Mentionsy Mentionsy
RACE PACE - podcasty o bieganiu
RACE PACE - podcasty o bieganiu

Śpiący Rycerz Backyardu | Łukasz Wróbel

07.05.2026 ·1 godz 38 min · 13 rozdziałów · 1 sponsor

Co dzieje się z głową, gdy meta nie istnieje, a żeby wygrać, musisz z całych sił kibicować swojemu największemu rywalowi?Łukasz Wróbel to dwukrotny triumfator morderczego Legends Backyard w Belgii i były rekordzista świata (116 pętli, 777 km biegu!). Okrzyknięty przez nas „Śpiącym Rycerzem Backyardu”, opowiada, w jaki sposób uczynił z 10-minutowych drzemek swoją najgroźniejszą broń.W tym odcinku usłyszysz:👉 Paradoks rywala: dlaczego w formule Last Man Standing twój przeciwnik to zarazem twój największy sprzymierzeniec?👉 Demony trzeciej doby: co dzieje się z układem nerwowym po 70 godzinach biegu?👉 Zapas prędkości: dlaczego maratońska życiówka sub 2:40 to as w rękawie w wyścigach bez końca?👉 „Mięsko” treningowe: jak trenować 100 km tygodniowo, by przetrwać ponad 100 godzin ciągłego wysiłku?🔥 NEWS: Łukasz oficjalnie zdradza swój kolejny, potężny cel – atak na rekord Głównego Szlaku Beskidzkiego (GSB)!Podcast powstał dzięki Waszemu wsparciu na ⁠⁠⁠⁠⁠Patronite⁠⁠⁠⁠⁠! Dziękuję ❤️[REKLAMA]Partnerem tytularnym podcastu jest marka ⁠⁠⁠⁠DrWitt⁠⁠⁠⁠. Niezależnie od tego, czy na treningu ufasz najnowszej technologii, czy własnej intuicji, o jedno musisz dbać zawsze – odpowiednie nawodnienie organizmu. DrWitt to sprawdzony partner wielu wydarzeń biegowych w Polsce, oferujący świetne izotoniki oraz wody witaminowe bez zbędnych dodatków.

0:08 · Wprowadzenie i rozmowa o bieganiu 4

W sporcie nie ma dróg na skróty, a o finalnym wyniku decydują detale. Mądry trening, skuteczna regeneracja i świadome, czyste nawodnienie. Partnerem tytularnym RacePace Podcasty o bieganiu jest Dr. Wit. Marka tworząca izotoniki i wody witaminowe bez zbędnych dodatków. Cześć, tu Kuba Pawlak i kolejny odcinek Race Space Podcasty o bieganiu. A moim dzisiejszym gościem jest człowiek, którego w sumie nie wiem, w trakcie researchu mi to gdzieś wyszło, czy ja to gdzieś przeczytałem, czy to już mój mózg to wymyślił, ale nazwa go dzisiaj na potrzeby tego podcastu Śpiącym Rycerzem Backyardu. Dowiecie się wkrótce pewnie, Dlaczego? Moim gościem jest Łukasz Wróbel, czyli dwukrotny zwycięzca Legends Backyard w Belgii. Były rekordzista świata w tej formule.

Świetny ultras, również bardzo dobry maratończyk. No i będziemy dzisiaj sobie rozmawiać o tej naprawdę fascynującej, mówię to z bardzo szczerze i głęboko strzewi, bardzo fascynującej formule backyardu. Pogadamy sobie o przesuwaniu granic ludzkiego organizmu, o tym co dzieje się z głową. Szczególnie, gdy nie masz mety, nie masz żadnej kotwicy na końcu biegu. No oraz trochę, jak to zwykle w tym podcaście, o warsztacie treningowym, który pozwala przetrwać ponad 100 godzin biegu. Cześć Łukasz. Cześć Kuba, witam serdecznie Ciebie i słuchaczy. Jest mi niezmiernie miło tutaj być, nawet nie wierzę jak bardzo. To na pewno będzie ciekawa rozmowa, ale jestem fanem Twojego podcastu, o czym już rozmawialiśmy. Dziękuję. Dobre wejście. Skoro tobie jest miło, to jest nas dwóch już w takim razie w takim nastroju.

