Mentionsy Mentionsy
Reportaż Radia Lublin
Reportaż Radia Lublin

Monika Malec "W jabłoniowym sadzie"

12.10.2026 ·28 min 47 s · 8 rozdziałów

Zmiana w życiu Anny Dubielis była podyktowana troską o zdrowie oraz koniecznością podjęcia decyzji co dalej z gospodarstwem pozostawionym przez jej mamę. Ania przez 20 lat pracowała w dużej firmie zajmującej się doradztwem rolniczym i mieszkała wygodnie w mieście. Co dała jej ucieczka z miasta na wieś? Fot. Anna Dubielis

0:02 · Wprowadzenie i opis sady 4

Tutaj mamy sad jabłoni. To jest antonówka, która jest starodrzewem, bo ten sad ma w tym momencie 36 lat. Miałam 10 lat, jak mój tata go sadził i jak widać nie jest takim sadem, jak to można spotkać w tym momencie. Nowe sady, które są małe drzewka, gdzie podchodzisz i zrywasz, tylko są już po prostu duże. Drzewa mają sklepienia górą, czyli korony się stykają. To jest taka przestrzeń, gdzie jest chłodno. Jak widać, trochę tych jabłoni jest. Ja mam tylko 960 drzew. Masz potencjał do robienia spotkań różnych. Tak. Nie potrzebujesz nic robić czasami.

Wystarczy usiąść. Wystarczy usiąść, wystarczy pobyć. I wsłuchać się w siebie. W dźwięki, w ciszę, w przyrodę. Poczuć czy ta ziemia jest ciepła czy zimna. To są takie momenty, w których możesz poczuć to słońce, Większość osób, które tutaj przyjeżdża, jak właśnie dotykają tej wsi, dotykają tego sadu, dotykają tego miejsca, to przypomina im się to takie właśnie beztroskie dzieciństwo u babci. Bo jeżeli u babci, to babcie zawsze dbają o swoje wnuki, nie? Są te drożdżóweczki, ciasteczka, nie? Obiadki. Ja nie jeździłam do babci, tylko mieszkałam tutaj, ale to jest właśnie o tym, że my mamy taki sentyment do tego dzieciństwa, że w tym dzieciństwie jednak ta beztroska pokazywała nam coś.

I to są takie momenty, w których czuliśmy się też bezpiecznie. Nie musieliśmy sami podejmować wszystkich decyzji. Czasami potrzebujesz wrócić do tego sadu u babci. Gdzieś nas do tego ciągnie. Gdy mała Ania ma kilka lat, babcia daje jej zadanie, by wśród falujących traw i zbóż znalazła Boga. W czasie, gdy dziewczynka szuka Go, babcia spokojnie przypina łańcuchy krów na łące. Ania zapamiętuje, jak po bezskutecznym szukaniu Boga za różnymi roślinami babcia nakreśla ręką krąg i mówi, że Bóg jest wszędzie.

Babcia nie jest zwykłą wiejską kobietą. Jest niedoszłą zakonnicą, która przez sześć lat zajmowała się robotami kościelnymi, haftem, szyciem bielizny i sukien, a także prowadzeniem kuchni, w tym ziołolecznictwem. Ania pasję do zbierania ziół ma właśnie po babci. Jestem wychowana w wierze katolickiej. Może jest tak, jak mówili w tym kościele, a może jest inaczej. Siostra mojej babci była świadkiem Jehowy. Mam siostrę, która jest buddystką, więc wiedziałam, że na świecie są różne wyznania, które szukają tego czegoś albo tego kogoś.

2:52 · Relacje z babcią i wierzenia 8

Może to jest faktycznie Bóg. Może on wygląda jak ten dziadek, który jestem przedstawiany, a może jest obłokiem tudzież słońcem, jak wierzyli Słowianie. I myślę sobie, no to kim byli ci Słowianie? Więc patrzyłam i sprawdzałam, co jest prawdą, a co jest fikcją. I oczywiście, że nie wiem, co jest prawdą, co jest fikcją. Wiem tylko, co jest dla mnie prawdą, a co jest fikcją. Czyli co mi odpowiada, a co mi nie odpowiada. I tak naprawdę to jest o tym, że uczyłam się jak wygląda świat, jak wygląda życie i uczyłam się dwóch rzeczy. Po pierwsze tego, że każdy może mieć inaczej, więc nie oceniaj. A po drugie, że to wszystko sprowadza się do tego, aby być w jedności z tym, co nas otacza i zaakceptować to, że żyjemy na przykład w Polsce, a nie w Peru.

