Mentionsy Mentionsy
Studio Dynks
Studio Dynks

Open Mike (11) Rozmowa z Michałem Łaszewiczem, kierownikiem Katedry Musicalu na Akademii Muzycznej w Poznaniu

28.03.2026 ·56 min 41 s · 1 rozdział · 1 sponsor

Także jako dorosła osoba nie znałem świata poza teatrem muzycznym w Poznaniu konkretnie, ale też równolegle pracowałem już w uczelni, bo ja tam też się zajmuję nagraniami w studio. Teraz zbudowaliśmy studio telewizyjne, także też się dzieje. No a po latach jako osoba Można powiedzieć, że spełniona teatralnie, jeżeli chodzi o teatr muzyczny. Otworzyły się jakieś tam możliwości, bo za rok obchodzimy dziesięciolecie istnienia specjalności musical, która tam się na początku inaczej nazywało, ale zostałem wówczas zaproszony, jak ona powstała, do pracy przy Tym czym się zajmowałem najwięcej w teatrze, czyli do kierowania zespołem wokalnym i to są moje podstawowe zajęcia pedagogiczne w uczelni w tej chwili.

No a od trzech już ponad lat mam przyjemność kierować Katedrą Musicalu. Tworząc myślę ciekawe miejsce, mam to wielkie szczęście, tworzenia nowej specjalności bez, nie chcę nikogo broń Boże obrazić, ale bez balastu jakichś tam zaszłości i krótko mówiąc budować zespół od zera. Zainteresowanie jest teraz musicalem ogromne w Polsce, także mamy to wielkie szczęście, że mamy kandydatów tak no dziesięciu na jedno miejsce od jakiegoś czasu. Na studiach licencjackich mamy dziesięć miejsc, także no ponad setka nam się zameldowała w ubiegłym roku.

Od tego roku otwieramy też studia drugiego stopnia, więc będzie można z dyploma magistra Akademii Muzycznej w Poznaniu musicalu kończyć już za dwa lata. I okazało się, że mam w sobie tego belfra, no bo wiadomo, przez lata w teatrze ja miałem tu wielkie szczęście przejścia. Tej drabinki od szeregowego artysty chóru, wtedy to się tak nazywało, w latach głęboko operetkowych jeszcze, za dyrekcji Daniela Kustosika, ale też w którymś tam momencie dałem się poznać jako aranżer, kompozytor. Też prowadziłem orkiestrę, byłem kierownikiem muzycznym bardzo wielu spektakli. A ekstrafaganza, o której wspomniałeś, rzeczywiście jestem takim, nie wiem, to się mówi, współojcem, jeżeli Drozda jest współmatką.

Ja jeszcze do tego wszystkiego chcę wrócić, ale pomyślałem sobie, że wykorzystam te okazje, gdy się spotykamy, żeby właśnie trochę zapytać cię też o ten początek, bo... Ty się urodziłeś, wychowałeś w Białymstoku, w którym zresztą ja oglądałem w naszym wspólnym rodzinnym mieście musical w białostockim Teatrze Lalek, zresztą musical Hotel Ritz, który zresztą był jakimś hitem absolutnym, znaczy pewnie dalej jest grany. Tak, mamy to szczęście, że on cały czas jest. Jak mnie mam. Tak, naprawdę fantastyczny. Muszę powiedzieć, mogłem go w BTL-u zobaczyć. Ale to jest początek twojej drogi. Rozumiem, tam chodziłeś w Białymstoku do szkół muzycznych. Byłeś takim dzieciakiem, który od małego gra na instrumencie i jest katowany. Albo może inaczej, właśnie to uwielbia i chodzi do tej szkoły muzycznej.

To jest ewenement do dzisiaj niepowtórzony przez żaden musical ten nowoczesny. Wtedy chyba dyrektor Ręca nazywał operetko, komedia, musiałbym zobaczyć, bo mam fotokopię wyciągu pierwszego. Natomiast to było grane we wszystkich polskich teatrach muzycznych, oprócz Gliwic, ale to... Nie będę myśli prezesa Jarosława rozwijał. I rzeczywiście ostatnia inscenizacja jeszcze we Wrocławiu pod koniec lat 80-tych była. Także absolutnie był to specyficzny, też autorski musical. I potem przez lata, no rzeczywiście, nie ma co zaklinać rzeczywistości, zespół był o autoramencie absolutnie klasycznym i do dzisiaj Wielu kolegów odnalazło się w świecie musicalu i świetnie sobie w nim radzi.

