Mentionsy Mentionsy
Polityka Insight Podcast
Polityka Insight Podcast

Kraków to nie Polska | Nasłuch

30.09.2026 ·45 min 54 s

Wyniki wyborów w Krakowie kuszą, by potraktować je jako zapowiedź przyszłorocznej kampanii parlamentarnej. Tyle że krakowska scena była wyjątkowa: z silnym kandydatem bezpartyjnym, bez Konfederacji i z partiami, które nie zawsze grały o zwycięstwo.Wojciech Szacki i Joanna Sawicka opowiadają o mobilizacyjnej sile Koalicji Obywatelskiej, wyniku PiS oraz rywalizacji Razem i Nowej Lewicy. Zastanawiają się też, czy słabsze wyniki mniejszych partii mogą przybliżyć stronę rządową do pomysłu wspólnej listy. Na koniec Warszawa, gdzie nie udało się zebrać podpisów pod referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego. Dlaczego krakowska fala referendalna nie rozlała się na inne miasta i jakie wnioski partie mogą z tego wyciągnąć przed kolejną kampanią?Rozmowę prowadzi Andrzej Bobiński.Zapisz się do PI Space: https://www.politykainsight.pl/pi-space/rejestracjaPI Space to bezpłatny newsletter i podcast Polityki Insight o branży kosmicznej w Polsce i na świecie. Co środę analizujemy najważniejsze inwestycje, technologie, firmy i gospodarcze aspekty eksploracji kosmosu. Premiera już 24 października 2026Partnerami projektu są ICEYE oraz Sieć Badawcza Łukasiewicz – ITECH Instytut Innowacji i Technologii.

Mieliśmy tam radnego miejskiego PiSu Michała Drewnickiego, który nigdy nie był posłem, dopiero walczy o szerszą rozpoznawalność. Nie ma jeszcze tego prezydenckiego formatu. Aleksandra Owca jest wprawdzie współprzewodniczącą partii Razem, ale nie ma tej rozpoznawalności pewnie nawet w Krakowie, co Adrian Zandberg i tej marki osobistej. Daria Gosek-Popiołek z kolei jest posłanką z Krakowa, ale też nie należy do liderów Lewicy. Nie jest w rządzie i wreszcie Michał Klimek z Korony był jakimś raczej nieporozumieniem kampanijnym i trudno było oczekiwać od niego wielu sukcesów. Nie dość, że stawka była niska, to jeszcze jakby programowo kandydaci obniżali poziom emocji po tej bardzo rozemocjonowanej, pełnej też hejtu kampanii referendalnej, która miała miejsce w pierwszych miesiącach 26 roku.

I to sprawia, że on zabrał sporo wyborców wszystkim partiom, od Konfederacji aż po Lewicę, a po drodze Koalicji Obywatelskiej i PiS-owi. Tutaj ten obraz jest bardzo wykrzywiony w stosunku do ogólnopolskich preferencji. W ogóle te wybory też wydaje mi się, że były dziwne, ponieważ poza Łukaszem Gibałą, który myślę, że był dosyć pewny powodzenia, przynajmniej w tej pierwszej turze i patrząc w kierunku drugiej, To mam poczucie, że nikt z kandydatów nie wierzył w wygraną i że tak naprawdę ci kandydaci nie grali o pełną pulę, nie grali o zwycięstwo, tylko raczej próbowali maksymalizować swój wynik, bo mieli inne cele i grali w trochę inną grę niż wygrana w tych wyborach, więc to też moim zdaniem zakrzywiało trochę rzeczywistość.

Ale wydaje mi się zasadniczo, przede wszystkim, że żebyśmy wyciągali daleko idące wnioski, to musielibyśmy mieć poczucie, że mamy do czynienia z takim trochę laboratorium, z taką Polską w pigułce, ale też z odwzorowaniem warunków, w których będą się odbywały wybory. I tego nie było, ponieważ jednak to, co my widzieliśmy, to nie była jeden do jednego scena polityczna, tylko w mniejszej skali. No tak, no tutaj przede wszystkim, to co wspominał Wojtek, że to nie były wybory, w których jak zwykle, co kojarzymy z kampanii parlamentarnych od 2007 roku, rywalizowały ze sobą przede wszystkim dwie najważniejsze, największe partie w Polsce, Platforma Obywatelska, teraz Koalicja Obywatelska z PiS-em, tylko faworytem był człowiek, kandydat bezpartyjny, który gromadził głosy bardzo różnych elektoratów

