Gospodarka według Trumpa | Wartość dodana
W dzisiejszym odcinku gościmy Jakuba Karnowskiego, prezesa Kredobanku, którego pytamy, jak Donald Trump podejmuje gospodarcze decyzje, jakie są ich konsekwencje i jaka jest cena niepewności, którą tworzy amerykański prezydent. Dyskutujemy również o stanie amerykańskiej gospodarki i światowego handlu.Rozmowę prowadzi Jan Jęcz.Zapraszamy!
Dzień dobry. Słuchacie Państwo podcastu Polityki Insight Wartość dodana. W naszej audycji rozmawiamy o najważniejszych wydarzeniach gospodarczych, analizujemy rynki, śledzimy zmiany technologiczne i regulacyjne. Razem z naszymi gośćmi rozmawiamy o firmach, innowacjach i wyzwaniach dla polskiej i globalnej gospodarki. Tłumaczymy, co znaczą dane makroekonomiczne i dlaczego warto je rozumieć. Nazywam się Jan Jęcz, jestem analitykiem gospodarki cyfrowej w Polityce Insight i zapraszam do wysłuchania dzisiejszego odcinka. Za kilka dni minie rok, odkąd Donald Trump został 47. prezydentem Stanów Zjednoczonych. Był to rok obfitujący w decyzje dotyczące polityki gospodarczej kraju, co staraliśmy się regularnie analizować w odcinkach Wartości Dodanej.
Mimo to wciąż trudno zdefiniować teoretyczne fundamenty Trumponomics Jak również długofalowe cele polityki handlowej czy fiskalnej amerykańskiej administracji. Nie znaczy to, że nie warto o nie pytać. Dlatego w dzisiejszym odcinku podcastu pytania o politykę gospodarczą Trumpa po pierwszym roku jego kadencji skieruję do Jakuba Karnowskiego, prezesa Credo Banku oraz kierownika Zakładu Ekonomii Liberalnej w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Zapraszam do wysłuchania naszej rozmowy. W pierwszej kolejności chciałbym pana spytać, co już wiemy o polityce gospodarczej Donalda Trumpa po pierwszym roku jego drugiej kadencji i czy z tego, co wiemy, z tych różnych informacji, z różnych haseł na temat jego polityki gospodarczej wyłania się jakiś spójny obraz?
Czy to jest wciąż wniosek, wiemy, ale mało, wciąż więcej nie wiemy o tym, co rządzi polityką gospodarczą Donalda Trumpa? Bardzo dobrze w mojej opinii sformułował pan pytanie, bo polityka gospodarcza prezydenta Trumpa, a jak wiadomo prezydent Stanów Zjednoczonych ma duży wpływ na politykę gospodarczą, bo w nie każdym kraju tak bywa, więc polityka gospodarcza prezydenta Trumpa jest wypadkową jego polityki i stylu prowadzenia polityki czy funkcjonowania jako prezydent USA w ogóle. To co wiemy i to wiemy od samego początku tej kadencji jest to, że prezydent Trump jest niestandardowym prezydentem, funkcjonuje inaczej niż jego poprzednicy, na pewno w nowożytnych czasach, powiedzmy przez ostatnie 50 lat oraz wiemy, że prezydent Trump zaskakuje, że kojarzy się
Natomiast wydaje mi się, że jest kilka rzeczy, które jednak są pewne, jeżeli chodzi o Donalda Trumpa. Jedną z nich jest to, że kocha cła. Kocha z pewnością słowo cła. Rok temu na Capitolu po zaprzysiężeniu mówił, że to najpiękniejsze słowo w słowniku. Później dodawał, że media go poprawiają, pytając go, czy przypadkiem piękniejsze nie są słowa Bóg, religia i miłość. On wtedy dodał, że no to cła są przynajmniej czwartym najpiękniejszym słowem. W związku z tym chciałbym spytać o tę politykę celną, bo pod tym hasłem w dużej mierze prowadzona była w ogóle polityka gospodarcza Donalda Trumpa. W kwietniu, kiedy ogłaszał ten Dzień Wyzwolenia, te nowe taryfy dla wszystkich krajów świata, w tym różnych malutkich wysepek gdzieś na oceanach. Wydawało się, że dojdzie do jakiegoś niesamowitego trzęsienia ziemi.
