Mentionsy Mentionsy
Podcast Muzeum Historii Polski
Podcast Muzeum Historii Polski

Przemoc w polityce II RP

12.03.2023 ·42 min 53 s

Politycy ginący od kul, krwawo tłumione zamieszki, gwałtownie wybuchające strajki - tak wyglądały lata 20. XX wieku w Europie. Czy dotyczyło to także Polski? Co możemy powiedzieć o wyborach prezydenckich, które wygrał Gabriel Narutowicz i czy dokonany na nim zamach był grzechem pierworodnym II Rzeczpospolitej? Co pisała prasa i jak wielkie były emocje w społeczeństwie? Panująca hiperinflacja doprowadziła w 1923 roku do powstania w Krakowie, które przesądziło o upadku rządu Wincentego Witosa. Porozmawiamy także o przeprowadzonym przez Józefa Piłsudskiego zamachu stanu. Czy lata dwudzieste rzeczywiście były gorące? W tym odcinku podkastu z detalami i bez cenzury będą rozmawiali dr Michał Przeperski i jego gość Krzysztof Niewiadomski, historyk z Muzeum Historii Polski. W rozmowie zacytowano fragmenty wydanych przez MHP pamiętników Macieja Rataja. Książkę można nabyć w sklepie Muzeum: https://sklep.muzhp.pl/p/19/7665/maciej-rataj-pamietniki-1918-1927-cz-i-ii--ksiazki.html Zapraszamy do podkastu Muzeum Historii Polski. To opowieści o wybitnych postaciach sprzed wieków i kulisach kluczowych wydarzeń dla dziejów naszego kraju, przeplatane mniej znanymi, choć pasjonującymi wątkami z historii Polski. Podkastu Muzeum Historii Polski wysłuchasz na YouTube, Spotify, Google Podcasts, Audiotece, a także na innych platformach podkastowych. Zapraszamy do subskrypcji naszych profili. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Podcast zrealizowano w ramach zadania: kontynuacja i rozbudowa multimedialnego projektu informacyjno-edukacyjnego - Portal Historyczny Dzieje.pl

Politycy ginący od kul, krwawo tłumione zamieszki, zamachy stanu. To wcale nie political fiction, ale historia Europy lat 20. XX wieku. Po I wojnie światowej również w naszym kraju nie brakowało przemocy. Dochodziło do mordów politycznych, upadały rządy i wysyłano wojsko na ulice. Czy morderstwo prezydenta Gabriela Narutowicza było grzechem pierworodnym II RP? Czy przemocą można zbudować siłę państwa, i jak zachować stabilność wewnętrzną w wyjątkowo niestabilnym świecie. Porozmawiajmy o pierwszych latach niepodległej Rzeczpospolitej. To jest podcast Muzeum Historii Polski. Nazywam się Michał Przeperski i zapraszam.

Moim gościem jest dzisiaj Krzysztof Niewiadomski, mój kolega z Muzeum Historii Polski. Cześć Krzysztof. Dzień dobry. Chciałbym, żebyśmy dziś porozmawiali o przemocy politycznej w dziejach II Rzeczpospolitej. Jej symbolem jest zabójstwo prezydenta Gabriela Narutowicza. Doszło do niego 16 grudnia 1922 roku. Była to sytuacja wyjątkowa w dziejach Polski, był bowiem Narutowicz pierwszą głową państwa, którą zamordowano w trakcie sprawowania swojej funkcji. Moment historyczny był szczególny. Polska cztery lata wcześniej odzyskała niepodległość, dwa lata wcześniej wojskom polskim udało się odeprzeć bolszewików spod bram Warszawy. Wiosną 1921 udało się z kolei uchwalić Konstytucję Marcową, która nadała nowotworzącemu się państwu nowe ramy prawne.

