Mentionsy Mentionsy
Strefa Rodzica – Rozmowy z Ekspertami
Strefa Rodzica – Rozmowy z Ekspertami

Strefa Rodzica - Rozmowy z Ekspertami - 41 - Jak się żyło w PRL'u

06.12.2024 ·43 min 4 s · 10 rozdziałów

Czasy PRL-u to okres pełen kontrastów, szczególnie w gastronomii. Kelnerzy i kelnerki byli nie tylko pracownikami, ale osobami o wyjątkowej pozycji społecznej, często zdobywającymi trudno dostępne produkty. Praca w restauracjach była wymagająca: eleganckie stroje, wielogodzinne zmiany na nogach, a często szpilki dla kobiet, były codziennością. Życie poza restauracjami także wymagało sprytu – jak przewożenie świń spod koca z wsi do miasta. W podcaście Polskiego Radia Dzieciom wspomnień czar. O życiu w PRL-u opowiadał Joannie Mokosi-Rykalskiej Wojciech Przylipiak, autor książek "Kelnerki, barmani, wodzireje" i "Zakupy w PRL".

17:54 · Świadkowie historii - Sąsiedzi i imprezy domowe 2

No tak, no to był ten faktycznie podwórkowy świat, bo my żeśmy, to nasze pokolenie chyba ostatnie było tym, które spędzało czas cały wolny na podwórku, do momentu aż mama po raz siódmy nie krzyknęła Wojtek wracaj, Bo już się pogniewam. I potem krzyczałeś jeszcze, bo u nas były jeszcze negocjacje takie. Ja na parterze, moja mama na dziesiątym. Chodź do domu. Po co? Na obiad. Ale co jest? Chodź do domu. Mami było głupio drzeć się na mnie przez cały blok. A tu były dyskusje. No bo nic gorszego nie było jak wrócić do domu. Teraz jest wręcz odwrotnie. Mam wrażenie, że nic gorszego dzieci nie może spotkać jak wejść na dwór. No ale też pamiętajmy, że trochę to wynikało z tego, że w domu nie było szczególnie nic do roboty. Znaczy zabawek mieliśmy kilka. Nie było, tak jak mówiliśmy, komputerów. Jeszcze wtedy nie było, nie? Tak. W telewizji były jakieś pojedyncze programy dla dzieciaków rano albo bajka wieczorem.

Dyrektora szkoły, którego znalazłem w wannie, bo tak u nas mu się spodobało, że poszedł się zrzemnąć w wannie. Więc przed świętami był Karp, a później na karnawał był dyrektor, zresztą bardzo sympatyczny, z mojej podstawówki. Więc no tak, te zabawy były, one też zazwyczaj gromadziły właśnie sąsiadów, bo to też wszyscy wiedzieli i tak jak mówiłaś, ludzie się bawili. Wtedy mniej chyba na urodziny, raczej się bawiło na imieniny. Czy tam Baśki, czy Zośki, czy Zenka, czy takie popularne imiona. To zawsze się znalazł jakiś tam... Zawsze był jakiś Zenek, prawda? Albo Baśka. Tak, Zenek albo Basia. Albo Andrzejki. A jak nie, to nic by nie wynaleźli, naprawdę. To ja miałam wrażenie, że moi rodzice to chodzili do kogokolwiek, byleby tylko wyjść z domu. A a propos tego, co powiedziałeś, to powiem ci szczerze, że ja mam z 15 zdjęć mojego taty w stroju kobiety w peruce.

Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.