Robert Winnicki: hegemonia PiS na prawicy się skończyła
Robert Winnicki przekonuje, że hegemonia PiS na prawicy została trwale złamana. Jego zdaniem partia Kaczyńskiego nieskutecznie próbuje „udawać Konfederację i Koronę”.Robert Winnicki, były prezes Ruchu Narodowego i współtwórca Konfederacji, uważa, że Prawo i Sprawiedliwość nie jest już jedyną dominującą siłą na prawicy. Jak mówi, PiS nadal jest największą partią, ale nie ma już monopolu na prawicowy elektorat.PiS przeżywa potężne wstrząsy i jest dziś tylko największą partią po prawej stronie, a nie jedyną, która się liczy – ocenia. Dodaje, że Konfederacja i Korona razem „zgarniają ponad 20 procent” poparcia, co jego zdaniem oznacza trwałe złamanie hegemonii PiS.
A jak to jest czytane przez pana? Przede wszystkim PiS przeżywa potężne wstrząsy i te wstrząsy są związane z dwoma sytuacjami, właściwie z jedną sytuacją. PiS nie jest już hegemonem po prawej stronie sceny politycznej. PiS jest największą partią po prawej stronie sceny politycznej, ale nie jest jedyną partią. Nie tylko ma konkurencję w postaci Konfederacji. Wczorajszy bodajże sondaż daje PiSowi 28%, Konfederacji 16%. i ponad 5% koronie, czyli te trzy partie miałyby swoją prezentację w Sejmie.
Koronę jakąś symboliczną przy takim sondażu, ale to już są dwie formacje konkurencyjne wobec PiSu, które razem zgadzają ponad 20%. Były już nawet takie sensacyjne sondaże, ja w nie za bardzo nie wierzę, bo tylko środek rządowy je wypuścił. które dawały nawet zsumowanej Konfederacji i Koronie jakąś tam delikatną przewagę nad PiS-em. Moim zdaniem jeszcze takiej dynamiki nie mamy politycznej. No ale sytuacja jest niewątpliwie taka, że PiS po raz pierwszy tak naprawdę od 2000... No bo Konfederacja istnieje od 2019 i startuje w kolejnych wyborach i dostaje się, tak? I przekracza progi, dostaje się do parlamentu. ale z taką silną konkurencją po prawej stronie, to tak naprawdę PiS ma po raz pierwszy do czynienia od 2007 roku od konsumpcji polskich rodzin.
I co więcej, ta hegemonia PiSu została wydaje się na trwale złamana, to znaczy mamy tutaj bardzo elektorat wierny Konfederacji, jest to elektorat też głównie młody, tu jest pewna taka luka pokoleniowa między większością wyborców PiSu, to znaczy i Konfederacja ma starszych wyborców i PiS ma młodszych wyborców. Ale jednak PiS ma głównie starszych wyborców, a konstytucja ma głównie młodszych wyborców, prawda? I teraz te elektoraty są takie rozdzielne względem siebie. I wydaje się, że tak, pierwszym podstawowym problemem PiSu jest to, że on się nie może z tym pogodzić. Drugim problemem jest to, w związku z tym, jaką tożsamość ma mieć PiS.
Bo tu się zaczęła przede wszystkim taka... W momencie, kiedy ta partia była hegemonem, w momencie, kiedy ta partia była taka wielka i obejmowała niemal 90 parę procent wyborców prawicy w Polsce, to tam były różne nurty i można było powiedzieć, że wszystkie dzieci nasze są i dobrze sobie z tym radzimy. Ale w momencie, kiedy jest narracja z jednej strony konfederacka bardzo silna, z drugiej strony koroniarska, no to PiS ma problem z tą tożsamością i teraz moja ocena jest taka, że większość PiSu, prawdopodobnie ta, która chce wypchnięcia Mateusza Morawieckiego, no to ma taki pomysł, tak odczytuje pewne ruchy czy pewne kierunki, nawet to, co się działo w ostatnich miesiącach już po wyborach prezydenckich,
B, jest taki pomysł, żeby walczyć o elektorat Konfederacji i Korony, o wyborców Konfederacji i Korony i próbować trochę tak udawać taką lepszą Konfederację albo taką Koronę z ludzką twarzą. No i moim zdaniem to zabiegi nieskuteczne. To znaczy PiS po ośmiu latach rządów, po pewnych posunięciach, które dokonywał, nie ma wiarygodności w elektoracie, który jest sceptycznym wobec wobec takiej radykalnej praukraińskości, która jest sceptyczna wobec polityki klimatycznej, czy na przykład pamięta politykę covidową PiSu. Więc tu wiarygodności PiS nie zdobędzie, a tak naprawdę rezonując z tą narracją, którą ma Konfederacja, czy z drugiej strony Korona, de facto wzmacnia te dwie partie.
