Mentionsy Mentionsy
Różne Rzeczy - podcast Łódź Design Festival
Różne Rzeczy - podcast Łódź Design Festival

nie_koniec: MIĘDZY TRADYCJĄ A NOWOCZESNOŚCIĄ | Magda Gazur

13.10.2025 ·56 min 24 s

Czy kultowa ceramika z Bolesławca może być symbolem współczesnego designu? W najnowszym odcinku Różne Rzeczy Magdalena Gazur – główna projektantka Manufaktury w Bolesławcu, wykładowczyni akademicka i kuratorka – opowiada o tym, jak tradycyjny produkt przełożyć na język nowoczesnego wzornictwa. Rozmawiamy o sile ręcznej pracy, roli opowieści w projektowaniu, globalnym fenomenie bolesławieckich kubków i wyzwaniach związanych z ochroną dziedzictwa lokalnego. Magdalena zdradza też, jak wygląda proces powstawania ceramiki – od gliny po gotowy kubek – i dlaczego każdy z nich dotyka nawet trzydzieści par rąk. Nie zabrakło tematów o edukacji artystycznej, pracy ze studentami, kreatywności i miejscu rzemiosła w świecie zdominowanym przez technologię. To rozmowa o designie, który łączy przeszłość z przyszłością – i o tym, dlaczego warto wrócić do rzeczy zrobionych ludzką ręką. 👉 Czwarty sezon podcastu Różne Rzeczy powstaje we współpracy Łódź Design Festival z serwisem dom.wprost.pl. Rozmowę prowadzi Ewa Jagalska – dziennikarka i redaktorka związana z dom.wprost.pl.

Różne rzeczy. Słuchasz podcastu Łódź Design Festival. Ja nazywam się Ewa Jagalska. To jest podcast Różne Rzeczy, który powstaje we współpracy serwisu dom.wprost.pl i Łódź Design Festival. Dziś ze mną w studio jest Magdalena Gazur, główna projektantka Manufaktury Bolesławiec, wykładowczynia akademicka i kuratorka. Bardzo dziękuję, że przyjęłaś moje zaproszenie. Dzień dobry. Witam, cieszę się bardzo i dziękuję również za zaproszenie. Słuchaj, podobno Amerykanie dużo lepiej od Polaków rozpoznają bolesławieckie produkty. Jak to jest możliwe? No rzeczywiście jest to możliwe i jeszcze do niedawna, czyli powiedzmy przed tym boomem bolesławieckim, który się w Polsce teraz odbywa, czyli jakiś może 5-6 lat temu, produkcja manufaktury, czyli naszej fabryki w Bolesławcu, bo jest ich wiele, ale o tym za chwilę zapewne,

Jeszcze 80% produkcji szło na Stany Zjednoczone. I to przywiązanie właśnie do tego Bolesławca jest tak mocne, że oni są w stanie po tej ilości zakupów rozróżnić z jakiej fabryki pochodzi dany wyrób, po oznakowaniach właśnie od spodu, po dekoracjach. Również te sklepy, które sprzedają tam na dużą skalę w Stanach, starają się informować w jakiś sposób tych użytkowników właśnie od kogo co pochodzi i tak dalej. To rzeczywiście jest na szeroką skalę tak rozlane dość świadomie, co oni zakupują tam, jeżeli chodzi o Bolesławiec. Ale właśnie, skoro wspomniałaś już o tym, to wyjaśnijmy. Bolesławiec to nie jest jedna fabryka. Tak. To jest bardzo duża ilość producentów i fabryk.

Waha się od 30 do 40. Rzeczywiście są trzy takie duże fabryki, które wiodą prym. Manufaktura jest jedną z nich. I to są fabryki, które zatrudniają stricte projektanta, również inne osoby projektują. Te pozostałe mniejsze działają powiedzmy bardziej rzemieślniczo, ale oczywiście też poziom tego jest zależny od tego też, która z tych fabryk czy producentów należy do bractwa. To bractwo w jakiś sposób weryfikuje, czy fabryka jest prowadzona na miejscu przez jakiś okres, w jaki sposób jest Prowadza ona ta produkcja. To będzie weryfikowane na jednej z konferencji jeszcze w listopadzie, która jest taka myślę dość istotna dla Bolesławca, bo będziemy się zajmować taką regionalizacją tego produktu, czyli będzie ważne, że ten produkt z tego regionu będzie znakowany odpowiednio, żeby kupujący mieli świadomość, że to było wytworzone przez Bolesławiec.