Ale czy faktycznie słowa miały tak wielki wpływ na USA i na świat, jak nam się wydawało w kwietniu, kiedy patrzyliśmy na te tablice z, wydawało się, nowym porządkiem światowym ubranym w stawki celne? Ja zacznę od takiej ogólnej konstatacji, ponieważ obserwuję życie gospodarcze od jakiegoś czasu i w Stanach, i w innych krajach, i w Polsce, to nie zawsze jest tak, a to dla szerokiej publiczności nie jest oczywiste, że świetni biznesmeni, przedsiębiorcy sukcesują. Ja nie twierdzę, że prezydent Trump akurat takim był, bo ma też kilka bankrut w swojej karierze, ale osoby, które zajmują się biznesem na co dzień, I to jest jakby pierwsza rzecz, która mi przychodzi do głowy.
Druga, jeśli Pan mówi o cłach, no to to kolejny mamy taki moment, w którym Trump odchodzi od takiej przyjętej ortodoksji w gospodarce, w ekonomii, od teorii ekonomii, ale również od praktyki gospodarczej, szczególnie Stanów Zjednoczonych, które po 45 roku narzucały światu i myślę sobie, że bardzo dobrze dla Polski to się skończyło, więc z tego się cieszę, ale narzucały światu warunki Funkcjonowania gospodarki światowej. To się zaczęło od 44 roku, kiedy w Bretton Woods Ameryka de facto USA stworzyła oczywiście współpracę z innymi zwycięskimi mocarstwami, głównie z Europą Zachodnią wtedy, ale Polską też. System Bretton Woods, czyli, jeśli chodzi o instytucje, Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i wokół tego, mówiąc kolokwialnie, kręciła się potem gospodarka światowa do upadku komunizmu, szczęśliwie dla nas, w naszej części Europy.
Stąd pomysły Trumpa na cła, ale cła nie mogą budować dobrobytu w dłuższym okresie czasu. Bo to jest po prostu nielogiczne. Zastanówmy się. To, że dorzucimy do kosztów zakupu jakiś dodatkowy koszt, który nazwiemy cłami, to nie spowoduje, że wzrośnie bogactwo. Cło jest pewnego rodzaju podatkiem i ostatecznie płacą za to konsumenci. Skoro mówimy o dobrobycie, o tym jak ta polityka celna jakie miała przynieść skutki najpierw w polityce wewnętrznej i gospodarczej Donalda Trumpa, no to warto jednak zwrócić uwagę na sytuację fiskalną w kraju. Dane na koniec 2025 roku mówią o tym, że przychody z CEU wzrosły prawie trzykrotnie w porównaniu do 2024 roku, do około 300 miliardów dolarów, ale to wciąż kilkukrotnie mniej niż federalny deficyt.
W związku z tym, jak pan ocenia, czy polityka fiskalna będzie ograniczeniem dla Trumpa w kolejnych latach rządzenia? Co możemy powiedzieć o tych ograniczeniach na bazie doświadczeń z pierwszego roku prezydentury? Polityka fiskalna zawsze jest ograniczeniem, tylko że w ekonomii rozróżniamy krótki i długi okres. Nie zastanawiamy się, gdzie jest granica, prawda? Gdzie się kończy krótki okres, zaczyna długi. Natomiast generalnie jest tak, że pewne rzeczy, które przynoszą różnego rodzaju skutki w krótkim okresie, one mogą działać dokładnie odwrotnie w długim okresie. Zawsze to studentom tłumaczę, że jak w krótkim okresie wypijemy 6 piw, to czujemy się dobrze, ale w dłuższym okresie czasu to przynosi negatywne skutki. I ten dłuższy okres już następuje w przypadku tego następnego dnia, więc tutaj i też w gospodarce to działa podobnie. Jak podnosimy cła,
To jasne jest, że przychody budżetowe z tych ceł wzrosną. To jest oczywiste. Trump to robił dodatkowo w taki sposób, że statki płynęły i dowiadywali się na środku Atlantyku lub Pacyfiku, że one przypłyną do USA i już będą miały te nowe stawki celne nałożone na nie. Więc to oczywiście tego typu efekt dawało, ale w dłuższym okresie zawsze za to zapłacą podatnicy amerykańskie. No i tutaj dochodzimy do tego, co stało się headlinem w ostatnich dniach, na początku już 26 roku, no bo jaką ma jeszcze potencjalną broń, przy czym z broni można też se strzelić w stopę, prezydent Donald Trump. Tą broń to jest dolar, to jest siła dolara jako waluty międzynarodowej, znaczenia w skali międzynarodowej dla handlu międzynarodowego jako waluty, w której właśnie banki centralne
