Sieć na prosumentów | Energia do zmiany
Prosumenci mieli być jednym z filarów transformacji energetycznej, ale coraz częściej stają się problemem dla systemu. W dzisiejszym odcinku Bartłomiej Derski z portalu WysokieNapiecie.pl opowiada o tym, jak zmienił się polski prosument oraz co oznaczają planowane przepisy dotyczące mikroinstalacji.Rozmowę prowadzi Julia Cydejko.
Dzień dobry. Słuchacie Państwo podcastu Polityki Insight – Energia do zmiany. W naszej audycji opowiadamy o najważniejszych wiadomościach z sektora energetycznego, omawiamy zmiany regulacyjne i najnowsze trendy technologiczne. Z naszymi gośćmi dyskutujemy o konwencjonalnych i odnawialnych źródłach energii oraz o polityce polskiej i europejskiej. Mierzymy się też z tematem zmian klimatycznych i tego, jak wpłyną one na nasze życie. Nazywam się Julia Cydejko i zapraszam na dzisiejszą audycję. 25 maja Ministerstwo Energii skierowało do konsultacji projekt rozporządzenia systemowego, od miesięcy wyczekiwany przez branżę energetyczną. Całe lato będziemy pewnie śledzić konsultacje i uzgodnienia przepisów m.in. o usługach elastyczności czy o rynku bilansującym, ale do projektu zaplątały się też przepisy dla prosumentów i to o nich porozmawiamy w dzisiejszej Energii do zmiany.
I tutaj trzeba wziąć pod uwagę obie te rzeczy także w energetyce. Najprościej możemy podzielić prosumentów dzisiaj na dwie kategorie. Pierwsza z nich to są prosumenci na starych zasadach. Mieliśmy wtedy net metering, czyli Ponad milion gospodarstw domowych założyło fotowoltaikę z takim założeniem, że przez 15 lat od założenia fotowoltaiki mają bardzo korzystne zasady, mogą oddawać nadmiar energii, którą generują np. w środku dnia latem i w zamian w dowolnym czasie w ciągu najbliższych 12 miesięcy odebrać 70 albo 80% tej energii, którą oddali do sieci. Jednym słowem, Mówiło się o tym, że system energetyczny jest takim wirtualnym magazynem energii.
Oczywiście wirtualnym, tutaj trzeba to podkreślić, bo jednak oddajemy energię z fotowoltaiki do sieci, natomiast zimą, na przykład w nocy, pobierzemy tą energię albo z wiatru, albo z węgla, albo z gazu, z czegokolwiek wtedy system pracuje, na pewno nie ze słońca. No właśnie, to taki bardzo mocny skrót myślowy, bo de facto ktoś ostatecznie za tą energię będzie musiał zapłacić za jej wytworzenie i no to są po prostu ostatecznie grupy kapitałowe najczęściej, które wcześniej tę energię odkupują. Natomiast w net billingu, który potem zastąpił system net meteringowy, to ryzyko jest właściwie przerzucane na prosumentów i zapoznałam się przed naszą rozmową z takimi badaniami, z których wynika, no zresztą co jest też intuicyjne, że prosumenci
Czują się trochę oszukiwani, czy mają pewne poczucie niesprawiedliwości związane z tym, że sprzedają swoją energię po niskich cenach, a kupują ją po wysokich? Druga grupa prosumentów dzisiaj zamiast oddawać się do tego wirtualnego magazynu, to po prostu sprzedaje energię po takich cenach, jakie są na rynku. A ponieważ na rynku mamy dużo fotowoltaiki, zwłaszcza generowanej przez tych starych prosumentów, to warto też podkreślić, bo mówimy o kilku gigawatach mocy, którą w słoneczne dni ci starzy prosumenci do systemu wrzucają. W zasadzie system ich do tego zachęcał. No to ci nowi rzeczywiście na tym cierpią, bo te ceny spadają nam no teraz średnie miesięczne już myślę tak w okolice 20 groszy nawet i mniej za kilowatogodzinę.