Żeby ten Bolesławiec stał się, porównajmy to do oscypka, który jest chroniony w jakiś tam sposób znakami i tutaj też będziemy się starali, żeby ten Bolesławiec nie był kopiowany chociażby przez Chińczyków, co się już zdarza. A czy robią to dobrze? Nie miałam tego w rękach. Widziałam wizualnie jakby te ozdoby, no wyglądają bardzo podobnie. Natomiast możliwe, że jest to robione na przykład metodą kalki, czyli nakładania po prostu w szybki sposób wzoru. Natomiast ta nasza metoda stempelkowa oddaje to, że ten produkt, każdy jest inny, bo jest zdobiony ręcznie. Do ręcznej roboty jeszcze dojdziemy, za chwileczkę. Ale zacznijmy od twojej drogi w Bolesławcu, bo obejmując stanowisko dyrektorki artystycznej manufaktury, stanęłaś przed zadaniem, jak przełożyć tradycyjny produkt na język nowoczesnego wzornictwa i no już trochę ile lat?

Dziesięć? 12 się zbliża. Już można się pokusić o podsumowania, co było największym wyzwaniem. Tak. Ja cieszę się bardzo, że, bo tutaj manufaktura ma kilku właścicieli. Jeden z właścicieli, pan Paweł Zwierz, na początku bardzo mi zaufał i postawił na to, co wnosi nowy projektant. I początkowo było dość trudno. Zazwyczaj osobę, która wchodzi i próbuje coś wywrócić, traktuje się z pewnego rodzaju mieszadłem, które coś próbuje już za stałego, przecież dobrego, działającego tutaj zmienić. A wy wracałaś od początku? Tak, trochę tak. Natomiast no, pan Paweł mocno mi zaufał, za co mu dziękuję i rzeczywiście myślę, że wynik tego jest dobry teraz.

To, co Manufaktura robi, to jest jakby współdziałanie nasze wspólne i tutaj też ekipy, która się przekonała. No i dzisiaj mogę powiedzieć śmiało, że bez osób na produkcji, technologów, malarek, osób na modelarni, czyli tych rzemieślników, którzy potrafią i znają materiał, nie powstałoby to, co dzisiaj powstaje. Czyli jest myśl moja, z szefem ją dyskutuję, z osobami z działu marketingu czy sprzedaży. Natomiast ten produkt ma wiele jeszcze osób za sobą i dla mnie to jest super, że zaufali mi początkowo w tym, co działałam i rozumieją teraz to, co robię dzisiaj i potrafimy się cieszyć wspólnie, jeżeli wychodzi coś unikatowego i innego z manufaktury. A co trzeba było wywrócić? Na początku, żeby znaleźć się w tym miejscu. Początkowo nawet same kształty.

No właśnie, bo ile w twojej pracy jest projektanta, a ile stratega sprzedaży i promocji? Teraz trochę mniej już projektanta. Czasem boleje nad tym. Rzeczywiście jak zaczynałam w manufakturze, no bo to też docieraliśmy się, więc zajmowałam się stricte projektowaniem form i dekoracji. I to jest bardzo ważne, bo myślę, że często też ludzie nie zwracają akurat w Bolesławcu... Uwagi na formę, bo ta dekoracja, rządni są dekoracji nowych za każdym razem. Natomiast ta forma też jest ważna. Jest takie hasło, już nie pamiętam kto powiedział, ale zawsze mi się podobało. Dobry design to jest taki, którego nie widać. Może to nie jest do końca w odniesieniu do Bolesławca, ale chodzi mi bardziej o to, że to się przekłada na to, że ludzie często biorąc kubek i z niego pijąc i nie czując, że coś przeszkadza, to właśnie nie widzą, że coś przeszkadza.

