Mentionsy Mentionsy
Samiec Beta
Samiec Beta

#65 — JAK TO SIĘ ROBI W AMERYCE? || GOŚCINNIE: JACEK KNAUR [+18]

27.07.2023 ·1 godz 8 min · 6 rozdziałów

W dzisiejszym odcinku gościmy Jacka, naszego słuchacza, który studiował w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. I należał tam do bractwa. Odwiedźmy kampus i zobaczmy, czy "Uniwersytet Potworny" pokazał prawdę. ••• Zapraszamy do wsparcia na: https://patronite.pl/samiecbeta Nasza grupa „Samiec Beka" (memy, komentarze itd.): https://www.facebook.com/groups/736889207766543\ Nasz Discord: https://discord.gg/7VK2pUUXHQ

0:00 · Witamy betamaniacy 1

Zapraszamy na podcast Samiec Beta. Podcast dla facetów aspirujących do miana samców alfa. Zapraszają Mateusz Płocha i Szymon Żurawski Siemano, witajcie betamaniacy. Co tam u was? Bo u nas wszystko super. Jest ze mną Szymon. Cześć. I jest ze mną Jacek Knaur. Cześć wszystkim. Siemanko, dobrze pamiętam twoje nazwisko, nie pomyliłem cię. Tak, jak najbardziej. Który jest, uwaga, naszym dzisiejszym specjalistą od, właśnie teraz jak to dobrze powiedzieć, bractw. Tak, dokładnie. Od bractw takich amerykańskich czy też greckich, można tak mówić?

1:09 · Wiersz Andrzeja Saramonowicza 2

To są amerykańskie bractwa studenckie, ale w Stanach określa się to jako Greek Life, czyli... Tradycja jest grecka, tak? Zaraz do tego przejdziemy, ale ja mam dzisiaj, kurwa, ja mam taki kąsek dla was. O Boże, co ja mam wspaniałego. Ja uważam, że trzeba od tego zacząć odcinek. Jacek, mam nadzieję, że docenisz. Uwaga, to jest świeża rzecz sprzed 4 godzin. Andrzej Saramonowicz codziennie wrzuca wiersze. Wszyscy to wiemy, tak? Przerabialiśmy Andrzeja Saramonowicza. Wiem, że wrzuca wiersze. Ale słuchajcie, wrzucił swój wiersz. Ja ten wiersz przeczytam. Nie słyszałeś tego wiersza, nie? Magda też nie słyszała. Jacek też nie słyszał. Reagujcie jak wam się chce. Możecie przerywać, żebyśmy omówili na przykład daną część, bo to może interpretacyjnie być dość istotne.

Andrzej Seremonowicz. To był koniec? To jest koniec. Kodziło ojarańsko, słuchajcie. Tak, jednak, jednak. Kodziło ojarańsko. Że to chodzi jak ta, pamiętacie, Natasza Urbańska. Rolowanie blanta na backstage'u. Jakaś soda, jakiś juice. Dokładnie, jakiś juice. Fantastyczne rozpoczęcie. Ja myślę, czekaj, bo ja jestem w stanie to powiązać z dzisiejszym tematem. Oczywiście. Uważam, że to byłby dobry hymn właśnie takiego bractwa. O skręcaniu. O skręcaniu. Za każdym razem jakby było jaranie Gibona, to najpierw byłaby recytacja Andrzeja Seremonowicza. Tak, no bo Jacek jest po prostu osobą, która się zgłosiła do nas, że słucha nas od pierwszego odcinka, tak? Spotify mu podpowiedział, dzięki.

4:56 · Opowieść o studiach w Ameryce 11

Wykorzystał na maksa. No ale oprócz tego, że skończył te trzy kierunki, no to Jacek był też, jak widzicie po bluzie osoby, które nas oglądają na YouTubie, a te, które nie, no to może po zdjęciu na miniaturce, że byłeś w Serenity, tak? Sorenity jest dla kobiet. Czyli jeżeli oglądaliście jakikolwiek amerykański film o nastolatkach albo Potwory i spółka Uniwersytet Potworny, no to wiecie o czym mówimy. Uniwersytet Potworny przedstawia najbardziej realistyczną wersję bractwa. A który film albo serial przedstawia najgorzej? Jest taki legendarny film wśród bractw, nazywa się Animal House i to jest kultowe dzieło, ale ono bardzo zepsuło w ogóle bractwom reputację, bo przedstawiało tak naprawdę dwie skrajności bractw.