Ten podcast w ogóle ostatnio jakoś niebezpiecznie zbliża się do mainstreamu, bo po ostatnim odcinku z Alkiem Dzięciołowskim byliśmy nawet cytowani w Fakcie i Superekspresie, czego raczej się nie spodziewałem. A teraz ty przychodzisz prosto z popularnej śniadaniówki. Powiedz tak w 100% szczerze, jak się tam czułeś? Czułem się dobrze, swobodnie. Oczywiście świat kamery, jakkolwiek to by nie brzmiało, to nie jest mój świat. Natomiast od jakiegoś czasu widzę taką trochę jakby misję mówienia o bieganiu ultra, a szczególnie o tej formule, w której ja się bardzo dobrze czuję, czyli o backyard, backyard ultra. Formuła, która ma 15, zdaje się, lat, wymyślona została w Stanach Zjednoczonych i tak świetnie weszła tutaj na polski rynek, o czym pewnie za chwilę będziemy mówić.

I to jest w ogóle fenomen. Ten rodzaj biegu, ten rodzaj ultra jest czymś nowym. Cały czas odkrywam coś w tym niezwykłego, niesamowitego i naprawdę dobrze się w tym czuję. Backyard teraz złożymy sobie na pewno na czynniki pierwsze, ale ja to pytanie jakby tak najpierw zadałem w formie otwartej, ale może zadam je trochę bardziej z tezą, bo ja powiem, przyznam ci się szczerze, że ja mam trochę problem z tymi formatami śniadaniówek w momencie, kiedy zapraszani są sportowcy długiego czasu trwania, bo to są zazwyczaj takie osoby właśnie, które robią te szalone liczby, czy Patrycja Bereznowska, pamiętam Romana Ficka, pamiętam Olgę Łyjak, jak była w śniadaniówce, I mam takie wrażenie, że w tym formacie trochę, nie wiem, nie obraź się, bo to jakby nie jest nic osobistego, że takie osoby są zapraszane trochę tak jak takie małpki do cyrku, żeby pokazać, wiesz, gospodyniom domowym tych zakręconych ludzi, co to biegają jakieś szalone liczby.

7:21 · Rozmowa o koncentracji i treningu 10

No to jest jakiś w ogóle temat tabu i gdybym zapytał Cię w trzeciej dobie wchodząc do Twojego supportowego namiotu podczas backyardu, no to moglibyśmy się nie zaprzyjaźnić. Moglibyśmy się nie zaprzyjaźnić, ale to wynika też z tego, że kiedyś... Ja nie jestem tylko biegaczem, ja też jestem w serwisie bardzo często. Wspieram Bartka Fudaliego, którego również pozdrawiamy. Kamil, ciebie też pozdrawiamy. I dla mnie to jest takie jakby zadanie. I tak samo jak biegnę, dla mnie to jest... Mam ogromne zadanie do zrobienia. Nie chodzi tutaj o presję, ale to, że jestem po prostu skoncentrowany. W pewnym momencie już wchodzę w ten mój tunel i jestem bardzo skoncentrowany. I podobnie w serwisie, jak jestem, jestem chyba jeszcze bardziej skoncentrowany na tym wyniku, na zawodniku.

Ja rozmawiając często i spotykając się i też mając wśród kumpli po prostu sportowców, często po występach mam taki problem, czy można tak, wiesz, szczerze i otwarcie gratulować, bo czasami wynik, który obiektywnie może wydawać się dobry dla sportowca, na przykład on miał jakieś inne wyobrażenie, miał inne cele i może być rozczarowaniem, a ty tu podchodzisz. I gratulujesz. W twoim przypadku pewnie trochę by było podobnie, bo ty sam napisałeś, tutaj jest cytat, słodko-gorzki smak wygrany, gdzie do rekordu świata zabrakło tak niewiele. W kontekście oczywiście twojego ostatniego występu, czyli Legends Backyard w Belgii. No i co, jak to wygląda teraz z perspektywy? Bo tak napisałeś na świeżo, ale ja trochę... Nie wierzę, że to jest idealne 50 na 50, bo rzadko tak jest w życiu, więc w którą stronę bardziej z czasem przesuwa się w twojej głowie ocena tego startu, w stronę słodką czy gorzką?