Natomiast to, co było wcześniej, oprócz takich szklif dekoracyjnych, kolorowych, to były też dekoracje natryskowe, tryskano przez szablony. Trójkąty! Piękne są. I to są te najbardziej znane rzeczywiście, te takie trójkątne. I ja tutaj zdecydowałam się na powrót trochę do tej metody, czyli czegoś, czego ludzie nie znają, bardziej kojarzą Bolesławiec ze skółeczek i stempelków się powtarzających. I wyszukałam te produkty, które były te trójkąty, które właśnie stały się dla mnie takie bardzo interesujące geometrycznie, też formą samą. I pod te dekoracje, pod to, co historia pokazała, zaprojektowałam ostatni taki zestaw czterech wazonów, nawiązując do tych dekorów, które były w przyszłości, więc...

Dopiero potem zaczęłam szukać po idei i dla tego, co było dla mnie ważne, o tej opowieści, historii i przypomnieniu ludziom, co było w Bolesławcu wcześniej jeszcze, to dopiero zaczęły powstawać formy potem, nie? Mhm. Ale czy ta narracja ma przełożenie na liczby, na sprzedaż? Czy jesteście w stanie to jakkolwiek ocenić? To jest, to jest bardzo dobre pytanie i rzeczywiście ja nawet w tym swoim doktoracie robiłam taki, to było takie badanie trochę, czy wprowadzona dekoracja i coś, co przełamuje Bolesławiec, potem się sprzedaje i ma jakby dobry wydźwięk. Akurat w tej pracy opisywałam taką kolekcję roses, którą zaprojektowałam w czerwieni. I rzeczywiście dla niektórych to było takie świętokradztwo, że jak tutaj kobalt bolesławiecki i nagle czerwona mocna dekoracja.

A dlaczego czerwony Bolesławiec przestał się sprzedawać? Czy Polacy nie są gotowi na taką rewolucję? To znaczy... To nawet nie o to chodzi, czy są gotowi na rewolucję, bo już się zaczęły pojawiać czerwone dekory, które nawet w konkurencyjnych fabrykach, więc myślę, że ta czerwień będzie wracała. Też zaczęli odważnie inni do tego podchodzić. Może tak, może czas to jest jedno, ale taką drugą obserwacją jest może kwestia zdobiny też. Może nie była na tyle ciekawa czy dobra, żeby po prostu jakby uchwycić serca tutaj naszych klientów. Ale nie ukrywam, że pojawia się tej czerwieni coraz więcej w mieszanym stylu, z innymi kolorami zestawionymi.

Czy lubimy sięgać do wspomnień z młodości, czy raczej nie? Kto kupuje Bolesławiec? Jakie wzory lubią młodzi i starsi? To też jest bardzo ciekawe spostrzeżenie, bo okazało się, jak zaczynałam swoją pracę i zaczęłam projektować w trochę inny sposób niż klasyczny Bolesławiec, czyli szukać takiego pomostu trochę między nowoczesnością a tym, co tradycyjne, to od początku mi przyświecało. To moje pokolenie, czterdzieści plus, zachwyciło się, bo pamiętało o tą babcinę Kropki i miało już tego dość, ale Bolesławiec rzeczywiście był taki bliski sercu. On jednak polskie, wytworzone tutaj na naszych ziemiach, z naszej gliny, więc to chwyciło, że tak powiem początkowo, że to pokolenie moje zaczęło szukać innych rozwiązań i kupowało właśnie ten, powiedzmy, nowy Bolesławiec, tak, na nowo odkryte wzornictwo.

