Mentionsy Mentionsy
TECHNOFOBIA
TECHNOFOBIA

Czy Musk kupi Twittera?

19.04.2022 ·23 min 36 s

Po co Muskowi Twitter? Dlaczego chce kupić tę platformę społecznościową za 43 mld$? Czy to będzie miało wpływ na amerykańskie wybory prezydenckie i demokracje w innych krajach? Jeśli spodoba Ci się ten odcinek to zapraszam do subskrypcji. W jej ramach otrzymasz 12 godzin unikalnych treści związanych z zakładaniem i rozwojem startupu, dostęp do zamkniętej społeczności oraz 8 newsletterów w miesiącu z raportami i analizami. Zapraszam!

No właśnie, na podsumowanie wkładu Elona Muska w rozwój ludzkości, że tak górnolotnie powiem, zapewne jeszcze przyjdzie czas. W tym momencie z pewnością można powiedzieć, że dzięki jego działaniom rozkwitła i przeszła z fazy mniej lub bardziej dopracowanego konceptu Chociażby branża samochodów elektrycznych oraz ta kosmiczna. Dzięki jego spółce SpaceX NASA w końcu ma amerykańskiego partnera, który jest w stanie dostarczyć ładunki na Międzynarodową Stację Kosmiczną, jak i pomagać w innych misjach, m.in. na Księżyc. Musk, nie mając wykształcenia kierunkowego, ma tytuł tylko licencjata z ekonomii i fizyki, zabierał się za potencjalnie nierozwiązywalne problemy z różnych dziedzin, No i szło mu to dosyć dobrze.

Musk jest idealnym CEO w czasach memów i mediów społecznościowych. Ku uciesze obserwatorów potrafi publikować absurdalne informacje na swoim Twitterze. Potrafi też szokować swoim antynaukowym sprzeciwem w sprawach związanych z COVID-em, kiedy to lockdown spowodował zamknięcie fabryk testni, wzbudzając podziw antyszczepionkowców oraz miłośników teorii spiskowych. Sam chętnie tworzy mem na swój temat, uwielbia kontrowersje i nie stronie od nich nawet jeśli w grę wchodzi wojna w Ukrainie. Elon Musk jest idealnym produktem medialnym czasów Twittera i TikToka. Szybka, prosta informacja podawana w atrakcyjny sposób. Genialny miliarder, który chce zasiedlić Marsa w imię ratowania ludzkości. No co tutaj wiele można powiedzieć. Ludzie chcą łyżkami jeść takiego Elona Muska.

Szef Tesli określa się jako absolutny miłośnik wolnej mowy i wiele razy obrażał się na medialny porządek, grożąc, że stworzy swoje medium weryfikujące prawdziwość innych mediów. Nazwał tak swój projekt, jeden z projektów Prawda, pisany przez V, zapewne świadomie nawiązując do komunistycznej gazety o tym samym tytule. No można powiedzieć śmiało, że Elon Musk nie lubi tych, którzy go krytykują. I nie lubi tych, którzy wypisują w różnych mediach informacje na jego temat, czasami po prostu pokazując, jak bardzo dziwnym jest człowiekiem. Okres pandemii gry na akcjach Tesli uczynił Ilona Maska najbogatszym człowiekiem na Ziemi, co sam zainteresowany postanowił wykorzystać do wyśmiewania swojego biznesowego konkurenta w dziedzinie podboju kosmosu, czyli Jeffa Bezosa.

Jest to przykład na to, jak małostkowym jest szef Tesli, jak pomimo tego, że... Bardzo szybko potrafi na swoim Twitterze zamieszczać czasami bardzo dziwne tweety. Niestety, na pewno ta jego rozpoznawalność i przede wszystkim zasięg jest wykorzystywany w niezbyt mądrych celach. Wydaje się, że tydzień, w którym Elon Musk nie znajduje się w centrum uwagi co najmniej połowy ludzkości jest tygodniem straconym. Dlatego część krytyków i komentatorów prezesy Tesli i SpaceX wskazuje, że jego działania... kieruje nim potrzeba uznania, stania w centrum uwagi, po prostu patologiczna chęć bycia docenianym. Czasami Musk musi zejść na ziemię i poddać się nie tyle krytyce, co literze prawa. Tak stało się, kiedy znienawidzony przez Muska SEC, czyli ta Komisja Nadzoru Finansowego,