Natomiast była też ta operetka nazywana klasyką dzisiaj, żeby nie było wstyd. Wszystko to traktowałem jako lekcję, ale miałem przyjemność właśnie jako dyrygent prowadzić My Fair Lady, prowadzić Kiss Me Kate. Ostatnio jeszcze Rodziny Adamsów. Z tych już nowszych rzeczy asystowałem w bardzo wielkiej ilości spektakli. Cieszę się, bo też musical, który przez kilka lat graliśmy, Królowa Śniegu, który był autorskim musicalem Artura Romańskiego i moim, był wydaje mi się takim pierwszym nowoczesnego typu. Bo już wtedy, jak sprzedałem monitor od mojego komputera, I próbowałem trochę schudnąć, to odłożyłem na pierwszy wyjazd do Londynu w 2005 roku i wtedy mi się strasznie odpaliła korba, bo zobaczyłem jak można robić scenę muzyczną i gdzie my wtedy byliśmy w Poznaniu.

Nawet tutaj użyłeś słowa wstyd. Mimo operetce, prawda? Bo jest, myślę, jakiś taki no właśnie ciężar, prawda? Gdzieś ciążący. Może już dzisiaj go nie ma, ale chociaż, wiesz, ja mam wrażenie w dalszym ciągu, że dla jakichś osób musical jest jakoś taką, wiesz... Drugiej klasy, wiesz, formą muzyczną. Nawet obstawiam, że w środowisku muzycznym jednak bycie, nie wiem, dyrygentem, zajmując się muzyką symfoniczną, to jest ta musical, to jest jakaś druga klasa, to jest w ogóle mniej ważne. Wiesz, jest jakieś takie deprecjonowanie tego. Mam takie poczucie, możesz jako tutaj specjalista Nie zapomnijcie zasubskrybować oraz zafollowować mnie na Facebooku!

W stosunku do oczywiście wyższych, wielkich i wspaniałych, którymi mógłbyś. Czy ty to odczuwasz w ogóle w zajmowaniu się musicalem, w pracy musicalu? Czy na przykład obserwowałeś jakąś ewolucję też na przykład, zmianę postrzegania w ogóle musicalu, teatru muzycznego w Polsce? Ciekawi mnie bardzo to twoje spojrzenie z lotu ptaka z tym doświadczeniem na to. Absolutnie, to z dwóch stron jest takie wzajemne przekonanie o niedoskonałości, bo ja przez lata pracowałem tak naprawdę w technicznym dziale Akademii Muzycznej, pracując normalnie jako artysta w Teatrze Muzycznym. No niemniej mój były wydział tak kokietowałem, czy by mnie do czegoś tam nie potrzebowali, bo Wydaje mi się, że w okresie, kiedy ja kończyłem studia, była pewna luka pokoleniowa, że nie było asystentów w moim wieku, że byli ci profesorowie nobliwi, zasłużeni i potem długo, długo nic.

A ja wtedy krzyczałem już jako kierownik chóru teatru muzycznego, mówię, dajcie mi chórzystów. Ja nie chcę kolejnych dyrygentów, bo wtedy były dla chórmistrzów etatowe dwa miejsca pracy w Poznaniu. Moje i w operze Mariusza Otto. I to było wszystko. Dzisiaj jest troszkę oczywiście inaczej. I rzeczywiście w Akademii też się dużo zmieniło. No, musical wszedł do Akademii. Myślę, że to o czym powiedziałeś rzeczywiście funkcjonuje, ale wynika po prostu z ignorancji, nie boję się tego nazwać, ponieważ stopień wyrafinowania i skomplikowania muzycznej struktury w musicalu jest dzisiaj w ogóle z niczym nieporównywalny. Żadnej innej twierdze sztuce scenicznej, chociażby prowadzenie spektaklu musicalowego, bo dzisiaj dyrygent

Myślę, że dzięki temu, że kadry mojej Katedry Musicalu tworzą też praktycy, którzy bardzo dużo prochu powąchali w teatrach muzycznych, zarówno śpiewacy, którzy uczą szpiewu, uczą wokalu, jak też właśnie realizatorzy, koledzy, którzy są kierownikami muzycznymi nie tylko w Poznaniu, którzy też komponują. Także to jest taka sztuka zespolona. I też dopowiadając do twojej myśli, czas najwyższy jakoś ten musical podzielić. To jest tak zróżnicowana sztuka w tej chwili, no bo nie sposób porównać My Fair Lady z Hamiltonem. To jest w ogóle aż mi głupio, że my do jednego worka to wrzucamy, bo to jest pytanie, na które trzeba sobie chyba odpowiadać już na etapie egzaminu wstępnego w ogóle, że pokazać predyspozycje w jakimś kierunku, no bo inaczej to będzie nieuczciwe.