Bo my chcemy podróżować i mówimy, o tam ci mają lepiej. My nie wiemy. Bez jakiegoś powodu tutaj jesteśmy, więc i ta powiedzmy wiara i ta potrzeba patriotyzmu i to wszystko gdzieś mnie popychało dalej i ja sobie tam drążyłam. To jest jedna rzecz, a druga rzecz to jeszcze są gwiazdy i astrologia i numerologia i praca z energią i wszystko jest energią. Fizyka. I tak się przeplatało wszystko razem i faktycznie możemy powiedzieć, że interesowałam się zarówno tą sferą duchową, jak i tą sferą taką ezoteryczną, czyli tym, co niektórzy mówią, że jest złem i to jest jakaś magia, a ja mówię, że niekoniecznie to jest magia.

Widzisz? To już był jastrząb albo miszołów. Jabłoń jest takim drzewem, które występuje właściwie we wszystkich kulturach i we wszystkich religiach. I ta jabłoń od już drzewa zakazanego poprzez insygnia władzy w berłach i tak dalej, jako jabłko już, Zawsze było dla mnie troszeczkę takim magicznym owocem i drzewem. Drzewo, które jest drzewem zakazanym, ale dlatego, że poprzez kontakt z tym drzewem możesz osiągnąć wiedzę. A mój wspólnik dowiedział się, gdzieś wyczytał czy też usłyszał, dzwoni do mnie i mówi słuchaj, wiesz, że dawniej Słowianie wierzyli,

Że w jabłoni rodzi się ludzka dusza. I oni wierzyli, że jest taka planeta, na której rosną same jabłonie i każda jabłoń rodzi duszę. I ta dusza dopiero schodzi na ziemię do człowieka. Ja idąc za tym torem myślenia, zaczęłam szukać w tych zapiskach słowiańskich albo takich tam starosłowiańskich i w Polsce i w Rosji czy na Bałkanach, gdzieś tam, gdzie te ludy były i zaczęłam przeczytać oczywiście bajki, bo nie mamy takich przekazów, ale... Kiedyś wierzono, że przy domu, ja to pamiętam nawet, że przy domu sadzono jabłoń, bo jabłoń była strażnikiem pomiędzy światem żywych i umarłych.

I wierzono, że przez jabłoń na przykład, jak ktoś umierał, to że przez jabłoń mógł przejść te zaświaty. Więc ja mam tutaj dużo jabłoni i korzystam z mądrości tych jabłoni, nie tylko do tego, aby zbierać jabłka, Ale korzystam z tej wiedzy, którą gdzieś usłyszałam, pozyskałam i staram się doświadczać. Więc prowadzimy tutaj czasami warsztaty, zapraszamy ludzi do tej przestrzeni, prawie tysiąca jabłoni, żeby przypomnieć sobie i to dzieciństwo, żeby zobaczyć. Może znajdziesz tą swoją jabłoń, w której urodziła się ta twoja dusza, nie? To jest takie trochę, wiesz, inne spojrzenie i podejście.

Jabłko jest jednak magiczne. To jest pierwszy owoc, pierwszy pokarm po mleku matki, które dziecku podajemy, bo to jest jabłuszko. Jak go zetrzesz, działa dobrze na brzuszek. Jak masz problemy z tym brzuchem, to może trzeba go upiec czy ugotować. Jabłko działa na różne sposoby. Moja mama przed śmiercią swoją, a właściwie zanim się zatrzymała, to okazało się, że potrafiła zjeść skrzynkę jabłek w tydzień. I później się dowiedziałam, wczytałam się w to, że jabłka, jak ktoś ma problemy z sercem, poprawiają to ukrwienie, regulują ciśnienie. Pracy serca, robią różne rzeczy, więc wiedza, której my nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jest nie tylko sprawdzona, ale i magiczna.