Wydaje się, że prezydent Trump uważa, co często przedsiębiorcom się wydaje właśnie, że słaba waluta jest dobra, bo jak jest słaby dolar, no to wtedy towary amerykańskie stają się bardziej konkurencyjne. W zestawieniu z cłami możemy pomóc producentom w USA. To do końca tak nie jest, bo gdyby osłabianie waluty w nieskończoność powodowało w długim okresie korzyści dla gospodarki, to oczywiście nie byłoby nic prostszego, jak osłabiać tę walutę Do końca, no my to znamy, ja to dobrze pamiętam z końca lat osiemdziesiątych w PRL-u, kiedy waluta była bardzo mało warta, inflacja wynosiła od kilkuset do nawet dwóch tysięcy, w zależności od tego, jak liczyć procent rocznie, no i to po prostu nie przynosi oczekiwanych skutków w dłuższym okresie czasu. Więc Trump wydaje się, i tutaj mówię o tej presji, którą na szefa Fedu, czyli banku centralnego amerykańskiego, prezydent USA próbuje wywierać,
Nie odnosząc się do tego, co tam jest konkretnie, no ale wydaje się, że jest to presja również przy użyciu prokuratora. Tego rodzaju presje w Polsce też znamy z poprzedniego okresu, kiedy prokuratora używano do tego, żeby mieć pewne skutki polityczne. Ten, który robił przypomnę w Polsce, uciekł dość tchórzliwie do sojusznika Putina, czyli na Węgry. Wracając do Trumpa, wydaje się, że chce wymusić swoje działania dotyczące polityki pieniężnej na szefie Fedu. Ma na myśli pewnie to, że polityka powinna być bardziej łagodna, że stopy powinny być niższe, co w jego ocenie napędza wzrost gospodarczy. I to jest prawda, ale to jest prawda tylko w krótkim okresie czasu. Pozostając przy tym bieżącym temacie konfliktu Donalda Trumpa z Jeromem Powellem, od którego on się dystansuje, trochę zrzuca winę na Jeanine Pirro, prokuratorkę, ale no wiemy na bazie doświadczeń wcześniejszych, że z całą pewnością Donald Trump nie pała sympatią do szefa Fedu.
To jest rok, w którym on ma wskazać jego następcę. W związku z tym mam dwa pytania. czego możemy się spodziewać po relacjach Białego Domu z Bankiem Centralnym? Czy możemy się obawiać słabnącej niezależności tego banku? Jeżeli tak, to jaki to może mieć wpływ na gospodarkę i amerykańską, i światową? A drugie moje pytanie dotyczy reakcji rynków na ten konflikt. Ponieważ, co wydaje mi się, jest dość zaskakujące, pomimo takich bezprecedensowych działań, które obserwujemy, tej bezprecedensowej silnej presji, czy wręcz zastraszania szefa Fed, giełda notuje rekordy. Wydaje się, że w cudzysłowie nie przejmuje się tym konfliktem. I tutaj moje pytanie jest takie, czy być może tak zwana realna gospodarka ocenia prezydenturę Trumpa inaczej, może nawet wręcz lepiej niż ekonomiści, niż obserwatorzy?
Trudne pytanie i wieloletkowe, ale po kolei tak myślę, że należy się spodziewać tego, że prezydent Trump będzie chciał wpływać na politykę pieniężną, tak jak wspomniałem, i że podajmy próbę mianowania nowego prezesa, następcy Powella, który będzie też mówiąc kolokwialnie bardziej go słuchał, czy będzie wyznawcą takiej nieortodoksyjnej polityki pieniężnej. To oczywiście, tak jak wspomniałem, to nie może mieć dobrych skutków, bo co prawda Fed jest mniej niezależnym bankiem centralnym niż na przykład Europejski Bank Centralny i każdy z banków, które są w europejskim systemie banków centralnych, czyli na przykład NBP. Ta niezależność jest bardzo duża. Mówię o ECB i NBP. W przypadku Fedu nie, na Fed musi się liczyć, o ile mandat ten EBC na przykład dotyczy wyłącznie inflacji, stosowana polityka bezpośredniego celu inflacyjnego, no to w przypadku Fed liczą się również inne parametry makroekonomiczne, na przykład bezrobocie.
