Mentionsy Mentionsy
Pogłębiarka PODCAST
Pogłębiarka PODCAST

Odcinek 108: Jak odnaleźć BOGA w CIEMNOŚCI - Jacek Hajnos

14.04.2025 ·1 godz 45 min · 1 rozdział · 1 sponsor

Oglądaj również na YT:https://youtu.be/kUdJc_E-IX0Zapraszamy na kolejny #PogłębiarkaPodcast​!W tym odcinku usłyszysz historię, która brzmi jak Pascha – przejście przez śmierć do życia. o.Jacek opowiada o swojej drodze: od auto-nienawiści, rozpaczy i duchowego wypalenia do pełni, światła i miłości. O momencie, kiedy miażdży cię życie, mimo że z zewnątrz masz wszystko. O tym, jak umiera się na raty – i jak można się zmartwychwstać, krok po kroku.To opowieść o duchowym przełomie, o doświadczeniu dna, które staje się fundamentem czegoś zupełnie nowego. O nawróceniu, które nie jest religijnym hasłem, tylko codziennym wyborem. O tym, że prawdziwe światło rodzi się właśnie w najgłębszej nocy.W rozmowie dotykamy m.in.:– czym jest ciemność i co może się w niej objawić,– jak wygląda duchowe zmartwychwstanie w praktyce,– co pomaga wytrwać,– jak żyć miłością – tą prawdziwą, chrześcijańską, dojrzewającą w ogniu kryzysów,– i jak sztuka i twórczość mogą stać się formą służby.To także bardzo osobiste świadectwo najprawdziwszego spotkania – z Bogiem, który nie jest ideą, tylko realną Obecnością, oraz z siłami ciemności, które próbują odebrać nadzieję, tożsamość i życie. To opowieść o duchowej walce, która rozgrywa się w duszy każdego z nas. O tym, że Bóg naprawdę przychodzi – i naprawdę ratuje. Ale zanim to się stanie, trzeba przejść przez piekło.To historia, która zostaje w sercu. Nie dlatego, że jest łatwa ale dlatego, że daje nadzieję. Prawdziwą.Zachęcamy również do zakupu albumu "Różnica", o którym nasz Gość opowiada w podcaście:https://sklep.betlejem.org/pl/p/Album-Roznica/48Zapraszamy serdecznie!----------------------------------------------------------------Jacek Hajnos OP - dominikanin , artysta – malarz, grafik, rzeźbiarz i rysownik a także działacz społeczny. Studiował grafikę w krakowskiej ASP oraz filozofię i teologię. Jest współzałożycielem wspólnoty i fundacji Vera Icon, a także autorem wielu wystaw i projektów artystycznych, często o głębokim wymiarze duchowym i społecznym. Znany jest m.in. z cyklu portretów osób w kryzysie bezdomności pt. „Różnica” oraz wystawy „Everyman – Hiob”. W 2023 roku przyjął święcenia kapłańskie. Jego twórczość była wielokrotnie nagradzana i prezentowana na prestiżowych wystawach w Polsce i za granicą.https://veraicon.art/o-nas/https://www.youtube.com/@art.veraicon----------------------------------------------------------------Spis treści:00:00:00 Dzisiaj w odcinku00:04:02 Rozmyślania o Bogu i nawrócenie w czasach studenckich00:29:23 Akceptacja siebie dzięki sztuce00:34:37 Jak wyjść z ciemności00:48:42 Modlitwa w słabości00:55:05 Mieszkając z bezdomnymi01:07:42 Projekt "Różnica"01:13:42 Relacje a bezdomność01:28:55 Wspólnota Vera IconPogłębiarka nie mogłaby istnieć i rozwijać się, gdyby nie Twoja życzliwość i hojne wsparcie, za co z całego serca dziękujemy! Jeżeli cenisz to, co robimy, możesz wesprzeć naszą pracę na trzy sposoby:➡️przekazując swój 1.5% podatku: https://pogle.pl/oLs4l➡️przez Patronite: https://pogle.pl/7GtL5➡️przez darowiznę wpłaconą poprzez stronę https://poglebiarka.pl/wsparcie/ lub na konto: 22 1870 1045 2078 1068 8519 0001 (Nest Bank Spółka Akcyjna)Tytuł: Darowizna - cele statutoweFundacja PogłębiarkaNowy Świat 33/13, 00-029 Warszawa***Subskrybuj kanał: https://pogle.pl/eXKMu***Aplikacja na ANDROID: https://pogle.pl/NIBO9***Aplikacja na IOS: https://pogle.pl/uQPzL***Materiał zamieszczony w ramach projektu: Rozwój Fundacji Pogłębiarka.Zadanie publiczne współfinansowane jest ze środków Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Rządowego Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030 PROO Priorytet 1.***O nas: https://poglebiarka.pl/FB: https://facebook.com/poglebiarkapl/IG: https://instagram.com/poglebiarkaSklep: https://sklep.poglebiarka.pl/***

