Mentionsy Mentionsy
Rekonstrukcja Zdarzeń
Rekonstrukcja Zdarzeń

RZ#23 Kaktus i słoneczniki | Podcast kryminalny

12.06.2024 ·31 min 9 s

Szykuje się nam kolejna do opowiedzenia Zbrodnia, którch jest tak wiele, jak wiele kanalów na Youtubie. Jezeli wiec chcesz jakis kanał wyszczegolnić, zasubskrybuj. Bez subskrybcji kanal ginie. Dzięki komentarzom i łapkom w obojętnie którą strone, kanał staje sie bardziej widoczny, co naprawdę przydaje sie do zyskania jakiegokolwiek poglosu w morzu rozrośnietej twórczości podcasterów true crime. A ja nazywam sie Magda i zapraszam Was na kolejny odcinek podcastu kryminalnego na kanale Rekonstrukcja Zdarzeń. #rekonstrukcjazdarzen #TrueCrime #podcast kryminalny #Holandia #kryminalne historie #kryminał #rz #kryminalna Holandia --------- Uwaga❗️ Podcast może zawierać drastyczne opisy zdarzeń. ----------------------------------------------------------------- 00:00 Wstęp 1:33 Intro 2:02 Główne zdarzenie 7:01 Kto? Sprawca 11:48 Kto? Ofiara 26:39 Proces 28:25 Wyrok ------------------------------------------------------------------ Brute pech - brutalny pech ⏹️ Sprawa jest rozwiązana. Miejsce: Amsterdam, Holandia Ofiara: Theo Van Gogh Sprawca: Mohammed Bouyeri Przedstawiony materiał ma charakter informacyjny i opiera się na danych z ogólnodostępnych żródeł. ------------------------------------------------------------------- ✅ Music: https://www.purple-planet.com ✅ Sound Effect from Pixabay ✅ Źródła: https://tinyurl.com/3v2u3566 https://tinyurl.com/3rmn2md5 https://tinyurl.com/zfmbhfc https://tinyurl.com/4jm5b3vf https://tinyurl.com/3b4z6eaw https://tinyurl.com/j5fa4mnn https://tinyurl.com/ymeuxdwp https://tinyurl.com/wvrwv38u https://tinyurl.com/3wmfz9wh https://tinyurl.com/52hv39nj https://tinyurl.com/mtwdrrtt https://tinyurl.com/yp77y8ht https://tinyurl.com/yp77y8ht https://tinyurl.com/ye7z9sy8 https://tinyurl.com/bdcp54vp https://tinyurl.com/bdcs2sn3 https://tinyurl.com/4pnneyd3 --------------------------------------------------------------------------- ✅ Spotify: https://open.spotify.com/show/6sAAzUNU3TmlwYFtkOSEMG ✅ Youtube: www.youtube.com/@RekonstrukcjaZdarzen ✅ Apple podcast: podcasts.apple.com/us/podcast/rekonstrukcja-zdarzen/id1719445310 ✅ Kontakt: [email protected]

Malarz van Gogh jest znany ze słoneczników i odciętego ucha, a Holandia z tego, że to na jej ziemi się właśnie owy artysta urodził. W życiu, jak to nie tylko z artystami bywa, raz jest się na górze, a raz na dole. Bruty pech, jak to się mówi w Gencie. Więc kiedy Vincent van Gogh upada na dno, doprowadza go to do podjęcia drastycznych decyzji dotyczących dalszego przebiegu własnego życia. Z powodu tego zdarzenia młodszy brat Vincenta, Theodor, zaczyna cierpieć na depresję i po niedługim czasie także umiera. Jednak nic w przyrodzie nie ginie i jego wnuk, Johan, który już zresztą nie żyje od roku 2019, sprowadzi na świat kolejnego Theodora, który także urodzi się w Holandii i także będzie miał w swoich ostatnich chwilach życia do czynienia z konsekwencjami użycia broni palnej.