Więc z definicji ten Fed bardziej, jeszcze raz w cudzysłowie, słucha się amerykańskiego rządu, czyli prezydenta, bo ma taki mandat, no ale w przypadku prezydenta Trumpa, jak wiadomo, to ma zupełnie nadzwyczajne i nieznane dotychczas wymian, czy skalę. Więc to jest jedna rzecz. Druga rzecz, rynki mają to do siebie, że one natychmiast, to jest hipoteza efektywnego rynku, konsumują wszystkie informacje, również spekulacje z pewnym prawdopodobieństwem realizacji. Krótko mówiąc, to co już wiemy, to znaczy wiemy, że Trump może chcieć miękkiego prezesa Fedu, no to to już jest w cenach. Czyli widzimy, że to się już w cenach znalazło i tutaj jak popatrzymy na to, co się stało z dolarem w ciągu ostatniego roku, ja pracuję w Ukrainie, to właściwie nie zmieniała się wartość dolara w stosunku do hrywny w 2025 roku, do hrywny ukraińskiej, która jest walutą kraju, który jest w stanie wojny, który ma ogromny deficyt, którym wydaje nadzbrojenia nie 5% PKB, tylko 27% PKB.
Więc dolar się osłabił, do złotówki się osłabił kilkanaście procent w dwudziestym piątym roku i krótko to jest to moim zdaniem skutek właśnie tego rodzaju polityki i oczekiwań polityki Trumpa, które już widoczne są w cenie. To, że rynki amerykańskie, rynek papierów wartościowych reaguje w taki sposób, to też nie jest zaskakujące, bo wspomniałem, że w krótkim okresie czasu te działania Trumpa mogą napędzać gospodarkę, mogą dawać pewną nadzieję amerykańskim przedsiębiorstwom. No a po drugie, w Ameryce giełda i spółki notowane na giełdę są wysunione w dolarach amerykańskich, więc jeżeli ten dolar nie wzmacnia się, tylko osłabia, no to samo to powoduje, że cena nominalna akcji rośnie i tego typu mechanizmy widać i to też nie jest zaskakujące. Mówiliśmy o rynkach, mówiliśmy o polityce monetarnej, o polityce handlowej zagranicznej Donalda Trumpa.
Jeszcze zamykając temat takiego obrazu amerykańskiej gospodarki po pierwszym roku prezydentury, chciałbym spytać o takie fundamentalne dane dotyczące kondycji Stanów. I tego co z nich możemy wyczytać jeżeli chodzi o przyszłość amerykańskiej gospodarki. Bo z jednej strony mamy dość wysokie bezrobocie. Mamy inflację wciąż powyżej celu na koniec roku. 2,7% czyli więcej niż w Polsce. Mamy niski przyrost nowych miejsc pracy. No ale z drugiej strony mamy całkiem niezły wzrost gospodarczy. Mamy właśnie te rekordy na giełdzie. Jaki obraz amerykańskiej gospodarki i jej kondycji wyłania się po tym roku? Czy ona pokazuje odporność na działania Donalda Trumpa? Czy tutaj mamy do czynienia z jakąś inną relacją?
I czego możemy się spodziewać w 2026 roku, jeżeli chodzi o właśnie dalszą kondycję amerykańskiej gospodarki? Powtórzę to, co powiedziałem na początku. To znaczy, gospodarka jest narzędziem polityki w ogóle, geopolityki Trumpa. I to widać na każdym kroku cłasą tego przykładem, że prezydent Trump ma pewną wizję, niezależnie od tego, czy dobrą, czy złą, czy realizowalną, czy nie, ale ma pewną wizję polityki i próbuje używać wszystkich narzędzi, w tym narzędzi gospodarczych, które ma, do realizacji tej polityki. I tak należy na to patrzeć w mojej ocenie, to znaczy nieortodoksyjność Trumpa w porównaniu z innymi prezydentami poprzednio, używanie gospodarki jako tak naprawdę narzędzia prowadzenia wojny, bo to słowo chyba bardziej z prezydentem Trumpem się kojarzy, nawet zmienimy nazwę ministerstwa na Departament Wojny.