No i tu jest faktycznie większa korelacja z tym sportem zespołowym, gdzie musisz się dostosować do tego też, co robią inni. co robią inni, ale w jakimś sensie ja mogę wpłynąć na ich wynik, na przykład wspierając ich na trasie, biegnąc kawałek z nimi, albo całą pętlę biegnąc z nimi, rozmawiając, zachęcając. Taka sytuacja była w październiku w Stanach, kiedy Phil Gore, kiedy Ivo Belk powiedział, że on już kończy, a Phil podszedł do niego i mówi, to tą ostatnią pętlę pobiegniemy razem. I tak się stało, że on wziął ją na tą ostatnią 113, a 114 już pobiegł sam. A więc jest możliwe w jakiś sposób wspieranie tych swoich konkurentów, którzy faktycznie w backyardzie są naszymi, powiedzmy tutaj już później asystującymi.

że jak widzisz, że on jest słaby, to zaczynasz bardziej empatyzować, nawet egoistycznie, myśląc o swoim wyniku. A z drugiej strony też nigdy nie można być do końca pewnym, bo czasami nadprzyrodzone siły wstępują w zawodnikach po kryzysach i zaraz te role mogą się odwrócić. Więc to musi być strasznie dziwne uczucie, nie? Na początku, jak startowałem w backyardzie, to nie będę tutaj rozmawiamy szczerze. Bardziej uważałem pozostałych uczestników za rywali. I to dosłownie, bezpośrednio wiązało się z tym, jak wcześniej biegałem, czyli biegałem w zawodach, czy wcześniej w maratonach, czy później w biegach górskich. Zawsze liczyło się to, żeby być szybciej, prędzej, przed kimś, dokaniać kogoś, kontrolować i tak dalej.

Natomiast teraz w backyardzie bardziej widzę właśnie tą drugą jakby sferę, że bardziej to są moi sprzymierzeńcy, ludzie, którzy wpływają na mój wynik. Nie mam takiego, znaczy widzę po prostu, mam większy zapas, mam taką sferę bezpieczeństwa i jakby nie boję się o to, że ktoś jest w stanie mi w tej chwili zagrozić. na dzisiaj, na dzień dzisiejszy po prostu czuję się bardzo dobrze i swobodnie. Ale to nie jest też tak, że od początku ten bieg tak się super zawsze układa. Tym razem w Belgii w ogóle miałem poczucie takie, że nie miałem kryzysu ani jednego. Zazwyczaj te kryzysy są i one będą, bo to jest naturalne. Tak się wyjątkowo stało, że w tym roku nie miałem żadnego kryzysu. Ja zwykle mam co około 30 godzin taki zjazd mentalny. On może też jest związany trochę z energią.

Chociaż bardzo o to dbamy i mamy protokół, który wypełniamy, jeśli chodzi o odżywianie i o nawadnianie. Natomiast taki spadek po prostu mocy psychicznych jest i u nas już wiemy, kiedy on mniej więcej będzie. Natomiast w tym roku było tak, że jedyne, jakie miałem negatywne odczucia, to one wypadały w nocy, kiedy mi się chciało bardzo spać. Ale na to też są metody i też wiemy, jak ja dobrze na to reaguję. Zresztą też co chciałem tutaj powiedzieć, że tak jak w innych biegach, musimy też zwrócić uwagę, że to co na jednego dobrze działa, nie musi wcale działać dobrze na drugą osobę. I tak samo jest z moim sposobem patrzenia na backyard i biegania backyardu. Ja biegam backyard trochę szybko.

Tak biegam w swobodnym takim tempie, w którym nie wychodzę poza strefę. Tutaj backyard z pierwszego dnia biegłem w tempie 5.40, gdzie potem uznałem, że to i tak jest trochę szybko, nie potrzebuję tak biegać i biegłem w tempie między 6 a 6.30, 6.40, a belgowe biegają wolniej jak siedem. Znam środowisko, chyba jestem jednym z nielicznych takich publicystów, którzy mocno łączą wszystkie światy biegania i zdaję sobie sprawę z tego, jak ludzie z poszczególnych baniek nie mają zielonego pojęcia o tym, co się dzieje w innych i wyobrażam sobie, że pewnie jest mała grupa słuchaczy, którzy w ogóle nie wiedzą na czym backyard polega i o czym ci dwaj goście teraz rozmawiają, więc tylko w skrócie powiem, że są to takie...