I teraz Mateusz Morawiecki idzie w inną stronę. Mateusz Morawiecki idzie w stronę i jakkolwiek nie jest to moja bajka, ja światopoglądowo nigdy nie byłem sympatykiem ani porozumienia centrum, no bo porozumienie centrum to ja byłem dzieckiem, ale w sensie historycznym wiem, jakie miało poglądy, tak? Ani porozumienia centrum, ani PiSu takiego, jakiego on rządził. Byłem krytykiem, będąc w Sejmie tej formacji w latach 2015-2023. Natomiast Mateusz Morawiecki, no jakby mówi tą całą swoją narracją i w tym, gdzie się tam porusza po internecie, po debatach i w różnych miejscach, mówi, no nie udawajmy konfederacji, nie udawajmy korony, jesteśmy sobą i stara się kreślić, no podkreślać dorobek jakichś tam rządów pisowskich, jest to krytyczne akurat wobec tego dorobku, no ale...
Ale ciężko komuś, kto jest w PiS-ie, nie podkreślać tego. I tu jest podstawowy problem narracyjny, że moim zdaniem część PiS-u się nie pogodziła z tym, że mamy pluralizm na prawicy i będą próbowali wchodzić w te buty konfederackie i koreniarskie nieskutecznie. I w związku z tym Mateusz Morawiecki tu przeszkadza w tej operacji. Mateusz Morawiecki jest zbędny w takiej operacji. Aczkolwiek moim zdaniem ta operacja nie... kończyć się sukcesem. Dzisiaj pojawiły się takie doniesienia medialne, że będzie takie specjalne spotkanie też Rady Programowej Prawa i Sprawiedliwości. Zobaczymy, jakie tutaj będą konkluzje i co w ogóle przedostanie się do mediów, ale powiedział pan, że PiS utraciło pewną hegemonię też przez właśnie te wewnętrzne walki.
Może faktycznie te powody teraz zostawmy, ale chyba dzisiaj też bardzo ważnym pytaniem jest to, bo o ile można powiedzieć, że faktycznie PiS gdzieś tutaj osłabł, o tyle pytanie, czy Konfederacja może być taką realną alternatywą dla polskiej prawicy wobec dominacji Prawa i Sprawiedliwości. Jak pan by to ocenił w taki sposób? obiektywny? Czy jest już tam wystarczająca siła? Też są frakcje, prawda? Bo jest Konfederacja, która jednak składa się z kilku wizji, z kilku różnych... Składa się z dwóch wizji obecnie, z Ruchu Narodowego i Nowej Nadziei. To są dwie partie założycielskie od początku i dominujące. Natomiast tak, natomiast odrębniła się korona, która była trzecią siłą, no i teraz korona jest samodzielna. Znaczy, ja nie uważam, że na przykład, że jesteśmy w takiej dynamice, w której Konfederacja byłaby w stanie
przejąć rolę PiS-u w tym momencie, tak? Po prawej stronie na przykład, tak? Że nagle Konfederacja urośnie z tych piętnastu, załóżmy średnio statystycznie, procent do trzydziestu. Tego się nie spodziewam w najbliższym czasie. No chyba, że ten PiS w ogóle by się jakoś zawalił, bo znał potem tę implozję wewnętrzną. Wtedy powiedzmy, nie wiem, Konfederacja rośnie do dwudziestu paru procent, dwudziestu pięciu załóżmy, korona rośnie do dziesięciu, a PiS jest jakiś tam marginalny. Ale na razie się na to nie zanosi. Moim zdaniem zanosi się raczej na takie stopniowe słabnięcie. które może się zrobić pewnym zbliżeniem, mocnym wyrównaniem poziomów, że będziemy mieli taką ligę 2 plus 1, gdzie poziom poparcia czy tam potencjał Konfederacji i PiSu to będą wartości zbliżone.