Tutaj trochę przeskoczymy, ale moi rodzice mieli tutaj bardzo dużo zwierząt. Ja pamiętam, że byłam tak szczęśliwym dzieckiem, że miałam tutaj wszystkie zwierzęta. Moi rodzice mieli krowy i świnie, bo to była podstawa zawsze, kury, kaczki. Ale dodatkowo oczywiście były indyki, króliki. Mój tata zawsze miał konie, bo konie to była jego miłość. I były owce, bo takie było powiedzenie, kto ma owce, ten ma co chce. Kozy, tutaj się przewinęło wszystko. Zawsze były psy, koty i ja pamiętam, jak czekałam, aż się okoci moja kocica i największym wyczynem było, kto znajdzie pierwsze te kociaki, gdzie ona je schowała.

I pamiętam, że jak byłam dzieckiem, to miałam taki wózek, w którym woziłam lalki, ale zamiast lalek latem woziłam kotki. Teraz, jak mam psa, częściej wracam do tych wspomnień. Ale były buraki, były zboża. No to jest Lubelszczyzna. Burak cukrowy króluje. Dzięki temu, że były buraki, to pamiętam, jak mój tata też jeździł i przywoził worek szczypek. Kolorowych szczypek, pamiętam ja najbardziej lubiłam oglądać, w jakich kolorach są te szczypki. Tak wyglądało moje dzieciństwo. To było jedno z większych gospodarstw na tamte czasy, jak ja byłam dzieckiem. Natomiast później mój tata zamienił owce na sadie błoni. Jak te jabłonie zostały posadzone, to tych zwierząt było już trochę mniej.

10:19 · Dzieciństwo i gospodarstwo 2

Mój tata miał być sadownikiem, ale sytuacja wyglądała w ten sposób, że długo się tym sadem nie nacieszył, ponieważ dość szybko zmarł. Miał hemofilię, nie udało się go odratować, bo lekarze o tym nie wiedzieli wtedy. I jak zmarł mój tata, to gospodarstwo przejął mój brat. No, ale już to były powiedzmy inne czasy i w którymś momencie stwierdził, że nie będzie gospodarzył. Podjął pracę, jeździł międzynarodowo i tak już zostało, że on jeździ, a tutaj mieszkała tylko później moja mama. Przyjeżdżałam do niej na weekendy. No, ale nie miałam takiego czasu, żeby się tak zagłębić w tą wieś. Wszystko było w biegu. Miałam swoje życie. Mieszkałam w Lublinie. Dopiero teraz mogę usiąść i myślę sobie... Wiem, o czym mówiła do mnie moja mama.

Ona mówiła, wiesz, ja to tak lubię. Wieczorem można tak usiąść i mówić, jest taka cisza. Jest już chłodniej. Można popatrzeć. To tak sobie człowiek wszystko poukłada inaczej. Co sobie poukłada? Jaka cisza? A teraz wiem, co to za cisza. I co sobie można poukładać. Te mądrości starszych pokoleń to jest naprawdę cenna wiedza, cenna rzecz. Tylko trzeba słuchać. Podczas nagi i tego spokoju tych drzew i takiego miejsca, no to możemy dowiedzieć się coś, czego nie usłyszysz w innym miejscu.

11:38 · Praca w rolnictwie i zmiana kariery 3

I te ludzie tu przychodzą, wpuszczasz do tego sadu ludzi. I jakie reakcje są ludzi? Różne. To jest poprzedzone przygotowaniem do takiego wejścia, ale na przykład są osoby, które Potrafią usłyszeć różne rzeczy, których normalnie nie słyszą i ja tu nie mówię o głosach, bo to nie jest tak, że tutaj ludzie wchodzą i wiesz, tracą uzmysły, nie? Tylko przychodzą nam do głowy różne rzeczy, których normalnie nie jesteśmy w stanie usłyszeć. O i jesteśmy akurat na żniwach, których nie możemy usłyszeć. Ale kończy się to na przykład płaczem, zrozumieniem, informacją taką, która wiesz, jest z środka. Bardzo dużo osób sobie tutaj coś potrafi uświadomić, poczuć.

Tak. Miałam dwadzieścia parę lat jak zaczęłam pracować i była to praca, która była powiedzmy też czymś nowym, więc to było dla mnie fascynujące. Weszliśmy do Unii, mieliśmy różne programy, ja pracowałam w firmie, która się zajmowała rolnictwem, bo większość mnie też zna z tego, że pracowałam w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Tworzyliśmy tam różne programy wsparcia dla tych rolników, więc to rolnictwo zawsze mi to towarzyszyło. Pamiętam, jak przychodzili rolnicy do pracy i siadali i opowiadali mi różne niestworzone historie, jak to jest na tej wsi. Ja się zaczynałam śmiać i mówiłam, naprawdę?

