Mentionsy Mentionsy
Reportaż Radia Lublin
Reportaż Radia Lublin

Katarzyna Michalak „Muzyka jest pamięcią”

28.01.2026 ·40 min 40 s

"Gdzie rodzi się muzyka? W uchu, rozumie czy w pamięci"? - pytała w jednym ze swoich felietonów Dorota Gonet, dodając za chwilę: "Muzyka jest pamięcią. Potrzebny jest impuls, żeby ją otworzyć". Audycja o Dorocie Gonet - zmarłej w styczniu 2016 roku naszej koleżance, wybitnej dziennikarce muzycznej, osobie wielkiego serca i głębokiej wiary. Kim była? Co zmieniła w nas?

Tu są te płyty. No tych płyt było mnóstwo. Jak zebraliśmy i z radia i z domu, to jest ponad 2,5 tysiąca tych płyt. One u Roberta teraz są. Specjalny zrobiliśmy taki regał na te płyty. A tu były wszędzie i na podłodze i tak dalej. No i tu był ten sprzęt, a nie chyba przeniosła do drugiego pokoju, sprzęt do słuchania muzyki. No i tu było dużo różnych też roślin, bo Dorota robiła rośliny. Mnóstwo tego było. Tu były, nie wiem co się z tym stało, ale pewnie zwiędły. A tu jest takie stare pianino Doroty, na którym ona grała. Roztrojone w tej chwili, które jej właśnie tata kupił na raty.

Święty Augustyn dźwięk porównuje do rozchodzących się po wodzie fal, które ani nie powstaną, zanim nie włoży się do niej ręki, ani nie pozostaną, gdy rękę się wyjmie. Podobnie jest z pamięcią. Musi być impuls, by ją otworzyć. Kiedy myślę Dorota, przede wszystkim widzę Dorotę. Widzę te oczy, dla których określenie znalazłam jako mała dziewczynka, ponieważ ja byłam święcie przekonana, że Dorota ma oczy czekoladowe. Szczerość tego właśnie spojrzenia, z tym uśmiechem, taka szczerość w twarzy i coś takiego, co budzi zaufanie, to jest obraz i głos, do którego chce się powrócić.

Kiedy myślę Dorota. To ja słyszę wtedy jej odezwanie, bo to powtarzało się wielokrotnie. Piotruś, a to dawno nie widzieliśmy się, a to no patrz ten wczorajszy koncert, a to mówiłeś, że nowa płyta, no i jak, no i jak? Jak myślę Dorota? Co widzę najpierw? Jej oczy i uśmiech. Zawsze uśmiech i zawsze będzie dobrze. Na wiele obrazów, między innymi obraz lasu, obraz mego konia, do którego się Dorota przytulała, a poza tym wspólnie słuchana muzyka Rachmaninow, Górecki.

Oczywiście ona miała przygotowanie i ona mogła wszystko na czynniki pierwsze rozłożyć, konstrukcja, interpretacja, wykonanie. Mogła krytykować trzeciego skrzypka w czwartym rzędzie. Natomiast chyba bliższa jej była taka ocena całościowa. A więc co mi pozostanie? Jak to na mnie oddziałało? Dorota taką osobą była, która odbierała tę całość. To nie znaczy, że ona była ogólnikowa. Nie. Tylko pozwalała się porwać. Muzyka z klasą.

Dobry wieczór Państwu. Bogusław Wichrowski, Dorota Gonet. Dzisiejsza Muzyka z klasą w nastroju zadumy, uroczystość wszystkich świętych i jutrzejszy dzień zaduszny skłaniają do tego, aby zatrzymać się. Także muzycznie. Stąd też dzisiaj taka właśnie, a nie inna muzyka. Dziennikarstwo. Dziennikarstwo jakby wyrosło z tej muzyki. No wiem, że jak to się zaczęło, no to został ogłoszony konkurs. Konkurs na prezenterkę telewizji lubeckiej, która właśnie miała być utworzona wtedy. I wiem, że Dorota tam się zgłosiła i przeszła, i otrzymała tę pracę w charakterze prezenterki. Ona była jedną z pierwszych prezenterek tego TVL.

Pamiętam, kiedy pojawiły się Jaśki, to był rok 90. 91., kiedy codzienne dobranocki od 18.30 królowały na antenie i przywoływałyśmy dzieciaki do radioodbiorników, to zawsze w piątki Dorota miała swój czas, pani muzyka. Wtedy królowały dźwięki, wtedy potrafiła w tak niezwykły sposób, prosty, nieskomplikowany, plastyczny, bajkowy, opowiedzieć o muzyce, że cisza stawała się wokół, naprawdę. Zawsze mówiła, teraz posłyszymy. O, z czym mi się kojarzy Dorota. Z tym, że bardzo dbała o polszczyznę. Każde słowo wypowiadała, myśląc o tym, co ono oznacza.

