Radio MORS - Gość Radia MORS – 19 maja 2026
„Myślę, że od tej chwili już redaktorzy nie będą pisać, że Zbyszek Godlewski zginął w pobliżu peronu lub Stoczni w Gdyni…”W czarny czwartek 17 XII 1970 r. Ludowe Wojsko Polskie otworzyło ogień do bezbronnych robotników. Najsłynniejszą ofiarą grudniowej masakry był Zbyszek Godlewski, którego ciało zostało poniesione ulicami Gdyni przez tłum mieszkańców. Ta historia zainspirowała Krzysztofa Dowgiałłę do napisania tekstu piosenki o Janku Wiśniewskim. O zbrodni sprzed pół wieku opowiedział nam Hieronim Adach, uczestnik rewolty na Wybrzeżu i naoczny świadek śmierci Zbyszka Godlewskiego. Po raz pierwszy zdecydował się opowiedzieć o tym mediom.Rozmowa została przeprowadzona we współpracy ze stowarzyszeniem Wiatr od Morza realizującym inicjatywy na rzecz Gdyni i jej mieszkańców. Prowadzą Maksymilian Ossowski i Michał Kubica.
Radio MORS. Przy mikrofonie Max Ossowski. Witam serdecznie wszystkich słuchaczy naszego radia w nowym odcinku audycji Goście Radia MORS, w którym rozmawiamy na przeróżne tematy z różnymi ciekawymi ludźmi. Dzisiaj naszym wyjątkowym gościem jest pan Hieronim Adach, wieloletni pracownik stoczni, który zgodził się opowiedzieć nam o tym, co widział i co przeżył w czarny czwartek w grudniu 1970 roku. Wywiad przeprowadzi ze mną Michał Kubica, działacz społeczny z Gdyni, który osobiście poznał pana Hieronima. Dzień dobry. Panie Hieronimie, czym się pan zajmował przed wydarzeniami grudniowymi i co robił pan bezpośrednio przed tą datą?
Zajmowałem się automatyką okrętową. Pracowałem w tym czasie dla przedsiębiorstwa pozdańskiego o nazwie Merawag albo Meramont. Pracowałem dla tej firmy na terenie Stoczni Gdańskiej, gdzie zajmowaliśmy się częściowo uruchamianiem siłowni okrętowej na statkach budowanych dla Brazylii. Ale nie byłem pracownikiem Stoczni Gdańskiej, byłem pracownikiem Meramontu. Jak to się stało, że Pan znalazł się 17 grudnia przed Stocznią w Gdyni? W tym czasie mieszkałem w Redzie i dojeżdżałem z Redy do Gdańska. I 17 grudnia rano około 6 wyprowadzono nas ze Stoczni Gdańskiej i wracałem do Redy.
Zarobki były bardzo niskie, ledwie starczało od pierwszego do pierwszego i kiedy władza podniosła wszystko około 20%, wszyscy wiedzieli, że to nie może tak trwać dalej i dlatego ludzie postanowili najpierw spokojnie rozmawiać z władzami na terenie stoczni, na terenie oddziałów pracy, ale to nie dawało żadnego rezultatu. Wobec tego wyszliśmy na ulicę. Na co Pan liczył? Liczył Pan na jakąś zmianę, że te podwyżki cen od 20% zostaną cofnięte, zmniejszone? Czy może liczył Pan na coś więcej, na to, że się zmieni władza? A może po prostu chciał Pan wyrazić swoje niezadowolenie wobec działań rządu?
Zbyszek wsiadł razem ze mną do kolejki elektrycznej i jechaliśmy w milczeniu aż do stoczni Gdynia. W stoczni w Gdyni ogłoszono, że pociąg dalej już nie będzie jechał. Widzieliśmy jak drzwi się otworzyły, że po stronie Czerwonych Kosynierów jest tłum ludzi i postanowiliśmy, że do stoczni nie możemy się dostać, A do tyłu nie możemy też pojechać, bo kolejka w tym miejscu utknęła, więc wpadło nam na myśl, żeby się dostać na stronę Czerwonych Kosynierów. Wtedy po otwarciu drugiej drzwi przez ten płot zaczęliśmy biec po schodach do góry.
Ale mógł też strzelać ten helikopter, bo w tym czasie helikopter niebieskiego koloru też nad nami krążył od strony Gdyni. Także nie mogę powiedzieć czy on dostał kulo z wozu pancernego, czy dostał kulo z helikoptera. W każdym bądź razie odciągnąłem go jeszcze 10 metrów, ciągnąłem go za lewą rękę, krew ściekała mi na prawy but pamiętam dokładnie i po jakichś 10 metrach ktoś podleciał do mnie i złapał go z prawej strony i ciągnęliśmy go w stronę Czerwonych Kosynierów, jakieś 40 metrów. Po 40 metrach doleciało następnych dwóch facetów, złapali go za tylne nogi i tak żeśmy go nieśli, Prawie pod koniec pomostu.
Pod koniec pomostu nadlecieli inni i przyjęli jego ciało od nas. Jego ciało znieśli niżej, prawie na ulicę i potem ktoś przyniósł białe drzwi. Białe drzwi z baraków kolejowych, w których były jakieś chyba biura w tym czasie. No i ułożono go na tych drzwiach i nieśliśmy go właśnie w stronę Gdyni, po czerwonych kosynierów, po 10 lutego i ulicy Świętojańskiej. Pamiętam, że na ulicy 10 lutego w połowie, ja szedłem, nie niosłem go w tym czasie, szedłem z prawej strony, gdzieś może 5 metrów z tyłu za drzwiami, z okna tej kamienicy, chyba z pierwszego piętra jakaś pani robiła właśnie nam zdjęcia.