I przez dłuższy okres czasu to funkcjonowało. Natomiast jak zaczęłam, znowu przywołam te targi Rzeczy Ładnych, bo one są takim bezpośrednim stycznością z klientem. Kiedy zaczęłam jeździć i patrzeć na to, co dwudziestolatkowie biorą do ręki, to oni przez to, że nie mają tych pejoratywnych skojarzeń z babcią i stojącym wkoło wszędzie tymi garnkami bolesławieckimi, jak to kiedyś się mówiło, To sięgają po tą kropkę typową. Jak chcą mieć coś vintage, to niech to będzie takie vintage'owe na 100%. I może to jest kwestia tego, że to jest na przykład nowy klient, który pierwszy raz kupuje Bolesławiec, czy właśnie przez to, że jest młody i nie ma tych skoleżeń. To sięga do tej tradycji, dlatego zaczęliśmy na targi wozić takie produkty mieszane i te mocno zakorzenione i te, które są nowoczesne, bo przychodzą tacy i tacy klienci, więc staramy się zaspokoić potrzeby większości, na ile możemy.

Mówiłaś kiedyś, że bolesławiecka ceramika ma potencjał globalny. No i właśnie, globalny, a jednak tożsamość jest bardzo lokalna. Jak wydobyć ten potencjał, nie tracąc autentyczności? Na pewno gra się na innych nutach w innym kraju. Jak? W Polsce wiemy, że sobie kojarzymy, ten Bolesławiec jest taki nasz, ciepły, prawdziwy. My jeszcze mocno podkreślamy to wytworzenie właśnie, komunikujemy, staramy się pokazywać tą produkcję od początku. Amerykanie z kolei kojarzą się z tą tęsknotą za Polską i to co oni kupują i to jak ich rodziny przywoziły ten Bolesławiec i że to jest powiedzmy jakiś taki polski akcent. Ostatnio mieliśmy okazję być, jeszcze jesteśmy do tej pory na Expo w Japonii, bo wypełniamy polską restaurację w Pawilonie Polskim Bolesławcem i właśnie Manufaktura prezentuje tam swoje rzeczy, więc

Japończycy są zakochani. Przeprowadziłyśmy tam, byłam tydzień prowadząc warsztaty i tam się po prostu zabijali. Potrafili siedzieć 6 godzin w kolejce, czekać na to, żeby postemplować sobie ten talerz i spróbować tej metody. Więc oni rzeczywiście są zakochani w tym. Na czym to polega? Nie wiem, bo fenomen jest o tyle dziwny, że Japończycy przecież mają świetną ceramikę i to na bardzo wysokim poziomie. To ręczne wytworzenie jest rzeczywiście wysokich lotów. Myślę, że ich fascynuje ta otwartość taka, tej kolorystyki, trochę takiego wariactwa, może takiej prostoty, że nie ma tu wyszukanej właśnie jakiejś takiej metody, że każdy może siąść właśnie i wystemplować to, więc chyba ten urok jest w tym taki, że oni gdzieś kochają ten Bolesławiec, aczkolwiek bardzo trudno się dostać na ten rynek i wbrew pozorom wcale dużo się tam nie sprzedaje tego Bolesławca.

Tak, tak. Wiemy, że jest tam rynek. Otworzyliśmy sklep internetowy na Europę. Zobaczymy, jak on będzie działał. No musimy trafić do tych twórców. Będzie to trudniejsze niż w kraju, wiadomo. Ale tak, jest to jakimś tam bliższym celem dla nas teraz, żeby rozprzestrzeniać i opowiadać o tym Bolesławcu w taki pozytywny sposób w innych krajach. Pozytywny sposób to również podkreślanie ręcznej roboty i wiele osób tak naprawdę nie wie, na czym polega ręczna praca przy bolesławieckiej ceramice w manufakturze u was. Możesz nas przez ten proces króciutko przeprowadzić, bo to nie jest tylko zdobienie. To nie jest zdobienie, to jest... Właśnie, gdzie to się zaczyna? To co chciałam zaznaczyć, co jest ważne myślę i czym mój szef tutaj sobie zaskarbił też dużo plusów u mnie, że otworzył produkcję dla zwiedzających.

