Warszawa zabija dziki! Czy można inaczej ?
W Warszawie w związku z ryzykiem wystąpienia ASF (Afrykański pomór świń) dziki są odstrzeliwane, a nie wyłapywane i wywożone do lasu jak jeszcze parę lat temu. W zeszłym roku w stolicy odstrzelono prawie pół tysiąca zwierząt. Dr Robert Skrzypczyński, założyciel Biura Urbanistyki Wielogatunkowej, przekonuje, że istnieją inne, nieśmiercionośne metody poradzenia sobie z obecnością dzików w miastach. Przygotowany przez niego model ma zostać wprowadzony w Gdyni.
To powiedzmy, a gdzieś jest jakiś pozytywny przykład, że to się udało? Czyli były dziki w mieście. Były skargi, odczucie było, że za dużo dzików jest i tu się coś zmieniło. To jest dla wielu miast stosunkowo nowy problem, więc nie mamy jeszcze bogatej bazy doświadczeń z innych miast. Natomiast oczywiście jest przykład Barcelony, on się już w mediach pojawia i całej prowincji Katalonia. I on jest złożony, to znaczy byliśmy w Barcelonie w ramach tego opracowania dla Gdyni. Wykonaliśmy tam też wizję terenową, to znaczy ocenę w terenie jak to wygląda. No i miasto komunikuje... Spotkaliście dziki? Akurat dzików nie. Właśnie powiem też dlaczego, bo to jest jeden z elementów. Mianowicie chwilę wcześniej wystąpiło tam też ognisko ASF-u. ASF jest bardzo śmiertelną chorobą.
Więc większość dzików... Zmarły czy zostały zabite? Nie. Barcelona zamknęła cały park. To jest taki duży park krajobrazowy graniczący bezpośrednio z miastem. I zamknęła go zupełnie dla ruchu turystycznego, rekreacyjnego i też dla polowań. Właśnie po to, żeby poprzez polowania nie rozprzestrzeniać, nie sprawiać, że dziki będą przemieszczać się na duże odległości i w ten sposób nie rozprzestrzeniać wirusa. Natomiast te dziki, które tam były w środku w większości zmarły albo zostały też zabite, więc ten ASF niestety wpłynął na to, że trudno też ocenić skuteczność metod, które Barcelona wdrażała, no bo nastąpił czynnik w środowisku, który utrudnia nam ocenę tych działań, które miasto podejmowało, ale miasto razem z prowincją Katalonia, czyli tamtejszym województwem, Nawet nie, to jest autonomiczny region, więc też mają część kompetencji państwa.
Więc też konflikty. Są różne propozycje terminów. Niestety w literaturze jak już coś raz się przyjmie, to tak zostaje, ale na to muszę zwrócić uwagę. Natomiast wracając do Barcelony, to właśnie minimalizowanie tych napięć, konfliktów, czyli Jest to kilka grup metod, które my też przenosimy. To co wdrożono w Barcelonie, to jest w tym projekcie dla Gdyni? Część z tych metod przenosimy. Uzupełniamy też to, co rekomendujemy dla Gdyni. To jest na podstawie literatury, na podstawie doświadczeń innych miast, więc część z tych metod z Barcelony też adaptujemy do nas i jest ich kilka. Zanim może powiemy o nich, to muszę też powiedzieć o tym, jakie są te konflikty, bo na podstawie tego też potem te metody dobieramy.
Natomiast sądzimy, że w uzasadnionych sytuacjach jest to metoda, która jest skuteczna, prosta i nie jest najlepsza dla krajobrazu, Jest to jedno z narzędzi, którym dysponujemy. Natomiast mamy też kilka, i też z Barcelony, takich bardziej atrakcyjnych metod. Na przykład kształtowanie terenów w zieleni. Właśnie też w tych miejscach, w których nie chcemy szczególnie, żeby dziki były. Czy to jest boisko szkolne, czy to jest teren wzdłuż drogi, czy na przykład wewnątrz ronda, gdzie jak się dzik pojawi, to jest duże ryzyko kolizji. Sięgamy po metody takiego kształtowania zieleni, żeby nie były to tereny atrakcyjne właśnie dla dzików pod kątem buchtowania. Bo dziki buchtują w trawnikach, w terenach zieleni. To co, wybetonować? Nie, oczywiście, że nie. Znajdują tam pędraki bezkręgowce glebowe.
I teraz wiemy, jaka forma zieleni, jaki dobór nasadzeń. Częściowo wiemy, częściowo eksperymentujemy, ale... Ja już czuję, że to jest coś z kolei, co mi się nie podoba z drugiej strony. Precz wszystkie krzaki, krzewy i tak dalej, nie? Nie do końca, bo krzaki i krzewy mają funkcję miejsc schronienia. I tutaj też w Barcelonie wdrażano taką metodę, której my akurat nie rekomendujemy, czyli prewencyjne wycięcie takiej strefy buforowej między lasem a miastem. My tego nie rekomendujemy z wielu powodów. Bo przede wszystkim ważniejsze od miejsc schronienia są miejsca pokarmu. Każde zwierzę funkcjonuje w tak zwanym krajobrazie strachu, czyli są tam rzeczy, które interesują dziki i zwłaszcza jest to dostęp do pokarmu i są tam rzeczy, które je zniechęcają, odpychają np.
Myślę, że jest taka społeczna presja niedokarmienia. Myślę, że jest coraz większa. Ale mamy też sytuację, kiedy niecelowo dokarmiamy dziki, czyli dziki korzystają z karmy, którą wykładamy dla innych zwierząt. I tutaj bardzo ciekawe badanie z Barcelony, ale też wnioski z Gdyni, że karma dla kotów wolno żyjących i tutaj jest to kompetencja wprost gminy. Gmina jest odpowiedzialna za opiekę nad m.in. kotami wolno żyjącymi. Więc dysponuje karmą i kształtuje jej miejsce do karmienia. I teraz to miejsce do karmienia może mieć formę po prostu, że mamy parę miseczek, wyłożone jedzenie. Jeżeli to jest karma dla kotów, dziki ją zwęszą z dużej odległości, bo mają super węch, ona mocno pachnie i jest to czynnik, który je też przyciąga do ludzi, no miejsc gdzie żyjemy, no bo to tam stawiamy zwykle tą karmę. No i my proponujemy po prostu karmniki, które są dziko odporne, też proste w konstrukcji, czyli takie, do których kot może wejść, ale dzik już się nie dostanie, ale w taki sposób zaprojektowane, żeby też łatwo było je wyczyścić, obsługiwać i tak dalej.
Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.