Dorota rozwijała swój talent w sposób niebywały. Ja z taką lubością słucham tych jej perełek do dziś. I chyba wszyscy. Miniaturek. Każde słowo jest wyważone. Każde słowo pasuje. Niczego nie ma na wyrost. Niczego nie ma za mało. Niczego nie ma na próżno. Zapraszała mnie czasami do radia, żebym opowiedziała o działaniach Biblioteki Miejskiej, co mamy w planie i jaka kondycja. Czasami jakaś dyskusja na temat książki, czytelnictwa. Bardzo lubiłam jej głos na antenie. Najpierw znałam głos Doroty, potem poznałam ją osobiście.

A potem to też było takie ciekawe, zobaczyłam od kuchni jak to się robi, czyli jak ten głos brzmi, kiedy Dorota siedzi przy stole i mówi do zawieszonego mikrofonu. Kiedy doszło do naszego pierwszego spotkania, kiedy zobaczyłyśmy się po raz pierwszy, Prawie 14 lat temu to było, to wiedziałam po tej rozmowie, że nie możemy się minąć. Te nasze spotkania, kontakty, od spotkań osobistych w cztery oczy, przy kawie obowiązkowo, obie bardzo lubiłyśmy kawę, poprzez maile, smsy, telefony, Dorotka lubiła do mnie przyjeżdżać, a ja bardzo lubiłam, kiedy jej otwierałam drzwi.

To był taki najczęściej w porze wieczornej, obie już po pracy. Natomiast kiedy była pogoda i miałyśmy wolny dzień, uwielbiałyśmy wyjazdy do Nałęczowa. Ja nie prowadzę auta, więc też cieszyłam się, że Dorota w swoim pięknym Polo może podjechać pod mój dom. I lubiłyśmy ten Nałęczów obie, choć Dorota o wiele wcześniej jak ja polubiła to miejsce. Opowiadała mi kiedyś, że nawet jeździła tam ze swoimi małymi dziećmi, Anią i Robertem. Ona też miała swoje związki oczywiście zawodowe, prowadziła tam koncerty, divertimento na Łęczowskie, ale często też zdarzało się tak, że ktoś na przykład, z kim bardzo chciała porozmawiać,

Tam rozpoczynało się divertimento i tato zabrał mnie ze sobą. To był pierwszy raz, kiedy pojechałam na festiwal, ale potem jeździliśmy jeszcze kilka razy i mój tato i Dorota jeździli tam do pracy, ale ponieważ ta praca miała różny charakter, bo w przypadku mojego taty to dziennikarstwo prasowe, to najpierw pracował tato, a ja ten czas spędzałam z Dorotą, bo to jeszcze było te kilka godzin przed koncertem, kiedy ona miała parę wolnych chwil i to jest ten czas, Który ja pamiętam najbardziej. Spacerowałyśmy po parku i rozmawiałyśmy. To były rozmowy o wszystkim.

Poznałyśmy się na początku 2002 roku i potem uświadomiłam sobie, że ten rok był bardzo istotny, trudny, ale istotny. Istotny dlatego, że pozwolił nam się poznać. To była wczesna wiosna. Może widziałyśmy się Trzy, cztery razy pożegnałyśmy się, bo Dorota wyjeżdżała i następna wiadomość to była wiadomość już przekazana drogą radiową, że ta pielgrzymka miała wypadek. To był lipiec, o ile dobrze pamiętam, 2002 roku. Ponieważ w Medjugorje ja byłam w 2001 roku, Pojechałyśmy z redaktor Nowicką i z redaktor Rłoską.

Dorota często rozmawiała ze mną o tej mojej podróży. Bardzo chciała też pojechać do Medjugorje i tak też się stało. Spotkałyśmy się tuż przed jej odjazdem. Jeszcze pamiętam, Przekazamy jej kartkę, bo składa się na obrazeczku takie tam prośby czy formę modlitwy. I ona zabrała ten list ode mnie, żeby tam zawieść. W nocy, kiedy zdarzył się wypadek,

