070. Mattoni Running Festival Karlovy Vary 2026
Relacja z półmaratonu Karlowe Wary
Wyjeździe. Nie będzie żadnych... Będzie jeden, smutny, muszę się nim podzielić. Będzie loteria w maratonie w Kopenhadze od przyszłego roku. Tak, ale czy on... Tak, tak, tak, tak, no loteria, tak, napisali. Czy w Walencji? Nie, nie, w Kopenhaga. Okej. Tak, napisali, że nie ma już teraz się co denerwować, bo tak szybko w zeszłym roku zapisy poszły, że postanowili w tym roku postawić na loterię. W wyniku czego nie będzie też tej resale platform, która generalnie bardzo fajnie działała. Znaczy ona będzie, ale dopiero jakoś tam będzie to trochę inaczej działało niż wcześniej.
Ale w Walencji też będzie loteria. Ale w Walencji na maraton już jest od zawsze. Czy nie? Nie, można było się normalnie zapisać, teraz będzie balot, będzie losowanie, ale Kopenhaga przez swoją popularność też wprowadza losowanie. To wszystko przez nasz odcinek sprzed roku z podcast KB, tak nakręcił sprzedaż Kopenhagi, że co zrobisz, jak nic nie zrobisz. Tak, będzie loteria, zapisy chyba jeszcze, to okienko na zapisy jest otwarte, więc jeżeli ktoś chciałby próbować swojego szczęścia, no to śmiało, próbujcie, warto, maraton ładny, fajny, szybki, mogłabym tam drugi raz jeszcze powiec.
Jedziemy do Karlowych War czy Warów? Do Karlowych Warów. Warów. Tak. Zrobiłam takiego głupiego... Rebusa, głupi rebus, bo zadałam, w zasadzie ty mi powiedziałeś, żeby zapytać, gdzie myślicie, dokąd jedziemy i wrzuciłam zdjęcie princa Charlesa i strzałkę na jego wargi, wary. Na wary księcia Karola. Ale były dwie osoby, które odgadły i kolegę, chłopak, który był pierwszy, napisałam, że na hasło Karla Wewary w Zofii do odebrania kawa za darmo, więc mam nadzieję, że skorzysta. I napisał, że warto było pomyśleć, czy poruszać mózgownicą, czy jakoś tak, więc bardzo mi się to podobało.
I zrozumiałam tylko, że nie tylko ja mam takie głupie poczucie humoru. Ale dlaczego w ogóle... Skąd się tam wzięliśmy? Skąd się tam wzięliśmy? Bo żeby nie było, że nic wam nie chcieliśmy mówić, tylko to był temat taki dość spontaniczny, bo dwa tygodnie przed wyjazdem odezwała się do mnie ekipa ze sklepu biegacza i zaproponowała nam wyjazd do Karlowych Warów na półmaraton organizowany przez RAN Czech. RAN Czech to jest bardzo solidna już firma, muszę powiedzieć. To jest ekipa, która organizuje w Czechach Przede wszystkim maraton i półmaraton w Pradze.
Kilka jeszcze innych biegów. W Pradze jest damska piątka, jest nocna dycha. W Pradze przy każdym z tych półmaratonów, o których wspomniałem są biegi towarzyszące piątka lub dycha. Najczęściej tak to jest, że jest piątka lub dycha albo jest sztafeta i są biegi dziecięce. Run Czech jeszcze organizuje też, to jest taka ciekawostka, ale już pewnie, my też o tym tutaj mówiliśmy, ale Run Czech organizuje też półmaraton w Neapolu, który też mieliśmy okazję biec, więc dla mnie to była czwarta impreza Run Czech. Pierwsza to był maraton w 2014, potem półmaraton, który biegliśmy dwa lata temu, trzy lata temu.
Ale jak najbardziej połączenia z Pragi są. My jednak wybraliśmy samochód, bo z Poznania całkiem dobry dojazd, wygodnie. I wyruszyliśmy w piątek po pracy. W zasadzie ruch był taki, ponieważ Niemcy mieli w czwartek święto. No to, bo się nawet tak zastanawialiśmy, co tak pusto na tej autostradzie, ale prawdopodobnie wszyscy wyjechali po prostu w środę i piątek autostrady były puste. Więc bardzo przyjemnie się przejechało bez żadnych korków. Byliśmy na miejscu chwilę przed 22. A jeszcze warto wspomnieć, że wcześniej musieliśmy sobie znaleźć nocleg. Na szybko sprawdziliśmy kilka hoteli. A organizator mówił o tym, że takim głównym hotelem, w którym odbywa się expo i takim najbliżej startu mety jest hotel Therma Spa.
