Mentionsy Mentionsy
SpoilerMaster
SpoilerMaster

S07E21: "Łowca jeleni" (1978) || We współpracy z firmą Reset

21.11.2025 ·1 godz 30 min · 1 rozdział · 1 sponsor

Rozmawiam o filmie "Łowca jeleni" (1978) w reżyserii Michaela Cimino z pisarzem i filmowcem Robertem Ziębińskim.

0:49 · Reset 16

Eposu. To jest film, który doczekał się bardzo wielu komentarzy w momencie premiery. Był także filmem niesłychanie kontrowersyjnym. I dzisiaj o nim porozmawiam z Robertem Ziembińskim, pisarzem, ale także fantastycznym filmowym gadułą, który nie tylko publikuje regularnie swoje literackie dzieła, ostatnio jest to np. powieść pt. Wiła, Ale na profilu facebookowym po godzinach Robert Ziembiński usilnie propaguje klasykę kina, co jest niesłychanie bliskie mojej misji, ale także oczywiście misji Resetu. Co więcej, Robert jest po zdjęciach do swojego debiutu reżyserskiego.

I oto zachęcam Was, żebyście teraz, zanim przejdziemy do rozmowy z Robertem Ziembińskim, narysowali sobie w głowie te dwa punkty na linii czasu. To znaczy 9 kwietnia 1979, ogromny tryumf Michaela Cimino, 5 Oscarów, no i realizacja jego największych marzeń jako reżysera. Francis Ford Coppola wręcza mu statuetkę. A teraz przesuńmy się w czasie o 17 lat do przodu. Jesteśmy na lazurowym wybrzeżu. Festiwal w Cannes trwa od 9 do 20 maja 1996 roku. Tylko 17 lat, a zupełnie inna epoka. W międzyczasie zdążyło się skończyć kino nowego Hollywoodu, do którego Łowca jeleni przynależał, ale które zostało domknięte, a niektórzy powiedzą zabite, jego kolejnym filmem, czyli Wrotami niebios.

Tak subtelnie zostaje wprowadzony widz w centrum wydarzeń, tak gwałtownej poddany presji. Nie, to nie melodrama do przyjaźni trzech dzielnych chłopców. To tragedia, w której miejsce autentycznej hieratyczności bohaterów zajęła niewiarygodna kondensacja emocjonalna, niebywała siła konfliktów. Przytaczam to jako pewien tekst historyczny, bo ten film oglądany w schyłkowym PRL-u musiał uderzać jako wizja przychodząca z zupełnie innej rzeczywistości i te słowa wydają mi się tego dobrym miernikiem. A teraz już przechodzimy do rozmowy z Robertem Zapraszam Was do kina, ponieważ ten odcinek powstaje we współpracy z Resetem, a mnie cieszy niezwykle, że ten wielki epos w końcu może być oglądany w tak pięknej cyfrowej wersji w Polsce i możemy się od niego znowu pokłócić, możemy sprawdzić na ile wizja Cimino nas przekonuje, na ile nas odrzuca, bo ten film naprawdę może zrobić i to i to, czasem nawet w tym samym momencie.

A zatem zapraszam mojego gościa Roberta Ziembińskiego. I jest już ze mną Robert Ziembiński. Witaj Robercie. Dzień dobry, cześć. Bardzo się cieszę, że przyjąłeś to zaproszenie. Rozmawiając tutaj przed nagraniem, uświadomiliśmy sobie, że nie tylko bardzo dobrą okazją do rozmowy jest wprowadzenie pięknie zremasterowanej cyfrowo wersji Łowcy jeleni na ekrany przez Reset, ale także swoista rocznica, ponieważ zadałem ci pytanie i zadaję je już on the record. Kiedy po raz pierwszy obejrzałeś Łowcę Jeleni? No to było dokładnie w cyklu 100 na 100. I jak ty przytomnie powiedziałeś, było to 15 grudnia.

A powiedz mi, pamiętasz pierwsze wrażenie? I co ważne też, czy słyszałeś wcześniej o tym filmie? Bo on miał swoją legendę. Ja słyszałem o tym filmie, bo czy... Ja mam wrażenie, że ten film mniej więcej wtedy albo wychodził na VHS-ie, któryś z tych dziwnych dystrybutorów w rodzaju Neptun Video Center albo ktoś taki go wypuszczał na VHS-ie i on gdzieś się kręcił, już w tej prasie Wczesno filmowej było dużo fotosów, więc ten film już był mi znany. Ja wiedziałem, że tam na końcu coś się dzieje strasznego, ale nie do końca wiedziałem co, bo jakoś tak, no tak wyszło. No już Robert De Niro wtedy był takim aktorem, którego się absolutnie poważało, uwielbiło, a ja z kolei miałem ogromny sentyment do Christophera Walkena, ponieważ wtedy już znałem film Martwa Strefa Kronenberga, który jest do dziś jednym z moich ukochanych filmów, a wtedy mniej więcej po prostu zapołałem miłością do tych dziś zimnych, pozbawionych uczuć i emocji oczu.