Te, które są bardzo mocno, że tak powiem, przestrzegające reguły i te, które bardzo tego nie robią. I obie były absolutnie tam wykrzaczone i tam wchodzili sami psychopaci. Czy tak było w rzeczywistości, się nie wypowiem, ale... Ale Animal House zdecydowanie przedstawia nas w najgorszym świetle. A spróbujmy ustawić chociaż jakąś tezę tego odcinka. Czy bractwa są fajne, czy są niefajne? Są fajne. Nie żałuję tego, że tam byłem, ale zdecydowanie są toksyczne. I to jest, moim zdaniem, bractwo to jest taka kąpiel w kwasie. Po prostu wchodzisz tam, doświadczasz najgorszych możliwych zachowań, wyszumisz się, no bo bractwa funkcjonują na kampusach trochę jak kluby. Więc no mieszkasz przez te tam 4 lata w klubie, impreza jest ciągle, no to doświadczysz tych najgorszych zachowań, wyszumisz się i potem wchodzisz w życie i już no nie masz potrzeby tego, żeby nie wiem, jechać do Berlina i tam imprezować do siódmej rano, nie?

OK, to faktycznie ma to jakiś sens, że w sensie wszystko co hardkorowe i takie jest uosobieniem studentstwa, że kiedy sobie tego zaznasz, to nie potrzebujesz tego mieć w późniejszym życiu, tak? No ja przygotowałem się do dzisiejszego odcinka i posłuchałem trochę i chciałem cię zapytać, ile procent osób, bo te filmy bardzo często nam przedstawiają taką sytuację, że wszyscy są w tych bractwach, nawet jak cię tam odrzucą ze wszystkich bractw, to na końcu jest to jakaś tam Omega, Epsilon, Gama, Gama, Gama. I tam cię wezmą. No ale dzisiaj się dokopałem do jakiejś takiej informacji, że 10% około studentów studentek bierze udział w takim... 10% to jest dosyć dobre szacunki. To się trochę waha.

W zależności od uniwersytetu, u mnie to było właśnie około 10%. I to wynika z tego, że bycie w bractwie W bardzo wielu sytuacjach nie jest najtańsze. W moim przypadku akurat było tańsze niż normalne mieszkanie na kampusie, ale u mnie to wynikało z tego, że nie miałem stypendium. W przypadku większości osób to się wiąże z dodatkowymi kosztami, a studia w Stanach już są horrendalnie drogie, jak pewnie wiecie. No a poza tym, no bractwa są selektywne. To nie jest tak, że wybiera się każdego, że każdego przyjmują i tak, są takie bractwa, które przyjmują praktycznie każdego, kto się zgłosi, ale no oni też są ograniczeni przez wielkości domów, nie? I no... Wiadomo na kampusie, jakie bractwo jest trochę lamerskie, więc to nie jest tak, że jak zostaniesz przyjęty do takiego bractwa, to od razu chcesz tam iść.

Raz byłem świadkiem sceny, akurat później opowiem, jak wyglądał dokładnie proces, ale w momencie, kiedy ludzie dostawali informację, że zostali przyjęci do bractwa, jeden chłopak dostał list tylko od takiego, powiedzmy, że obciachowego, i on się od 3 dni popłakał. I było mi go strasznie szkoda, chciałem go przytulić, ale musiałem wyjść akurat. No ale jakby, jeżeli cię nie przyjmą do żadnego bractwa, to się nic nie dzieje, tak? No się nic nie dzieje, życie idzie dalej. Tam straciłeś 5 dolarów. Tyle kosztuje, że tak powiem, zapisanie się na Rush. Rush to jest taki tydzień w instrukcji, którego bractwa sprawdzają, kogo chcą przyjąć. No to zanim się rzucimy w ten odmęt szaleństwa, no to jeszcze tylko, jaki to był uniwersytet? University of Evansville, raczej nie znacie go. Super znany, super znany uniwersytet. W jakim to stanie? Indiana, to jest południowa Indiana, to jest rejon Tri-State, czyli skrzyżowanie Indiany, Illinois i Kentucky.