Super, że próbujemy kształcić aktora totalnego, śpiewaka totalnego, ale już Myślę, że Broadway wykazał, że oni się już odbili od ściany, bo pewnego poziomu tańca śpiewak nie jest w stanie już osiągnąć. Do któregoś momentu jest integralny z całym genialnie tańczącym zespołem, ale jednak musi wyjść tancerz zawodowy, który się przy tym drążku rozciągał i szpagat... Zastanawiam się nad działalnością dydaktyczną i właśnie nad Katedrą Musicalu i nad kształceniem młodych ludzi, bo też w szkołach teatralnych Ja w ogóle uważam, to jest moja tania teoria, jeśli trzymam, że bardzo brakuje w Polsce uczelni, które po prostu są takie przecież na świecie, są w Europie i uczelni, które integrują po prostu rozmaite dzieła muzyki.

Absolutnie budujemy i staram się, właśnie odkąd jestem kierownikiem Katedry, to staram się o to, aby każdy rocznik dyplomatów przeszedł przez pełen cykl przygotowania spektaklu. I co roku udaje nam się taki pełnowymiarowy musical wystawić z towarzyszeniem albo orkiestry, albo bandu na normalnej licencji, jak teatr muzyczny. Także tutaj też jesteśmy prekursorami w Polsce, jeżeli chodzi o ten aspekt i tutaj również. Pan prorektor odpowiedzialny za to nie poskąpił mi tych paru dolców, żeby kupić licencję. Natomiast nie możemy zapominać, że my się wywodzimy tak organizacyjnie ze śpiewu solowego, który był jedyny przez lata, czyli przygotowanie do śpiewu operowego de facto.

No nie było innego sposobu, trzeba było w obrębie tego kierunku utworzyć specjalność. I to, że jesteśmy jednym kierunkiem nakłada pewne ograniczenia, bo jesteśmy kierunkiem wokalistyka. Staramy się na tyle, na ile nam pozwala właśnie przepis ogólny robić nasze specjalistyczne przedmioty na czele z aktorstwem, o którym mówisz, bo wiemy, że w operze zaryzykuje, że są odwrotne proporcje zupełnie niż w musicalu jednego do drugiego. No tak, tak jest właśnie. Przepraszam, że ci wejdę w słowo. Właśnie opera też jest świetnym przykładem, bo naprawdę rzadko zdarzają się śpiewacy, którzy też naprawdę są dobrzy aktorsko. Nie jednak, przynajmniej to jest moje doświadczenie, jednak o wiele częściej widziałem wspaniałych oczywiście śpiewaków, ale aktorsko to było takie, ja to nazywam kinonieme, nie?

My mamy w tej chwili dziedzina sztuki muzycznej i można cały dorobek, bardzo różnorodny, no jestem dobrym przykładem, bo musiałbym, ja mogę do worka wrzucić Drozdę i Arcybiskupa Białosławskiego Gdańskiego Prawosławnego i to w dalszym ciągu będzie mój dorobek w dziedzinie sztuki muzycznej. To jest bardzo, bardzo metafora silna, bardzo mocna. I podobnie jest, no musical musi, no jest tak jak mówiłem i chyba się ze mną zgodzisz, że podobnie jak opera, musi integrować wiele dziedzin sztuki i nie tylko sztuki, techniki jak się okazuje. Także robimy co możemy, uruchamiamy studia drugiego stopnia od tego roku i tutaj właśnie, tu mieliśmy to carte blanche, bo nie musieliśmy modyfikować trochę siatki operowej, tylko pozwolą nam stworzyć plan studiów, który głęboko wierzę będzie atrakcyjny bardzo, bo nasz licencjat jest czteroletni teraz i tak naprawdę...