Że to nie alkohol, nie żadne używki sprowadzają ludzi na manowce, w sensie bezdomności na margines społeczny, tylko skazał na poziomie relacyjnym. To jest początek bezdomności. Zadzwonił do mnie wujek, który do mnie nigdy nie dzwonił, który zagadał mnie, słuchaj, chciałbym cię zaprosić na takie spotkanie muzyków chrześcijańskich, nie chcę nazywać to rekolekcjami, a jak ja to usłyszałem, mówię jadę. On mówi, tak? On myślał, że musi mnie przekonywać, bo wiedział w jakim miejscu jestem. Tak? Mówię, że jadę. I jak on mówił o tych rekolekcjach, to mnie przechodziły ciarki po plecach, bo to była moja jedyna modlitwa z poranka. Boże, wyślij mnie na jakieś rekolekcje. Ten kapucyn się mnie wtedy zapytał, a ile ty się modlisz dziennie?

Szanowni Państwo, witamy Was bardzo serdecznie na Pogłębiarka PODCAST. Pomożemy Ci zrobić krok w głąb, niezależnie od miejsca, w którym jesteś. Krok w głąb, to jest idea, która pomaga nam być przy dnie całe życie. Dzisiaj Jacek Hajnos, dominikanin. Ja to przeczytam, bo to jest tego tak dużo. Dominikanin, teolog, artysta, grafik, rysownik, malarz, rzeźbiacz, działacz społeczny, kulturowy, artysta, chodzi z Nowego Targu, absolwent sztuk pięknych. Boże, aż... Oddech mi zaparło z kim ja tu rozmawiam. Witaj, cześć. Witam, cześć. Porozmawiamy trochę, jesteśmy w takim klimacie szeptów przebudzania, kiedy świat się rozpada, kiedy nam się obraz Boga rozpada. I to jest taki wątek, który mam nadzieję się nam tutaj pojawi.

Dlatego, że w tamtym czasie wierzyliśmy, że Bóg jest, ale myśleliśmy, że chyba Go w kościele katolickim nie ma. I siedziałem na dachu tego domu z moim przyjacielem Darkiem, który wynajmował mi tam pomieszczenie i piliśmy razem wódkę. I kiedy już się trochę upiliśmy, to razem niejako się popłakaliśmy i mówiliśmy do siebie... Ale byłoby fajnie poznać Pana Boga. I siedzieliśmy pijąc tą wódkę razem, płacząc jako przyjaciele, że chcielibyśmy poznać Boga, jaki On jest, kim On jest. I ten taki, powiedzmy, ten moment pokazuje, wydaje mi się, na poziomie takim obrazowym, z jednej strony takie silne pragnienia jakiejś prawdy, spotkania Pana Boga, z drugiej strony jakieś takie pokomplikowania, czy to mojego osobistego, czy ludzi, z którymi się w tamtym czasie spotkaliśmy.