Ale to wszystko się bardzo łączy z tematem naszego odcinka, bo tam był Polak w amerykańskim filmie, a my mamy tu Polaka, który był w bractwie amerykańskim. Połączyłem, bo udało się. Więc tak, no to jeszcze zanim przejdziemy, bo jeszcze mam jedną rzecz, o której chciałem powiedzieć. Studia, studia, wiadomo, najbardziej studencki sport, siatkówka. Wiadomo, siatkówka, wszyscy kochają siatkówkę. Jest taki siatkarz, no już powoli schodzący ze sceny, Michał Kubiak. Nie wiem, czy znacie Michała Kubiaka. Michał Kubiak. Znacie stereotypy o siatkarzach. Inteligenci. Inteligenci wśród sportowców. No, w Polsce tak. Ironia. Ja już to znam. Naprawdę, naprawdę. Mówię serio, że siatkarze wśród sportów drużynowych, no to są najbardziej, bo to jest najbardziej akademicki taki sport drużynowy w Polsce.

Jacek, back to you. No to co, może... Ja mam pytanie. Dlaczego chciałeś wstąpić do bractwa? Powody były dwa, to znaczy ja w Stanach nikogo nie miałem w tamtym czasie i no jak się przyjeżdża samemu i cały tam dobytek życia jest spakowany w taką walizeczkę, tak, jeszcze jest się trochę zadłużonym i w ogóle, no to jest to ciężkie? I po prostu zacząłem chodzić do bractw, bo w bractwach koncentruje się trochę takie społeczne życie, tak? Tam są imprezy i w ogóle. W tym bractwie, do którego ostatnio dołączyłem, bardzo dobrze mnie potraktowano. To znaczy, ci chłopacy naprawdę, zależało im na mnie. Pytali się w ogóle o Polskę i ja dla nich byłem strasznie egzotyczny, tak? Niesamowite, nie? Polak! Miałeś jakąś ksywę, gdzie było Polish coś tam?

Polish Hammer albo coś? Golden? Polish Golden? Nie no, było Polish Sausage, tak? Kiełbasa. To się tak dwuznacznie kojarzy, więc... Niezły dobry humorek właśnie. No co właśnie tak wyglądało. No a druga sprawa była taka, że ja byłem na stypendium, więc nie mogłem sobie załatwić tańszego mieszkania poza kampusem, ponieważ taki był po prostu wymóg mojego stypendium. I najtańszą opcją mieszkania na kampusie było właśnie bractwo w tamtym wypadku. Finansowe względy też miały dla mnie znaczenie, tym bardziej, że pierwszy akademik, do którego trafiłem, nie miał klimatyzacji. A tam, na południu Indiany, no to w lato było tak 35-40 stopni, więc bez klimy to tam zdychałem. Przypomniałem sobie, ja wiem dużo o Indianie, bo był kiedyś taki serial Eerie Indiana.

Nie wiem czy pamiętacie, to był taki serial na Fox Kids, gdzie w miejscowości Erie w Indiana działy się paranormalne, takie różne kosmici lądowali, albo duchy, albo coś tam. Ale to bez związku, tak? Nie byłem świadkiem żadnych paranormalnych zjawisk. No dobra, to co w takim pierwszym zetknięciu z tym bractwem było na przykład zupełnie inne niż sobie wyobrażałeś? Po pierwsze, nie spodziewałem się tego, jak łatwo jest tam dostać alkohol, bo kurczę, no w Stanach niby jest to prawo, że alkohol dwudziestego pierwszego roku życia, nie? No i nie wiem, jak się chodziło na imprezy w liceum, jak się miało te 16-17 lat, no to ludzie się raczej kitrali, tak? Albo, nie wiem, trzeba było jakiegoś menela poprosić, żeby kupił flaszkę czy coś. Nie wiem, czy wy mieliście takie przeczytanie.