I bardzo utrudniał tę walkę kampanijną zarówno Monice Piątkowskiej reprezentującej KO i PSL, jak i Michałowi Drewnickiemu z PiS, którzy nie potrafili wytworzyć tej kluczowej emocji, którą grają PiS i KO zwykle w kampaniach, czyli strachu przed tym, że reprezentant tego drugiego wrogiego obozu przejmie władzę. Bo tutaj wszyscy wiedzieli, że faworytem nie jest kandydat żadnej z tych partii. No a poza tym wszyscy ci kandydaci chyba tak naprawdę uciekali przed swoimi szyldami partyjnymi i starali się w mniejszym czy większym stopniu odciąć od partii, która ich wystawiała, może w najmniejszym stopniu Monika Piątkowska na ostatniej prostej, ale też założenia kampanijne chyba i strategia kampanijna była taka, żeby pokazać siebie jako polityczkę lokalną, a nie jako reprezentantkę największej partii, która teraz sprawuje rządy w Polsce.

Mimo różnych pretensji, które wyborcy Koalicji Obywatelskiej prawdopodobnie do Koalicji Obywatelskiej mają, mimo pewnego stopnia demobilizacji, to jednak w sytuacji, w której dochodzi do wyborów, to Koalicja Obywatelska się mobilizuje, mimo, tak jak mówisz, nienajlepszej kandydatki. Drugi taki obszar, z którego można wyciągać jakieś wnioski, no to jest sytuacja prawicy i kandydat PiSu Michał Drewnicki i jego wynik. Politycy PiSu publicznie są zachwyceni tym wynikiem, tą kampanią. Mówią, że gdyby nie rozłam na prawicy, to ten wynik byłby jeszcze lepszy. No fakty trochę się kłócą z tym przekazem, bo po pierwsze Michał Drewnicki startował bez konkurencji w zasadzie po prawej stronie. Nie było kandydata Konfederacji, jak Aśka już wspomniała, nie było kandydata Rozwoju Plus, kandydat Korony był nieporozumieniem, więc tutaj otworzyło się przed Drewnickim naprawdę

Na jego wynik 17,5% był słabszy niż Łukasza Kmity w 2024 roku o 2 punkty. Dużo słabszy niż wcześniejsze wyniki kandydatów PiS w tym mieście. Jeszcze za naszej pamięci Małgorzata Wasserman wchodziła do drugiej tury z ponad 30% poparciem w pierwszej turze. Więc niewątpliwie Drewnicki zrobił duży krok na swojej drodze do przyszłego Sejmu i pewnie wyrobił się kampanijnie, zdobył rozpoznawalność w mieście, czyli w swoim okręgu przyszłym. Ale te 17,5% to naprawdę trzeba być doktorem Patrykiem Jakim, żeby widzieć w tym pozytywy i zwiastun lepszej formy PiSu w nadchodzących miesiącach. I druga sprawa, rozumiem, że siłą rzeczy, tak jak sobie powiedzieliśmy, Kraków nie jest Polską, a Łukasz Giba zebrał też sporo głosów prawicowych, natomiast żyjemy w przeświadczeniu, popartym też danymi sondażowymi, że prawica jest bardzo silna i mimo podziałów na tej prawicy, to wyborców prawicowych, co też widzieliśmy w wyborach prezydenckich w 25 roku, jest bardzo wielu.

Tutaj ci wyborcy prawicowi, Mimo wszystko nie przełożyli się na dobry wynik, bo nawet jeżeli sumujemy te wyniki Klimka i Drewnickiego, no to to jest... I nawet jeśli dodamy trochę elektroratu Gibały prawicowo. I wiedząc, że to jest Kraków, to jednak jest to problem. Druga sprawa, kończąc temat Michała Drewnickiego i PiSu, jest taka, że Jestem gotów się założyć, że tak naprawdę koniec końców wielu z wyborców, którzy zagłosowali w tych wyborach i na przykład zagłosowali na Łukasza Gibałę, to byli wyborcy, którzy są niezadowoleni z rządu, którzy nie popierają rządu, którzy uważają, że rząd powinien być inny i że chcieliby zmiany na tym poziomie centralnym. Natomiast ten głos protestu, ci wyborcy, którzy głosują po prostu przeciwko Koalicji Obywatelskiej, przeciwko Donaldowi Tuskowi,

Wolą zagłosować na kandydata, nazwijmy go trzeciodrogowego albo innego, miejskiego, niż w tej pierwszej turze, bo w drugiej turze to jest inna historia, ale w pierwszej turze, niż poprzeć właśnie szyld partyjny, wesprzeć PiS i pokazać, że to PiS powinien odsuwać za rok Koalicję Obywatelską od władzy. Trzeci wniosek i trzeci taki obszar to jest sytuacja na lewicy, to jest z jednej strony bardzo dobry wynik, chyba koniec końców Aleksandrowce, ale przede wszystkim wygrana radnej Owcy z Darią Gosek-Popiołek, a z drugiej strony nie najlepszy wynik Darii Gosek-Popiołek, która wydawała się być dobrą kandydatką Ja bym powiedziała, że obie kandydatki uzyskały słabe wyniki. Oczywiście wygrana Owcy jest sukcesem razem.