No i wtedy powiedziałem coś takiego, Boże, jeżeli istniejesz, nadaj mojemu życiu jakiś sens. No i w tym momencie się nic nie wydarzyło, natomiast po tej sytuacji miałem dość upiorną noc, gdzie doświadczyłem, że istnieje również ta druga strona. Może nie będę teraz o tym opowiadał, natomiast jeżeli kiedyś będzie chciał, to ci mogę o tym opowiedzieć. Po tej trudnym doświadczeniu nocnym, gdzie... Rozumiem, że nie chcesz mówić teraz, ale tak jakbyś trochę zaproszył jakieś trudne przeżycie, czy coś się wydarzyło? Trudne przeżycie, ale też doświadczyłem takiego, nazwijmy to, zewnętrznego głosu, który mówił, że już nie ma dla ciebie nadziei, będziesz potępiony. Dla ciebie nie ma miłosierdzia. Czyli ty prosiłeś o to, żeby był... Żeby Bóg ci pokazał jakiś sens.

I to było takie najtrudniejsze doświadczenie w życiu, jakie miałem, bo już później się nie powtórzyło w moim życiu. Natomiast potem była kolejna modlitwa, trzecia już. Powiedziałem tak do Boga, Boże wiem, że jesteś. Wiem, że istnieje ta druga strona. Bo przekonało cię to doświadczenie tej nocy? Tak, tak, tak, tak. Bo kiedy się na początku modliłem tam dzień wcześniej, to nic nie odczułem, tylko jakby doświadczyłem coś nadprzyrodzonego w negatywny sposób. Powiedzmy, jeszcze pozytywny po tej modlitwie Aniele Boży Stróżu Mój, gdzie rzeczywiście no po prostu jakby ktoś ze mnie ściągnął jakiś kamień czy jakiś klikaton z pleców. Natomiast ta trzecia modlitwa była taka właśnie, wiem, że istniejesz, wiem, że istnieje ta druga strona. Wyślij mnie na jakieś rekolekcje.

Ja sobie przypominałem, że kiedyś jak byłem w gimnazjum, czy wcześniej byłem na rekolekcjach, gdzie doświadczyłem jakoś Pana Boga mniej lub bardziej wprost i wiedziałem, że jak pędzę na jakieś rekolekcje, to może się coś wydarzy w moim życiu, jakoś mnie Pan Bóg uratuje, bo po tej nocy widziałem ogrom zła, która ta druga strona chciała, teraz mogę to nazwać, że to był demon, który chciał mi pokazać, Jak bardzo zasługuję na piekło, jak bardzo nie zasługuję na Boże miłosierdzie i że chciałbym całkowicie dobić, żebym podjął podobną decyzję jak mój przyjaciel dwa lata wcześniej. Na szczęście podjąłem inną decyzję dzięki łasce Bożej. Tu jestem i się z tego powodu cieszę. Natomiast to, co jest interesujące, co jest nadprzyrodzone w tej historii, to tego samego dnia

Zadzwonił do mnie wujek, który do mnie nigdy nie dzwonił, Robert, brat mojej mamy, który zagadał mnie, słuchaj, chciałbym cię zaprosić na takie spotkanie muzyków chrześcijańskich, nie chcę nazywać to rekolekcjami, a jak ja to usłyszałem, mówię jadę. On mówi, tak? On myślał, że musi mnie przekonywać, bo wiedział, w jakim miejscu jestem. Ja mówię, że jadę. I jak on mówił o tych rekolekcjach, to mnie przechodziły ciarki po plecach, bo to była moja jedyna modlitwa z poranka. Boże, wyślij mnie na jakieś rekolekcje. Dzwoni do mnie wujek, który nigdy nie dzwoni, zaprasza mnie na rekolekcje. Jeszcze tak próbuję tak tego nie nazwać, żebym nie uciekł, żebym jednak tam pojechał. Więc mówił tam o muzykach chrześcijańskich, fajnych rzeczach, które się tam będą działy. I byłem bardzo zaskoczony pozytywnie, że pojadę.