Szykuje się nam kolejna do opowiedzenia zbrodnia, których jest tak wiele, jak wiele kanałów na YouTube. Jeżeli więc chcesz jakiś kanał wyszczególnić, zasubskrybuj. Bez subskrypcji kanał ginie. Dzięki komentarzom i łapkom, w obojętnie którą stronę, kanał staje się bardziej widoczny, co przy około 50 kanałach o kryminalnej tematyce. Prowadzonych przez polskich youtuberów to naprawdę przydaje się do zyskania jakiegokolwiek pogłosu w morzu rozrośniętej twórczości. Także z góry dziękujemy za używanie guzików na YouTubie. A ja nazywam się Magda i zapraszam Was na kolejny odcinek podcastu kryminalnego na kanale Rekonstrukcja Zdarzeń.

Theo przyjeżdża właśnie na swoim rowerze przez Linaustradz, kiedy słyszy za plecami charakterystyczny dźwięk towarzyszący temu miejscu. To tramwaj 19, który za chwilę wymieni go na swojej trasie, ciągnącej się wzdłuż używanej właśnie przez mężczyznę ścieżki rowerowej. Theo, tak jak wielu innych ludzi tego poranka, podąża nią właśnie do pracy. Jest wtorkowy poranek, godzina 8.45, 2 listopada roku 2004. Wschodnia strona miasta nazywanego też Mokum albo Wenecją Północy. Jesteśmy w holenderskiej stolicy kraju, czyli Amsterdamie. Kamery sklepowe rejestrują poruszających się pieszych, automobilistów i rowerzystów, w tym także Theodora, niskiego z postury 47-letniego mężczyzny, który na swoim rowerze ma doczepiony z przodu koszyk na zakupy, a w nim, w sklepowej torbie, leżą najważniejsze dla niego przedmioty codziennego użytku.

Mężczyzna jak zwykle przejeżdża swoją stałą trasą, której niestety nie ma zamiaru zmieniać, chociaż niejednokrotnie już mu to doradzano. A to dlatego, że Theo już od pewnego czasu dostawał groźbę śmierci. Inni uważali, że Theo powinien wziąć się na poważnie, jednak on sam twierdził, że wiejskiego głupka, tutaj cytuję, z jakiego sam się miał i jak się opisywał, nikt nigdy nie ruszy. Takim jak on podobno nic złego się nigdy nie przydarzało. Za Theo jedzie 30-letnia kobieta, udająca się właśnie na dodatkową lekcję jazdy samochodem. Jest ona notabene niedaleko sąsiadką mężczyzny i rozpoznaje jego osobę po pusturze. Jedzie tak blisko niego, że potrafi odczytać nawet biały napis na jego bluzie. Jest zwyczajny dzień, ludzie nie zwracają na siebie nadzwyczajnej uwagi. Jeden z przechodniów wydaje się tego poranka za potrzebą do coffee shopu, czyli oficjalnego punktu sprzedaży zielonego suszu, a inny do urzędu, żeby załatwić sprawy administracyjne.

Nie dzieje się nic do momentu, kiedy ludzie podążający ulicą Linaustrad nie usłyszą wystrzału z pistoletu HS2000 i nie zobaczą jak jeden z rowerzystów po porzuceniu swojego pojazdu zaczyna uciekać na drugą stronę ulicy. Za biegnącym podąża drugi człowiek. Ten jednak już robi to o dużo spokojniej i bez pośpiechu, a do tego w ręce trzyma broń. Kiedy postrzelony Theo, bo to on jest właśnie ofiarą tej napaści, opada na ścieżkę rowerową, w jego stronę zostaje oddane jeszcze parę strzałów. Napastnik najwidoczniej nie jest pewny, czy dokończył swoje zadanie, bo postanawia dodatkowo dużym, ostrym narzędziem przeciąć podstawę głowy leżącego, a potem wbić przyrząd w klatkę piersiową ofiary. Na sam koniec wyjmuję jeszcze papier, który przyczepia do ciała leżącego, przy użyciu tym razem drugiego ostrza, tym razem jednak dużo mniejszego.

