Prawdziwe historie. Marta
"Jak przestajesz pić, to nagle uwalnia się dużo wolnego czasu... i ja ten czas i energię zainwestowałam w teatr" – mówi Marta, która picie zamieniła na granie na scenie, o czym opowiada z ogromną ekscytacją. Na rozmowę zapraszam Dominika Sygiet.
Prawdziwe historie. Dzisiaj naszym gościem jest Marta. Dzień dobry, cześć. Cześć, dzień dobry. Marto, gdybyś mogła powiedzieć na początku w kilku słowach, od czego jesteś uzależniona i w ogóle coś o sobie, aby słuchacze cię troszeczkę poznali, mogli sobie wyobrazić. Jestem uzależniona od alkoholu. Celowo nie mówię o sobie alkoholiczka, bo dla mnie to jest zdefiniowanie siebie jako całości, a to jest tylko część mojej osoby. Część tego, co mnie stanowi. Z zawodu jestem tłumaczem. Jest to zawód, tłumaczę książki, więc jest to zawód, który bardzo sprzyja uzależnieniu. Zawód w domu, pracuję się samemu, we własnym tempie, ale też jestem aktorką i założycielką teatru, który tak naprawdę powstał dzięki temu, że przestałam pić.
Pijana żona? Pijana matka? No, pijany ojciec jeszcze, jak cię mogę. Jest dużo większe przyzwolenie na picie dla mężczyzn niż dla kobiet, a już na nadmierne picie? No klęska przez katastrofę. Dlatego ja o tym też myślałam. Myślałam o tym właśnie często na Zgierskiej, o tym mówiłam. No panowie nie byli w stanie tego zrozumieć, jak właśnie czytaliśmy prace. U nich w ogóle się nie pojawiało słowo wstyd. U mnie na pierwszym miejscu. My się wstydzimy. My się wstydzimy poprosić o pomoc, my się wstydzimy przyznać do tego. Kobiecy alkoholizm jest zupełnie inny niż męski. I jest też dużo trudniejszy do wykrycia pomimo, że my się dużo szybciej uzależniamy. Zdecydowanie też o tym czytałam. A powiedz mi Marto, czy ty od razu zaakceptowałaś ten fakt i czy ci w ogóle ulżyło jak się dowiedziałaś, że to jest choroba?
Jakaś taka sera się świetlista robi. No to jest... Różnica jest naprawdę ogromna w wyglądzie. Tylko rzeczywiście to trwa miesiąc, półtora, zanim to wróci do normy. No dobrze, to ciało, a teraz powiedz o duszy i o głowie. Jak zmieniła się ta Marta? Trzeźwa w porównaniu do tej, która była w czynnym uzależnieniu. To jest trudne pytanie, bo ja doskonale wiem, jak ona się zmieniła, tylko nie jestem pewna, czy dla mojego otoczenia to jest taka bardzo zmiana na lepsze. Wiem, że to brzmi zaskakująco. Już ci mówię dlaczego. Dlatego, że jeżeli ja zaczęłam swoją przygodę z alkoholem w wieku lat 16, a skończyłam ją w wieku lat 45, wyjdzie tak mniej więcej, To ja teraz robię robotę, którą ludzie wykonują dorastając. Ja dopiero odkrywam siebie, ja dopiero odkrywam, co ja lubię, czego ja nie lubię.
Dawna Marta, to by się rozłożyła, zaczęłaby płakać w ogóle, co będzie, co będzie, a teraz ja szybciutko tutaj się zastanawiam, jak przeorganizować sobie dzień, żeby przełożyć pracę na jutro, bo muszę iść do specjalisty z komputerem. To już nie jest dla mnie klęska przez katastrofę. To jest drobna upierdliwość życiowa. Taka lekkość, mówię, jestem, taki brak przymusu. No tylko dla otoczenia to jest troszkę trudne, bo jeżeli przez tam 10 lat miałaś bardzo uporządkowaną mamę i partnerkę, a nagle się okazuje, oj, nie kupiłam chleba, no to trzeba zejść na dół do sklepu. Nie ma, no tak już nie jest wszystko jak w zegarku, nie? Oj, to jest cudowne, naprawdę, to jest taka cudowna lekkość w tym, że ja mogę, nie muszę. Wiadomo, oczywiście są rzeczy, które wszyscy musimy, to jest 100%, ale naprawdę wiele jest rzeczy, które mogę, a nie muszę.
Miałam tego cudownego pana Jacka, terapeuta i ja tak się jeszcze chodziłam, miotałam, bo ja to... W ogóle przede wszystkim ja lubiłam bardzo nakręcać sobie kołowrot w głowie. Tyle mam jeszcze rzeczy do zrobienia, tu nie zdążę, tu nie zdążę, tam nie zdążę i tak sobie nabudowałam to napięcie, nabudowałam, nabudowałam, że jeszcze nic nie zrobiłam, a już byłam tak wyczerpana, że musiałam się napić. Mistrzynie kołowrotu. Więc i on zawsze tak do mnie mówił, ja uwielbiam, to teraz wzięłam ze sobą dużo rzeczy stamtąd. Pani Marto, czy to warto? I tak jak tak się zaczynam gdzieś zakręcać, zakręcać, to myślę sobie, czy to warto? Nie. I od razu taki luz przychodzi, ten brak takiego napięcia w głowie nieustannego. Ten brak przymusu bycia perfekcyjną, idealną. Ja naprawdę nie muszę. Potrafisz odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ty piłaś?
Prawdziwe historie. Marta Sygiet. A są takie jak ja, że ja raczej nie chwalę się tym. To nie jest kwestia, bo to właśnie przyznaj się, że jesteś uzależniona. Nie mam się do czego przyznać, tak? Mogę powiedzieć, przyznaję się do rzeczy złych.
Po prostu. Ale mi właśnie kola, jakoś tak ta kola przychodzi najbardziej do głowy, której też nigdy nie piłam. Tylko ja nie miewałam aż takich, nie miewałam też nigdy aż takich bardzo intensywnych głodów. Marto, to w takim razie przejdźmy do tego, co mnie niezwykle ciekawi i pewnie nie tylko mnie, ale wszystkich słuchaczy. Jak to się stało, że wpadłaś na... Co to uzależnienie ma wspólnego z tym, że postanowiłaś stworzyć teatr? Znaczy to się w ogóle zaczęło w ten sposób, że u mnie w dzielnicy był organizowany casting do sztuki w ramach projektów Demokultury. Ja się na ten casting wybrałam. Znaczy ja już w ogóle od kilku lat tam pogrywałam w różnych produkcjach. Wybrałam się na ten casting, dostałam się do grupy teatralnej, cały czas jeszcze będąc w czynnym uzależnieniu, tak? Tylko to jeszcze było, no to nazwijmy to kontrolowane, tak? Wszyscy wiemy, jak bardzo to było kontrolowane, no ale... Tak to określmy?
Zaczęłam tą energię i ten czas inwestować w teatr. I ten teatr zaczął iść do przodu, ponieważ ja miałam dużo tej energii, dużo nadal jej mam skoro. To zaczęło popychać, zaczęły się dziać naprawdę różne fajne rzeczy do tego stopnia, że no my się naprawdę dobrze rozwijamy w tym momencie. Wystawiamy kolejną premierę. Ja na początku, to jest znamienne, na początku grałam role męskie. Prawdziwe historie. Marta. Names mentioned. Marta. Names mentioned.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.