Dorota zadzwoniła do mnie, kiedy wydostała się z tego autokaru. Ja zadzwoniłam do księży Franciszkanów MSZ-u, tak? Uuu, teraz nie mogę mówić. Całą noc przeklęczałam i ciągle czekałam na telefony, na informacje. Potem byłyśmy w połączeniu telefonicznym, kiedy jechała karetką do szpitala. A potem wróciła do Lublina No i szpital, rehabilitacja i ogromna dojrzałość duchowa. Dorota nie opowiadała zbyt wiele. Kiedy dowiedziałam się, że Dorota już jest przewieziona po wypadku do Lublina do szpitala, był to oddział ortopedii w szpitalu przy ulicy Jaczewskiego, poszłam do tego szpitala i

I mówi, musisz o to siebie zapytać, bo jeżeli masz ułamki sekund, kiedy nawet nie jesteś w stanie skupić myśli, zebrać myśli i wiesz tylko, że stało się coś strasznego i widzisz jedyną drogę, którędy możesz uciec, to ona wyskoczyła przez okno. Czy też wyszła przez to okno już wybite, pełne ostrego szkła, ale powiedziała mi też o tym, że jeszcze pomogła wydostać się innej osobie, dziewczynie. To było dla mnie niezwykłe. To też jest Dorota, że człowiek w obliczu śmierci i zagrożenia, albo katastrofy, albo kalectwa, bo nie wiadomo jak to się potoczy, ona jeszcze pomyślała o kimś innym, jeszcze o jednej osobie.

W przypadku moim może bardziej oparta na wierze w siłę organizmu, który no zdarza się, że zwalcza różne choroby, prawda. To było chyba tak, że ja Doroty tak blisko nie znałem wcześniej. Nie miałem z nią jakiegoś takiego stałego kontaktu. Wiedziałem, że istnieje taka dziewczyna jak Dorota Gonet. Nawet nie do końca wiedziałem, że jest aż tak ciężko chora. I w pewnym momencie ktoś od was z radia poprosił o mszę świętą w intencji Doroty. Ona wtedy była w szpitalu. To była jedna msza, później druga msza i nagle pojawiła się osoba, za którą się modliliśmy. Pamiętam, że spojrzałem na nią i mówię, dziękuję księdzu bardzo za modlitwę w mojej intencji. I tak pomyślałem sobie, aha, to jest ta osoba, bo po chemii się bardzo zmieniła, nawet nie bardzo mogłem ją do końca ze starych jakichś obrazów rozpoznać.

Szczuplutka, drobniutka, siwa kobieta. Ale jak zaczęłam mówić, to z taką potęgą, z taką siłą, z taką mocą, że mówię, to to jest pani Dorota. I nie wiem, jak to się stało, ale od pierwszego naszego spotkania, od pierwszego naszego kontaktu natychmiast ta relacja między nami tak zaiskrzyła, że my już od tego momentu na stawe mieli kontakty. Gdy mówimy o tych relacjach, To takim drugim etapem był moment, kiedy, bardzo też ważny etap, kiedy przyszła wieczorem do mojego kościoła św. Wojciecha na Podwalu ze starszym panem. Mówi, to jest pan Piotr Szczepanik.

Ja tak spojrzałem, rzachnąłem się. I znowu, od tego momentu to było coś przedziwnego. Ilekroć Piotr przyjeżdżał do Lublina, przyjeżdżał bardzo często. Najpierw spotykaliśmy się na podwalu, bo u mnie spał wtedy Piotr, na mszy świętej. To był już stały, regularny plan naszych działań. Odprawialiśmy mszę świętą, modliliśmy się, później piliśmy kawę, szliśmy na obiad, no i później każdy do swoich zajęć i później znowu się spotykaliśmy. Ale za każdym razem każde nasze spotkanie Między Dorotą, Piotrem a mną zawsze zaczynało się msza u świętów i to oni chcieli. Dorota bardzo lubiła muzykę i piosenki Piotra Szczepanika i pamiętam jak kiedyś przed laty przygotowywała taki wywiad rzek z artystą.

Mówi, wiesz co, mam raka. Mówi, tak? To witaj, też mam raka. I to spowodowało, że ta relacja na nowo ożyła i myślę, że żadno jest tajemnicą. Piotr tego nie ukrywa w ogóle. Dorota była takim drogowskazem odkrycia pogłębionego życia duchowego Piotra, gdy chodzi o relację z Panem Bogiem. Ten dzień mojego występu w Teatrze Starym, oczywiście zaczęliśmy się kontaktować luźno bardzo, ale każdy mój pobyt w Lublinie był równocześnie spotkaniem z Dorocą. No i tak ta sympatia, empatia to nas łączyło.