No i zabrałem wtedy tego mojego przyjaciela, z którym piłem wódkę na dachu i mówiliśmy, że fajnie byłoby poznać Pana Boga, tylko nie wiadomo jak. Że wiemy, że On jest, ale kim On jest, nie wiadomo. Więc ten płacz i ta tęsknota gdzieś się wypełnia i sobie to przypomniałem. Zadzwoniłem do mojego przyjaciela Darka, zaprosiłem ówczesną dziewczynę na te rekolekcje i pojechaliśmy razem na Strefę Chwały do Gródka. To był 2010 rok. No i w tamtym miejscu nie było jakoś od razu mi super, to znaczy nawet było średnio, dlatego że tam zobaczyłem super uśmiechniętych ludzi. Którzy mnie nazywali bracie. Jak ja to słyszałem, to tak miałem takie... w sensie kojarzyło mi się to z jakąś oazą czy coś.

Bóg mnie uzdrowił przez tą spowiedź. Ale to tak zostało już? Tak, zostało. Nie wróciło mi. Od 2010. Taka historia. Znaczy ja normalnie nie dowierzam takiej historii, ale jakoś tak nie mam podstaw, żeby ci nie wierzyć teraz. Jasne. No naprawdę zostałem... Znaczy najlepsze jest to, że ja po prostu nawet... Ja się w ogóle na to nie nastawiałem. Znaczy ja nie poszedłem do tej spowiedzi dlatego, żeby Bóg mnie uzdrowił z czegoś, bo ja mówiąc szczerze nawet chyba nie dowierzałem, że to się może wydarzyć. Tylko chciałem zmienić swoje życie. A, nie czekałeś na uzdrowienie, tylko chciałeś... Nie, nie czekałem, znaczy nawet sobie, nawet się w ogóle nie nastawiałem na to, bo jakby mówiąc szczerze... Nawet nie wyobrażałem sobie, że taki prezent mógłbym dostać w ogóle.

Ja osobiście uważam, że w ogóle szczerość, nie tylko przy takim proszeniu, ale też przy takim uznawaniu, jak jest ze mną, to jest w ogóle podstawa do tego, żeby nawiązywać realną, a nie wyobrażoną relację czy kontakt z Bogiem. Myślę, że to w zasadzie z punktu widzenia Pana Boga może być nawet trochę zabawne, kiedy my próbujemy przed Nim udawać kogoś, kim nie jesteśmy, więc wydaje mi się, że to jest po prostu jedyna forma komunikacji z Nim. Oczywiście On tak pedagogicznie, kiedy patrzy na nas i widzi, że my zakładamy maski, chcemy się pokazać przed Nim jakoś inaczej niż jesteśmy, na przykład zakrywając kurtuazyjnie swój grzech i słabość. Prezentowanie się tak od lepszej strony. To wydaje mi się, że z jego perspektywy osoby, która zna nas lepiej niż my samych siebie, to po prostu może być takie zabawne.

Tak myślę sobie, jeżeli Bóg ma z czegoś fan, to wtedy, kiedy my się próbujemy pokazać od strony, której nie jesteśmy. Tylko wiadomo, że nam to zajmuje trochę czasu. To jest cały proces, kiedy my mamy odwagę coraz bardziej ściągać te maski. Maski sprawiedliwości, kluderii i spotykać się z takim Jackiem czy Danielem w modlitwie. Ale myślę, że wtedy właśnie to jest taki naturalny sposób z nim spotykania się. I to też daje największą ulgę, bo możesz sobie odpocząć od samego siebie. Wtedy modlitwa staje się odpoczynkiem. Bo nie musisz być spięty, nie wiem, jak na jakimś spotkaniu o pracę. Musisz przekonać Pana Boga o swojej sprawiedliwości, żeby On cię tutaj zaakceptował, pokochał. Nie, on totalnie bezwarunkowo