Przez cztery lata już dużo można zrobić z artystą dobrze zapowiadającym się. Już jest w tej materii dobrze wyrzeźbione. Mamy w tej chwili arcy wspaniały, cieszę się, bo kolejne roczniki są coraz lepsze, ale właśnie Nine, na które cię bardzo serdecznie zapraszam. Przybędę, przybędę. Chciałem tylko powiedzieć, że w Poznaniu, bo to już się spotkałem kilkakrotnie, bardzo mnie to bawi, że w Poznaniu, nie wiem czy wiesz, na pewno to wiesz, w Poznaniu nie mówi się Nine, w Poznaniu mówi się Nine. Więc jak słyszałem właśnie, czy byłem na musicalu Nine. To od razu była ta odpowiedź na te pytania. To jest od razu odpowiedź, że właśnie nein, ale przybędę, przybędę. Czyli to jest przykład na to. Tak, to jest przykład na to. A powiedzmy, przepraszam cię od razu, bo można, rozumiem, jeżeli ktoś chciałby się wybrać, kto nas teraz słucha i chciałby wybrać się na Nine, czy na Nine i zobaczyć ten dyplomowy spektakl musicalowy na Akademii Muzycznej, to rozumiem, że sobie może w internecie wygooglować, sprawdzić.

34:41 · Nine 9

Jest właśnie, bo wiesz, z dyplomami jest tak, że one mają krótkie życie też, więc można jeszcze się załapać, zobaczyć, czy... Jak to jest? W momencie, kiedy słuchacze usłyszą nasze słowa, to już będzie po ostatnim spektaklu biletowanym. Natomiast jeszcze, jeżeli już tak się reklamuje, to dla, nie chcę powiedzieć, że lucky losers, ale dla studentów, którzy się Którzy się nie załapali do 9. Tworzymy w tej chwili mini musical, bazując na prozie Franza Kawki, który nie będzie rozrywkowy, łatwy i przyjemny, ale będzie piękny wizualnie. 27 kwietnia pokażemy go w Teatrze Animacji na scenie witrażowej po raz pierwszy.

W teatrze mamy, nie wiem, lepsze, gorsze stawki, ale jednak i jakiś czas pracy, a w uczelni nie ma tego limitu. Więc pracujemy w poczuciu, że to tak dla idei, ale to już jest, uważam to za swoje podstawowe zadanie, żeby wszystkim dać poczucie, że to jest po coś. Żeby też kadrze dać poczuć satysfakcję z tego, co robi, No i studentom, bo brutalna prawda jest taka, że my nie musimy robić tych wszystkich spektakli, które robimy, że w myśl regulaminu przysługuję studentom i egzamin z fortepianem w sali tam dwudziestometrowej i na tym koniec. Tymczasem my właśnie wystawiamy pełnowymiarowe musicale ze wszystkimi elementami. Zgodziliśmy się na taką formułę recitali dyplomowych, które właśnie zamiast w sali numer 10 przy fortepianie robimy w naszej Aulinowa albo czasami w gościnnych progach Teatru Animacji.

Studenci, jeżeli chcą, mogą sobie zorganizować zespoły muzyczne Jakie chcą, oczywiście my tam kontrolujemy meritum tego wszystkiego, niemniej to jest formuła bardzo atrakcyjna i przychodzi do nas cały Poznań na to i cieszymy się, bo my tam siedzimy w tej komisji 10 godzin, ale wymieniają się kilkusetosobowe widownie, żeby zobaczyć dyplomy naszych absolwentów. To jest super dla nas, satysfakcja. A twoja miłość do musicalu jakoś nie blednie tak coś czuję. To mnie to też fascynuje, że ty masz taki po prostu jak się włącza na słowo musical to ten żar. Żar jest ostry.

I to wszystko zobaczyć. No wiadomo, że studenci chcieliby występować, ile się tylko da. Ale myślę, że doceniają po jakimś czasie, że przeszli przez ten proces. I to nie tylko dyplomanci, bo my angażujemy też młodsze roczniki. Ja się staram przyspieszać premiery tych, żeby trochę je pograć, bo kiedyś to graliśmy w maju, oni w czerwcu mieli obronę i sayonara, już ich nie było. A teraz z Joanną Drozdą żeśmy uruchomili nasz spektakl już w grudniu, także on sobie trochę funkcjonuje w tej naszej przestrzeni uczelnianej. A masz jakieś wielkie marzenia musicalowe? Tak egoistycznie to jeszcze wciąż mi się marzy autorski musical, który gdzieś tam we mnie drzemie i tak ostrożnie stąpam po tym gruncie z wielką pokorą, bo jest masa po prostu strasznie nietrafionych