To w zasadzie takie mitologiczne, czy nie mitologiczne, nawet powiedziałbym, że kurcze biblijne odwracanie ról. Mamy początek filmu, gdzie bohaterowie idą do knajpy, są radosnymi facetami, przyjaciółmi, robotnikami, zwyczajnymi, absolutnie przeciętnymi ludźmi, którzy idą do knajpy, w tej knajpie spotykają żołnierzy. I tam jest Ci żołnierze stoją z boku. Oni się nie kolegują. Jest pewien afront. Oni nie rozumieją tych żołnierzy. Patrzą na nich. A potem półtora godziny później mamy Roberta De Niro, który idzie do knajpy i trafia dokładnie w to samo miejsce, w którym byli ci żołnierze. I dopiero wtedy rozumie, dlaczego ci ludzie nie chcieli bawić się z tymi ludźmi, którzy byli pełni życia, energii i radości.

Ujarzmiony, tak. I on jest pod kontrolą. A potem każda przestrzeń w tym filmie, czy to będzie cerkiew, czy to będą wspaniałe pasma górskie, czy to będzie właśnie ten Wietnam, przestrzeń w dużej mierze ten film opowiada. No i niektóre ujęcia tutaj mają... Epicki oddech, którego na nich powstydziliby się najwięksi, nie wiem, Kurosawa, David Lean, prawda? David Lean, tak, dokładnie. Zwłaszcza w scenach polowania. I tu domknę to, co zacząłeś, bo w tych takich powtórzeniach jest też to, że Michael najpierw ma obsesję, bohater De Niro, żeby w trakcie polowania na jelenia zastrzelić tego jelenia jednym strzałem. To jest ten one shot, o którym on mówi wiele razy. Natomiast po powrocie z Wietnamu mamy scenę bliźniaczą, gdzie on już ma tego jelenia na muszce, ale cofa ten strzał i nie zabija zwierzęcia.

I mamy taką sytuację, że on im oddaje hołd, ale też taki hołd, nie hołd. Rozumie, znaczy no to właśnie w tych dwóch scenach między tymi żołnierzami, a potem De Niro pięknie widać, że on naprawdę rozumie, kim są ci ludzie i z czym oni się stykają, kim są przed wyjazdem, kim są po wyjeździe, jak się zmienia społeczna percepcja też ich. No ale wkłada te wszystkie miksy językowe, te wszystkie... Z drugiej strony, z trzeciej strony wreszcie, patrząc na to, Ameryka jest krajem emigranckim. Jest takim tyglem wszelakim, więc to nie jest nic zaskakującego.

O co chodzi w filmie? I trochę to jest to samo, co w Łowcy jeleni. Dlatego ja bardzo oba te filmy lubię. Że mamy tę godzinę i przez tą godzinę dzieją się przeróżne rzeczy, które nie pchają nas fabularnie do przodu. Ale to Robert, ty musisz teraz obronić, bo może słuchają nas jacyś producenci na przykład, dlaczego to jest piękne? Dlaczego to jest piękne, że film nie musi zawsze pchać nas do przodu? To jest piękne, ponieważ pcha nas do przodu relacja między postaciami. Pchają nas bohaterowie. I w momencie, kiedy my idziemy za tymi bohaterami, to się robi film, to się robi opowieść, bo to jest opowieść o nich. Ale musi być świat. Musi być świat. Przestrzeń trzeba dać temu operatorowi, żeby on sobie wyjechał i zrobił te wielkie, szerokie plany, żeby sobie zrobił te establishment, żeby pokazać gdzieś na końcu tego kadru, tego biednącego w piorunie i lekkiej stopie Jeffa Bridgesa, czy naszych chłopaków gdzieś przemykających.

Wierzyli, to jest to, że Robert De Niro usiadł, był do samochodu z Michaelem Cimino i oni sobie wspólnie przejechali wszystkie lokacje. O, nie wiedziałem. I to jest, De Niro o tym opowiadał w paru wywiadach, właśnie przy okazji ten, że on chciał poznać tok myślenia reżysera. Więc siadł i pojechał z nim parę tysięcy kilometrów, żeby zobaczyć lokacje. Dla osób, które, jak nas państwo słuchacie, nie macie pojęcia, jak się układa film, no to na lokację aktor w zasadzie nie jeździ nigdy. On po prostu zostaje na nie przywieziony, jak są zdjęcia, bo aktora to nie interesuje. On ma mieć opowiedziane przez reżysera co, gdzie, jak będzie, a potem przez operatora i tak dalej, i tak dalej.

