Milo Kurtis i Wojciech Waglewski na Naksos
Na greckiej wyspie Naksos miała być tylko muzyka, słońce i wakacyjny luz. Tymczasem dwóch starych przyjaciół — Milo Kurtis i Wojciech Waglewski — szybko odkrywa, że nawet nad Morzem Egejskim nie da się uciec od wojny, polityki i historii. Z ironią, absurdem i muzyką wspominają wspólne granie, początki Voo Voo, stan wojenny, alkoholowe upadki, sefardyjskie melodie i pół wieku przyjaźni. Słońce świeci, morze szumi, a świat jak zwykle przygotowuje się do kolejnej wojny.
Jak jeszcze to nazywaliśmy? Sansa, Sansa. Zależy w jaki dzień tygodnia. No oczywiście jak dobrze płacą. To gram na wszystkim. To dla Państwa informacji. Wracając do owego tytułu, Jasu. Jeszcze grałeś w tym utworze, który będzie teraz, grałeś jeszcze na kujce, na sansie. O kujce nie mówiłem. Mówiłeś, zacząłeś od kujki, no dobrze. Jasu chciałem powiedzieć, bo to jest ważne słowo, nie dość, że jesteśmy w Grecji, jest to nazwa naszego pierwszego wspólnego zespołu przecież, w którym jeszcze mojej świętej pamięci żona grała na tamburze, siostra i Jacek Zajączkowski i to była nasza pierwsza, w zasadzie takie pierwsze spotkanie na scenie, bo wcześniej się kolegowaliśmy, ale bez grania chyba, nie? Bo dołączaliście do grupy w składzie przecież.
No to tak, to było takie okazjonalne. Jasu to był nasz... Jasu to był zespół, z którym graliśmy z okazji rocznicy Święta Narodowego Indii. Graliśmy w Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Indyjskiej. Wojtek na tabli, ja na buzuki i na sitar. Grażynka na tampurze. Leta Elektra na skrzypcach i Jacek Zajączkowski na skrzypcach, prawda? Czy on na gitarze? Nie. On na skrzypcach i na gitarze. Dokładnie tak było. I graliśmy, ja mam zdjęcia z 76 roku, ale graliśmy gdzieś w 72 roku już zaczęliśmy. Tak, tak, tak, dokładnie, tak było. Czyli 56 lat temu, prawie 60. Musisz tak liczyć to wszystko. Uwielbiam liczyć. Powiedzmy sobie, że było to dawno.
Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Milo Kurtis i Wojciech Waglewski przedstawiają się i opisują swoje obecne miejsce.
Wspominają o swoich wakacjach na Naksos i opisują okoliczności ich pobytu.
Rozmawiają o politycznej sytuacji na Morzu Egejskim.
Milo opowiada o swojej rozmowie z Wojtkiem i jego przyjaźni.
Wspominają o zespole WW i swojej roli w jego założeniu.
Rozmawiają o swojej rozmowie z Daviddem Douglasem i jego wpływ na ich muzykę.
Wspominają o nagraniu Sephardic Music i ich roli w nim.
Rozmawiają o swoim zespole i muzyce, którą grali razem.
Rozmawiają o swojej przyjaźni i muzyce, a następnie dziękują słuchaczom.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Na greckiej wyspie Naksos miała być tylko muzyka, słońce i wakacyjny luz. Tymczasem dwóch starych przyjaciół — Milo Kurtis i Wojciech Waglewski — szybko odkrywa, że nawet nad Morzem Egejskim nie da się uciec od wojny, polityki i historii. Z ironią, absurdem i muzyką wspominają wspólne granie, początki Voo Voo, stan wojenny, alkoholowe upadki, sefardyjskie melodie i pół wieku przyjaźni. Słońce świeci, morze szumi, a świat jak zwykle przygotowuje się do kolejnej wojny.