Ukarała, oskarżyła i ukarała prezesa Tesli, w wyniku czego Musk zmuszony był pójść na ugodę, przez którą stracił fotel prezesa Tesli. Zostało mu jedynie stanowisko dyrektora generalnego spółki. Jednym z prawdopodobnie najbardziej bolesnych dla Muska elementów tej ugody SEC była konieczność zatrudnienia prawnika, który miał monitorować. komunikację Muska w mediach społecznościowych, zwłaszcza tych informacji dotyczących finansów i planów spółki. Oczywiście nie wiadomo, czy ten prawnik pracuje, czy przypadkiem Musk nie trzyma go gdzieś w piwnicy, ale można śmiało założyć, że ten nadzór, ten monitoring właściwie nie istnieje. Spekuluje się, mówi się o tym, że te wszystkie wygłupy Muska, jego wyskoki są związane z dzieciństwem, trudnym dzieciństwem, spędzał mnóstwo czasu w RPA, w czasie apartheidu, być może są to trudne relacje z rodzicami i że to wpływa na jego stan psychiczny.

Musk przyznał się w zeszłym roku, że oficjalnie choruje na autyzm, co wyjaśniałoby wiele z postaw, jakie prezentuje, obsesyjne zainteresowanie niektórymi tematami. zaburzenia interakcji społecznych, czy trudność w akceptowaniu zmian. Elon Muska pomocą swojego konta na Twitterze szokuje, śmieszy, dostarcza mediom tematów na tygodnie rozważań, albo po prostu nudzi się, dając temu publicznie wyraz. Za to jest uwielbiany, a jego krytycy wyśmiewani i poniżani za brak zrozumienia geniuszu Elona Muska. 82 miliony osób obserwujących go to absolutny rekord tej platformy. Dodatkowo Musk często dostaje ogromne brawa za publiczne szydzenie z konwenansów poprawności politycznej, liberalnej demokracji i amerykańskiego rządu, który według niego rzuca mu tylko same kłody pod nogi, bo oczywiście Musk jest...

Co bardzo ciekawe, ale też standardowe w przypadku Muska, objęcie jego udziałów, czy też ujawnienie objęcia udziałów ponownie okazało się związane ze skandalem, ponieważ Musk zlekceważył prawo i nie zgłosił w odpowiednim czasie nabycia tych akcji, co stanowi podstawę do oskarżenia go i pewnie ponownie Musk będzie się musiał potykać w sądzie z sekiem. Fani Maska są szczęśliwi, większość z nich to skrajni libertarianie i wolnościowcy w takim rozumieniu polskiej konfederacji, bo ich idol zagrał wszystkim na nosie, rządowi, giełdzie, lewakom, mediom, no i znowu rządzi, znowu jest na ustach wszystkich. Elon Musk dostaje propozycję dołączenia do zarządu po tym, kiedy ujawnił się w akcjonariacie Twittera. I wygląda na to, że wszyscy powinni być zadowoleni. Musk otrzyma kolejną porcję medialnego splendoru i możliwość wpływu na działania platformy, a firma ma czy będzie miała wsparcie największego power usera.

I tak właśnie komentował tę możliwość współpracy CEO Twittera Parag Agrawal. Byliśmy podekscytowani współpracą, mieliśmy jasność co do ryzyka, skomentował pojawienie się właśnie w akcjonariacie Maska. Wierzyliśmy również, że powierzenie Elonowi funkcji powiernika firmy, w której on, podobnie jak wszyscy członkowie zarządu, muszą działać w najlepszym interesie firmy i wszystkich ich udziałowców, było najlepszą drogą naprzód. Musk pierwotnie otrzymuje propozycję wejścia do zarządu, ale finalnie ją odrzuca. Prawdopodobnie dlatego, że musiałby zatrzymać się na poziomie 15% przejętych akcji Twittera i zaraz potem ogłasza chęć kupna całości serwisu za 43 miliardy dolarów poprzez tak zwane wrogie przejęcie, czyli sposób zdobycia kontroli nad firmą poprzez zakup akcji bez zgody zarządu.