Kocha nas przed i po grzechu, to my się grzechem ranimy, to my się oddalamy przez grzech, ale On nie zmienia do nas stosunku. Więc to jest jakby takie odkrycie, że rzeczywiście przy Nim możemy czuć się najbardziej sobą, jak tylko możemy i nie musimy się bać też swoich słabości. Taki obraz Boga w sobie teraz nosisz, a wtedy, w tamtym czasie? W tamtym czasie jeszcze miałem taki, można powiedzieć, wchodziłem dopiero w taki proces, nazwał proces patrzenia na siebie, jak patrzy on na mnie. Dzisiaj jakby po, można powiedzieć, w sumie już 15 latach po moim nawróceniu, mogę powiedzieć, że siebie kocham.

Ten obraz do samego siebie, który jest najbardziej kluczowy w relacji do Boga, jak odkrywam to po latach, bo w zasadzie jak się zmienia ta perspektywa okularów do samego siebie, to potem zmienia się perspektywa na drugiego człowieka, na Pana Boga, na cały świat. Nagle ludzie przestałem tak, no po prostu przestałem się tak bardzo wkurzać. Nagle doświadczasz wielkiej ulgi też na zewnątrz. W tamtym czasie jeszcze miałem problem z obrazem Boga, ale przez to, że on był tak wspaniały, tak dobry, ja nie czułem, że na to zasługuję, na to, co mi ofiarował. Ale jednak pozytywnie go widziałeś, tak? Pozytywnie przez to, myślę, że też to doświadczenie, które miałem, ono mocno narzuciło mi taki obraz miłosiernego Boga, który nawet może mnie uzdrowić.

I to w taki niezasłużony sposób. Natomiast największy problem miałem z obrazem samego siebie. Znaczy ja przechodziłem od, można powiedzieć, inawiści do siebie, do procesu kochania siebie i to był bardzo złożony proces. Bo jakoś, wiesz co, ujmujące jest jakby to, co powiedziałeś, ta modlitwa, jeśli moje życie ma mieć jakikolwiek sens, to nadaj mu, tak parafrazując, bo chyba tak w innych słowach to powiedziałeś. A nie miałeś tam takiego, takiej lekkiej obawy, że może, wiesz, twoje życie będzie musiało się ułożyć w jakimś kierunku, w który nie chcesz, albo że ten Pan Bóg to nie jest wcale taki dobry, czy to już był taki dramatyczny moment, że Jedyna nadzieja to jest po prostu, żeby poprosić o interwencję, bo inaczej to sobie na pewno sam nie poradzę.

Ja doświadczyłem tej pamiętnej nocy tego, że czymś realnym w stosunku do mnie jest to, że mogę po prostu pójść do piekła. To znaczy, że mogę to wybrać. Kluczem działania tej obecności w tej nocy było to, żeby pokazać od jak najbardziej fatalnej strony moje życie, wszystkie grzechy, słabości. Widziałem to dosłownie jak na filmie. I kiedy już miałem dość samego siebie w tych wizjach i miałem poczucie, że jedynie na co zasługuje to na wieczną karę i że jakby Bóg mi ofiarował mi osiercie, to bym w ogóle go nie przyjął. Na tym zrozumiem clou, na czym polega zgoda na oddzielenie od Boga.

Polega na tym, że człowiek tak zaczyna siebie nienawidzieć, Że gdyby Bóg chciał mu ofiarować swoje miłosierdzie, to by wolał odbierać sprawiedliwą karę wobec siebie, żeby na wieczność siebie męczyć, żeby na wieczność siebie nienawidzić, żeby nasycić tą nienawiść w stosunku do siebie, którą pocyca zły duch. I tej nocy właśnie te obrazy miały spowodować, żeby do cna powiedzieć nie chcę Bożego Miłosierdzia. Ja zasługuję na piekło. To jest wybór. Bóg do końca walczy o człowieka, ale może być tak, że człowiek po prostu nie będzie chciał tego przyjąć, nawet najpiękniejszego, wspaniałego miłosierdzia. I jeżeli miałbym powiedzieć o jakimś kłamstwie w tamtym czasie, to to kłamstwo nie dotyczyło bardziej Boga, Jego obrazu.