Ja wyglądam zawsze tyle staro, że... Słuchajcie, mówimy teraz o Polsce, tak? O Polsce, tak. No, no tak. No tak, tak wygląda. Nie, no to tam... Ale to bardzo złe. Nie pochwalamy tego. Jak słuchają nas młodzi ludzie, hej, poczekajcie. To już będziecie mieli na to czas. A tam wchodzę na pierwszą moją imprezę i po prostu staję gościu na środku domu, dosłownie, i rozdaję wszystkim browary. Nie patrzę w ogóle kto to jest, gdzie, co, jak. W ogóle zdziwiło mnie to, że funkcjonuje coś takiego jak bractwo, tak? To, że na kampusie nagle, gdzie Generalnie na kampusie przestrzegane są bardzo ścisłe reguły. Nie można palić, nie można właśnie pić, nie można mieć w ogóle alkoholu w pokoju. Wszędzie jest ochrona kampusowa. Jak ochrona kampusowa złapała kogoś pod wpływem alkoholu, to od razu były bardzo głębokie problemy.

I nagle przekracza się próg, w moim przypadku to były fioletowe drzwi, i po prostu wszystko się zmienia. Nagle jest po prostu dziko, nie? Muzyka na pełną petardę, wszędzie się leje alkohol, wszyscy w ogóle skaczą, ludzie się zachowują zupełnie inaczej. To jest coś niesamowitego, to było. A o jakich latach my w ogóle mówimy? Bo patrzę na cie, żeby ocenić ile ty masz lat i kompletnie nie wiem. Tego śmiało strzelać? Nie wiem. Możesz mieć albo 23, albo 38. No, to był taki rozstrzał, no. Mam 25. OK, dobra. Mówimy o niedawnych latach. Czyli mówimy o świeżej sprawie. Mówimy o świeżej sprawie, tak, więc to są takie, to jeszcze się nie... Tam są jeszcze ludzie w Bractwie, których znam, których ja przyjmowałem tam. Czyli jeszcze COVID i wszystko to też jakby cię dotknęło, tak?

22:04 · Komentarze do tematu bractw 9

Tak, to jest dobra historia, COVID w Bractwie. W trakcie mojego przygotowania do dzisiejszego odcinka dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak Rush. I to jest właśnie co? Chodzisz po prośbie od bractwa do bractwa i prosisz, czy cię przyjmą. Jak taki panda po wróżce. Nie no, sytuacja wygląda tak, że to jest takie oficjalne wydarzenie, bo są dwa rodzaje rushu, jest formal rush i informal rush. To o czym ty mówisz to jest formal rush. No i to polega na tym, że po prostu jest na kampusie ogłaszane, tam jest tam napisane jakąś kredą na chodnikach rzeczy, na tablicach ogłoszeniowych i w ogóle to wisi, że w tym tygodniu zaczyna się rush. I to trzeba pójść do miejsca, gdzie się je, czyli do jakiegoś dining hall. Tam jest stół, na którym są jacyś wolontariusze z bractw.

Którzy po prostu zapisują na to. No i to wygląda tak, że płaci się 5 dolarów, wypisuje się swoje dane, wpisuje się jaką miałam się średnią w liceum. W moim przypadku to tam po prostu pisałem NA, bo kto to sprawdzi? Polska, tak. Bo właśnie, żeby być w radztwie trzeba mieć odpowiednio wysoką średnią. No i to wygląda tak, że pierwszego dnia rushu idzie się oficjalnie po wszystkich domach bractw. Jest tak, że wszyscy się ubierają w garnitury, więc wyglądają jakby szli na Oppenheimera, tak, i chodzą od domu do domu i w tych domach są zorganizowane takie jakby tournée, tak, że bracia oprowadzają po tych domach, opowiadają, jakie są wartości ich bractwa, no i później idzie się do kolejnego i tak się wchodzi po każdym domu w bractwie, znaczy na kampusie.

W moim przypadku na etapie rushu ja i tak wiedziałem, gdzie pójdę. To wyglądało tak, że jak ja przyszedłem na ten właśnie pierwszy dzień w garniturze i w ogóle, no to prezydent tamtego bractwa tak mnie przytulił i powiedział, Jacek, twoje miejsce jest tutaj. Bardzo miło mi się zrobiło. Ale no, chodziło się później po tych domach i do końca tygodnia było tak, że jednej nocy każdy dom bractwa, znaczy Jeden dom na jedną noc, był otwarty dla gości. Można było przyjść, było darmowe jedzenie, więc chodziłem do każdego. I tam wtedy bracia opowiadali bardziej kameralnie, jak wygląda bycie w tym bractwie, jakie są ich wartości, dlaczego oni są, dlaczego powinni się dołączyć do nich. Może nie chcieliby Ciebie tu widzieć.