Czyli można wejść na produkcję i obejrzeć jak to wygląda u nas. I to jest super, bo nie mam żadnych tajemnic produkcyjnych. O tym, jak się wytwarza ceramikę i robi, można przeczytać w każdym podręczniku dla kogoś, kto chce być ceramikiem, więc tutaj nie ma tajemnic. Zatem rzeczywiście ta produkcja jest otwarta dla osób, które przyjeżdżają do manufaktury i wygląda to tak, że na początku dowiadują się takich podstawowych rzeczy właśnie o tym, jak ilu jest producentów, gdzie jest glina wydobywana. My rzeczywiście bierzemy glinę bolesławiecką, oczywiście z domieszkami różnych jeszcze lokalnych dolnośląskich glin. Mieszają to młyny kulowe, odpowiednio przygotowują do tego, w jaką formę przybierzemy właśnie dalszej produkcji, czy będzie to odlewanie z masy, czy właśnie formowanie na toczku.

Talerze zawsze są płaskie, możemy sobie wymyślić bardzo duży stempel na przykład pośrodku Magda Gazur, Manufaktura, Bolesławiec Więc wiele takich technicznych elementów, na które się składa to projektowanie dekoracji i my mamy tą trzustepniowość dekorów, czyli od takich prostych, średnich do najtrudniejszych i panie pracują na akord, czyli dostają odpowiednie punkty za to, jaką dekorację malują danego dnia i jaki kształt również, bo wiadomo, że dłużej maluje się duży wazon niż małą pieprzniczkę czy solniczkę.

A mówisz o kształtach, ja od razu myślę o wannie i umywalce. Czym się różni stemplowanie? Czy to był wzór przeniesiony, czy to był wzór zaprojektowany specjalnie dla kolekcji ceramiki łazienkowej? Bazowaliśmy na jednym z wzorów, który jest w manufakturze. On ma taki symbol stary, jeszcze 61A się nazywa. Takie drobne kropeczki. I ten wzór stał się taką inspiracją do tego, żeby przenieść. On jest troszeczkę zmodyfikowany na tych wannach i umywalkach. Tutaj właśnie przy współpracy z firmą Ravon z Opoczna stworzyliśmy taką kolekcję Blue Dot, która opiera się na tym, że te wzory bolesławieckie, zarówno te drobne kropki, jak i ta typowa kropka będą przeniesione na umywalkę i wannę.

Trochę już o tym było, ale myślę, że warto to podkreślić. Chodzi o jakość produktów i warto na to zwracać uwagę. Ceramikę bolesławiecką można myć w zmywarce, można w niej piec i mówisz, że przeżyje nas. To ma swoją cenę. To ma swoją cenę i też może warto o tym mówić i podkreślać to w tych opowieściach, że w tej narracji dotyczącej produktu Czy jest możliwość wzięcia do ręki jakiejkolwiek ceramicznej rzeczy i stwierdzenia, że ona jest dobra lub zła?

Niekoniecznie jest to dobre związane z tym, żebyśmy pili potem z takiego kubka. Więc na przykład tego nie stwierdzimy, prawda? Patrząc na to, jak to wygląda. A rzeczywiście cena tak. To, wracając do tego żywego muzeum ceramiki, które mamy otwarte, czyli tej możliwości zwiedzania w manufakturze, powoduje, że ludzie po przejściu przez fabrykę, wracają do sklepu i już nie dziwią się cenie. Patrząc na to, ile etapów to przechodzi i jak panie rzeczywiście skrzętnie siedzą, jakiej wymaga to precyzji i umiejętności, żeby wymalować taki kubek, To ta cena potem nie jest już taka szokująca dla nich. Szokująca, ale też nie jest taka bardzo wysoka jednak. To jest produkt dostępny. Dokładnie.

A twoim studentom jak się podoba ceramika bolesławiecka? Chyba nie rozmawiamy dużo o tym i w ogóle chyba środowisko akademickie, nie wiem, może mam mylne wrażenie też, jak patrzę tak z perspektywy Wrocławia. Chyba nie rozmawia się o tym, może ze względu na tą masowość tego produktu i to, że Wrocław jest tak blisko Bolesławca, to jest on taki opatrzony i tak dalej. Oczywiście. Oczywiście rozmawiamy na temat moich działań i tego, co się dzieje, gdzie jadę, czy jest stworzona jakaś nowa kolekcja, to tak, to jest to interesujące. Ale myślę, że to się będzie zmieniało, dlatego, że no z przykrością muszę stwierdzić, ten przemysł ceramiczny, jeżeli chodzi o porcelanę, który był taki silny w Polsce i mocny, no to nam trochę podupada. Już bardzo mało nam zostało tych fabryk, prawda?