Nie było w nim miejsc oficjalnie na bookingu, ale jak napisałem do nich bezpośrednio maila, to okazało się, że nie ma problemu, mogą nam zarezerwować, mają dla nas pokój. Także tutaj fajnie wyszło, że mogliśmy być w takim głównym hotelu tego biegu, najbliżej startu, najbliżej mety, najbliżej expo i to wyszło bardzo fajnie, bo okazało się, że Hotel, tak jak nazwa wskazuje, terma spa, w ramach pobytu udostępnia też fajne termy, baseny zewnętrzne, jest duży parking podziemny, więc tak logistycznie było bardzo dogodnie nocować w tym hotelu. Szczególnie, że po pierwsze właśnie jak sprawdzałam hotele, to Karlowe Wary z racji tego, że to jest największa taka miejscowość uzdrowiskowa w Czechach.
to te noclegi wcale nie są jakieś super tanie. Nie ma też dramatu, ale to nie jest tak, że tam znajdzie się Airbnb za 5 złotych. Ale były też hotele takie, które znajdowałam i takie były 3-4 kilometry od startu. A jak się okazało, że ten hotel jest i się okazało, że to jest hotel, w którym właśnie odbywa się expo i nie wiem ile mieliśmy na start, 400 metrów, 300... no to w ogóle dobrze było tam być, bo to było też po prostu centrum tego miasta. Tak, dodatkowo bardzo ciekawa architektura, bo to hotel taki z lat siedemdziesiątych, największy, więc wyobrażacie sobie te marmury, wielkie hole. No ja cały czas mówiłem, że czuję się jak na planie serialu Roist. Jak kto oglądał Roista, to wie o co chodzi.
Betonowe schody takie z jakiegoś lastryko, jakieś takie dziwne wysokie sufity z żerandolami. Stare windy, kanapy, jakieś rokokoko fotele. Windy były po pierwsze te rokokoko fotele, to potem widziałam gdzieś na zdjęciach, że były też takie bardzo stylowe, a winda była napisana, że przepraszamy, ale remontujemy windy jakoś tam. Winda miała krzesełko otwierane dla kuracjuszy starszych, jak ktoś nie wytrzyma wjechania na dziesiąte piętro, to może sobie na krzesełku usiąść. Sam na nim siedziałeś, ale weź jeszcze pod uwagę, że my mieszkaliśmy na siódmym piętrze, a bodajże do dziewiątego piętra były pokoje standard, a od dziesiątego tam do piętnastego były pokoje premium.
Jak widziałam sobie na Instagramie jak wyglądały premium, to wygląda na to, że pięć pięter od góry zostało już wyremontowanych na nowo i standard był zupełnie inny. Na przykład śmieszną rzeczą było, której już się dzisiaj rzadko coś takiego się zdarza, że jak wychodziliśmy z pokoju, to musiałam mieć odruch wyłączania światła, bo nie było, że wyciągasz kartę i światła się gaszą, tylko normalne były włączniki, żeby zapalić światło, ale dla mnie najważniejsze jest, jak jest czysto. Ja jeszcze miałem przy nocnej szafce takie wgłębienie, to chyba na monetki było, na pieniądze, żeby sobie wieczorem z kieszeni wysypać. To był fajny klimat retro. Fajny był klimat, był parking na miejscu, to też jak szukałam hoteli, to było dużo hoteli, które na przykład parkingu nie miało, trzeba było parkować na ulicy.
Śniadanie było wliczone. Tak, ale jakbyście się wybierali do Karlowych Warów, to mam nadzieję, że po tym odcinku ktoś, chociaż jedna osoba stwierdzi, że warto pojechać na ten półmaraton, a już wam mówię, że warto. to rozważcie ten hotel, bo mimo właśnie oldschoolowego klimatu, to jest to też hotel, który jest głównym miejscem, jak jest festiwal filmowy, który się odbywa w lipcu co roku w Karlowych Warach. No i ma bezpośrednie połączenie z tymi wielkimi termami, z tymi gorącymi źródłami. To jest wielki basen do pływania, który jest wypełniony ciepłą leczniczą wodą. Można sobie trening pływacki zrobić na zewnątrz. Przechodzi się takim korytarzem szklanym nad ulicą.