Theo van Gogh, 47-letni rowerzysta z Linnaustrad, był właśnie twórcą tego filmu, a samo dzieło zostało zakończone na początku obecnego roku 2004. Jego współtwórcą był Hirsi Ali, somalijsko-niderlandzka pani polityk partii VVDA. Do niej właśnie był skierowany liścik pozostawiony na ciele zmarłego. Sam film o tytule Submission był, jak wiele mediów uzna, głównym powodem śmierci Theo. Opowiadał o życiu islamskich kobiet, które z powodu wyznawców ich religii miały mówiąc prosto przeromanę. Fragmenty filmu, które wywołały najwięcej kontrowersji wśród muzułmanów, to nagie ciała kobiet, na których napisane były teksty z ich świętej księgi. Do tego film ukazywał, jak mało przyjazny kobietom jest charakter tej religii.

To właśnie z powodu wyrażenia swojego zdania na temat religii Theo od dłuższego czasu dostawał groźby. Sprawca dzisiejszej napaści zagroził w liście, że Hirsi Ali będzie kolejną ofiarą fundamentalistów. I tak, sprawca był może samotnym wilkiem, ale za jego plecami stała cała grupa ludzi. Nie omieszkał on też wyrazić swojego negatywnego zdania na temat żydowskiej kliki, która według niego Rządzi krajem holenderskim. Jednym z członków tej kliki miał być według mordercy także burmistrz Amsterdamu, pan Joop Cohen, którego żydowskie pochodzenie miało napastnikowi nie przypaść do gustu. Jak widać napastnik groził śmiercią za wyrażanie zdania na swój temat, sam jednak nie miał problemów z mówieniem o tym, co jemu nie pasuje. A napastnikiem był Bouyeri Mohammed, urodzony jako syn pierwszej generacji imigrantów, którzy słabo porozumiewali się po niderlandzku i mieli mało kontaktów z autochtonami.

W domu używano języka tarfit, natomiast arabski sprawca poznał jedynie w stopniu podstawowym. Dlaczego jest ta informacja ważna? Może dlatego, że święta księga napisana jest w języku arabskim, a napastnik uznawał za święte to, co w niej napisano. Jednak zanim tak się stało, to Mohammed prowadził normalne życie normalnego nastolatka, a nawet rozpoczął studia w szkole wyższej – Hochschule in Holland w mieście Diemen. Parę razy zmieniał kierunek nauki i wytrwał w placówce 5 lat. Po tym jednak czasie jej drogi się rozstały, a Mohammedowi nie udało się zdobyć dyplomu. Można powiedzieć, że chłopak ładnie się integrował w społeczeństwie, jak na kogoś, kto wychował się w rodzinie o innym wyznaniu i kulturze niż większość Holendrów. Jako obcokrajowiec na obczyźnie znający takich ludzi mogę tak się o nim wyrazić.

Przez dłuższy czas Mohammed był wolontariuszem w organizacji zrzeszającej mieszkańców z amsterdamskiej części Slotervaers. W roku 2002 był organizatorem politycznej debaty młodzieżowej, a później razem z przyjaciółmi stworzył plan dla centrum sąsiedzkiego, w którym zawarta była mniej więcej pomoc dla uczniów przy pracach domowych. Niestety Ministerstwo Mieszkalnictwa Socjalnego i Planowania Przestrzennego, w skrócie WROM, odrzuciło projekt Bouyeriego. W roku 2001 zmarła matka chłopaka. Być może to był ten moment, w którym Mohammed coraz surowiej zaczął interpretować reguły islamu. Może to jeszcze nie było jasne dla wszystkich słuchaczy, ale Marokanie są muzułmanami i każdy jest w takim klimacie, teoretycznie, wychowywany. Tak jak teoretycznie mówiąc, każdy Polak jest katolikiem.