Tak, zdarzały się też takie sytuacje. Ja miałem bardzo creepy sytuacje, bo właśnie opowiadaliśmy o tych lamerskich bractwach, powiedzmy, tych takich odrzutków. No to ja poszedłem, skuszony darmowym jedzeniem... Ciekawe, w którym bym był, nie? Poszedłem do takiego lamerskiego, skuszony darmowym jedzeniem, sprowadziłem sobie Taco Bell, które jest... Czekam, że będzie wejść do Polski. No i oni tam, po tym jak skończyła się taka oficjalna część, zaczęli grać w pokera. No kurde, chciałem zarobić trochę kasy, tak? Mój wewnętrzny hazardzista się obudził, gram z nimi w tego pokera, patrzę, mija godzina, a oni dalej jakby nie pozwalają mi wyjść i pozwalają mi wygrać bardzo dużo rozdań. Pozwalają? Tak, ewidentnie robili tak, żebym ja wygrywał jak najwięcej rozdań, nie?

Bo byłem tam jedyną osobą, która nie była częścią tego bractwa. Oni tam byli siedem osób. Oni naprawdę chcieli przetrwać. Dawali mi kasę de facto, żeby mnie przyciągnąć, więc ja po pewnym momencie napisałem do mojej znajomej, żeby zadzwoniła do mnie, że ja muszę pilnie wyjść i uciec, bo po pierwsze nie chciałem ich tak zostawiać, bo oni tak ciągle, żebym grał dalej. Trochę kasy zgarnąłem z tego, ale no... No dobra, i tutaj jest pytanie moje pierwsze, dotyczące właśnie... No bo tak, dlaczego w ogóle o tym gadamy? Dlaczego ten temat wydaje się atrakcyjny? No bo nie wiem, czy pamiętacie, nasz podcast jest trochę o toksycznej męskości i według wielu osób no właśnie te bractwa są...

No, od tego się zaczęło to wszystko, co teraz obserwujemy w manosferze. No i sam mówisz, że lamerskie, nielamerskie. Czym ci lamerzy jakby różnią się od tych super cool dzieciaków? No domyślamy się, no ale... Bardzo często to się sprowadza do takich rzeczy jak chociażby tężyzna fizyczna. To jest tak, że generalnie w bractwach tych cool większość osób wygląda bardzo podobnie do siebie. Ja miałem kiedyś lepszą rzeźbę. Zaznaczam, kiedyś było lepiej. Kult takiego ciała tam był ogromny. Jedno z najważniejszych wydarzeń w ciągu roku polegało na tym, że wszyscy członkowie bractwa są bez koszulek i malują się w barwy bractwa, więc wtedy to już w ogóle dochodziło do takich sytuacji, że na przykład przez trzy dni nic nie jadłeś i ostatni dzień nie piłeś wody, żeby być jak ci superbohaterowie Marvela, żeby jak najbardziej te mięśnie wyszły po prostu i jeszcze walić z tego browara.

Piękne czasy. To dość niezdrowe, to jakby kończyło się tym, że ktoś mdlał? Nie no, walisz później pizzę i browarki, jakieś to będzie. Wiadomo, że organizm dwudziestolatka jest jakby trochę inny. Tak, regeneracja. No niesamowite to jest, że mówimy o cztery lata temu, a nie dwadzieścia lat temu, gdzie by się wydawało, że już te czasy poleciały. Ale też to tutaj jest, no bo mówisz o chłopakach, chłopacy, chłopacy. No jest mocny podział z tego, co rozumiem, tak? W sensie są osobne bractwa dla kobiet i tamten rush nawet już wygląda inaczej, tak? Tak. No w przypadku... Kobiety na moim kampusie nie miały swoich domów. Sororities nie miały swoich domów. Były bezdomne, tak? Ale to wynikało z tego, że w Indianie było kiedyś prawo, które powodowało, że jeżeli pięć kobiet, które są ze sobą niespokrewnione, mieszka w jednym domu, to trzeba odprowadzać podatek od burdelu.