No a później, jeżeli nie mają magazynu energii, no to wieczorami muszą tą energię kupować no albo w takiej taryfie standardowej po 50-60 groszy. Witam. Witam. Witam. No, została podjęta decyzja o zmianie, bo myślę, że to bardziej była kwestia pierwszych 300-500 tysięcy. I to ciekawe, już mało kto pamięta, ale na początku, jak powstawały przepisy dotyczące prosumentów, jeszcze inne przepisy dla jasności, ale teraz już szczególnie wchodźmy, miały dotyczyć pierwszych, jeżeli dobrze pamiętam, właśnie około 300 tysięcy gospodarstw domowych i później one się miały zmienić.
Co w takim razie z tą autokonsumpcją się dzieje W świecie rzeczywistym, poza deklaracjami polityków, poza ofertami firm, czy to jest tak, że autokonsumpcja rzeczywiście prosumentom, szczególnie tym net meteringu, jest realnie potrzebna i stanowi dla nich wartość dodaną? Dobrze, że na to zwróciłaś uwagę, bo czy te stare zasady Net Metering, czy nowe zasady Net Billing będą znacząco zmieniać sytuację? Na starych zasadach, ponieważ oddawaliśmy do sieci jedną jednostkę energii w dowolnej godzinie, a w zamian mogliśmy w dowolnym czasie pobrać 0,8 albo 0,7 jednostki energii, to właściwie standardowo instalatorzy proponowali, jak ma pan zapotrzebowanie
Skoro mają prąd praktycznie za darmo, to dokładają te pompy ciepła czy ogrzewanie oporowe, bo ogrzewanie oporowe zużywa gigantycznej ilości energii elektrycznej, 3-4 razy więcej czy 5 razy więcej niż ta pompa ciepła. No ale jak ktoś tanio może sobie rozbudować instalację fotowoltaiczną, robi w ten sposób zamiast kupować drogą pompę ciepła, która będzie dużo bardziej efektywna. Trochę zachęciliśmy tym systemem do nieefektywności w gospodarstwach domowych, bo te pompy ciepła byłyby jednak lepszym rozwiązaniem. No ale to, co powiedziałaś, że jeżeli 40-50%, bo nie znałem tych statystyk, gospodarstw domowych ma pompy ciepła, to moim zdaniem właśnie jest to też efekt tego, że duża część jednak, średnio w społeczeństwie, tych pomp ciepła... Ponad 40% prosumentów. To jest właśnie ogromny udział pomp ciepła, bo w całej gospodarce, znaczy wśród wszystkich gospodarstw domowych, to to będą pojedyncze procenty.
Widzimy tą elektryfikację, czyli mówimy o tym, że te gospodarstwa domowe korzystają z tego taniego prądu coraz bardziej i ogrzewanie, i podgrzewanie ciepłej wody użytkowej, bo to będą też często bojlery. Samochody elektryczne zamiast spalinowych czy hybrydy. Ta energia czasami już przestaje wystarczać, więc oni sobie jeszcze te instalacje rozbudowują. I zresztą ci prosumenci na nowych zasadach też to robią, tylko trochę mądrzej, bo oni się z tą energią muszą już liczyć. Przede wszystkim co do chwili, w jakich wprowadzają tą energię do sieci, więc już dużo więcej magazynów energii będzie u tych nowych prosumentów niż tych na starych zasadach. I to będzie dużo lepiej zarządzana energia z pewnością. Zamykając tą pierwszą część, myślę, że możemy podsumować takim stwierdzeniem, że prosumenci mają potencjał do autokonsumpcji, są widoczne wśród nich trendy właśnie związane z autokonsumpcją czy z jakimś takim mądrzejszym zarządzaniem swoją energią, ale wciąż daleko nam do pełnego wykorzystania tego potencjału.
I wygląda to tak, że wyłącza te falowniki właściwie zero-jedynkowo, kiedy po prostu jest dużo słońca w systemie, więc dla dystrybutora jest to wygodne rozwiązanie, bo może wyłączyć tą generację zgodnie z umową, którą wtedy odbiorcy podpisywali. Z drugiej strony tworzy to też taki, jest ładne określenie angielskie na to, moral hazard, ale nie przychodzi mi do głowy polski zwrot na to, ale pokusę nadużyć. Ze strony OSD, ponieważ gdy wyłączają falowniki ludziom, to ci prosumenci pobierają energię z sieci i często mają umowy ze siostrzaną spółką energetyczną na zakup energii. Więc ich siostrzana spółka energetyczna zarabia na tym, że dystrybutor, który powinien być niezależny, wyłącza te falowniki tłumacząc, że chodzi o bezpieczeństwo i stabilność sieci.
