poszedłem do Turcji, to znowuż już... Też tam był Junayt, taki kapitan, elegancki chłopak, taki z wyrzuceniem klinikę miał już wtedy, jeżeli chodzi o zdrowotną jakąś, czy szpital później.

Pokazano wszystkie 21 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.