Natomiast są też tacy komentatorzy, I tu pozdrawiamy profesora Sołomira-Sowińskiego, którzy uważają, że jednak mimo wszystko ten wynik wyborów i ten rozkład elektoratu daje nadzieję rozsądnej, konserwatywnej wielkomiejskiej prawicy. Czy jesteś w stanie znaleźć jakieś dobre wiadomości z tych wyborów dla Rozwoju Plus? Nie jestem w stanie, chyba że taką funkcję pocieszyciela mógłby odegrać wynik Michała Drewnickiego, bo jeśli teraz coś miałby zagrać na formację Mateusza Morawieckiego, to chyba już tylko pogłębiający się kryzys PiSu i jakieś kolejne kłopoty sondażowe, jakieś kolejne problemy. Nie widzę po prostu po stronie samego Mateusza Morawieckiego

Działań, które by mogły wydźwignąć na trwałe jego partie ponad próg. Ja zgaduję, bo nie wiem tego, ale zgaduję, że ta myśl opiera się na założeniu, że w pewnym sensie Rozwój Plus może być takim partyjnym odpowiednikiem Łukasza Gibały. To znaczy, że Rozwój Plus w tezie profesora Sowińskiego Może być partią, która z jednej strony zbiera wyborców niezadowolonych z rządu, niezadowolonych z władzy, krytykujących poprzednią władzę za takie przewiny jak z jednej strony kolesiostwo, zatrudnianie swoich w spółkach, instytucjach i Czego jak wiadomo Mateusz Morawiecki nie robił. A z drugiej strony i też krytykujący na przykład za zbyt progresywną powiedzmy politykę miejską, jakkolwiek to brzmi, ale że ci wyborcy z kolei nie szukają i nie będą głosowali na PiS czy na skrajną prawicę.

Znaczy jest tu nisza, Którą wypełnił Łukasz Gibała i którą teoretycznie przy dobrze poprowadzonym procesie budowy partii politycznej, a następnie przy dobrze poprowadzonej kampanii w tą niszę mógłby wskoczyć Mateusz Morawiecki. To jest temat pewnie na inną rozmowę i niewykluczone, że przed jeszcze tym kongresem 15 października czy 17 października Rozwoju Plus taką rozmowę o tej partii odbędziemy, o tej tworzącej się partii. Ale teraz na szybko bym powiedział, że Morawiecki nie idzie na razie tą drogą. Na razie on nie odróżnia się specjalnie od PiSu. Nie rzucił rękawicy tak naprawdę Jarosławowi Kaczyńskiemu jako przywódcy. Nie wszedł w gwałtowną polemikę z PiS-em. I w związku z tym przy całkowitym braku wyrazistości traci ten swój kapitał, który zyskał na samym początku tuż po rozłamie i w najnowszych sondażach jest już tak ledwo, ledwo nad tym progiem wyborczym.

Myślę, że tutaj jest bardzo specyficzna sytuacja, jeśli chodzi o poparcie dla PSL-u, które notuje praktycznie zerowe poparcie, czyli jednoprocentowe poparcie w Krakowie. I nie dziwię się, że nie zdecydował się wystawić własnego kandydata. I wyobrażam sobie, że te wybory mogą przybliżać perspektywę wspólnej listy koalicji i lewicy, a być może też PSL-u. Natomiast myślę, że to też jest wyraźna wskazówka, Na to, że jest przestrzeń dla jakiejś kolejnej trzeciej drogi. Jest przestrzeń dla kogoś, kto jest między Platformą a PiS-em i myślę, że dopóty, dopóki PSL będzie w stanie, to będzie się rozglądać za jakąś inną koalicją, żeby stworzyć coś przypominającego trzecią drogę z 2023 roku, żeby móc startować jednak w ogólnopolskich wyborach