Nikt, ale to nikt, nawet Musk nie ma tylu pieniędzy w gotówce, żeby po prostu pójść sobie do banku i powiedzieć, że chce 43 miliardy dolarów na zakup jakiegoś produktu. Więc co musiałby zrobić Musk? musiałby zamienić swoje inwestycje, również akcje w różnych spółkach, w gotówkę i nią zapłacić za akcje Twittera. Z dokumentów złożonych przez Muska w właśnie SEC-u wynika, że propozycja zakupu Twittera uzależniona jest od zakończenia przewidywanego finansowania. Co może znaczyć tylko tyle, że to co robi Elon Musk nie jest wcale do końca, może nie tyle, że przemyślana, ale tak naprawdę on nie ma zamiaru kupienia Twittera. Z czego może ten ask sfinansować zakup Twittera? No właśnie z tego, że będzie musiał sprzedać dużą ilość akcji Tesni, uzyskać jakąś pożyczkę.

No i to nie jest pewne, czy on się na to zdecyduje, dlatego że to naprawdę w jego wypadku byłaby dosyć silna zagrywka, taka, której do tej pory raczej nie widzieliśmy w wykonaniu... kupowania, czy też chęć kupowania takich przedsięwzięć. Zarząd Twittera oficjalnie potwierdził otrzymanie oferty Muska, ale wygląda na to, że nie wykazał akceptacji zrozumienia dla propozycji miliardera. Może dlatego, że Musk nie rozumie modelu biznesowego Twittera, albo generowanie przechodów przez te platformy nie jest tym, o co chodzi Muskowi. Nie wiadomo, co jest gorszą informacją dla obecnych akcjonariuszy. Musk w jednym ze swoich wpisów krytykujących Twittera zasugerował bowiem, że... Ten serwis nie powinien wyświetlać reklam. Warto przypomnieć, że reklamy stanowią 89% przychodów Twittera, wynoszących w ubiegłym roku podatkowym 5 miliardów dolarów.

Inny przykład. Musk zaproponował, by użytkownicy Twittera płacili 2 dolary miesięcznie za dostęp do serwisu, rzekomo jako sposób na ograniczenie liczby oszust i spomerów, których Musk osobiście uważa za irytujących. No dobra, ale by wypracować obecne 5 miliardy przychodów... to Twitter musiałby przekonać do płacenia praktycznie każdego ze swoich 217 milionów aktywnych użytkowników. Wszyscy rozumiemy, że to jest absurdalnie niemożliwe. Nikt nie będzie płacił, znaczy nie wszyscy użytkownicy zapłacą za możliwość publikowania swoich czasami kompletnie absurdalnych wpisów. Te propozycje pokazują, że Musk po prostu albo drwi, albo nie rozumie w ogóle w co się pakuje, albo jedno i drugie. No właśnie, więc nie jest dziwne, że zarząd odrzucił propozycję ta maska i postanowił bronić spółki przed wrogim przejęciem za pomocą strategii tzw.

Rynkowi najwyraźniej nie podoba się to całe zamieszanie wokół sprawy przejęcia. Oprócz zarządu są jeszcze oczywiście akcjonariusze, którzy nie będą zapewne zadowoleni z faktu, że spółka wybierze długi proces walki i manipulacji ceną, zamiast zaakceptować wycenę zaproponowaną przez Ilona Muska i zarobić na całym zamieszaniu. Czy zatem będą protestowali i to oni będą starali się wywierać nacisk na zarządzie? Czy to właśnie ludzie, którzy uznają, że teraz mogą zarobić te pieniądze i Elon Musk może im te pieniądze dać i stwierdzą, hej, nie mamy już ochoty tutaj czekać i gdyby być na waszej łasce, drogi zarządzie, podejmuję decyzję inną niż wy, no zobaczymy. Natomiast nastawieni w rogu do potencjalnego nowego szefa są też sami pracownicy Twittera, 5 tysięcy osób. Nie podoba im się m.in.