I zainstalował fotowoltaikę o mocy 200 kW. I on przekonuje mnie i jestem w stanie mu uwierzyć, że tak jest, że on ma non stop pełną auto konsumpcję tej energii, jaką produkuje u siebie z fotowoltaiki, która ma moc 200 kW, czyli jest dużo mniejsza niż jego przeciętne zapotrzebowanie. I mimo tego, gdy jest słoneczny weekend zwłaszcza, a oni pracują cały czas, to operator wyłącza mu jego fotowoltaikę. No bo dla operatora znowu, to jest wygodne, bo on nie może dziś sterować tymi kowalskimi na starych zasadach, więc gdzieś tam w tej wsi dużo energii jest wprowadzane do sieci. No więc operator steruje w ten sposób, że wyłącza to, co może wyłączyć, czyli fotowoltaikę u przedsiębiorcy, któremu ten prąd jest potrzebny do jego produkcji energii.
I od tego zależy w ogóle jego konkurencyjność na rynku. Wyłącza mu jego fotowoltaika, bo on zaczął pobierać z sieci od tych prosumentów. Z punktu widzenia operatora wygodne. On sobie zapewnia stabilność pracy sieci. Jednocześnie spółka energetyczna, być może z tej samej grupy, być może nie, bo w firmach to często nie jest ta sama grupa energetyczna, zarabia na tym, że sprzedaje tą energię do firmy, która normalnie by po prostu miała swoją energię. Tutaj mamy takie pole do nadużyć, na które bym bardzo jednak zwracał uwagę, bo trochę pod taką historią, że dbałem o bezpieczeństwo sieci, co jest ultra ważne i w ogóle sterowalność taka awaryjna powinna być moim zdaniem możliwa, do tego nawoływałem, to też możemy tą cienką czerwoną linię gdzieś przekroczyć.
Rok do roku, jak spojrzymy na ostatnie dane Agencji Rynku Energii, najświeższe, czyli po marcu 2026, mamy przyrost mocy zainstalowanych u prosumentów nieomalże 10% rok do roku. Oczywiście efekt niskiej bazy sprzed lat już minął, ale to i tak jest spory przyrost i trzeba być też świadomym tego, że te problemy, które obserwujemy już teraz, prawdopodobnie z perspektywy operatorów systemów dystrybucyjnych W kontekście właśnie tych przyrostów mocy i coraz wyższych mocy jednostkowych u prosumentów będą się pogłębiać. No i w takim razie zastanawiam się, jak ty wyobrażasz sobie tę obserwowalność i sterowalność awaryjną w idealnym scenariuszu, w którym ten konsensus między prosumentami, operatorami i ustawodawcą jest wypracowany?
Takie sterowanie awaryjne powinno być absolutnie rozwiązaniem ostatniej szansy. A mianowicie prosumenci przede wszystkim powinni się kierować sygnałami rynkowymi. Ponieważ ten system dla starych prosumentów, dla armii, ponad miliona gospodarstw domowych jest taki, że oni zupełnie mogą mieć rynek gdzieś i zupełnie się tym nie przejmować. Tutaj pojawi nam się pierwszy problem. Jest też decyzja polityczna, że nie możemy robić krzywdy starym prosumentom, czyli nie możemy im pogorszyć warunków. Aby oni jednak zaczęli reagować na sygnały rynkowe, możemy ich zachęcać tylko do tego, ale ciężko zachęcić kogoś, kto traci 20% energii wprowadzonej do sieci, czy nawet 30%, bo straty na falowniku, na magazynie energii nie będą dużo niższe, więc bez żadnego inwestowania, on ma magazyn, w cudzysłowie cały czas to podkreślam, w sieci za darmo, więc to jest super korzystne rozwiązanie dla prosumentów.