Natomiast nie odbierając absolutnie znaczenia zamordowaniu prezydenta Narutowicza, Ja bym był ostrożny z takim spojrzeniem, które nakazywałoby interpretować to wydarzenie jako swoisty grzech pierworodny, jako jeden czyn, od którego zaczęło się całe zło. Dlatego, że na to wydarzenie wydaje mi się lepiej patrzeć jako na wydarzenie niestety w pewnym sensie symptomatyczne. Dlatego, że niezależnie od osobistej motywacji mordercy prezydenta, czyli Eligisza Niewiadomskiego, Jego czyn pozostawał w kontekście mocnego sporu politycznego, który nie przestał być aktualny po 16 grudnia 1922 roku, a także nie zmieniła się kultura polityczna zakładająca użycie przemocy jako jednego z elementów wprowadzania akcji politycznej po prostu.

I z tury na turę Maurycemu Zamojskiemu rośnie poważny kontrkandydat, którym okazał się szerzej nieznany w Polsce Gabriel Narutowicz. On był wprawdzie w rządującym rządzie ministrem spraw zagranicznych, wcześniej był ministrem robót publicznych, ale był raczej jakbyśmy językiem dzisiejszej polityki powiedzieli raczej technokratą, kimś... merytorycznie sprawującą swoje urzędy państwowe, a nie takim znanym, rozpoznawalnym politykiem. Natomiast on zaczyna dostawać coraz więcej głosów przerzucanych na niego przez te formacje, te stronnictwa parlamentarne, których kandydaci odpadli. Dlaczego tak się dzieje?

I ludowcy z Pesel-Piast w pewnym sensie nie mogli przerzucić na niego swoich głosów, bo wiedzieli, że ich konkurenci z ruchu ludowego zarzucą im, że wspierają obszernika i głosy chłopskie idą na potomka rodu arystokratycznego. I z tego powodu Maurycy Zamoyski przegrywa. Natomiast politycy i publicyści związani z obozem narodowym formułują taką myśl, stawiają taką tezę, że Narutowicz wcale tych wyborów nie przegrał. No właśnie, ale jak to rozumieć? No bo przecież jeżeli spojrzymy na arytmetykę sejmową, no po prostu dostał najwięcej głosów w Zgromadzeniu Narodowym. Koniec kropka. Ale czyje były to głosy?

Wszystkich posłów i senatorów. Kontrowersja, czy raczej może zarzut stawiany przez obóz narodowy brał się nie z tego, że oni sugerowali, że nie wiem, był jakiś błąd proceduralny, że złamano prawo, że coś się odbyło niekonstytucyjnie. Nie. Takich zarzutów nie podnosili. Natomiast podnosili zarzut taki, że Narutowicz wygrał Persaldo, ale przegrał, jeśli policzy się głosy polskie. I teraz ten pogląd wynikał z tego, że obóz narodowy miał koncepcję państwa narodowego i narodowej większości. zgodnie z którą jest jeden naród, który jest gospodarzem danego państwa i to większość głosów reprezentantów tego narodu powinna decydować.

Dlatego jeśli prezydentem został wybrany ktoś, kto został wybrany większością złożoną nie tylko z samych Polaków, to de facto nie jest to prezydent państwa narodu polskiego. I tej konstrukcji politycznej narodowcy używali, krytykując wybór Narodowicza i rozpętując całą kampanię prasową wymierzoną w nowo wybranego prezydenta. Ja może zacytuję fragment artykułu takiego publicysty, później też posła, Władysława Rapskiego. który pisał tak. Jakby błyskawica rozdarła chmury gradowe i odsłoniła polskim oczom straszliwą larwę rudobrodego szatana. Ten szatan miał twarz jednego z senatorów na Lewkowskich.

Widziałam ją w sobotę na sali sejmowej, a przy nim chłop polski, Piast. Głosowali razem na prezydenta. I w tym krótkim cytacie widać kilka elementów. Kim jest senator Nalewkowski? No właśnie figurą posła czy senatora reprezentującego tę większość niepolską. Prawdziwa, zdaniem Rapskiego, w myśl tych zdań, prawdziwa tragedia polega na tym, że polski chłop się sprzymierza z tym Nalewkowskim senatorem, ale nad wszystkim jest jeszcze figura szatana. Czyli to, co się wydarzyło, to nie jest po prostu przegrane głosowanie, to jest... No w zasadzie sytuacja, w którą wmieszało się jakieś metafizyczne zło. I tego rodzaju artykułów okazuje się dużo. Najbardziej znany z ataków na Narodowicza jest publicysta, redaktor dziennika Rzeczpospolita, wówczas związanego z narodową demokracją, Stanisław Stroński.