Jestem ciekawy, czy ta Twoja strategia, Twoje tempo to jest jakiś nowy, złoty standard dla backyardu i być może odkryłeś taką metodę, która wbrew pozorom trochę bardziej się opłaca, czy sam uważasz, że to jest po prostu kwestia indywidualna? Myślę, że to jest kwestia indywidualna, ale wczoraj w rozmowie z Grzesiem Baranem fajnie to powiedział, że na przykładzie MMA, że kiedyś w MMA była dominacja jakiegoś tam stylu walki. Później pojawili się zawodnicy, którzy reprezentowali na przykład, byli wcześniej zapaśnikami. Potem byli na przykład zawodnikami, którzy stosowali jujitsu. I to jest troszeczkę tak, że Wydaje mi się, że Belgowie bardzo wolnym tempem, które niestety wpływa też na to, że krótko odpoczywają, no bo to się składa wtedy na to, że przerwa na pętli się skraca, że oni wolnym tempem są w stanie mało męczyć swój organizm, mówiąc kolokwialnie, i są w stanie biegać długo.

Ale biegałem jak na amatora, wydaje mi się, że dosyć szybko biegałem biegi uliczne, a potem inne biegi. Nauczyłem się, bo tutaj mówimy o backyardzie, ale też mam za sobą doświadczenia i moje CV biegowe to są przeróżne biegi. I przez to, że na przykład biegałem szlaki długodystansowe, takie właśnie jak GSB, GSS, jakieś inne rzeczy, nauczyłem się szybko regenerować albo korzystać z takiej ograniczonej ilości snu. I teraz bardzo ważna rzecz i ciekawa, którą powiedziałeś, wyjaśniając czym jest backyard. I teraz jak słuchają nas twoi słuchacze i sobie myślą, kurczę, jakie on tempa podał? 5.0?

A powiedziałeś kiedyś, że dla Ciebie w ogóle backyard zaczyna się od trzeciej doby, a dwie pierwsze po prostu trzeba przetrwać. To co takiego fizycznie i mentalnie przełącza się, gdy wschodzi słońce po raz trzeci? Dobre pytanie i tak faktycznie jest. Zawsze jest w klasycznym biegu mówimy o problemie środka, czyli startujemy na jakimś biegu i jest powiedzmy adrenalina. Na końcu też się powita adrenalina i jest problem środka. Dla mnie 48 godzin to jest moment przejścia. To jest trochę jak z maratonem, że maraton w trzy godziny. 48 godzin musimy przetrwać, żeby zaczął się bieg, a więc ja sobie ten czas jakby dzielę i ten czas to jest szczególnie pierwsza doba, czas na wejście w bieg, żeby dawać sobie spokój, spokój, myśleć pozytywnie.

26:57 · Analiza wydajności i indywidualnych strategii 2

Dla mnie też mnie inspiruje to, jak jeszcze można to robić daleko. Chcę to robić z głową i w zdrowiu i nie myślę wcale o tym, że my niszczymy siebie, czy coś takiego. Buckyard w ogóle jest właśnie tą formułą, kiedy jesteś w stanie odpoczywać i jakby to nie jest tak bardzo eksploatujące, jak na przykład bieg na 48 godzin, który byłem w lutym w Tajwanie, który chciałem mocno pobić, żeby mieć kwalifikacje do kadry Polski i to się udało, ale to jest bieg cały czas, jakby bardzo z krótkimi odpoczynkami, a lepiej, żeby w ogóle ich nie było. Trochę jestem zaskoczony, bo poczytałem sobie trochę o backyardzie przed naszym spotkaniem i dotarłem do takiej opinii gościa, który się nazywa Harvey Lewis, znasz na pewno, chociaż ten backyard w ogóle tak się rozpędził, że te osoby, które robiły jakieś właśnie...

fantastyczne wyniki jakiś czas temu, no to już dzisiaj mogą nawet spadać do drugiej ligi backyardu, o tym też możemy sobie pogadać, ale chciałem o jego właśnie wypowiedzi, bo Harvey Lewis powiedział, że 70% rozgrywa się w tych zawodach w głowie, a tylko 30% w nogach i on stwierdził, ty teraz skupiłeś się na tym, że tu boli, tam boli, on powiedział, że jakby ból fizyczny po kilkunastu godzinach staje się takim stałym tłem, to już się nie zmienia, Mózg do tego przywyka, a prawdziwym wrogiem jest monotonia. No i wiesz, komuś, kto zna to tylko w teorii, tak jak ja, bardzo ciężko jest to zrozumieć, no bo ból to jest coś, co przemawia do wyobraźni. Boję się bólu, nie chcę więcej bólu, a monotonia nie wydaje się być takim niszczycielskim wyzwaniem.