Opowiadanie mi różnych historii, te potrzeby, powiedzmy wniosku było, no nie do mnie, tak? Nie mam tego wyuczonej tej wiedzy, tylko w praktyce. Więc było fajnie, bo wydawało mi się, że coś mogę zmienić, że mogę zmienić ten świat, że będzie fajnie, modernizujemy te gospodarstwa. Ja zaczęłam chorować na pracę. Byłaś pracoholiczką? Tak. Tak, ja byłam pracoholiczką. Ja byłam pracoholiczką, ponieważ ja naprawdę wierzyłam w to, co robię. I poświęcałam bardzo dużo czasu na tą pracę. I zabierałam tą pracę do domu, cały czas miałam w głowie, jak możemy coś jeszcze komuś pomóc, co możemy zrobić, jak to rozwiązać. Dodatkowo jeszcze zawsze miałam jakąś potrzebę kontaktów międzyludzkich, więc dużo się u mnie działo.

13:53 · Choroba i zmiana priorytetów 7

Nie miałam tego czasu na odpoczynek. Od dziecka byłam takim dzieckiem otyłym. To wiązało się później z tym, że zawsze miałam więcej ciała, więc mój metabolizm pracował bardzo powoli. A to, że ja go nadwyrężałam w pracy, no to nie dbałam o swoje ciało, nie dbałam o swoje zdrowie. Bo my tak myślimy, że zawsze tak będzie, nie? Super, byłam młoda. Tylko w którymś momencie się okazuje, że jednak nie zajęłam się sobą. Pewnego dnia, jak byłam w takiej szczytowej swojej formie, tak właściwie z dnia na dzień, dowiedziałam się, że coś mi jest i że muszę to skonsultować z lekarzem. No i pojechałam do tego lekarza, zresztą wracając z jakiejś konferencji z laptopem, z rzutnikiem, pamiętam, poszłam do gabinetu i pani doktor popatrzyła na moje badania i powiedziała, że ona nie jest absolutnie Bogiem, ale według tych dokumentów, które ona widzi, to zostały mi jakieś 2-3 lata życia.

Ja miałam wtedy 35 czy 36 lat i myślę sobie, ale że jak? I co dalej? Ona mówi, no możliwe, że będzie pani żyła dłużej, ale wtedy wózek inwalidzki. I od razu miałam taką analizę, że mieszkam na drugim piętrze, bez windy, jak i wózek inwalidzki, mieszkam sama. To jest niemożliwe. Ja mówię, że bardzo też uwalniający jest widok, bo jak już przejdziesz taką długość wśród drzew zamknięcia i wychodzisz na taki horyzont i taki widok, to uwalniasz też rzeczy, których nie możesz sobie uwolnić wcześniej, bo nagle rozszerzają ci się perspektywy. Twoja perspektywa już teraz jest większa.

Pani doktor opowiedziała, że istnieje taka możliwość, że operacja bariatryczna spowoduje, że schudnę. Jeżeli ja schudnę, to polepszę sobie jakość życia i być może wydłużę sobie to życie. Więc ja podeszłam do tego bardzo poważnie. Dostałam taką sytuację od losu, od życia, że na jakiś czas stałam się dla siebie dzieckiem, matką w jednym. Musiałam nauczyć się siebie od samego początku i zadbać o siebie. Byłam wtedy na zwolnieniu lekarskim przez parę miesięcy, byłam po operacji i musiałam się nauczyć funkcjonować od nowa, zupełnie od nowa. Musiałam się nauczyć inaczej jeść, inaczej Musiałam się poruszać, musiałam sobie znaleźć inny środek ciężkości, bo jak się dowiedziałam, że dlatego tak chodzę i dlatego mi kości bolą, kręgosłup i że muszę to poprzestawiać i że ćwiczenia, więc chodziłam na ćwiczenia, na różnego rodzaju zabiegi i chodziłam na rehabilitację.