Jednocześnie powiedzmy, że człowiek pióra, który znakomicie radził sobie z rozmaitego rodzaju retorycznymi figurami, ale w tym wypadku akurat w grudniu 22 roku występował wyjątkowo brutalnie. Tak, to prawda. Najbardziej znany jego artykuł był zatytułowany, czy może tak najczęściej przywoływany też dziś, zatytułowany był Zawada. I to był taki chwyt retoryczny polegający na tym, że na drodze narodu polskiego do stworzenia takiego prawdziwego swojego państwa pojawiła się Zawada. Tą Zawadą jest... Prezydent Narutowicz, de facto kandydat, tak to Stroński przedstawia, znienawidzonego przez ruch narodowy Piłsudskiego, a poza tym kandydat wsparty przez mniejszości narodowe.

Nie brzmi to zbyt dobrze, bo zawadę, cóż można uczynić z zawadą? Usunąć ją. Tak, to jest właśnie tego rodzaju retoryka, przy czym tego rodzaju teksty nie były pisane po to, żeby skłonić kogoś do zabicia prezydenta. Raczej to była mobilizacja sympatyków ruchu narodowego, która miała doprowadzić do tego, że poprzez ataki prasowe, ale też protesty uliczne, albo nie dopuści się do zaprzysiężenia prezydenta, albo stworzy się taką atmosferę, że on sam zrezygnuje. Natomiast Narutowicz, którego wszyscy słabo znali, okazał się tutaj człowiekiem bardzo silnego charakteru i pewnych zasad. Wiedział, że nie będzie miał łatwo, że wiele ryzykuje, ale powiedział, że nie zrezygnuje.

Został wybrany i taki mandat został mu powierzony i z tej funkcji sam nie zrezygnuje pod presją polityczną. Tak, 11 grudnia 1922 roku udało się doprowadzić do zaprzysiężenia Gabriela Narutowicza na stanowisko prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. 9, 10, 11 grudnia 1922 roku To bardzo trudne dni w Warszawie. To dni rozruchów, zamieszek. Właściwie gdyby istniał od tego jakiś stopień wyższy, to być może można byłoby użyć i stopnia wyższego. Może nie powstanie. Natomiast niewątpliwie był to moment, kiedy w Warszawie nie było bezpiecznie. Wspomnienia zaświadczają, że na przykład reprezentanci mniejszości żydowskiej, zwłaszcza ci, którzy byli Żydami ortodoksyjnymi, doświadczali na ulicach Warszawy lżenia, bywali bici, wyrzucani z tramwajów.

To znaczy takie, że Narutowicza rzeczywiście trzeba się jak najszybciej w jaki sposób to uczynić, tego nie precyzował, ale to prawdopodobnie też był taki sposób wywierania na niego presji. To jest o tyle istotne, że Józef Haller był postacią, zwłaszcza wśród młodzieży, młodych mężczyzn w Warszawie, wyjątkowo cenioną, bo dopiero co dwa lata wcześniej wiódł ochotników warszawskich do walki przeciwko bolszewikom. Był zatem figurą zwycięskiego wodza i to jest wszystko bardzo... A gdy mowa o przemocy politycznej w takim najściślejszym sensie tego słowa, to trzeba pamiętać, że w czasie tych zmagań 9, 10 i 11 grudnia na ulicach Warszawy doszło nie tylko do zdemolowania solidnej części miasta, m.in.