Jakby ta obecność nie pokazywała mi, że Bóg nie jest miłosierny, jest głupi, niesprawiedliwy i tak dalej. Tylko, że jestem tak złym człowiekiem, że nie zasługuję na to, żeby... Dokładnie tak. To wszystko było wymierzone we mnie. W sensie stosunek, obraz do samego siebie. Na tym polega clue. I człowiek dochodzi do takiego momentu, że widzi, że to jest jedyna forma egzystencji, jaką chciałby w ogóle funkcjonować, czyli karanie samego siebie. Na wieczność. Że nie zasługuje zupełnie na miłosierdzie Boża. To jest tak potworne, ciężkie doświadczenie. Jeżeli człowiek namacalnie poczuł kiedyś jakiś swój ciężar, grzech, smród tego.

Myślę, że to doświadczenie mi pokazało w jakiś sposób całkiem możliwe. Podejrzewam osoby, które doświadczają takich silnych Pokus w kierunku myślenia o skończeniu z tym światem w stosunku do samego siebie. Mogą doświadczyć właśnie pokus autoagresji. Więc można powiedzieć, że ten proces, który ja doświadczyłem w spotkaniu z Bogiem, w miłosierdzie Jego, w spowiedzi świętej, To był proces, w którym powoli zaczął mi się zmieniać obraz do samego siebie. Obraz do Boga.

Oczywiście miałem tam może kilka stereotypowych pomysłów na obraz Pana Boga. które możemy przeczytać u Częciniego. Natomiast miałem jakieś przeświadczenie po tym swoim osobistym doświadczeniu tej spowiedzi i cudu, że on jest ponad miarę miłosierny, ponad miarę dobry dla mnie, który jestem grzesznikiem i słabym człowiekiem. Stąd jakby u mnie to był proces raczej odzyskiwania obrazu siebie i uczenia się wzroku na siebie samego, jak patrzy na mnie Chrystus. Myślę o tym momencie, bo wiem, że wiele osób bywa w takich momentach, a niektórzy dłużej tak mają.

Jeśli dobrze rozumiem, to jest tak, że trochę Pan Bóg cię wyratował z tego samopotępienia, z takiego nienawiści do siebie, z takiego samo... słów mi tu brakuje... Autodestrukcji. Takiego niszczenia siebie. Ale o to prosiłeś, żebyś mnie wyciągnął z tego, że ja sam nie potrafię się nie niszczyć? To znaczy, ja wtedy nie potrafiłem nazwać rzeczy po imieniu jeszcze przed tą modlitwą, przed tym doświadczeniem, tylko ja po prostu czułem na poziomie wewnętrznym bezsens, pomimo zewnętrznych czy takich elementów, jak wspominałem, marzeń, które się spełniły. W moim życiu. I to kontrastowało mocno z tym, co miałem w środku.

Brak akceptacji swojej choroby, dlatego że jako dziecko miałem takie dość zaostrzone, atopowe zapalenie skóry. Brałem mocne sterydy, byłem dość otyłym dzieckiem. Z ranami na skórze, więc miałem duży problem takiej akceptacji swojego ciała, swojej choroby. Później to poszło w drugą stronę, a kiedy już zaangażowałem się w sztukę, jakoś odkryłem, że to jest jakiś obszar, który chcę dawać innym, to też był jakiś dla mnie ważny moment, to szybko ta sztuka bez Pana Boga stał się sposobem zarabiania na uwagę, na wartość, której sam wewnątrz nie odkrywałem. Więc de facto tym najważniejszym momentem, tak patrząc na Poza oddaniem tak na hura Panu Bogu całego swojego życia, wszystkich problemów na początku swojej drogi, to jednego miejsca szczególnie nie chciałem oddać, to znaczy deklaratywnie to zrobiłem na hura, na modlitwie.

