Mentionsy Mentionsy
Reportaż Radia Lublin
Reportaż Radia Lublin

Mariusz Kamiński "Życie w ciągłym biegu"

27.09.2026 ·40 min 1 s

Opowieść o marzeniach, cenie sukcesu i niezwykłej miłości do ziemi. To historia małżeństwa Zofii i Witolda Kowalczuków zamieszkujących w powiecie chełmskim, którego codzienność przez dekady była wypełniona bardzo ciężkąpracą na roli. Ona doświadczyła bolesnych prześladowań wpowojennej Polsce. On z kolei postawił wszystko na jedną kartę i popłynął statkiem do Kanady, gdzie ciężkopracował, aby zarobić na własny kawałek roli. Ich życiowe ścieżki splotły się w dawnym majątku dworskim, który do dziś skrywa ślady dawnych właścicieli i rodzinne tajemnice. Dziadkowie są dumni z wnuka Konrada, który przejął ponich miłość do ziemi i pracowitość.

Rozpaliłam ogień. Już coś się tam robi, gotuje. Już człowiek sam się do siebie śmieje. Nie dymi się, nie ma dymu. Tak było inaczej, no. Budowaliśmy budynki, no bo były dzieci, bo trzeba było. Powiedz dziadek, no jak już kupiłeś tu gospodarkę po tej Kanadzie, Kozłówka mówili na to, tak? Tak jak Kozłówka koło Lublina, to i tu Kozłówka mówili. Bo mieli to kozłowscy, tak? Kozłowscy kupili od Żewuskiego. Jak kupiłeś, to już starego dworu nie było. Już był rozebrany, a z tych bali, bo to był drewniany dwór, między innymi ten dom, w którym teraz jesteśmy, został pobudowany.

Mów dalej, jak to już było z Kozłowskimi? Jak już Kozłowscy kupili od Żywuskiego, mieszkali tu ile czasu? Bo ich było czworo. Trzy córek i jeden syn. Ale jak już ten syn tu się rozejrzał, że to już nie jest za dobrze. To właśnie, że nie jest za dobrze. To wrócił nazad do Ameryki. Przed drugą wojną wrócił do Ameryki. Ty kupiłeś już tutaj od Urszuli. Od wnuczki. Kozłowskiego. On był szeroko 16 metrów, a dwadzieścia parę długi pałac. Ale według tego pałacu, ja nieraz tak sam po sobie myślałem, dlaczego ta piwnica jest pobudowana, co teraz jest.

Tam była altana, no i tam sobie popijali, imprezy, zabawy. Za Żewuskiego, a przed Żewuskim w ogóle to tu był Grzybowski. To tyle wiemy, a już kto przed Grzybowskim to nie wiemy. Rodzina Żewuskich z czego była taka znana? To oni na Słowinku mieli, oni zaopatrywali cały praktycznie Lublin w warzywa, żywuscy. A jeden no to Witold właśnie został spłacony przez któryś z tam braci, no i kupił ten majątek tu, po tym Grzybowskim akurat. A jeszcze co powiem o tym Witoldzie Żywuskim. Tam w kościelach się wchodzi, co po lewej stronie jest. Tablica wypisana, że jak kolegonista zmarł, że był postrzelony.

Tu jest grób jego na cmentarzu u Chrózku. Idziemy, o już niedaleko. A to grób rodzinny czy tylko jeden? Nie, nie, tylko jeden. A dlaczego jak zwykle rodziny takie... No właśnie mają takie kapliczki nawet czasami, a tutaj tak wychodzi, że jakoś do Francji oni pouciekali ci żywuszczy, tak jak babcia mówiła, że tu no nikt niewiele został i nie wiem kto go tu w sumie pochował no. O, i tu jest grób Witold Krzywdo-Żywuskim, to był kapral Legionów Polskich. 31 lat, właściciel Łukówka. Zmarł 1 listopad 1918 roku.

Ja sama w domu byłam, to wtedy rozmawiałam z nimi. Ten, który stąd był i uciekł do Francji, prosił, żeby pozwolić mu pójść do tej piwnicy, bo tam, mówi, składaliśmy żywność. Tam była nasza lodówka. I później mówi tak. Pamiętam, że tu było trzy sadzawki, to muszę pójść zobaczyć te trzy sadzawki. I mówi, że w dwóch rzędach lipy były posadzone, a tam daleko pod górę. Ale tych lip już tak nie było, jak oni przyjechali. Najbardziej rozpaczali, gdzie się nasz Zygmunt Żywuski podział, nie wiemy. To rodzina była tego Żywuskiego, Witolda, co jest pochowany tu w Uchulsku na cmentarzu.

I ten Żywuski Zygmunt, to właściciel był w Lublinie. Wola Sławińska tam. Tak, Wola Sławińska, Dębówka. To my chodziliśmy nawet do lasu, do Brzewuskiego, bo tam takie orzechy leścicnowe rosły. I był pałac. Zbóżowo dojedziesz. Jak Zbóżowa ulica, tam była posiadłość Brzewuskich. Coś tam skąd mam takiego znalazłem. W czasie II wojny światowej, Dzbenin, była tu komórka AK-owska związana z Wolą Słowińską, której właścicielami byli Stanisław Żywuski i Mieczysław Krychowski, właściciel Słowina. I mój ojciec razem z Żywuskim Zygmuntem był AK-owcem.

I tak było, że Żywuski Zygmunt jechał z moim ojcem. Napali go niby to AK-owcy po trzeci, ale to byli bandyci, co rabowali, zabijali. I zabili mojemu ojcu dwa konie, wóz w strzępy pobili i zabili Zygmunta Żywuskiego. Synówkowie na drodze zginął, a mojemu ojcu udało się uciec. Czy on miał jakiś pochówek, kto go pochował, to nie wiem. I ci, co przyjechali z Francji, ta rodzina, zapomniałam o tym powiedzieć, że to taka była sprawa. Historia zatoczyła koło, bo pani tutaj trafiła, gdzie żeląscy mieli też majątek. Tak, widzi pan, jak to jest w życiu.

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.