W każdym bądź razie każdy dorosły człowiek ma w swoim życiu taki moment, że może wybrać. A Mohammed wybrał to, co mu serce najwidoczniej najbardziej podpowiadało. Przez swoje nowe podejście do życia coraz mniej udzielał się w centrum sąsiedzkim. Chociaż być może spowodowane to było też tym, że coraz częściej zaczęto go po prostu odsuwać od takich aktywności. Mohammed nie chciał mieć styczności z alkoholem, ani nie chciał być obecny na spotkaniach, w których brały też udział kobiety. Ciężko więc było dopasować jego życzenia do grupy ludzi, w której nie wszyscy wyznawali podobne zasady. W roku 2003 ojciec chłopaka żeni się ponownie. Druga wojna w Zatoce Perskiej się rozpoczyna, a Mohammed zapuszcza brodę. I zaczyna nosić dżelabę. Jest to tradycyjna koszula do kostek, noszona standardowo w Maroko, mająca głównie pełnić funkcję komfortowego stroju, bardzo przydatnego w ciepłe dni, których w Maroko jest na pewno więcej niż w Holandii.

Mohammed odwiedza także meczet i zaczyna mieć coraz więcej kontaktów z radykalnymi wyznawcami religii islamu. Jednym z nich jest Samir A., członek chrupy Hofstadthrupp, która miała finansować terrorystów z Syrii. Głównie kobiety, którym Samir wysyłał ogółem, Około 107 tysięcy dolarów, które zresztą zbierał w Holandii i w Belgii. Jak sam stwierdził podczas swojego procesu w przyszłości, była to pomoc humanitarna, a nie sponsorowanie terroru. Pomimo tego, że większość z tych kobiet była na czarnej liście Belgii i Holandii i miała ona zakaz wjazdu do tych krajów. Właśnie takich kolegów zaczyna mieć Mohammed, który zaprasza ich do swojego domu, gdzie odbywają się spotkania organizacji, której aktywności zaczynają niestety martwić niektóre służby. Te spotkania odbywają się z taką częstotliwością i zapałem, że AIVD zakłada podsłuch w domu Mohameda.

AIVD to służba bezpieczeństwa, a Hofstadtschrupp to nazwa, którą agenci nadali grupie muzułmańskich młodziaków podejrzewanych o planowanie terrorystycznych aktywności. Niedługo po śmierci Theo i zatrzymaniu Mohammeda, ten, za poradą swojego adwokata, pana mecenasa Petera Plassmana, postanawia odwołać się do prawa milczenia i nie zamierza współpracować ze służbami. Nie przeszkadza to oczywiście prokuraturze oskarżyć go o sześć przestępstw, w tym próbę zabójstwa przechodniów, złamania prawa dotyczącego posiadania broni oraz podejrzenie udziału w kryminalnej organizacji terrorystycznej. Sam Amsterdam, znany z różnorodności i wolności, zszokowany jest śmiercią Theo. W porównaniu z innymi wielkimi miastami, to jako jedno z nielicznych zachowało według źródeł dość przyjacielski charakter dla przedstawicieli wielu warstw społecznych.

Jako przykład podaje się wizytę europejskiej elity politycznej w roku 1997, która wtedy ze skromną jedynie ochroną jeździła sobie na rowerach po ulicach tej pozytywnie nastawionej wioski. Miasto dumne do tej pory ze swojej tolerancji, a nawet z rzadko spotykanej agresji na ulicach, chwaliło się wyważonym i mądrym prowadzeniem rządów według myśli lewicowo-liberalnych i myślało, że zradykalizowana młodzież prawdopodobnie szybko zmieni zdanie i zmądrzeje. Dlatego takich ludzi jak Mohammed i Samir obserwowano, ale nic z nimi nie robiono. Jaki był rowerzysta Theo van Gogh, który zginął na Linaustrad w Amsterdamie? Jak samo nazwisko wskazuje, może mieć on coś wspólnego ze słynnym artystą i rzeczywiście tak jest. Vincent van Gogh, słyczny malarz, miał brata, a brat ten był właśnie pradziadkiem naszego Theodora, zwanego również Theo.

