Mentionsy Mentionsy
Strefa Rodzica – Rozmowy z Ekspertami
Strefa Rodzica – Rozmowy z Ekspertami

Strefa Rodzica - Rozmowy z Ekspertami - 41 - Jak się żyło w PRL'u

06.12.2024 ·43 min 4 s · 10 rozdziałów

Czasy PRL-u to okres pełen kontrastów, szczególnie w gastronomii. Kelnerzy i kelnerki byli nie tylko pracownikami, ale osobami o wyjątkowej pozycji społecznej, często zdobywającymi trudno dostępne produkty. Praca w restauracjach była wymagająca: eleganckie stroje, wielogodzinne zmiany na nogach, a często szpilki dla kobiet, były codziennością. Życie poza restauracjami także wymagało sprytu – jak przewożenie świń spod koca z wsi do miasta. W podcaście Polskiego Radia Dzieciom wspomnień czar. O życiu w PRL-u opowiadał Joannie Mokosi-Rykalskiej Wojciech Przylipiak, autor książek "Kelnerki, barmani, wodzireje" i "Zakupy w PRL".

2:30 · Motywacja do pisania książek o PRL-u 2

Które mają jakieś tam znaczenie takie w głowie, może nie finansowe, ale jakąś historię mają ze sobą. Sentymentalne. Tak, sentymentalne. I ja trochę przejąłem to po rodzica, głównie po mamie. I też po takiej naszej cudownej cioci babci o najlepszym imieniu, nazwisku w historii chyba świata, Lucyla Pisarska, która mieszkała o Gdańsku na ulicy Długiej, była nauczycielką i zbierała wszystko. A ponieważ jeździła raz do roku, bo zbierała pieniądze przez cały rok, żeby raz do roku z Orbisem pojechać na wycieczkę zagraniczną i w PRL zwiedziła cały świat. A jednak się dało. Dało się, tak. Nie było to łatwe, ale dało się. Widziała trzech papieży, z czego dwóch dotknęło jej głowy, więc no widziała chyba wszystko. W Europie była praktycznie wszędzie.

I ona miała cudowny zwyczaj zbierania wszystkiego. To też oczywiście był taki, pamiętajmy, że dzisiaj jest Mamy świat cyfrowy, wtedy był świat jeszcze namacalny i taki analogowy, jak ja to mówię, więc zbieraliśmy to wszystko, de facto śmieci, ale na przykład opakowania po czekoladkach, ale ona zbierała, z każdej wyprawy mam po niej album, Na przykład, nie wiem, Francja, rok 65. Wyobraźcie sobie, że mam opakowania po czekoladkach, jakieś menu z restauracji, w których była, naklejki z hoteli, bilety lotnicze, bilety na komunikację miejską z tamtego dokładnie roku, z tej wycieczki. Więc to dzisiaj są artefakty nie do zdobycia. Ja to zawsze przeglądałem w latach 80. Z moim starszym bratem przeglądaliśmy sobie jak taką wycieczkę, jakbyśmy sami gdzieś tam wyjeżdżali po prostu do tych krajów, do których prawdopodobnie nigdy nie pojedziemy, bo nie mieliśmy takiej świadomości, że będziemy mogli za kilka lat sami to zrobić.

10:56 · 角色变化与服务行业 2

A później ten... Ale okazało się, że zaczyna brakować tych ludzi, więc zaczęto otwierać właśnie szkoły. Pojawiły się takie, pojawiły się periodyki specjalne. Ja dotarłem do takiego poradnika kelnera, który sobie zakupiłem i faktycznie on uczy jak być kelnerem i tej etykiety. No ale przede wszystkim trzeba było... Zaklęte Rewiry, o przypomniał się tytuł tego cudownego filmu, ale to było takie przedwojenne kelnerstwo. I później do tego trochę wrócono. Właśnie zaczęto przyjmować ludzi po szkołach i też na początku było się młodszym kelnerem czy kelnerką, później dopiero kelnerem, później starszym, a jak później się było już zaawansowało, to można było być kierownikiem sali. To już w ogóle był high life. Ale ci kelnerzy faktycznie, jak mi opowiadali, to oni uczyli się wszystkiego. To trochę tak jak przy zakupach w PRL'u, panie, która pracowała w sklepach, kończyły szkoły i uczyły się wszystkiego.

Więc to faktycznie nie każdy mógł być kelnerem czy kelnerką, więc ci ludzie uczyli się nie tylko takiej kinderstuby, czy jak się zachować i jak podawać oczywiście w jakiś sposób, ale też właśnie sami uczyli się gotować. No i ta obsługa była wyjątkowa i to też byli wyjątkowi ludzie, bo tutaj mam takiego chociażby pana Mirka Cudownego, który mówi, że uczyli się, żeby na przykład nie zapisywać zamówień, tylko zapamiętywali sami. To było największą klasą klinerską, żeby zapamiętać. Ja się pytałem, czy się nigdy nie pomyliłeś? On mówi nie i jego takim Tour de force, że tak powiem. Z takim najlepszym wynikiem było 8 stolików po kilka osób. I nie pomylił się ani razu. To były chyba zagraniczni goście, prawda? Tak, to byli goście z Niemiec, z NRD.

17:54 · Świadkowie historii - Sąsiedzi i imprezy domowe 2

Jak zadzwonicie domofon i powiecie, cześć, słuchaj, wpadłem na kawę, możesz ten... To jest wręcz niewyobrażalne teraz, wiesz, tak jak sobie myślę. Naprawdę, to jest wręcz niewyobrażalne. Więc myślę, że możecie swoim przyjaciołom zrobić taki test. Myślę, że po pierwszym zaskoczeniu może to być cudowne spotkanie, bo my tak robiliśmy po prostu codziennie i to było normalne i nawet się tych drzwi nie zamykało, tylko po prostu ktoś raz pukał. My nawet mieliśmy taki swój sygnał do pukania, że było wiadomo, że to swój idzie, to się pukało, od razu otwierało. To był taki sygnał, że wszyscy mieli ten sam sygnał. Chyba wiem, o którym sygnale mówisz. No, ale faktycznie te imprezy domowe były popularne. Często, tak jak wiecie, święta. Święta też się spędzało w domu, zazwyczaj u babci. Ja dzisiaj myślę, że to jest nie do przeżycia.

My trzy dni siedzieliśmy te święta u babci. Wujkowie, Mirkowie, Jurkowie, bo też w każdej rodzinie jest jakiś Mirek albo Jurek. Też mam Mirka. A ja mam i Mirka i Jurka i oni siedzieli naprawdę trzy dni. Ta babcia gotowała już tam miesiąc wcześniej. Jedli te kurczaki, kotlety, sałatki. Popijali oczywiście. Dwanaście osób w małym pokoju, a my dzieciaki wszystkie, kuzynki, kuzyni w drugim pokoju. I tak siedzieliśmy trzy dni. Ja nie wiem, jak... U nas było tak samo. Dzisiaj to też jest nie do pomyślenia, żeby ktoś wytrzymał przy stole pewnie dłużej niż tam parę godzin, a głównie dzieciaki. No wtedy tak było, więc to jest takie faktycznie, to za czym możemy tak już prost mówiąc tęsknić, to takie myślę takie prospołeczne jakby życie i to spotykanie się. Tak i stosunki międzyludzkie, które są zdecydowanie.

Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.