Wjeżdża się potem taką dziwną, telepiącą się windą na górę i wychodzi się w termach, które też tam są. Ja w ogóle miałam wrażenie, że ta winda jest jakby w skale. Ja wiem, że ona nie była w skale, ale to takie dziwne było. Ona tak dziwnie jechała. I tam są różne sale do sauny suche i mokre. No i właśnie też takie baseny wewnątrz i na zewnątrz. I tam już wyglądało samo to wejście. No super było. Było nowoczesne, a basen był super. W ogóle ciepła woda, świeże powietrze, śpiew ptaków. Ale to robiliśmy w niedzielę, więc pewnie jeszcze do tego wrócimy. W każdym razie to był fajny hotel. Dojechaliśmy koło 22. Stwierdziliśmy, że pójdziemy jeszcze coś zjeść, no bo półmaraton odbywa się w sobotę, nie w niedzielę o godzinie 18.
No ale warto było coś po całym dniu podróży, po pięciu godzinach podróży też coś zjeść. I dużo miejsc już było zamkniętych. Pan na recepcji polecił nam włoską knajpę, wiedział, że przyjechaliśmy na bieg, więc od razu powiedział, że jest there is Italian restaurant on the other side of the river, więc przeszliśmy przez most, dosłownie 300 metrów od hotelu faktycznie była restauracja z lokalnym jedzeniem, to pewnie jakieś knedliki też by podeszły pod carbo loading, ale obok była włoska, usiedliśmy, zamówiliśmy makaron i pizzę, I ona włoska była tylko z nazwy. I ona włoska była z nazwy. To była czeska pizza z czeskim makaronem. No słabo.
Nie było to najlepsze, więc tego na pewno, bo gastropolice w tym odcinku też będą, bo odkryliśmy z kolei bardzo fajne miejsce z włoską kuchnią. No ale pierwszego dnia było późno, byliśmy, to już było około 23, byliśmy głodni, byliśmy zmęczeni. Więc zjedliśmy węglowodany, których absolutnie nie polecamy, bo pizza trochę smakowała jakby była pizzą taką kupiona dr. Edgar, mrożona i włożona do mikrofali. I makaron też smakował jak lubella z sosem takim gotowym. Obawiam się, że nie było tam żadnego kucharza, który robił to tak. Poza tym bardzo szybko dostaliśmy to jedzenie, co zawsze jest podejrzane. Więc tego nie polecamy, ale nic nam nie było. Dla mnie to też jest ważne. Dobra, zjadłam, przyjęłam dawkę węglowodanów, ale nie umierałam całą noc na przykład, bo było to jakieś, nie wiem, nieświeże, więc ostatecznie było okej.
Potem zrobiliśmy sobie jeszcze spacer taką, no blisko hotelu, żeby zobaczyć... Przez centrum. Przez centrum, ale takie już nowsze centrum niż starsze centrum, jak się potem okazało, bo to zobaczyliśmy następnego dnia. i położyliśmy się spać i muszę powiedzieć, że spaliśmy bardzo dobrze pierwszą noc. Tak. Obudziliśmy się rano, poszliśmy na śniadanie, hotel akurat też, dawno nie byłam w takim molochu, dopiero na śniadaniu zobaczyłam jakie to jest ogromne, ile tam jest ludzi, jaka to jest ogromna przestrzeń, ile tam jest, no takie typowo śniadanie, każdy znajdzie coś dla siebie, były też jakieś knedliki, których ostatecznie nie zjedliśmy, bo zapomnieliśmy No ale pieczywo, chrupki, jakieś wszystko, czego dusza zapragnie.
I po śniadaniu poszliśmy odebrać pakiet, co było w naszym hotelu. Co prawda musieliśmy wejść na zewnątrz, bo to było osobno wejście, ale było to super wygodne i tak naprawdę pod naszym hotelem był też taki plac. który jak widziałam często jest wykorzystywany do różnych festynów i tam też właśnie rozkładały się wszystkie stoiska partnerów, sponsorów biegu, więc poszliśmy odebrać pakiet bez problemu, trzeba było pokazać dowód i w pakiecie oprócz numeru startowego był plecaczek, Taki składany to jest w ogóle taka chyba też, nie wiem, jakiś taki charakterystyczny punkt biegu w ranczach, bo pamiętam jak biegłam maraton w Pradze.