30:53 · Znaczenie bólu i myślenia w backyardzie 4

I to jest jedyny mój moment, kiedy ja w tej chwili myślę o tym, żeby się zatrzymać. Myślę, że to porównanie, którego użyłeś, bardzo trudno jest nawet sobie wyobrazić osobom, które tak jak ja i pewnie wielu słuchaczy są rodzicami, bo łatwiej wyobrazić sobie nawet szóstą dobę w backyardzie, mimo że nikt z nas nie był nawet tego blisko niż takie doświadczenia. Ale porównując to, bo wydaje mi się, że punktem odniesienia dla wielu osób może być na przykład maraton słuchających. Ja też mam takie doświadczenia. Biegałem biegi dłuższe, dużo, kilkunastogodzinne, ale w moim przypadku akurat były to zazwyczaj biegi rekreacyjne, więc takie, gdzie faktycznie z tym uśmiechem na ustach gdzieś tam się na metę wybiegało, a nie wyżyłowanym do końca, więc też nie nazwałbym tego, nie porównałbym tego do tego, co wy robicie jakby szukając granic swoich możliwości w bakiardzie.

są takim elementem, który odciąga tą uwagę. To nie chodzi o to, że ja czy ktoś, kto ma tak samo jest, nie wiem, pyszny i lubi jak mu biją brawo, bo ja się tutaj czuję bohaterem. Nie czuję się żadnym bohaterem, ale po prostu to odwraca moją uwagę. Ja popatrzę sobie na jedną, drugą, trzecią osobę i nawet przez tą krótką chwilę pomyślę o czymś innym. Jak to odnieść do doświadczeń z backyardu? Tak, maraton. W ogóle maraton był dla mnie, dosłownie był dla mnie świętym gralem kiedyś. Ale też muszę zaznaczyć, że maraton nigdy nie był dla mnie biegiem komfortowym. Jak biegłem maraton, to chciałem pobiec go jak najlepiej. Popełniałem ogromne błędy wtedy, dlatego, że zaczynałem za szybko. Potem jednak końcówkę musiałem dużo sił włożyć w to, żeby jednak to tempo w miarę utrzymać.

Nigdy. Zawsze to był negative split. Natomiast jakby maraton inspirował mnie i nadal mnie inspiruje do tego, żeby poprawiać siebie. Natomiast nie był komfortowy takim, że po prostu niestety od początku do końca zależy ci na wyniku, musisz biegać, cały czas musisz pchać, żeby to był jak najlepszy twój start. W backyardzie jest luz, naprawdę, jest dużo miejsca na to, zresztą w maratonie to tak, na początku jeszcze ludzie rozmawiają ze sobą, a potem już nikt ze sobą nie rozmawia, a potem to już jest walka ze sobą, żeby dotrwać. W Akiadzie jest inaczej, można rozmawiać. Taką świetną, wspominam to takim momentem w nocy, biegnę i słyszę, jak ktoś śpiewa.

Natomiast, tak jak powiedziałem, maraton jest bardzo porównywalny, że można porównać Nawet jeżeli trasa gdzieś tam jest inna, no to jednak te wyniki są porównywalne do siebie, a w innych ultrach to jest bardzo trudne. I tutaj nawet w backyardzie będzie trudne porównanie, no bo jeżeli nie ma mocnych zawodników, no to wynik i tak się skończy tak jak się skończy. Na chwilę obecną w Polsce to jest 46, a teraz po sobie 48 godzin. Myślę, że wiele osób chciałoby biegać trochę dłużej, ale na chwilę obecną ci zawodnicy jednak jeszcze nie widzą swojego potencjału, bo on jest. On jest na 100%. Widzę na swoim przykładzie. Ja też nie sądziłem kiedyś, że można tak długo biegać, ale to jest tylko przełączenie, jakieś kliknięcie i to będzie.