Tu chciałbym przytoczyć dwa krótkie fragmenty. Pierwszy dotyczy, pokazuje atmosferę ulicy i Rataj wspomina tak, chodziłem wieczorem po ulicach i przypatrywałem się bandom włóczącym się, demonstrującym bez przeszkód i polującym na Żydów. Scena. Na wiejskiej jakiś pan w bogatym futrze tłumaczy stróżowi głośno. Wybrali prezydenta złodzieja, żydowskiego pachołka Narutowicza. Sądzę, iż po takich informacjach stróż poszedł demonstrować z innymi. Drugi fragment pokazuje już atmosferę w Sejmie. Posłowie lewicowi, słysząc o tym, że ich koledzy są blokowani na ulicach, atakowani, że ten tłum manifestantów stara się nie dopuścić ich do udziału w zaprzysiężeniu,

Warto też wspomnieć, że tego 11 grudnia, kiedy mamy apogeum tych zajść ulicznych, ofiarą po raz pierwszy bezpośrednio fizycznie staje się także sam prezydent elekt. Dlatego, że on jedzie z Belwederu do gmachu, do miejsca, gdzie obradował Sejm, gdzie obradował Zgromadzenie Narodowe otwartym powozem i przy biernej postawie wojska i policji demonstranci obrzucają ten powóz zmarzniętym, zlodowaciałym śniegiem. I gdzieś w części wspomnień też jest taka wzmianka o tym, że Narutowicz gdzieś chodził z guzem na czole, nabitym w czasie tej próby dostania się zresztą udanej i złożenia przysięgi. Więc Polska wrze.

Kilka dni później Ligusz Niewiadomski postanawia podjąć decyzję o tym, że jest potrzebny czyn. Tym czynem jest strzał do prezydenta. Wcześniej myślał o zabiciu Piłsudskiego, ale skoro Piłsudski był nie do dosięgnięcia, to strzegł do Narutowicza. I po tym zamachu z jednej strony można powiedzieć, że sytuacja się uspokaja i że w pewnym sensie najważniejsi gracze na scenie politycznej wykazali się odpowiedzialnością, dlatego, że Maciej Rataj szybko desygnuje na premiera, bo on jest jako marszałek Sejmu, pełni funkcję głowy państwa. szybko desygnuje na premiera Sikorskiego. Józef Piłsudski, mimo tego, że już od lat jest z Sikorskim skonfliktowany, tego nie blokuje.

I Sikorski bardzo sprawnie zaczyna zarządzać tą sytuacją i wprowadza porządek. Z drugiej jednak strony to nie jest tak, że po śmierci Narutowicza nagle na wszystkich przyszło jakieś orzeźwienie i stwierdzili, że zagalopowaliśmy się. Dlatego chociażby, że po szybkim procesie Ligiusza Niewiadomskiego, on został skazany na śmierć już 30 grudnia 1922 roku, wyrok został wykonany ostatniego dnia stycznia roku kolejnego. W wielu kościołach odbywają się nabożeństwa żałobne za duszę Narutowicza. rozstrzelanego zamachowcy. No i można powiedzieć z jednej strony, że cóż tam złego, no jakby za duszę każdego można się modlić, ale z drugiej strony, druga strona konfliktu politycznego, no uważa to za gloryfikowanie zabójcy.

Pamiętajmy zresztą, że Piłsudski był tu uzurpatorem, a prezydent Stanisław Wojciechowski czy premier Wincenty Witos z punktu widzenia konstytucyjnego byli w prawie. Tak, natomiast i znów możemy jakoś znajdywać pewne podobieństwa do tego, co się działo w grudniu 22 roku, dlatego, że w obu przypadkach przeciwnicy polityczni tych, którzy doszli do władzy, zrobili taką kampanię mającą zdelegitymizować te rządy. O tym, jak to wyglądało w przypadku krytyki wyboru prezydenta Narutowicza już szeroko mówiliśmy, natomiast tu w przypadku rządu Wincentego Witosa strona socjalistyczna wysuwała bardzo mocne oświadczenia takie, że jeśli ten rząd reakcji powstanie, a później jak powstał, to jeśli się utrzyma i będzie wprowadzał właśnie jakiś reakcyjny faszystowski porządek,

Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.