To był bodajże tam mój piąty maraton, trzeci, no nie pamiętam, w każdym razie, nie, to był trzeci mój maraton, bo jeszcze nie miałam tam złamanych czterech godzin. I do wyboru wisiały takie plecaki, ale takie duże plecaki. Ja bardzo żałuję, że ten plecak gdzieś potem w końcu wyrzuciłam, bo uznałam, że nie są mi potrzebne plecaki. Dzisiaj to bym pewnie chodziła dumna, bo był plecak z napisem Albo to był ran Czech, albo na pewno Praga, ale fioletowy. I też był on w różnych kolorach i też pani przy odbiorze pakietu zapytała, który kolor chce sobie wybrać. I to tak samo było, jak byliśmy w Pradze. Na półmaratonie. Też można było sobie chyba brać plecaczki.
To tam były, ale były plecaczki z All Runners Are Beautiful napisem. I tutaj były takie też, ponieważ hasło Run Czech, takie ich główne, które pojawia się wszędzie, jest na szarfie, na medalu, jest All Runners Are Beautiful. Bardzo mi się to podoba, jest to super charakterystyczne, jak już to widzisz, to od razu... Plecak jest w ogóle fajny. Ja ostatnio pobiegłem z nim na rozbieganie i po drodze zaliczyłem zakupy w Biedronce. Placak ma takie trochę grubsze paski i ma dwie kieszonki na zewnątrz. Jest taki szeroki, zamykany, więc na wtorki, na ZNC, jak trzeba będzie wziąć bidon z wodą albo buty na zmianę, to w tym placaczku można. A można go też złożyć jako taką, zrobi się z tego mała taka saszetka. Tak, bo się chowa sam w własną kieszeń.
Każdy trzymał sobie... Widziałam nawet pana, który miał takim karabińczykiem przyczepiony kubeczek do swojego plecaka. Jakiś tutaj zaprawiony kuracjusz albo chodził od miasta do miasta i próbował ale było to bardzo miłe. W ogóle ta pijałka była jeszcze... Przecież Czesi też słyną z ceramiki, więc to jest taki ceramiczny kubeczek i miał jeszcze motyw ptasi, co mnie... Oczywiście jest to pewnie przypadek, ale... Na pewno przypadek, ale tutaj moja ornitologiczna pasja dodatkowo jeszcze została... ukontentowana. Więc dostaliśmy to, dostaliśmy jeszcze dodatkowo plecaczek jeszcze taki zielony z napisem All Runners Are Beautiful.
To już taki zwykły plecak. Opaskę, która będzie tutaj tą... Konkurencją do opaski KB. Czerwona opaska z napisem All Runners Are Beautiful i dostaliśmy koszulkę, którą można było dokupić, bo w pakiecie jej nie było. Fajna koszulka Adidasa z bardzo oryginalną grafiką, z takim jakby delikatną taką kreską i z napisem Karlowe Wary. Z tyłu na plecach tylko taka minimalna logo Matoni. Matoni to jest producent wód i Napojów generalnie. Napojów takich smakowych, gazowanych. Też tam była cała, w ogóle cały stolik stoi. Państwo mówili, że możemy się częstować.
Jako, że był to dzień biegu, to postanowiliśmy się nawadniać. Wzięłam na przykład jedną, ja bardzo lubię wodę gazowaną i wzięłam taką wodę gazowaną, która wyczytałam, że tam jest wzbogacona witaminami B6, B12. cynkiem i muszę powiedzieć, że była wspaniała, bo to był tam ananas, mango i naprawdę dobra, bo była fajnie gazowana, nie za słodka, nie sztuczna, no była na tyle dobra, że jak wracaliśmy do domu i tankowaliśmy na czeskim Orlenie, czeskim Orlenku, to kupiłam sobie butelkę i żałuję, że kupiłam tylko jedną, bo bardzo szybko to wypiliśmy i było to bardzo dobre. Ale to też taka fajna jakby, w ogóle fajnie, że producent wody czy napojów jest sponsorem biegu, mieli też ogromne stoisko na tym expo, można było się tam częstować, można było posiedzieć na ich leżakach i porobić sobie na ściance, potem też wieczorem była taka ścianka, gdzie można było sobie zrobić zdjęcie i walnąć w dzwon.