W latach 80. Theo chce założyć partię polityczną, której głównym punktem było usunięcie dofinansowania filmowców. Zostaje także poproszony przez jednego z polityków o imieniu Fortin o zostanie ministrem kultury. Theo odbiera to na ten czas jako dobry żart, ale podobno sama oferta była jak najbardziej prawdziwa. Składający ją polityk zginie niestety tak samo jak Theo od strzałów w roku 2002. Przyjaciel Theo, a lepiej powiedzieć jeden z najlepszych w tym dużym gronie, opisuje go jako wielkiego myśliciela, który brał dużo osobistego ryzyka, żeby spełnić swoje marzenia. Jeśli nie miał pieniędzy na nakręcenie filmu, to potrafił zostawić swój dom. Jego filmy wraz z czasem robiły się lepsze, możliwości coraz bardziej większe, a Theo posiadał już wielu profesjonalnych kolegów, własny styl i tematykę.

Przyszłość niskobudżetowego filmowca jawiła się w różowych barwach. Oprócz filmów Theodora zajmowało również pisanie artykułów, w których wyrażał swoje zdanie na temat dziennikarstwa, polityki i ogólnie całego świata. Dotyczyło to głównie uczucia zawodu na temat tego, co mu nie odpowiadało. Wyrażanie swojego zdania nie dodawało mu jednak wewnętrznej siły. Sprawiało jedynie, że czuł się wolny, kiedy to robił. No i tak jak niektórzy ludzie potrzebują dowolności pieniędzy, to niektórym wystarcza możliwość wyrażania własnego zdania. Theo w swoich tekstach ukazywał upadek kultury, a od swoich czytelników nie oczekiwał przytaknięcia i potwierdzenia zdania. Chciał tylko, żeby sami zrozumieli, jak świat jest zepsuty. I tak samo jak on, pomyśleli, że to w sumie śmieszne, że ludzie sami potrafią to zniszczyć.

Sam Theo wyrażał się o swojej rodzinie w samych superlatywach. Był trochę rozpieszczony, co znaczyło, że dużo czasu zajęło mu dostosowanie się do prawdziwego świata, A trwało to tak jakby do około 30 roku życia. W wieku 44 lat poszedł do psychiatry, bo miał fobię związkową, czyli lęk przed przywiązaniem. Może jako dziecko tego nie zauważał, ale jego rodzice mieli skomplikowane małżeństwo, co jak się z czasem okazało, miało duży wpływ na jego życie emocjonalne. Okazuje się po wizytach u profesjonalisty, że rodzice Theo wcale nie zawsze żyli ze sobą w zgodzie. Do tego Theo nasłuchał się od swojego dziadka opowieści z obozu zagłady, co zmieniło go w wieku 11 lat z nieśmiałego chłopca w nieułożonego nastolatka, którego zachowanie było dla samej rodziny bardzo uciążliwe.

Najpierw wyrzucono go ze szkoły, a kiedy nadszedł odpowiedni według rodziców czas, Theo został praktycznie zmuszony do opuszczenia domu. Jednak nie było to skutkiem żadnej awantury i nie zabraniano mu składania wizyt, z czego korzystał w każdy weekend, przywożąc oczywiście przy okazji swoje pranie. Jak widać i w Belgii i w Holandii dom rodziny łączy się nieodłącznie z pralką. Jak sądzi siostra Theo, to zaufanie ze strony rodziny pozwoliło Theo we frywolny i wolny sposób prowadzić życie poza domem rodzinnym. Wiedział, że familia go kocha, więc czuł się bezpiecznie. Przesłaniało to wiele niedociągnięć w relacjach pomiędzy członkami, z których nie zdawał sobie sprawy, dopóki w końcu nie dorósł. Siedemnastoletni Theo przeprowadza się więc do Amsterdamu, gdzie na szczęście szybko zbiera wokół siebie grono przyjaciół.