nastawienie szefa Tesli i SpaceXu do kwestii genderowych i do fundamentalnych wartości Twittera. Twitter na pewno jako firma z San Francisco jest uznawana za dosyć postępowo progresywną i na pewno nie jest to firma, w której Elon Musk czułby się dobrze. No dobra, można powiedzieć, że no i co z tego, co mnie to interesuje, niech sobie kupuje, Twitter będzie kolejną zabawką w rękach Maska czy innego miliardera, nikogo to nie interesuje, to są problemy trzeciego świata albo pierwszego, kto będzie taką platformą zarządzał, prędzej czy później po prostu wszyscy o tym zapomną i tyle. No tak i nie, bo w tle toczy się jednak walka również o coś innego, o przyszłość mediów społecznościowych, które coraz bardziej wypierają te stare, posiadające inne wartości media jak gazety czy telewizja, gdzie do tej pory jeszcze w niektórych oczywiście istnieje weryfikacja danych oraz odpowiedzialność dziennikarzy za słowo.

Aby dowiedzieć się czegoś o świecie, nie kupujemy gazet czy nie czekamy na główne wydanie programu informacyjnego, sięgamy po Twittera, Facebooka, LinkedIna czy TikToka. Przejęcie Twittera przez Muska może oznaczać, że platforma stanie się jeszcze większym miejscem dla darwinistycznej konkurencji. Kto napisze większą bzdurę i bardziej zszokuje publikę, bo do takiego modelu zarządzania, czy też funkcjonowania Twittera będzie dążył Musk. Będąc totalnym free speech absolutist, ale tylko w sprawach, które dla niego są wygodne, bo młodemu chłopakowi, który opublikował na Twitterze informacje, o publicznie wstępnych trasach przylotu prywatnego odrzutowca Muska. Ten zaoferował pieniądze za zaprzestanie publikacji. Musk też walczył z własnym pracownikiem, który opublikował na YouTubie film krytykujący Tesla i zagroził procesem innej osobie, która ośmieliła

się krytykować w ogóle jego spółkę. Ba, prezes Tesli był w stanie nawet skasować zamówienie dziennikarza na samochód, który niezbyt pochlebnie wypowiadał się o samochodach przez właśnie Muska produkowanych. Także Elon Musk jest bardzo wygodny, bo to pojęcie, że jest absolutystycznym zwolennikiem wolnej wypowiedzi kończy się wtedy, kiedy ta wypowiedź dotyka... Tim Higgins, dziennikarz The Wall Street Journal, napisał książkę o Musku, w której ujawnia liczne przypadki zwolnień pracowników, przepływie gniewu oraz głównie frustracji przez prezesa Tesli. W tej samej książce można przeczytać m.in. o atmosferze strachu i poniżania przed spotkaniami z furiatem, jakim jest Musk. Czarnoskórzy pracownicy Tesli w Kalifornii złożyli pozew dotyczący rasistowskich zachowań i traktowania przez lata w fabrykach Tesli.

przekracza jego możliwości i jego zespołu. W związku z tym na pewno będzie czekał na możliwość przywrócenia jego konta na Twitterze. Innymi słowy, zabawa i żarty miliardera, który bez trollowania i skupienia się na uwagi na sobie nie może żyć dłużej niż kilka dni, mogą realnie wpłynąć na kolejne wybory w USA, bo skoro Donald Trump wróci na Twittera, to zapewne wykorzysta to do pozyskiwania wyborców. A w rezultacie na cały świat. Ponowne pojawienie się Donalda Trumpa w Białym Domu Przypomnijmy, Donald Trump chciał wyprowadzić USA z NATO i uważa Władimira Putina za geniusza. Jest chyba ostatnią rzeczą, jaką byśmy chcieli zobaczyć, kiedy obecnie w Ukrainie toczy się wojna, tak naprawdę między już wschodem a zachodem. Także myślę, że case Ilona Muska, tego czy jej mu się uda zachować, przejąć kontrolę nad Twitterem jest bardzo ciekawe, ale konsekwencje będą daleko wykraczające poza tylko to, czy miliarderowi uda się kupić kolejną zabawkę.

Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.