A Krzysztof? Krzysztof, który tak, no był, uczestniczył w naszym polskim stole, czyli tej kooperacji takiej Huty Julia, właśnie Christofa i Manufaktury. Wykruszył nam się. Polskiego stołu już teoretycznie nie ma takiego właśnie w tym składzie. A budził nadzieję na to, że będzie nowe, że nowa jakość o to wchodzi. No i Huta Julia ciągnie jakby ten temat na ile może rzeczywiście i fajnie, że to się dzieje, że ten produkt jeszcze tam funkcjonuje w częściach, ale tutaj szkoda jakby tej porcelany w tym kontekście. Myślę, że mogła to, oczywiście, że pandemia i te ceny i to wszystko zabiły ten przemysł, natomiast Duży wpływ miało też podejście tego, moim zdaniem, przemysłu ceramicznego porcelany na taką masową ilość, że wysyłano po prostu za granicę duże ilości w kontenerach tej ceramiki, a nie patrzono, nie budowano marki lokalnie.

I ona po prostu przepadła. To jest to, co trochę nam się udało. Fakt, że Bolesławiec miał trochę prościej. Ale powiedzmy, że manufakturze udało się zbudować taką markę własną i w Polsce mocno się odbić i rzeczywiście my mamy teraz, tak jak mówiłam wcześniej, te 80% było na Stanych, a 20% na Stany Zjednoczone, a teraz 20% sprzedaży, było 20% sprzedaży w Polsce, tak teraz mamy pół na pół. Więc jesteśmy, stoimy, że tak powiem, na dwóch nogach tutaj w razie czego. Ale to znaczy, że ze studentami rozmawiasz bardziej o wyborach strategicznych niż artystycznych? Tak, tak. Przedmiot, który od niedawna prowadzę, zarządzanie produktem, pomaga w pewien sposób omówić strategię, to znaczy...

Ta praca kuratorska, też mocno związana z promowaniem rzemiosła, z kolei manufaktury, to jest to, co czerpię z produkcji i tego, co nauczyłam się już bezpośrednio od rzemieślników w manufakturze. Pracuję też w muzeum jako scenografka wystaw, więc to też jakby to podejście plastyczne projektowania 2D, którego uczę studentów, przekładam z kolei tam na projektowanie identyfikacji wizualnej wystaw i projektów w ogóle scenografii wystawienniczej. Więc one wszystkie rzeczywiście mają taki wspólny mianownik i cieszy mnie to, że to jest praca, której AI jeszcze nie zastąpi. Także będę miała robotę do śmierci. O sztuczną inteligencję. Wspieram się nią, nie powiem, że jej unikam. Uważam, że może to być dobry, pomocny materiał do pracy.

Ceramiczny, czy projekt ceramiczny? To znaczy, powiedzmy, że jestem na jakimś etapie takim realizowania, więc nie mogę zbytnio mówić o tym, ale chodzi o skalę większą. Tutaj... Pomnik? Pomnik może nie, ale jakiś rodzaj naczyń, powiedzmy takich przeskalowanych. Ale też się szykuje nam takie dwie większe kooperacje, manufaktury z zewnętrznymi dwoma firmami, na którą jedną, no obie się cieszę, ale na jedną może trochę bardziej, bo jest bardziej kreatywna. Trudno mi powiedzieć w jakim kierunku ona pójdzie dalej, ale rzeczywiście jest to inna branża niż ceramiczna, z którą będę współpracować w kwestiach właśnie wzoru i przenoszenia znowu. Więc mam taką nadzieję, że to ruszy i będzie fajnym nowym takim tematem, czymś co się pojawi w sklepach zapewne do kupienia.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.