No i po trzecie wreszcie to jest no to, że ta różnica pomiędzy krótkim a długim okresem i w pewnym sensie nie przejmowanie się skutkami długookresowymi przez prezydenta Trumpa i nieprzewidywalność. Też nieprzywiązanie do własnych słów. Jak wiadomo prezydent Trump często zmieniał zdanie, często sobie zaprzeczał, więc to też moim zdaniem powoduje taką sytuację, że ta analiza No bo informacja ma swoją wartość na rynku i na giełdzie i inwestorzy analizują słowo, no ale żeby słowo było analizowane, to to słowo musi mieć wiarygodność. W przypadku takich zachowań, jakie praktykuje prezydent Trump, czyli zaprzeczanie sobie, mówienie rzeczy, zmienianie, duże parabole, grożenie, To moim zdaniem powoduje taki efekt, że inwestorzy albo ignorują to co mówi, albo próbują interpretować to co mówi w taki sposób, w jaki w czasach ZSRR interpretowano na przykład kto jest ważny w Komitecie Centralnym Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego na podstawie jakichś trzeciorzędnych rzeczy z naszego punktu widzenia.
Czyli na przykład kto gdzie stoi na trybunie pierwszomajowej, jak daleko od Genseka, albo co między wierszami napisała Prawda, czyli gazeta Partii Komunistycznej w ZSRR. Więc moim zdaniem mamy tego typu sytuacje. Inwestorzy nazywają taki właśnie nie dający się łatwo zinterpretować strumień informacyjny jako noise, czyli szum. No i muszą sobie radzić z interpretacją tego. W mojej ocenie największy wpływ na to, co się będzie działo w gospodarce, będą miały posunięcia polityczne prezydenta Trumpa, które wyglądają groźnie dla całego ładu światowego. O ile ja osobiście pozytywnie oceniam jego działania polegające na tym, że wywiózł z Wenezueli dyktatora tego kraju, który sfałszował wybory i terroryzował ludność Wenezueli, no to groźby dotyczące aneksji
Czy raczej tutaj sytuacja wydaje się, że się przynajmniej na jakiś czas uspokoiła? A jeżeli tak, jeżeli mamy do czynienia z jakimś przynajmniej chwilowym nowym porządkiem, no to jak on wpływa na różne podmioty? I szczególnie chciałbym tutaj spytać o sytuację Polski i naszego regionu. Ale też może chciałby pan wskazać jakichś innych wygranych bądź przegranych tej rewolucji gospodarczej Donalda Trumpa z pierwszego roku kadencji. Oczywiście trudno zakładać, że po roku drugiej kadencji prezydenta Trumpa i na trzy lata przed zakończeniem jego ostatniej kadencji doszliśmy do czegoś, co w ekonomii nazywamy steady state, że generalnie to co było to teraz się tam ...formuje, ugruntuje i będzie generalnie tak jak jest. Nie no, należy się spodziewać dużych zaskoczeń, należy się spodziewać niestandardowych ruchów Trumpa i jego administracji, no bo po prostu nas tego nauczył i wydaje się, że to zaskoczenia, niepewność, to jest jedyna pewna rzecz, która nas czeka.
Ja pracuję na co dzień we Lwowie, w Ukrainie. Wczoraj byłem w Kijowie. To, co tutaj się dzieje, będzie też oczywiście miało ogromny wpływ. Trump będzie miał wpływ na to, co tu się dzieje, a to, co tu się dzieje, będzie miało wpływ na cały świat, w tym szczególnie na Polskę. Więc jakby ja też z tej perspektywy patrzę na to, co może się zmienić. Powiem tak, Ukraińcy na przykład dużo nadziei pokładali w niepewności związanej z Trumpem. Na zasadzie, że o ile prezydent Biden pomagał nam, ale nie pozwalał nam wygrać, to liczymy na to, że Trump pozwala nam wygrać. Zobaczymy, przekonamy się jak będzie. Na pewno prezydent Trump, niezależnie od tego jak go oceniamy, jest prezydentem. Największego mocarstwa światowego i to jakby jest absolutnie niezmienione i w sensie gospodarczym i w sensie militarnym. Widzieliśmy w ile minut Trump załatwił problem Maduro versus Putin i jego oczekiwania w Kijowie.
