Kluzik-Rostkowska: Jesteśmy krok dalej w wojnie hybrydowej
"Te akty dywersji, które miały miejsce teraz, one tym się różnią od tego, czego doznawaliśmy wcześniej, że to były takie pierwsze historie, w których naprawdę bezpośrednio było zagrożone życie ludzi. Jesteśmy krok dalej w wojnie hybrydowej, która już jest w tej odsłonie takiej agresywnej" – mówiła w Rozmowie o 7:00 w Radiu RMF24 Joanna Kluzik-Rostkowska, posłanka Koalicji Obywatelskiej, wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Obrony Narodowej i szefowa polskiej delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego NATO.
Ale musimy zareagować, jako państwo musimy zareagować. Jaka ta reakcja powinna być pani zdaniem? Ja zostawiam tę reakcję Radosławowi Sikorskiemu, ponieważ on wie, jaka powinna być adekwatna. To jest kwestia zarówno naszych stosunków z Rosją, ale to jest również kwestia Białorusi, dlatego że ci dwaj dywersanci, oni... uciekli na Białoruś. Uciekli przez przejście graniczne, które zostało otwarte 17 listopada. A uważa pani, że to nie był przedwczesny krok w takim razie? Ale gdyby nie zostało otwarte to przejście, to by sobie znaleźć jakąś inną drogę, żeby była jasność. Bo my już trochę przywykliśmy do takiej sytuacji, jaką mamy na terenie Unii. Czyli na terenie Unii służby graniczne różnych państw dużo wiedzą.
Jest na przykład europejski nakaz aresztowania i jest wymiana informacji, czego może doświadczać teraz zarówno były wiceminister Romanowski, jak i minister Ziobro. Ale te relacje pomiędzy państwami poza tą strefą, gdzie państwa się wymieniają, informacjami, no to to już jest znacznie trudniejsze. Ale dobrze, wyobraźmy sobie, bo pani mówi, że zostawia to Radosławowi Sikorskiemu, ale co pani, pani zdaniem ta reakcja, jaka powinna być adekwatna reakcja? Bo ja spodziewam się reakcji silnej albo reakcji takiej, no powiedzmy, wezmie ambasador, wezmie przedstawicieli dyplomatycznych Rosji i Białorusi i powiemy, że jesteśmy oburzeni tym faktem. Nie chcę wyręczać tutaj Radosława Sikorskiego, bo, żeby była jasność.
Te akty dywersji, które miały miejsce teraz, one tym się różnią od tego, czego doznawaliśmy wcześniej, że to były takie pierwsze historie, w których naprawdę bezpośrednio było zagrożone życie ludzi. Niewiele brakowało, żeby doszło do tragedii. Niewiele brakowało, więc jakby jesteśmy poziom, czy też krok dalej w wojnie hybrydowej, która już jest w tej odsłonie swojej takiej agresywnej. Ale wcześniej leciały drony, na Polskę. Więc jakby ja rozumiem, że my to musimy traktować jakoś pakietowo, ale proszę mi wierzyć, to jest zbyt poważna sprawa, żebyśmy sobie tutaj tak o tym rozmawiali. Bo ja się zastanawiam, w którą stronę powinniśmy teraz pójść w naszych relacjach. Czy to z Białorusią, czy z Rosją?
Nasze relacje już i tak są bardzo ograniczone. My utrzymujemy jakiś poziom komunikacji, bo po prostu utrzymuje się go z różnych względów. Ale przecież nikt nie ma wątpliwości, co do dwóch rzeczy. Pierwsza jest taka, że trzeba traktować Białoruś jako część projektu rosyjskiego, a nie jako tam samodzielne państwo, które prowadzi całkowicie samodzielną politykę. No i trzeba jakby zawsze pamiętać o tym, że Rosja jest wobec Polski nastawiona wrogo wobec Polski, wobec NATO i to, co się łączy z tą drugą rzeczą, o której teraz mówię, musimy pamiętać o tym, że wojna Putina nie jest wojną o kawałek terytorium Ukrainy.
I uważa pani, że to jest realne? To znaczy, wie pan co, to jest opisane w różnych podręcznikach, artykułach, które mówią o wojnie hybrydowej. Pierwsza odsłona wojny hybrydowej zwykle wygląda tak i w Polsce tak wyglądała. że gra się na głębokie podziały społeczne, nasianie niepokoju. Na przykład Rosja w różnych częściach świata, i to wiemy, finansuje ekstremizm. I to w zasadzie wszystko jedno, czy to ma być ekstremizm prawicowy czy lewicowy. Gra się na chaos, niepewność, głębokie podziały. Kłaniam się ministrowi Macierewiczowi, który tu wykonał wielką robotę, żeby nas wszystkich... Ale pani powiedziała o zamachach na konkretnych polityków.
Kogokolwiek. Zamachy na polskie placówki dyplomatyczne? No wszystko jest możliwe. To znaczy placówki za granicą chyba, nie wiem, nie chcę tutaj wchodzić w skórę agresora, tylko musimy pamiętać o jednym. I chciałam, żebyśmy to wszyscy rozumieli, że to wszystko jest zrobione po to, żebyśmy się bali. Żebyśmy tracili zaufanie do instytucji państwa. Ta historia z Torami, ona ma jeszcze taki aspekt. W oczywisty sposób Rosjanie szukają do wykonywania takich rzeczy Ukraińców, którzy z nimi współpracują. Żeby podgrzewać nastroje antyukraińskie? Z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że my Ukraińców mamy tutaj ponad milion, więc jakby łatwo się ukryć im wśród tej bardzo dużej masy ludzi.
Powiem jedno. Dwa czy trzy tygodnie temu jako szefowa polskiej delegacji ZP NATO gościłam Komisję Obrony Zgromadzenia Parlamentarnego NATO. Byliśmy w Warszawie, byliśmy w Wesołej, byliśmy w Witu i byliśmy na pasku, czyli na polsko-białoruskiej granicy. I jeden z naszych gości, Włoch, mówi tak. Asia, ja myślałem, że wy jednak jesteście jakąś jedną dużą rodziną. Polacy, Białorusini, Ukraińcy, Rosjanie. Ja wiem, że tam jest wojna. Ale dopiero kiedy ja pojechałem na ten pasek, zobaczyłem ten wysoki płot, tą koncertinę, te kamery, to wojsko. Odwiedziliśmy dwie wojskowe bazy, gdzie pełno żołnierzy, pełno sprzętu, który pracuje.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.