Czyli w sumie płacimy za błędy z przeszłości, że netmetering trwał za długo, objął za dużo prosumentów. Tak, ale też pamiętajmy, że to jest na 15 lat. Pierwsi prosumenci za 5 lat zaczną wychodzić z tego systemu. Natomiast największy boom mieliśmy w 2021-2022 roku, więc mówimy jednak, że ogromna część prosumentów, myślę, że większość, zacznie wychodzić dopiero w okolicach 2030 roku. Szóstego roku, trzydziestego siódmego, więc no jeszcze szmat czasu. To jest pewien problem na dwóch poziomach, bo jeden poziom to jest bilansowy i z tym sobie szybciej poradzimy, bo mówimy teraz właśnie o tej energii, która trafia do sieci, często nie jest autokonsumowana, bo ci starzy prosumenci nie są do tego zachęcani, więc ta energia nie jest od razu zużywana w ich gospodarstwach domowych, tylko płynie dalej.
I teraz trafia do systemu i to mówimy o kilku gigawatach. I dzisiaj problemem jest to, że mamy stare elektrownie węglowe, które muszą nam pracować, bo wieczorami muszą pokryć nam szczyty zapotrzebowania, czego nie zrobi fotowoltaika. I z tym sobie szybciej poradzimy, bo po pierwsze system się uelastycznia od strony bilansu, mocy. Będą nam teraz wchodzić bardzo duże magazyny energii na rynek. Mamy też coraz więcej jednostek gazowych, które też dużo bardziej elastycznie mogą działać, jeżeli mówimy o silnikach gazowych zwłaszcza. I o instalacjach OCGT, nie CCGT, ale to już nie wchodząc w szczegóły. Tam pewnie zrobi się zaraz więcej miejsca dla samego bilansu mocy tej fotowoltaiki od prosumentów. Natomiast na poziomie sieciowym, w sieciach niskich napięć, ten problem nam dłużej pozostanie, a mianowicie zwiększanie napięć w sieciach jest mimo wszystko problemem.
A jeśli chodzi o obserwowalność, czy to jest możliwe do osiągnięcia bez inwestycji po którejś ze stron w urządzenia do obserwacji falowników albo w nowe falowniki? No bo to rzeczywiście jest tak, że jak spojrzymy na różnorodność urządzeń instalowanych szczególnie u tych starszych prosumentów i też umówmy się, brak zachęt rynkowych czy mechanizmów rynkowych, które by zachęcały prosumentów do upgrade'u tych swoich urządzeń, no to Ta sytuacja rzeczywiście jest trudna i po którejś stronie te inwestycje ostatecznie będą musiały się zadziać. Także w tym modelu rynkowym, który u Was na Waszych łamach został zaproponowany w miejsce takiej sterowalności, jaką zaproponowało Ministerstwo Energii.
To, co powinno interesować dystrybutora, to to, ile energii wpływa do tego odbiorcy, ile wypływa, w jakich godzinach. I w zasadzie tyle. To, jak zarządza sobie ten odbiorca prądem u siebie, to jest przede wszystkim jego sprawa. Polskie przepisy dość mocno, nie wiadomo dlaczego, i to też znowu z inicjatywy dystrybutorów, zaczęły wkraczać w ogóle w to, co odbiorcy mają u siebie, a mianowicie na przykład liczą moc zainstalowaną paneli fotowoltaicznych na dachu tego odbiorcy energii, Widzę, że to nie ma zupełnie znaczenia, bo ta energia później przechodzi przez falownik, a dopiero później w ogóle idzie do licznika. Więc przy tej energetyce, którą dystrybutorzy rozumieli dobrze, czyli po prostu odbiorca odbiera energię, żaden dystrybutor nie pyta, co ty, kliencie, masz za odbiorniki.
Czy ty masz boiler? Czy ty masz piec akumulacyjny? Czy ty tam hodujesz jakieś zioła i potrzebujesz dużo energii cieplnej do tego? Czy ty masz samochód elektryczny? To nie interesuje dystrybutorów, czyli po prostu odbiorca odbiera i jest grzecznym klientem. To jest rzecz, którą dystrybutorzy rozumieli, bo ona była od zawsze, od stu lat. I nikt nie pyta jaką ty masz moc. Ty możesz mieć 1000 kW mocy zainstalowanej w odbiornikach, Ale masz 5 kW mocy umownej, czyli tyle możesz pobierać z sieci. Koniec. I to, na co ty sobie tą energię przeznaczysz, to jest twoja sprawa. Natomiast jak się pojawiła ta nowa energetyka, to dystrybutorzy bardzo chcieli wejść do domu Kowalskiego, więc zaczęli mu liczyć tę moc paneli fotowoltaicznych, jakby to miało dla nich znaczenie.