Tam to jest chyba mniej formalne. Tam, z tego co pamiętam, one bardziej to jest takie personalne, jeden na jeden. One nie mają domów, więc na moim kampusie w ogóle nie wyglądało tak, że musiał odwiedzać. Tylko tam wyglądało tak, że miały takie otwarte jakby Biura, można tak to określić, do których można było zajść i porozmawiać na ten temat, ale wymagania były też mniejsze. No i też często było tak, że tam większość dziewczyn dołączałam nieformalnie, czyli po prostu w trakcie jakby normalnego roku akademickiego, poza rushem, po prostu te dziewczyny były jakby rekrutowane i wcielane do środka. OK. Bo ja się spotkałem z czymś takim, że po prostu każde... Każde bractwo daje swoje wymagania, jak się trzeba ubrać na spotkanie i że to się różni.

Ale nigdy takiego nie widziałem. Jacek, no byłeś na pewno na koloniach w Polsce i tam są różne chrzty, wink-wink. I co na tych chrztach, jak byłeś, to co tam było na tych koloniach? Co musiałeś robić na tych chrztach? No taką najgłupszą rzeczą było nagrzanie takiego prętu wygiętego w kształt... Już brzmi kurwa bardzo źle. W kształt jednego z symboli bractwa, tak? Nagrzanie bardzo mocno, tak jakby się znaczyło bydło. W tym momencie opiekun tej kolonii idzie za ciebie i już ma cię to przyłożyć i spuszcza kostkę lodu na kark. Na kark! Na kark. Więc masz wrażenie, że faktycznie cię coś wypalił, bo twoje pierwsze uczucie jest takie, że nagle jest coś zupełnie innego, nie?

31:43 · Kolonia i inicjacja do bractwa 2

Poza tym z takich, nie wiem, bardziej hardkorowych rzeczy... Na Kolonii było coś takiego, co się nazywało The Gauntlet i polegało na tym, że Ośrodek kolonijny miał trzy piętra. I na najwyższym piętrze zaczynało się tak, że leciała głośna muzyka i tam na ciebie krzyczeli bracia i na każdym piętrze niżej zdzierali z ciebie coraz więcej ubrań i krzyczeli na ciebie coraz głośniej. Opuszczali coraz bardziej jakąś tam powaloną muzykę. Na końcu stawiali cię pod ścianą już prawie nagiego i za sobą stał twój tak zwany starszy brat, czyli gościu, który był jakby twoim opiekunem w bractwie, z piwem. Na koniec. Żeby zacieszyć wieś. A że już jesteś swój. Tak, tak, tak. No ale były też jakieś takie rzeczy, typu wrzucanie piłeczkami od tenisa tak masowo w ludzi, nie?

Czy ktoś stoi pod ścianą i... Pan, pan, pan. Jak długi był ten okres tego chrztu? Od kiedy stawałeś się pełnoprawnym członkiem? Jak to było? Pełnoprawnym członkiem... To zależy od bractwa do bractwa. W moim to był miesiąc. Więc to był miesiąc takiego czegoś. Najgorszy był ostatni tydzień, czyli tak zwany Brotherhood Week, bo to jest moment, kiedy nie śpisz w swoim pokoju w bractwie, tylko śpisz razem z innymi braćmi w piwnicy. I... Znaczy najgorszy... Dla mnie to było fajne, no bo spędzałem czas z ludźmi, których lubiłem i tak cały czas. I to było spoko, tym bardziej, że wtedy się odwalały też jakieś głupie rzeczy. Ale to był taki rodzaj musztry, które oni wam robili, czy...? Nie, znaczy po prostu była taka tradycja, żeby spać razem w piwnicy, to się spało razem w piwnicy. Ta piwnica była duża, ta piwnica była wielkości... No to był nasz klub, nie, więc... Dobra, ja o co innego pytam, czyli bardziej tamci starsi bracia, którzy was jakby przygotowywali do tego, żebyście byli pełnoprawnymi braćmi, czy oni was jakoś musztrowali, jakby...?

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.