Tutaj nie ma porównania jeśli chodzi o sprawność. Wielkie dzięki i do zobaczenia! Nie dlatego, że oceniamy prawdopodobieństwo jego realizacji jako bardzo duże dzisiaj, ale na tyle istotne i na tyle ono się zwiększyło, że po prostu ci, którzy decydują o naszym bezpieczeństwie i prowadzą politykę w różnych aspektach, oni muszą to robić, czyli przygotować nas do tych scenariuszy. Polska jest w dobrym położeniu w tym sensie, że z jednej strony różne ośrodki władzy w Polsce mają dobre relacje zarówno z prezydentem Trumpem, tutaj mam na myśli oczywiście prezydenta Nawrockiego i mam nadzieję, że te relacje są autentyczne, a nie takie, że prezydent Nawrocki jest nietraktowany przez prezydenta Trumpa jako ktoś, kogo potrzeby i życzenia należy uwzględniać.
I mówię to bez ironii, po prostu liczę na to, że Nawrocki z Trumpem potrafi się dogadać i potrafi nasz interes realizować po prostu w relacjach z Ameryką. A z drugiej strony rząd i premier Tusk ma świetne relacje w Europie, w Komisji Europejskiej i że możemy wykorzystywać ten moment historyczny Polski, czego symbolem jest wejście do G20. Ale tak naprawdę to jest sukces ostatnich trzydziestu pięciu lat wielkich reform polskich, które zostały zapoczątkowane planem Balcerowicza w dziewięćdziesiątym roku, a potem wszystkie siły od prawicy do lewicy kontynuowały to w mniejszym lub większym stopniu, więc tak to widzę, że mamy bardzo dobre momentum, ale skala zagrożeń jest duża i musimy mieć tego świadomość. Na sam koniec rozmowy cały czas mówimy o tej niepewności, mówimy o tej konieczności elastyczności, dostosowywania się wobec takich zupełnie niespodziewanych rzeczy, łamania prawa międzynarodowego, jakichś nieortodoksyjnych decyzji gospodarczych.
Pod tym względem Donald Trump na pewno to, co możemy o nim powiedzieć, też zaskakuje, ale czy jest coś, co Polska i Europa, jeżeli chodzi o własną politykę gospodarczą, Mogą robić niezależnie od tego, jak będzie wyglądała postawa ich transatlantyckiego partnera. Czy jest tutaj jakieś jedno wskazanie, jakiś jeden kierunek dla polityki gospodarczej już z kolei na naszym kontynencie, który pan mógłby wskazać jako taki pewny kierunek, niezależnie od tego, co będzie się działo w Stanach Zjednoczonych? To jest też oczywiste, że Europa nie może liczyć na Amerykę. Trump to bardzo jasno wyraża, że America first, MAGA i tak dalej, że Europa musi myśleć sama o sobie, a partnerem dla USA, Chin, Indii, które rosną, i zdolność do zabezpieczania własnych interesów będzie Europa mieć tylko wtedy, kiedy będzie zjednoczona.
Czy nam się to podoba, czy nie? Ten projekt zjednoczenia Unii Europejskiej, który zaczął się jeszcze w połowie lat 50., On musi być kontynuowany w interesie każdego z krajów Unii Europejskiej. Im kraj jest mniejszy, tym bardziej to jest jego interes, ale dotyczy to wszystkich również najmocniejszych krajów gospodarczych Unii, tak jak Niemcy i Francja. Jeżeli chcemy być partnerem, jeżeli chcemy, żeby się z nami liczono, Z nami Polakami i Europejczykami to musimy wzmacniać integrację europejską, wzmacniać polską gospodarkę, żeby nasze zdanie w Europie było tak jak jest. Przecież mamy ogromny postęp w tym zakresie w ostatnich latach, żeby było ważniejsze, żeby nie można było nas lekceważyć. Trump nas trochę uczy, że Siła jest ważna, ale siła to też wiarygodność i musimy wyciągać z tego lekcje.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W dzisiejszym odcinku gościmy Jakuba Karnowskiego, prezesa Kredobanku, którego pytamy, jak Donald Trump podejmuje gospodarcze decyzje, jakie są ich konsekwencje i jaka jest cena niepewności, którą tworzy amerykański prezydent. Dyskutujemy również o stanie amerykańskiej gospodarki i światowego handlu.
Rozmowę prowadzi Jan Jęcz.
Zapraszamy!