Przyjaciel Karel Habler dostał od niego na urodziny serię książek składających się z setek egzemplarzy. Inny kumpel, Michiel Hanrath, odnalazł na swojej wycieraczce kopertę z tysiącem huldenów. Jest to jakieś 450 euro. Które Theo nakazał mu wydać na romantyczną wycieczkę do Paryża lub Wenecji. A było to spowodowane tym, że przyjaciel mu tylko przylotem wspomniał o tym, że się poważnie zakochał. Przez jego prezenty z górnej półki ciężko mu było dać coś od siebie, ale też ciężko było zrozumieć jak ktoś, kto lubił rozpieszczać innych, mógł narobić sobie wrogów. I już wyjaśniam, van Gogh dzawał z siebie wszystko, ale też wszystkiego w zamian oczekiwał. Dla siebie był surowy i wymagał lojalności, pasji, poświęcenia i prawdomówności. To samo miało się tyczyć ludzi z jego otoczenia.

Nie tylko dla przyjaciół, ale i dla swoich kobiet van Gogh był wymagający. Jego eks-partnerka Hermine Landfrucht, z którą był 5 lat, zerwała z nim, bo specjalnie dla niej kupił zegar do odbijania się na początku i na końcu wizyty. Mogła widywać się z nim tylko raz w tygodniu o ustalonych porach. To mogło rzeczywiście wskazywać na to, że Theo nie miał ochoty do nawiązania długotrwałej i poważnej relacji. Do innych przyczyn takiego zachowania dochodziła jego ambiwalentna relacja z matką. Którą uwielbiał, ale z drugiej strony też przeżył z nią niejedną smutną sytuację. Sam Theo miał mieć podobno duży respekt do kobiet, już chociażby z tego faktu, że mogło urodzić dziecko. Kochał kobiety i to niejedną, a każdej specjalnej dla siebie damie dawał pierścionek i marzył o tym, żeby na jego pogrzebie z zazdrością patrzyły na siebie i porównywały, która z nich dostała od niego większy kamień.

Don Juan potajemnie marzył jednak o tradycyjnej rodzinie. Kiedy zamieszkał z aktorką Helene Hartmans i urodził im się syn, Louis, mężczyzna nagle zapragnął, żeby partnerka została w domu z dzieckiem. On miał zadbać o kasę i rzeczywiście dbał o nią tak dobrze, że prawie już nie widywał swojej rodziny. Tak bardzo rzucił się w wir pracy. Po roku takiego podziału relacja się zakończyła. To spowodowało oczywiście, że Theo poczuł się zdradzony. Nienagla dobra dziecka postanowił przełknąć swoją dumę. Kupił dom w pobliżu miejsca pobytu syna, a nawet postanowił żyć w przyjaźni z jego matką. To było wyjątkowe, bo Theo nie stosował półśrodków ani nie szedł na kompromis. Tak samo jak z przyjaciółmi kobietami, tak samo Theo obchodził się z Żydami i muzułmanami. To jeszcze w dzisiejszych czasach nadal jest uznawane za temat tabu.

Żadnych kompromisów, tylko najbrudniejsza szczera prawda. W latach 80. krytyka Żygów była zakazana. W latach 90. przerzuciło się to na muzułmanów. Jeśli się źle wyraziłeś, byłeś po prostu rasistą. Van Gogh przez swoje podejście do kontrowersji nazywany był przez to wiecznym antysemitą. Chociaż zdaniem innych i poprawnością polityczną to on akurat prawie się w ogóle nie przejmował. Nie zachowywał się tak dla zdobycia sławy czy uznania, ale dlatego, że nie mógł znieść poświęcenia dla rzeczy zagrażających jego wolności. Tak bardzo potrzebny do spokojnego życia w zróżnicowanym społeczeństwie niestety. Theo doprowadził formę obrażania do poziomu sztuki, jednak nadal miał potężną sieć przyjaciół, a środowisko aktorskie go uwielbiało. Prowadził jeszcze także program telewizyjny, w którym przeprowadzał wywiady z gośćmi, którzy poddawali się jego pytaniom bezproblemowo.

