Rządził stolicą Polski. Został BOGACZEM. A powinien SIEDZIEĆ
Król życia, a raczej król złodziejstwa. Kradł z miejskiej kasy, przekupywał sędziów i urzędników, a nawet samego króla. Porywał kobiety, w swoim pałacu urządzał słynne "imprezy". Z miejskich pieniędzy finansował prywatne przyjemności. Erazm Czeczotka, XVI-wieczny burmistrz Krakowa, przeszedł do historii jako uosobienie korupcji i nadużyć władzy. Może to tylko barwna anegdota z dawnych czasów. A może dowód, że w polskiej polityce naprawdę niewiele się zmienia.
Bo zbudowali je silni ludzie. Było z czego korzystać, było z czego kraść, więc słabi ludzie, których rodziły te dobre czasy, postanowili to wszystko rozkraść. Czeczotka miał na łaźnię, bo ktoś wcześniej ciężko pracował, żeby kraj miał pieniądze. Ale nie kradł przecież tylko Czeczotka, kradli też jego koledzy i robili to czasami w niesamowicie głupi sposób. Miał na przykład takiego kumpla, podstarościego Myszkowskiego. On robił rzeczy najgłupsze z możliwych, kiedy chodzi właśnie o to, jak ma się żyć w kraju. Znaczy, gość robił takie rzeczy, że było wiadomo, że to długo pociągnąć nie może. Otóż Myszkowski na przykład napadał na kupców. Nie tyle napadał, co rzucał na nich fałszywe oskarżenia, po czym ich ścinał i kradł ich towar oraz ich pieniądze.
Pokazano wszystkie 1 dopasowanie. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Może to tylko barwna anegdota z dawnych czasów.
A może dowód, że w polskiej polityce naprawdę niewiele się zmienia.