Natomiast właśnie tej sztuki nie chciałem Panu Bogu oddawać, bo ona była takim gwarantem mojej wartości z przeszłości. Nie na tym zarabiałem, na czyjąś uwagę, na czyjąś akceptację. To była moja karta przetargowa w brutalnym świecie. I kiedy Pan Bóg mnie coraz bardziej przekonywał, słuchaj, ja cię kocham, bez tego, totalnie, nie musisz w ogóle robić tej sztuki, ja cię kocham, jesteś moim dzieckiem. To musiało trwać od mojego pierwszego nawrócenia dwa lata. To był taki proces, gdzie powoli to jeszcze oddawałem. Ostatecznie w 2012 roku na takiej adoracji, na pewnych rekolekcjach właśnie miałem taką głębszą modlitwę, gdzie oddałem Panu Bogu też swoją twórczość.

I też to był początek wielkiej przygody w tym obszarze z Panem Bogiem. Ale to była taka szafeczka. W moim sercu, którą bardzo nie chciałem oddać, dlatego że w niej byłem zakorzeniony w ten negatywny sposób. To znaczy ta moja niechęć do siebie karmiła się przez tą szafeczkę. Ja coś zrobię, zrobię wernisaż, zdobędę nagrodę jakoś w konkursie. No brawa, będzie jakaś chwilowa akceptacja, uznanie. Potem walczymy dalej, żeby jeszcze było więcej tego uznania w tym świecie twórczym wśród znajomych artystów. Ale potem zacząłem coraz bardziej odkrywać właśnie to, że Bóg mnie kocha bez tego, że On nie jest tak, jak jest ten świat.

I tak dalej. To był proces, który się zaczął, ale takim momentem kluczowym w 2012, czyli dwa lata Po nawróceniu, gdzie właśnie oddałem tak już nie z uśmiechem na twarzy, tylko z takim delikatnym smuteczkiem, że oddaję mu to, ale to robię serio. I Panie Boże, chcę Ci tym służyć. Chcę Ci służyć twórczością. Jeszcze nie wiem jak, ale Ty mnie pokieruj. Zdarza Ci się, że przychodzą do Ciebie osoby w takim punkcie, w jakim Ty byłeś wtedy, w okolicach tej modlitwy, może nawet przed, ale z poczuciem bezsensu, trudu, może w trakcie? Tak, rzeczywiście jestem w zasadzie dopiero dwa lata księdzem, zakonnikiem od 2016 roku i przez te lata, czy to w spotkaniach z osobami w kryzysie bezdomności, czy w spotkaniach w konfesjonale przez te dwa lata, czy we wspólnocie, duszpasterstwie,

Mogę powiedzieć, że mam bardzo dużo takich spotkań i myślę, że to doświadczenie, które przeżyłem przez ten czas, bardzo trudny dla mnie, bardzo pomaga wejść Na inny poziom rozmowy na starcie, to znaczy jakby nie tylko, że sobie mogę wyobrazić co ta osoba, jaki rodzaj ciemności, przytłoczenia, smutku dana osoba może przeżywać, ale że to też przeżyłem i dosłownie przeżyłem, to znaczy, że żyję do tej pory. I że też jakby ta moja historia pokazuje, że może nie każdy doświadczy cudu, chociaż ja też o niego nie prosiłem, to jest jakiś wielki prezent od Pana Boga. Ale na pewno ta historia pokazuje, że z jakiejś ciemności, trudu, depresji można z Bożą pomocą, czy to na poziomie procesu wraz z terapią, czy to właśnie poprzez codzienne karmienie się Słowem, Jego ciałem, wspaniałych przyjaciół, można powolutku wychodzić z tej ciemności do światła.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.