Była taka kolejka jak w Poznaniu do takich rzeczy jak na każdym biegu, więc nie ustawialiśmy się szczególnie, że nie waliliśmy w dzwon, ale to też była taka jakaś fajna atrakcja. No, ale spotkanie bardzo miłe, bardzo w ogóle to było miłe, że tak zostaliśmy tutaj przywitani. Wróciliśmy do pokoju, zostawiliśmy rzeczy i ruszyliśmy. Zorientowałem się, że mam na numerze startowym przypisaną grupę H, czyli gdzieś tam na końcu. Całe szczęście udało się to bardzo łatwo wyprostować. Zgłosiłem się do organizatorów, kazali mi się udać do Expo, do miejsca, gdzie odbieraliśmy pakiety i tam Pan po prostu przykleił mi naklejkę na numer startowy, że startuję z grupy A.
I tyle. Ty miałaś A od początku. Pewnie z racji tego, że my zapisywaliśmy się dwa czy trzy dni przed startem, dostaliśmy vouchery, takie kody do zapisu. To też nie mieliśmy na przykład na naszych numerach, nie mieliśmy imion i nie mieliśmy też flagi, bo widziałem, a dopiero przed startem jak się rozejrzałem, to widziałem brytyjską flagę na numerze i zorientowałem się, że to też jest fajne, że latać w takich międzynarodowych imprezach, żeby sobie zobaczyć z jakiego kraju przyjechał ktoś, kto obok stoi. Tak, tak. Zawsze można, jakbyś chciał tą osobę zagadać, to wiadomo, że w większości zagadalibyśmy i tak po angielsku, ale ja też lubię. I to właśnie było w Neapolu. Numer był z flagą, bo pamiętam, że też jak szliśmy na start, to się rozglądałam, kto jest Włochem, a kto nie.
Więc to są takie... I numer też miał fajny rozmiar. Mówiliśmy o tym. Wąski był. Był wysoki, ale wąski. Tak. Nie przeszkadzał i pamiętam jakby on był wizualnie tak samo jak ten w Napolu, też ta różowa F. U mnie dla kobiety jakby tak też ładny. W sensie to są takie może... Absolutnie nieważne rzeczy, ale jednak ja na takie rzeczy patrzę ze względów estetycznych i on był po prostu prosty, kilka logotypów, ale przede wszystkim wygodny. Nie taki duży jak w Poznaniu, to była akurat jedna rzecz, o której mówiłam. Jak już wspomniałaś, co było w pakiecie, czyli numer startowy, całkiem fajny plecak, jedna ulotka. I to były z miszkami.
No i można sobie tam dokupić jakieś zdjęcia. Medal engraving, czyli grawerowanie i kilka innych rzeczy można sobie wykupić, ale tak podstawowa to między 36 a 52 euro i dodatkowo pewnie warto 32 euro za fajną koszulkę, bo miała fajny taki design, dość taki estetyczny i tak. A koszulkę można było też, bo ktoś mnie o to zapytał, czy można było tylko kupić je przy zapisach. To było też stoisko Adidasa, na którym była ta koszulka. Moim zdaniem była też w różnych wersjach kolorystycznych. Tak mi się wydawało, że widziałam inny kolor. Albo z poprzednich lat. A może było z poprzednich lat?
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podstawowe przywitanie i rozmowa o herbatce.
Przedstawienie sytuacji z loterią w maratony w Kopenhagie i Walencji.
Decyzja o wyjazdzie do Karlowych Warów i organizacja podróży.
Opis noclegu w hotelu Therma Spa, jego lokalizacji i zaletach.
Opis architektury i infrastruktury hotelu Therma Spa.
Opis pierwszego dnia, śniadania i pierwszego spersonału w mieście.
Opis jedzenia w włoskiej knajpie i opakowania, a także opakowania i oplatki z Karlowych Warów.
Matoni to jest producent wód i Napojów generalnie.
Opisana jest organizacja i przebieg biegu na 10 km, a następnie opisana jest druga część biegu, w tym podbiegi i zbiegi, a także opisane są kibice i pacemakerzy.
Opis trasy biegu, punktów żywieniowych i atrakcji na starcie.
Opowieść o nieudanej próbie zjedzenia kulajdy i przebywaniu w knajpach.
Opis spędzania czasu w spa i basenach, pozytywne doświadczenia.
Opis podróży do domu, porady na temat jedzenia przed startem i odpowiedzi na pytania.
Podsumowanie weekendu, odpowiedzi na pytania i plany na przyszłość, w tym urodziny Zofii Rankla i kontynuacja treningu na Golęcinie.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„Matoni to jest producent wód i Napojów generalnie."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Relacja z półmaratonu Karlowe Wary