Prowadzony przez niego program Pretychechesprecken Prowadzony od roku 1989 do 1997 i zapraszający w przeciągu tych lat około trzy setki gości, odwiedzali nie tylko jego ulubieni artyści, ale także jego wrogowie, których grono niestety nadal się stale powiększało. na końcu programu Theo prosił swoich gości o pocałowanie kaktusa. W jednym z wywiadów, w których brał udział Politik Forteyn, zapraszający dawno temu Theo do bycia ministrem kultury, Zamiast kaktusowi dał buziaka samemu Theo. Ach, tacy ci Holendrzy chyba właśnie są. Theo pisał także artykuły, za których treść nieraz wylatywał z pracy, a także brał udział w nagraniach filmowych jako aktor. Właśnie z powodu swojego podejścia do życia, Theo regularnie dostawał groźby, które z chęcią publikował też na swojej stronie internetowej, The Hazel on the Rocker .

Tak samo jak Żydów, tak samo obraża też katolików i Jezusa. Jednak sąd uznaje, że wyrażanie zdania Theo ma zapewnione w swojej prawie wolności wypowiedzi. Sprawa poszła wyżej, bo do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Ale i tam uznano, że Jezus może wywoływać takie, a nie inne zdanie na swój temat. A Theo może je wyrażać. Jak i z poprzednimi religiami, taki Theo nie boi się wygłaszać własnej, najszczerszej prawdy na temat islamu. W maju roku 2004, Theo po raz kolejny obraża z owych wyznawców. Tym razem jednego konkretnego – Abu Yahyaha, przywódcy AL, Ligi Arabsko-Europejskiej. Dzieje się to podczas debaty o idealizmie w pełnej sali teatru miejskiego Stadschooburg w Amsterdamie. A obrażany przez to człowiek jest akurat jego partnerem w rozmowie.

Dzieje się jeszcze gorzej, kiedy w sierpniu 29 następuje premiera filmu Theo van Gogha o tytule Submission, który omawia kwestie kobiet w islamie. We wtorkowy poranek 2 listopada człowiek chcący wprowadzić na świecie porządek oczywisty i prawo do swobodnego wyrażania swojego zdania bez bicia za to osądzanym sądzi za poprawność polityczną czy też bycie rasistą, czyli nasz 47-letni Theo van Gogh. Jedzie do pracy rowerem. Kiedy za jego plecami pojawia się 26-letni bezrobotny Mohammed Bouyeri, poruszający się na modelu damskim marki Hazal, ale takim ciut potężniejszym, bo podchodzącym pod rower górski. Mohammed śledzi Theo już od wiaduktu kolejowego, tak jak zresztą już to robił wczoraj i parę tygodni przed dniem dzisiejszym. Mohammed na chwilę obecną nie pracuje, przerwał studia, a w CV, który rozsyła do potencjalnych pracodawców, nazywa się człowiekiem żyjący z zasiłków, któremu znudziło się siedzenie w domu.

Później tego dnia chłopak udaje się do redakcji gazety Detailer Hraf, której sprzeda zrobione przez siebie zdjęcia za dość sporą sumkę pieniędzy. Następnego dnia ukażą się one na pierwszej stronie gazet pod tytułem Aufhisslacht. Po zabiciu Theo, Mohammed oddala się w stronę parku, a potem kieruje się w stronę Mauritskade. Nie dociera na miejsce, a drogę zastępuje mu policja, z którą Mohammed wymienia jeszcze z 10 strzałów. Jedna z policyjnych kul trafia go w nogę. Kiedy mężczyzna usunie się na ziemię, funkcjonariusze go unieruchomią i założą kajdanki. Jeden z policjantów stwierdzi, że Mohammed powinien się cieszyć, że go nie zabili. No to mężczyzna odpowie jedynie, że na taki rozwój zdarzeń właśnie liczył. Po siedemnastominutowym zdarzeniu nadchodzi czas na reakcję zszokowanego Amsterdamu. 11 lipca 2005 roku rozpoczyna się proces Bouyeriego w sądzie De Bunker w Amsterdamie Osdorp.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.