Kowalski może sobie tą energię przeznaczać na cokolwiek chce. On ma znowu te 5 kW, powiedzmy, mocy umownej i nie powinien nigdy wyprowadzać więcej do sieci. I koniec kropka. I tu dystrybutorzy powinni jasno trzymać tamę. Nie możesz wprowadzać więcej. Masz zabezpieczenia przy liczniku. Te zabezpieczenia być może powinny być kontrolowane. Nie możesz też wprowadzać, jeżeli jest zbyt wysokie napięcie do sieci, więc znowu. W zasadzie prosta rzecz. Mamy napięcie w sieci na poziomie 254V. Ty wprowadzasz do sieci w tym momencie, a twój licznik inteligentny widzi, w której sekundzie ty wprowadzasz, dostajesz karę za to. Koniec, kropka. I to jest twój drogi prosumencie kowalski interes, żebyś ty nie wprowadzał do sieci więcej, ani nie pobierał więcej niż powinieneś w danym momencie.
Koniec, kropka. Wchodzenie w ogóle dystrybutorów i próba wchodzenia do domów jest absurdalna po prostu. Kowalski chciałby mieć usługę, gdzie ktoś mu będzie zarządzał tą energią choćby po to, aby tanio się ogrzewać, tanio podgrzewać wodę, tanio ładować samochód elektryczny. I tutaj robi miejsce dla firm, które mu przychodzą z ofertą. On jeszcze nawet zapłaci tej firmie za to, żeby ona mu zarządzała tą energią, bo on więcej zarobi na tej energii. Więc to ta firma, ten agregator czy ta spółka energetyczna wchodzi, że tak powiem, do tego falownika u Kowalskiego, zarządza mu wszystkim tym, co jest zalicznikiem. I to dzisiaj się już dzieje w Polsce. Są firmy, które to oferują.
Myślę, że powoli to zacznie się też formalizować w formie agregatorów. Tutaj może trochę ci przerwę, bo ja się zastanawiam, gdzie właściwie ci agregatorzy są i czy oni rzeczywiście mogą skierować swoją ofertę Z perspektywy takiej no trochę regulacyjnej, a trochę biznesowej i do prosumentów na net meteringu i do prosumentów na net billingu, no bo to chyba tutaj jest pies pogrzebany, nie? W sensie gdyby ten zasób elastyczności, realny zasób elastyczności rzeczywiście wynosił 13 gigawatów, no to chyba już mielibyśmy tych agregatorów i chyba już mielibyśmy wystarczająco dużo Takiego impulsu i dla ustawodawcy, i dla operatorów, żeby te usługi elastyczności zaistniały, żeby agregatorzy kierujący swoją ofertę również do prosumentów byli aktywni na rynku bilansującym, żeby cały ten interes się kręcił.
No ale jednak się nie kręci. I teraz zastanawiam się, dlaczego ta oferta jeszcze się nie upowszechniła. Jak uważasz, co jest takim głównym powodem? No bo gdzieś te inwestycje muszą się zadziać, nie? Jeżeli się nie zadzieją po stronie operatorów, no to muszą się zadziać po stronie prosumentów. No i teraz jakby co je hamuje? Kilka kwestii legislacyjnych, które wymagałyby poprawy. No choćby taka, że dziś agregator na przykład nie może zgłosić, że on ma 100 megawatów w zasobach rozproszonych w kraju, tylko on musi podać dokładnie adres punktu odbioru energii u tego Kowalskiego, ile on ma kilowatów. 100 megawatów, w każdym momencie wiedzieć, ok, ja się czuję bezpiecznie, że ja zarządzę na pewno w każdej minucie 100 megawatami. Jakiś Kowalski, nie wiem, wyjechał na wakacje, akurat nie może pobierać energii, nie może oddawać energii, więc ja tym nie zarządzę, więc ja sobie robię taką bezpieczną pulę.