On prawdę wnosi. Kazal był takim człowiekiem, który niósł za sobą aktorską prawdę. I tu wracamy do tej strasznej historii, bo on rzeczywiście na tym ekranie umiera. On ma raka. Z filmu go chciano wyrzucić, bo producenci się obawiali, że on umrze podczas zdjęć. Zresztą przez jego chorobę część zdjęć, zmieniono kolejność zdjęć i kręcono... Były problemy z ubezpieczeniem go w ogóle, ale Cimino się uparł. Cimino się uparł, De Niro zapłacił za ubezpieczenie. Meryl Streep była jego opiekunką i pilnowała, w związku z czym dostała W zasadzie główną kobiecą rolę w tym filmie. Na takim poziomie, na jakim ta postać jest.

Jest postać po prostu, jest postać, mimo że na ekranie jest de facto krótko. Dwie rzeczy jeszcze. Dalsza droga z Cimino. Teraz już na chwilkę domknijmy Łowcy Jeleni, bo wszystkiego tu nie powiemy, może coś jeszcze się, ale dalsza droga Cimino, bo jestem ciekaw, co ty w ogóle uważasz o tych późniejszych filmach, znowu nie omówimy wszystkich, ale klęska, tak ogromny sukces, bo 5 Oscarów dla Łowcy Jeleni, przypomnę, to są statuetki za najlepszy film, dla najlepszego. Reżysera, dla najlepszego aktora drugoplanowego, Christopher Walken. Dźwięk i montaż, to są te statuetki. Ja uważam, że Wilmorzy Zygmunt też zasłużył, ale się nie udało.

O prawdziwej postaci, na podstawie książki, której nie możemy w zasadzie użyć, tak jak powinniśmy użyć. I robimy taki trochę półprodukt, trochę nie wiadomo co. Mamy Rock Smoka, który jest oparty na wspomnieniach, na powieści Roberta Daleya, czyli byłego policjanta, też weterana. Akurat był w Korei. Scenariusz Oliver Stone. Scenariusz Oliver Stone. To był prawie doskonały film rozliczeniowy, który gdzieś się omksnął. To jest chyba ostatni film jeszcze Cimino, który miał energię i miał moc jakiegoś opowiadania o jakimś świecie. Tam są sceny, które ja uwielbiam.

A tam Antony Hopkins w ogóle grał tego. Tak, Antony Hopkins. Dziwny casting. Dziwny, bardzo dziwny casting, bardzo dziwny mi kierurk, który był przyjacielem Cimino. Bardzo dziwne to wszystko, a jeszcze dziwniejszy jest montaż tego filmu, bo tam ewidentnie już po prostu Dino De Laurentiis, który to produkował, po prostu wszedł z butami, wykopał pana z montażowni i powiedział, dobra, to tniemy tu, to tniemy tu, to tniemy tu i tam się pojawiają sceny, które są kompletnie niespójne z tym, co oglądamy. Film jest chaotyczny. Miki Rurk nie do opanowania. To już jest faza schyłkowa Cimina i faza schyłkowa Mikiego Rurka, który po prostu już... On już jest i to już powinno wystarczać. W tym wszystkim peląta się biedny Antony Hopkins, który próbuje nadać kształt postaci, która w zasadzie jest kompletnie bez znaczenia.

No tak. I to miał być pojedynek dwóch... Wizji męskości, a kończy się na pojedynku Ego Mickiego Rurka z Ego Dino De Laurentiis. I to takie jest nie wiadomo co. No i potem jest ten Sunchaser, ja go widziałem na VHS-ie lata temu, jak on wszedł. Rajd ku słońcu. To jest mi potwornie pretensjonalne. Oni tam mówią pretensjonalnie. Czy tam Anne Bancroft nie gra indianki? Coś takiego mi się wydaje. Teraz mam taki przebłysk, że ona jest jakąś szamanką. Już samo obsadzenie Anne Bancroft jako szamanki, to już, jeśli mnie pamięć nie myli. Wydaje mi się, że się nie myli. W takiej bardzo bujnej fryzurze. Tak, tak, tak. Nie mylicie.

A powieść to nie jest idea. Idea... Czy Łowca jeleni jest filmem ideologicznym? On nie jest filmem ideologicznym. On może być czytany jako film ideologiczny post factum. Natomiast nikt tu nie zakłada, że to jest mój lewacki protest przeciwko wojnie w Wietnamie. To ma wyjść samo. Albo moja prawacka apologia tej wojny. Dokładnie. Tylko są to ludzie, bohaterowie ich świata. To my, jako widzowie, mamy ocenić, czy wybrać sobie stronę, po której stoimy, a oni, a filmowca rola jest opowiedzieć historię. Piękne słowo na sam koniec, Robert. Bardzo ci dziękuję. Dziękuję bardzo. Raz jeszcze dziękuję Robertowi Ziembińskiemu za tę rozmowę i przypominam, odcinek powstał we współpracy z firmą dystrybucyjną Reset, która w dniu 21 listopada 2025 roku wprowadziła ponownie łowcę jeleni na polskie ekrany w pięknej cyfrowej

Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.