Ja miałem to, że ja nie byłem w tym czasie pracownikiem stoczni i po wypadkach na terenie stoczni ludzie byli przesłuchiwani gdzie byli, co robili. Ja nie byłem pracownikiem stoczni, więc mnie nie przesłuchiwano co robiłem. Dopytałbym jeszcze po tym wszystkim, jakie były pańskie dalsze losy po tych wydarzeniach grudniowych? Po wydarzeniach grudniowych dalej pracowałem na terenie Stoczni Gdańskiej. W tym czasie Stocznia Gdańska budowała chyba cztery chłodnicowce dla Berzylii. Po skończeniu tych chłodnicowców zostałem przeniesiony na terenie Stoczni Gdyńskiej.
Gdzie brałem udział przy budowie pierwszych stutysięczników budowanych przez Stocznię Gdańską. Te stutysięczniki miały nazwę marszałków rosyjskiej armii Budionny, Rokosowski i tak dalej. Po skończeniu tych czterech Tankowców stocznia zaczęła budować następne piąty i szósty tankowiec dla Norwegii. A na pierwszym tankowcu budowanym dla Norwegii, gdzie byłem odpowiedzialny za automatykę siłowni, spytałem się kapitana, czy nie mógłbym u nich pracować.
Kapitan powiedział, jak masz paszport dostaniesz pracę. Przez swoje znajomości dostałem paszport służbowy i właściwie legalnie wyjechałem z Polski do pracy na Zachodzie. I na Zachodzie pracowałem w zasadzie do 1980 roku, przyjeżdżając na urlop do Polski od czasu do czasu. W 1980 roku latem znowu rozpoczęła się ta sama sytuacja co w roku 1970. Ludzie wyszli na ulicę w Gdyni. Pan wziął udział w wydarzeniach karnawału Solidarności na Wybrzeżu? Ja już w tym czasie postanowiłem nie włączać się w te rozruchy, bo wiedziałem,
Wiemy, w którym miejscu zginął, w jakich okolicznościach i przede wszystkim jego rodzina powinna się dowiedzieć, gdzie były ostatnie minuty jego życia. Na tym pomoście tam powinna znaleźć się jego skromna tablica z informacją, że w tym miejscu zginął Zbyszek Godlewski. Pan uważa, że Zbyszek Godlewski zginął w innym miejscu, niż się powszechnie to przyjmuje? Absolutnie, bo ja czytałem kilka razy, że zginął w pobliżu Stoczni Gdyńskiej, że zginął na torach przystanku Stoczni Gdyńskiej, a w zasadzie zginął na pomoście Gdynia Stocznia. Mogłem ja też zginąć, gdybym leciał przed nim. Dlatego ja częściowo mam uczucie, że gdybym
Bo im się zdaje młodym, że jak jest demokracja, to wolno wielu rzeczy. To, że jest demokracja, nie znaczy, że zawsze możesz mówić nie. Nie się mówi wtedy, jak ma to rozsądek. Dziękujemy za tę poruszającą rozmowę. Naszym gościem był pan Hieronim Adach, żywy świadek śmierci Zbyszka Godlewskiego i wydarzeń z Gdyni z grudnia 1970 roku. Dziękujemy bardzo. Myślę, że od tej chwili już redaktorzy nie będą pisać, że Zbyszek Godlewski zginął w pobliżu Dziękujemy jeszcze raz z całego serca.
Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podróżnicy przedstawiają gościa rozmowy i opisują sytuację przed wydarzeniami grudniowymi 1970 roku.
Hieronim Adach opisuje swoje zainteresowania i pracę przed wydarzeniami grudniowymi.
Adach opisuje swoje udział w wydarzeniach 17 grudnia 1970 roku, w tym spotkanie z Zbyszkiem Godlewskim i przebieg wydarzeń.
Adach opisuje ratowanie Zbyszka Godlewskiego podczas strzelaniny i jego transport do hotelu Bałtyk.
Adach opisuje przebieg wydarzeń, w tym ucieczkę z ulicy Świętojańskiej i zakończenie w lesie.
Adach opisuje swoje dalsze losy po wydarzeniach, pracę w stoczni i wyjazd za granicę.
Adach opisuje swoją decyzję o wyjazdzie z Polski i brak uczestnictwa w karnawale Solidarności 1980.
Adach opisuje nastroje po wydarzeniach 1970 roku i pytania o możliwości zadośćuczynienia za krzywdy.
Adach podsumowuje swoją rozmowę z Michałem Kubicą i dziękowania za rozmowę.
Przerwa w rozmowie
Podziękowania za rozmowę i zakończenie audycji
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
„Myślę, że od tej chwili już redaktorzy nie będą pisać, że Zbyszek Godlewski zginął w pobliżu peronu lub Stoczni w Gdyni…”
W czarny czwartek 17 XII 1970 r. Ludowe Wojsko Polskie otworzyło ogień do bezbronnych robotników. Najsłynniejszą ofiarą grudniowej masakry był Zbyszek Godlewski, którego ciało zostało poniesione ulicami Gdyni przez tłum mieszkańców. Ta historia zainspirowała Krzysztofa Dowgiałłę do napisania tekstu piosenki o Janku Wiśniewskim. O zbrodni sprzed pół wieku opowiedział nam Hieronim Adach, uczestnik rewolty na Wybrzeżu i naoczny świadek śmierci Zbyszka Godlewskiego. Po raz pierwszy zdecydował się opowiedzieć o tym mediom.
Rozmowa została przeprowadzona we współpracy ze stowarzyszeniem Wiatr od Morza realizującym inicjatywy na rzecz Gdyni i jej mieszkańców. Prowadzą Maksymilian Ossowski i Michał Kubica.