No i to jeszcze, jeśli do tego trzeba Dopisać niebo pełne gwiazd i słup brzus, który nad moim stawem. Nie, nie było rozmów o chorobach. Były rozmowy o muzyce, o świecie duchowym, pokorze, wiara, nadzieja, miłość. Dorota to była fascynująca osobowość. Ja użyłem kiedyś w tym wywiadzie, po jej śmierci, że była zjawiskowa. I to nie była przesada. Podziwiałem jej hart ducha i jej głęboką wiarę, która ten hart dawała.

Dostałem od Roberta Gonet, syna Doroty, szereg tekstów, bardzo pięknych, i to będzie wydane w wydawnicy rubenskim Gaudium. Jest szereg takich zdań, które chciałbym może przeczytać. Więc gdzie rodzi się muzyka? W uchu, rozumie czy pamięci? Dorota pomimo, że umierała, tak dzisiaj już wiemy o tym, że to był czas umierania, te kilka lat to był naprawdę bardzo ciężki etap jej choroby, nie zachowywała się w ogóle jak osoba chora.

No jak to? Osoba bierze urlop, poświęca się, jedzie, nic nie musi. Ja mówię, Dorota, ale zrozum, że ci ludzie chcą z tobą być, chcą ci pomagać, bo czują, że tu się dzieje coś wielkiego. że mógł z Tobą być. I to był ten klucz do odkrywania Doroty. No właśnie, to było umieranie pełne życia. To było odchodzenie pełne nadziei. Zadzwoniła kiedyś do mnie w piątek przed wolnym dniem i mówi słuchaj tak jesień późno, ale jutro ma być piękna pogoda, może pojedziemy do Nałęczowa. Ach wspaniale. Miałyśmy też taki zwyczaj, że kiedy jechałyśmy na jakiś taki krótki wypad, bo się najczęściej do tego Nałęczowa

Dorota też chciała odpocząć od spraw zawodowych. Wolała wtedy podczas tej podróży na przykład nie włączać radia, żadnego. I ja wtedy brałam na czas tej podróży płyty. Ona nie wiedziała jaka to będzie płyta, ale często trafiałam. I tamtego dnia właśnie pamiętam, wkrótce okazało się, że to była ostatnia nasza wycieczka. I tamtego dnia pamiętam, zabrałam płytę do torebki, wsiadłam do jej samochodu, włożyłam płytę do odtwarzacza. Była to ścieżka dźwiękowa z filmu Ida i tam była piosenka, którą śpiewała Sława Przybylska, Lato w Portofino. Wiedziałam o tym wcześniej, że Dorota to bardzo lubi i ja też bardzo to lubię. Jest długie lato w Portofino i dużo gości z wszystkich stron.

I ona się zmieniała i najbardziej ujmujące było dla mnie to, kiedy ja zapytałam jak dzisiaj Dorotko, jak się czujesz? Ona mówi słuchaj, ja dobrze. Tak jeszcze myślę teraz, jak weszłyśmy z Kingą dzień wcześniej. Wiktor wyszedł na chwilę, my zostałyśmy same, te trzy. Ja czesałam, poprawiałam jej fryzurę, a Kinia się zajęła, chciała jej poprawić, że tak się wyrażę, manicure. Kiedy Kinka obcinała jej czy piłowała paznokieć i ja, no jestem emocjonalna, więc mówię to jakoś tak, żeby nie za krótko, tak?

I powiedziałam to głośniej, a Dorota powiedziała, nie kłóćcie się. Powiedziałyśmy, my się nie kłócimy. Dorotko, co ty, my tylko się sprzeczamy. A Dorota powiedziała, najważniejsza jest miłość. Powtórzyła, najważniejsza jest miłość. Chciałbym, żeby to też było zapamiętane. Kiedy leżała po raz kolejny w szpitalu, w Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej, spotkaliśmy się na korytarzu, żeby jednak mieć taką intymność do rozmowy i mówi wtedy, Mirek, jeżeli Pan Bóg tak to przewidział, to ja już jestem gotowa.

Jako ksiądz, jako osoba, która z nią była w tych przeróżnych momentach przeżyłem szok i nie wiedziałem w ogóle jak się zachować. Powiedziałem to w kazaniu. Dla mnie to jest... ocieramy się o świętość osoby, która swoim cierpieniem myślę, że bardzo, bardzo mocno zbliżyła się do Pana Boga. Doroty mama była chora przez kilka wcześniejszych dni. I nie przychodziła do szpitala. I Dorotka tak w nocy czasem mówiła, mamusiu, mamusiu. Ja mówię, nie ma mamy, nie ma, jest chora, nie może przyjść. Ona mówi, ja wiem, ja tylko tak mówię. Albo mówiła, tatusiu, tatusiu. Ja mówię, no nie ma taty, twój tata już odszedł.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.