Szukałam tej alternatywy, żeby sobie pomóc i wtedy się zaczęło wszystko zmieniać. Bo się okazało, że jednak ta praca nie jest taka ważna, a jak wróciłam do pracy, to jak już miałam taką myśl, że ta praca jednak nie jest taka ważna, bo jednak ważniejsze jest moje zdrowie, no to wtedy zaczęłam mieć problemy w pracy. A to się wiązało z różnymi innymi sytuacjami, więc zostałam też przesunięta w inne miejsca. Zaczęłam się zajmować nie tym, co kochałam, tylko tym, czego nie lubiłam. A jak tego nie lubiłam, to nigdy już na 100% tam nie weszłam. A bardziej zaczęłam się zajmować tą inną sferą, tą powiedzmy duchową, niewidoczną, pomiędzy. I przykuwać ten wolny czas na to, co mnie interesuje, a nie na to, co jest w tej pracy.

O, zobacz, zobacz, zobacz. Sarnia. Tak, widzisz? Albo łoś. Poczekaj. Przyjdziemy kawałek. Może uciekła? Nie. Jest. Zobacz. Widzisz? Słuchaj, łoś. Łoś. Łoś. I to młody chyba jakiś? Tak. Albo klępa? Nie. Właśnie nie wiesz, co nie. Ja się nie znam, czy to jest... Nie, to jest klępa, bo nie ma poroża. Widzisz? Tak. No właśnie, tutaj już mówiłam, że mieszkają w sadzie. Zaczęła chorować moja mama coraz bardziej. Potrzebowała zarówno opieki, jak i częstszych wizyt u lekarzy. Musiałam z nią podróżować po tych lekarzach, więc spędzałam z nią też czas, co powodowało, że oczywiście wszyscy pracują tak samo od powiedzmy 7 do 15, więc potrzebowałam dni wolnych, miałam coraz większe jakieś zaległości.

Starałam się wypełniać minimum, ale no niestety im więcej lekarzy, to tym więcej zaległości w pracy. Nie mogłam sobie z tym poradzić, tym bardziej, że nie chciałam oddawać się z powrotem w całości pracy, bo wiedziałam, że jest coś ważniejsze. Że ważniejsza jest moja mama, ważniejsze jest moje zdrowie, ważniejsza jest moja rodzina, ważniejsze jest to, co ja robię, niż wypełnienie tabelek i statystyk, żeby mój kierownik czy też moja kierowniczka była zadowolona. Naprawdę to są rzeczy, których się nie da przerobić. To w każdym jednym urzędzie, w każdej jednej korporacji, to są rzeczy, które zawsze będą. Jak nie takie, to inne. I sytuacja była taka, że w momencie, kiedy nastąpił ten punkt kulminacyjny,

To zmarła moja mama po dwóch miesiącach bycia w śpiączce, czyli takiego codziennego zastanawiania się, czy ona jeszcze żyje i czy się wybudzi i walki o to, żeby się jednak obudziła. Potężny stres dla psychiki i organizmu. To był taki moment, w którym ja sobie w ogóle tego nie zdawałam sprawy z tego, że to jest takie obciążenie, że to jest taki stres. I miesiąc później była taka sytuacja, że bardzo często pękały mi żółki te takie w oczach, miałam czerwone, przekrwione białka. I bardzo złe wyniki, bardzo. I pamiętam, że któryś raz z rzędu trafiłam do mojej lekarki, ona tak patrzy i mówi, pani Aniu, pani już trzeci raz w tym miesiącu ma to. Co jest? Wszystko w porządku? Ja mówię, tak. Może pani za dużo stresu? Ja mówię, nie, właściwie to już nie.

20:23 · Zakłócenia w pracy i opuszczenie 1

Co to znaczy właściwie to już nie? Pani co? Ja mówię, no bo miałam dużo stresu, ale zmarła moja mama, to teraz to już ten stres właściwie już wiem na czym stoję. Ona mówi, ale chwileczkę, ale zmarła, kiedy pani zmarła mama? Ja mówię, bo była w śpiączce. Ona mówi, zaraz, zaraz, jak to była w śpiączce? I ona mi właśnie wtedy uświadomiła, że to jest ten stres. I mówi, teraz pani organizm puszcza. I zaczęła się batalia, jak poprawić te wyniki, co zrobić. Poszłam na zwolnienie i tak z tygodnia na tydzień od lekarza do lekarza szukaliśmy rozwiązania i to rozwiązanie nie następowało. Konsulium lekarskie powiedziało, że nie ma takiej możliwości, żebym ja wróciła do pracy, dopóki nie poprawię sobie wyników, bo mnie nie odratują. Przeszliśmy przez podejrzenia różne, takie powiedzmy niefajne i to wszystko było pomału eliminowane.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.