Warszawiacy o niej myślę wiedzą, ale nie sprzeciwiają się tej strefie. Ja na samym początku tej stołecznej operacji referendalnej SOR, zresztą tak się to zgrabnie układało, byłem przekonany, że oni zbiorą te podpisy, bo to był sam początek tej afery w Szpitalu Południowym. Natomiast krótko później, gdzieś chyba na początku lipca, porozmawiałem sobie z kimś z warszawskich struktur PiSu i tam była zdecydowana niechęć co do idei referendum i widać było, że PiS nie przyłoży się ani odrobinę do tej akcji. I wtedy uzmysłowiłem sobie, że jest to zadanie, które przekroczy możliwości Macieja Wilka, bo gdyby partie się w to zaangażowały, to bez problemu by zebrały te sto trzydzieści parę tysięcy podpisów, a pewnie by koło dwustu tysięcy zebrały, bo gdyby połączone siły PiSu i Konfederacji to zrobiły, to te podpisy nie byłyby żadnym problemem.

Natomiast dla obu tych partii referendum, w którym Trzaskowski by wygrał, byłoby bardzo nie na rękę w rozkręcającej się prekampanii parlamentarnej. W związku z tym oni po prostu bardzo tego referendum nie chcieli. I dlatego to referendum wtedy już po tych decyzjach PiSu i Konfederacji było skazane na porażkę. Zresztą organizatorom nie udało się też przekonać lewicowych przeciwników Trzaskowskiego do tego, żeby jakkolwiek wsparli tę ideę. Te ruchy miejskie, lewice, która jest anty-trzaskowska w Warszawie, jest opozycyjna wobec prezydenta. Tutaj po prostu ta akcja była skierowana trochę do nikogo i zbyt mało było wolontariuszy, ta akcja była rachityczna.

Wykorzystać słabość teoretyczną Rafała Trzaskowskiego, przejęcie Polaków tematem Szpitala Południowego, wykorzystać zasoby Kanału Zero, który tak naprawdę najbardziej chyba rozkręcał i rozpędzał tą całą aferę i pokazać, że ta wielkomiejska prawica, o której rozmawialiśmy w kontekście Krakowa, Ten rozsądniejszy PiS spod sztandarów Mateusza Morawieckiego jest w stanie rzucić rękawice nawet Rafałowi Trzaskowskiemu w Warszawie i że to miał być wiatr, który miał zawiać w sztandary i w żagle rozwoju plus. I mam wrażenie, że kompletnie się to nie udało, więc w tym momencie spekulujemy i nie mamy żadnych dowodów, że tak to było wymyślone, ale wydaje mi się, że to był jeden z największych błędów strategicznych środowiska skupionego wokół Mateusza Morawieckiego.

I że cała ta operacja od początku Szpitala Południowego, aż do zarejestrowania partii w styczniu i rzucenia rękawicy z jednej strony Platformie, a z drugiej strony PiS-owi, Jest elementem wielkiego planu. Wtedy wydawało mi się to dosyć kontrowersyjne. Miesiąc później okazuje się, że powstaje Rozwój Plus i muszę powiedzieć, że te kropki zaczynają się łączyć, aczkolwiek jak to często bywa z kropkami. Tak, one mogą w różne strony prowadzić. Ja pamiętam z kolei moje rozmowy z kwietnia bodaj, gdy się zaczęło mówić o tym rozłamie na prawicy. I wtedy ludzie Mateusza Morawieckiego, których teraz można odnaleźć w Rozwoju Plus, przekonywali, że oni by bardzo chcieli, żeby powstała trzecia droga w nowym wydaniu, ale że to niekoniecznie sam Morawiecki miałby za nią stać, więc być może to nie jest tak, że sam Morawiecki tutaj pchał do referendum w Warszawie.

Ale mógł być jakimś inspiratorem dla Macieja Wilka, który pewnie miał też bardzo duże ambicje, żeby sam siebie wypromować i żeby stworzyć, nie wiem, na przykład jakieś takie ugrupowanie rozwojowe, nowoczesne, centroprawicowe, które by wypłynęło przy okazji referendum warszawskiego, a gdzieś po drodze wydarzył się ten lipcowo-sierpniowy rozłam w PiS, a referendum się nie odbędzie, więc być może oglądamy strzępki jakiegoś wspaniałego planu, z którego nic nie wyszło. No więc Joanna, do ciebie ostatnie pytanie. Co się stało z tsunami referendalnym i dlaczego Kraków nie zapoczątkował wielkiej zmiany w polskiej polityce? Przewidywanie, że sytuacja i emocje krakowskie pociągną mieszkańców innych miast do podobnych działań, no było lekko na wyrost.

Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.