Powiedzmy nadal PiS będzie największy, ale tej Konfederacji niewiele nie będzie brakowało i jeszcze gdzieś tam będzie korona. Natomiast ja nie przewiduję, że tutaj się odbędzie jakieś takie trzęsienie ziemi polegające na tym, że chyba, że PiS doznaje jakiejś takiej implozji rozpadu wewnętrznego, no to wtedy różne rzeczy mogą się zdarzyć. Ja uważam, że po prostu kierownictwo PiSu, jeśli chce uprawiać realną politykę, a nie politykę życzeniową, to musi zdać sobie sprawę, że... ta sytuacja, w której oni tą hegemonię stracili, sytuacja, w której, powiedzmy, sondaże dają ponad 50% szeroko rozumianej prawicy w Polsce, no, że oni mogą mieć, nie wiem, 30%, w sensie mogą mieć w tych 50%, 30% może być ich, albo nawet 25% może być ich, tak?
Jak tutaj oceniłby pan obecnie pozycję premiera Donalda Tuska? No to jest dosyć paradoksalna rzecz, bo pozycja Tuska nie jest wcale najgorsza polityczna, zwłaszcza w kontekście tego, co wydarzyło się 1 czerwca, czyli wyborów prezydenckich. To znaczy sytuacja trochę mi przypomina taką rzecz, którą przerabialiśmy w polskiej historii najnowszej, czyli rok 2007. Wtedy rząd PiS-u, LPR-u i Samoobrony miał złe notowania i ten rząd oddał władzę, były przyspieszone wybory i Platforma z PSL-em zdecydowanie wygrały i przejęły rządy w Polsce. Natomiast sam PiS połknął, jak to się mówiło, przy stawki, czyli PiS i LPRS ma obronę i z dwudziestu paru procent poparcia skoczył do ponad trzydziestu procent poparcia.
Sam PiS jako PiS. I teraz trochę jesteśmy w takiej sytuacji w... z rządem Tuska, że ten rząd jest słaby, ma słabe notowania i jest rozczarowujący. Natomiast poprzez to, że właściwie połknięta została już Polska 2050 lub jak ja mówię Polska 2025, no to Tusk się sondażowo wzmocnił. Czy tam PSL został podgryziony, Tusk się sondażowo wzmocnił i... I teraz to, co zdecyduje o tym poziomie poparcia. No oczywiście to, jak się będzie żyło Polakom, to będzie istotne. Natomiast nie oszukujmy się, szeroko rozumiane centrolew i że 40% raczej nie spadnie. I to będzie bardzo istotne, w jakich konfiguracjach pójdą i szeroko rozumiana centroprawica i prawica.
Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Robert Winnicki przekonuje, że hegemonia PiS na prawicy została trwale złamana. Jego zdaniem partia Kaczyńskiego nieskutecznie próbuje „udawać Konfederację i Koronę”.
Robert Winnicki, były prezes Ruchu Narodowego i współtwórca Konfederacji, uważa, że Prawo i Sprawiedliwość nie jest już jedyną dominującą siłą na prawicy. Jak mówi, PiS nadal jest największą partią, ale nie ma już monopolu na prawicowy elektorat.
PiS przeżywa potężne wstrząsy i jest dziś tylko największą partią po prawej stronie, a nie jedyną, która się liczy – ocenia. Dodaje, że Konfederacja i Korona razem „zgarniają ponad 20 procent” poparcia, co jego zdaniem oznacza trwałe złamanie hegemonii PiS.