42:36 · Myślenie o backyardzie i trening 5

Nie wiem. To nie czuję tego, że ktoś mnie tam na rydwanie, czy na jakimś tam dywanie usiadłem i to ja oczywiście przebiegłem, ale ewidentnie, jeżeli... dzieją się takie rzeczy, to chyba one się nie dzieją z przypadku. Myślę, że w backyardzie nam się wiele takich niesamowitych rzeczy otwiera. Często jest też tak, że pojawiają się jakieś halucynacje i niestety czasami jak ktoś już za długo jest na pętli, tak w przypadku Jana w zeszłym roku, zresztą w tym roku miał podobną sytuację i dochodzi do zaćmienia mózgu, Czyli mówiąc krótko, mózg chcąc chronić ciało, po prostu na chwilę się wyłączył i wtedy jesteś taki trochę nieobecny, co powoduje, że musisz skończyć tą rywalizację.

A w przypadku na przykład w Stanach, wiele osób na pętli nocnej gdzieś tam została i się nie wiedziało, gdzie jest. I wtedy mówiliśmy, że kosmici faktycznie namierzyli i już chcieli porwać. Harvey'a i Elvisa też porwali kosmici. Chyba nie da się skończyć backyardu na trzech szóstkach, to może to dobre, bo tak się akurat pęty nie składają, trzeba by było właśnie przerwać gdzieś w połowie. Ale robią zawodnicy faktycznie te dziwne rzeczy, to są pewnie najciekawsze opowieści dla słuchaczy, co tam się wydarzyło, kto mówił do drzewa, kto widział jakieś... jakieś rzeczy, których nie ma, ale tak trzymając się poważnych spraw, no to wiadomo, że ten układ nerwowy, to co robicie, jakby jest nieporównywalne do żadnej innej formuły biegania w zakresie tego, jak on dostaje w kość.

Ty widzisz u siebie w trakcie biegu właśnie takie postępujące objawy zmęczenia stricte układu nerwowego. Widzę pewne objawy, natomiast najbardziej widzę po biegu. Znowu ciało zaczyna szybciej reagować i bardziej się adoptować do tego wysiłku. Tak jak wcześniej na przeróżnych biegach miałem problemy na przykład po biegu z układem ruchowym, z mięśniami, tak po backyardzie Obciążenie układu nerwowego jest tak duże, że mamy problemy z koncentracją, ze snem. Pomimo, że nie spaliśmy, to nie możemy nadal spać. Zaburzony jest cykl w ogóle pór dnia i nocy. taka mgła mózgowa powodująca, że czasami mamy problem z wypowiadaniem swoich myśli, ze składaniem w ogóle czasami zdań.

Słuchaj, no wy dochodzicie do momentu, gdzie ludzie autentycznie boją się gwizdka, tak? Tak. I mają stany lękowe, jak pies Pawłowa, po prostu reagują na gwizdek. Wyobraź sobie, że ja na pętli zasypiam na 5 minut, ale to jest tak głęboki sen, że w momencie, jak usłyszysz ten gwizdek, on cię trochę, wiesz, on wysraczy, czy obudzi, ty się budzisz i patrzysz, ojej, jestem w tym namiocie, a myślałem, że jestem w domu. I to bywa takie. Natomiast widzisz, ja obserwując pierwszy raz, jak byłem na backyardzie, dlatego że dla mnie to było wariactwo, ale się zgodziłem, że będę serwisował Bartka i w 2023 pojechałem na największą imprezę na świecie, do kolebki, czyli do Tennessee. I zobaczyłem, jak to wygląda od środka.

móc wspierać Bartka, obserwować rekord Matthew Bona i Patrycji Bereznowskiej. Takie rzeczy, my o nich będziemy opowiadać jeszcze za kilkanaście lat i one będą, to są rzeczy, które są zapisane już w historii i ja mogłem tam ludzi to obserwować. To jest świetne. No to pogadajmy chwilę o tym, jak się w takim razie do tego przygotować, no bo myślę, że podcast Race Place też charakteryzuje się trochę tym, że lubimy sobie pogmyrać w tych sprawach. Pierwszą osobą z formuły backyard i w ogóle długiego ultra była tu Patrycja Bareznowska, ale pamiętam, że swego czasu pisałem też właśnie z wspominanym tutaj kilka razy już Bartkiem Fudali. I pamiętam, że chodziło mi po głowie, żeby też z Bartkiem sobie tutaj pogadać i zacząłem przyglądać się i słuchać też o jego treningu i trochę się poddałem, muszę się tutaj głośno przyznać, bo stwierdziłem, że ja albo czegoś tu kompletnie nie rozumiem,

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.