To jest pierwsza rzecz. Druga to dziś oferta, która dziś jeszcze wbrew pozorom dużo mówimy o elastyczności, ale nie wyceniamy jej jeszcze tak wysoko, bo dziś ta elastyczność jest w systemie wbrew pozorom. Wciąż. I tę elastyczność, stety niestety, na przykład dostarcza nam PSE trochę na własny rachunek, a mianowicie PSE dość regularnie nam ogranicza generacje z fotowoltaiki, aby zmieściły się nam elektrownie węglowe, które muszą być. Chociaż warto zaznaczyć, że te minima techniczne spadają. To też element tej elastyczności, nie? Ale myślę, że też system tego nie do końca widzi, bo dla mnie, jeżeli operator musi ingerować, to to już naprawdę powinna być ostateczność, czyli ceny na rynku energii już dawno powinny być na poziomie minus tysiąc, dwa, trzy tysiące złotych za megawatogodzinę.
A dzieje się to na co dzień. A dzieje się to na co dzień. Też operator trochę się do tego przyczynia, moim zdaniem, czy właściwie konstrukcja bardziej prawna, jaka dziś jest, że ten operator się nami zatroszczy. Więc te ceny nie schodzą wbrew pozorom tak nisko. One potrafią być dodatnie, kiedy operator musi zaniżać jakąś część produkcji. Absurd. Też powinniśmy ten pas transmisyjny trochę jednak zacząć przerzucać na rynek po to, aby ten rynek widział zachęty finansowe do tego, aby reagować. I to się dzieje u tych prosumentów, którzy mają zachęty finansowe, czyli u grona prosumentów na taryfie dynamicznej. Dzisiaj mówimy o raptem kilku tysiącach takich gospodarstw domowych, ale jeszcze dwa lata temu to było ich kilkadziesiąt. Więc to zaczyna się dziać i widzimy, bo jeden ze sprzedawców energii, który ma taryfę dynamiczną publikuje np. jak jego klienci zareagowali na spadek cen czy na wzrost cen.
Ale moim zdaniem on jest za nisko, on powinien być powyżej tej taryfy G11. Konsumenci powinni się starać, żeby dostosowywać to swoje zużycie, często automatyką, tak jak powiedziałem, do tego, kiedy jest nadmiar energii w systemie, 110% powiedzmy tej taryfy. Nie ma w ogóle mowy o takim rozwiązaniu, nie ma dzisiaj zachęty też dla gospodarstw domowych, aby korzystać z tych rozwiązań rynkowych i co do wysyłania energii do sieci, bo przecież jak wyślemy tę energię z fotowoltaiki wieczorem do sieci, co jest zgodne z polskimi przepisami, jak ją zmagazynujemy i wyślemy wieczorem, to my nie zarobimy tych 20 groszy, o których mówiliśmy na początku, tylko zarobimy 70 albo 80 albo 100 groszy za kilowatogodzinę. No właśnie, to żeby jeszcze wpisać się w ten pesymistyczny ton, w który uderzyłeś, to dodam, że ponad 40% konsumentów energii w Polsce w ogóle nie wie o istnieniu taryf dynamicznych.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Julia Cydejko przedstawia sytuację współczesnych prosumentów w Polsce, podkreślając zmiany w instalacjach i świadomościach.
Bartłomiej Derski opisuje kategorie prosumentów i regulacje dotyczące net metering i net billing.
Analiza wpływu nowych regulacji na ceny energii i rozmiary instalacji fotowoltaicznych.
Wyjaśnienie autokonsumpcji i jej zastosowań w domach, w tym wpływu na instalacje i wykorzystanie energii.
Opis przepisów dotyczących obserwowalności i sterowalności mikroinstalacji fotowoltaicznych oraz ich wpływ na prosumentów.
Analiza konsekwencji obserwowalności i sterowalności mikroinstalacji na przykładach z praktyki.
Bartłomiej Derski omawia idealny scenariusz obserwowalności i sterowalności awaryjnej dla prosumentów i operatorów.
Rozmowa o rosnącym zainteresowaniu magazynami energii, ich popularności i przyszłym roli w rynku.
Przedstawienie możliwości uczestnictwa magazynów energii w aukcjach mocy kwartalnych.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Prosumenci mieli być jednym z filarów transformacji energetycznej, ale coraz częściej stają się problemem dla systemu. W dzisiejszym odcinku Bartłomiej Derski z portalu WysokieNapiecie.pl opowiada o tym, jak zmienił się polski prosument oraz co oznaczają planowane przepisy dotyczące mikroinstalacji.
Rozmowę prowadzi Julia Cydejko.