Tego nam zazdrości cała Polska, bo oni strasznie muszą kombinować, albo z podkładami występują, a to jest kolejne narzędzie, z którym my zapoznajemy naszych studentów. Prace z dyrygentem, co jest strasznie nieoczywiste, to nawet na klasycznych wydziałach bardzo różnie A u nas też, to przyzwyczajenie, że sobie ściągasz mp3 dowolną i już jesteś artystą w swoim rodzinnym mieście powiatowym, bo ci puści akustyk, parę hitów i ty to zaśpiewasz, no to nie jest to. Także mamy orkiestrę, chcę ją jeszcze bardziej ukonstytuować. Ja mam takie wielkie marzenie, No teraz teatr muzyczny właśnie zrobił musical na bazie historii czerwca 56.

To jest historia, z którą ja nie ukrywam chodziłem za dyrektorem Kieliszewskim od lat, bo Chciałem zrobić musical za 100 milionów złotych w skali 1 do 1 czasowej w Poznaniu, żeby w miejscach akcji, akurat tak się fajnie składa, że blisko, a tu jest opera, tu jest Akademia Muzyczna, tu jest Teatr Nowy na przykład, tu Ubecja, prawda, była i tak dalej. No i żeby wyjechać czołgami na ulice poznańskie i zrobić taki 48 godzin musical w skali całego miasta. Michał, ja cię proszę, ja ci przypominam, ty 30 lat mieszkasz w Poznaniu. Czy ty naprawdę myślałeś, że zrobisz za 100 milionów musica w naszym gospodarnym i oszczędnym mieście?

Ale cieszy mnie fantazja, cieszy mnie fantazja. Dodam przy okazji, zrobię mikroprzypis, że dosłownie tydzień czy dwa tygodnie temu rozmawiałem tutaj w Open Mike'u z Przemysłem Kieliszewskim i Przemysłem Pilarskim, który napisał libretto do musicalu Rewolta o czerwcu 56, więc gdyby ktoś chciał posłuchać tej historii związanej z powstaniem tego... Przedsięwzięcia to odsyłam do posłuchania poprzedniego odcinka. Ale bardzo się cieszę, słuchaj, że z takim rozmachem myślisz o musicalu. To jest naprawdę wielka nadzieja dla Katedry Musicalu. Jak Krzysztof Kowalewski w Misiu. Zapłacimy, musi kosztować. Nie, to się tu nie sprawdzi. Ale jestem przekonany, że jeszcze zobaczymy i usłyszymy niejedną wspaniałą muzyczną rzecz, musicalową rzecz, w której maczasz palce.

I małą i dużą. Słuchaj, ja ci życzę musicalu za 100 milionów. Ja bym tutaj postawił kropkę. Naprawdę zostawiam cię z tym życzeniem. Nie porozmawialiśmy jeszcze o chórze i o muzyce prawosławnej, o ciekawostkach poznańskich. No ale nie sposób, musimy się umówić na kolejną rozmowę. Tak jak przypuszczałem, musical po prostu nas tutaj połknie. Ale bardzo ci dziękuję za to spotkanie. Może zachęciliśmy kogoś do tego albo nie wiedział. Na przykład nie wiedziała jakaś osoba o tym, że jest taka możliwość, że jest taki kierunek, że on w taki sposób funkcjonuje na naszej Akademii Muzycznej, więc polecamy wszystkim tym, co by chcieli tą drogą iść, żeby zapukać właśnie do No i zapraszamy na wszelkie cudowności, w których Michał ma czapalce.

Nie podobno ich wymienić, no przecież słyszeliście sami, że to jest po prostu człowiek szatan i trzeba po prostu próbować go jakoś śledzić, albo po prostu śledzić ciekawostki poznańskie. Ciekawostka, słuchaj, innym razem. Bardzo ci dziękuję, Michale, za tę rozmowę. Serdecznie dziękuję. Hasło Musical Poznań to social media naszej katedry i staramy się Nie ukrywać naszych działań, także serdecznie zapraszam do kliknięcia w nazwę. Musical Poznań zapraszał człowiek musical Michał Łaszewicz. Ja uprzejmie informuję, że ten podcast przygotował Eryk Szkudlasz, zrealizował Mikołaj Kryszak, że można do nas pisać na adres redakcjamaupaestrada.poznań.pl oraz czytać, słuchać i oglądać na stronie dynksadynks.poznań.pl.

Pokazano wszystkie 24 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.