Mamo, tato - ja chcę wracać!
Kiedy wysyłamy pociechę na letni obóz lub kolonie, chcemy słyszeć, że świetnie się bawi i przeżywa przygodę życia.Jak reagować, gdy padają odmienne słowa?Gdy dziecko płacze, żeby zabrać je do domu?
Cześć, witajcie, Gosia Musiał, podcast Dobra Relacja, ten w którym pochylamy się nad budowaniem dobrych, bliskich relacji z sobą samym i z ważnymi dla nas ludźmi. Ten podcast trwa i rozwija się dzięki zaangażowaniu patronek i patronów, którzy regularnym wsparciem dmuchają mu w skrzydła i wysyłają go na coraz szersze wody. W podziękowaniu regularnie nagrywam patronom nowe odcinki do podcastowej serii Co robić, kiedy dziecko? z odpowiedziami na przeróżne rodzicielskie wyzwania. Jeśli chcesz dołączyć do tego grona zajrzyj na patronite.pl ukośnik Dobra Relacja. A tytuł dzisiejszego odcinka brzmi Mamo, tato, ja chcę wracać. Temat tego odcinka zainspirowała jedna z moich obserwatorek, jedna z mam, która przy dobrej relacji już od jakiegoś czasu jest.
Zwróciła się ona do mnie kilka tygodni temu z prośbą o wsparcie w sytuacji, w której jej dziecko chciało wracać z jakichś kolonii czy obozu, a ona nie wiedziała jak ma się wobec takiej prośby zachować. I ja wiem, że zaczynamy już drugi tydzień sierpnia i że dla wielu z Was to może być trochę po czasie, ale po pierwsze być może jeszcze część z Was się załapie z takim tematem w te wakacje, a jeśli nie, to oczywiście wiadomo, podcast będzie żył i za rok będzie być może jak znalazł. No dobra, no to co w takim razie w sytuacji, w której wysyłamy nasze dziecko, ono bardzo tego chciało, czekało, było podekscytowane, może nawet wybierało sobie te kolonie czy obóz, a po dniu, dwóch czy nawet pięciu dostajemy telefon, że ono już nie chce tu być, ono chce wracać do domu, jest okropnie, jest strasznie.
I to jest jeden z takich momentów, w których ja... Daję ten sygnał. To nie znaczy, jeszcze raz chcę to podkreślić, że jedyną odpowiedzią jest rzucić wszystko i po to dziecko pojechać. Ale chodzi o to, żeby się zatrzymać i potraktować to poważnie. Dzięki, że mi to mówisz. I cieszę się, że jak czujesz, że coś jest dla ciebie za duże, to masz odwagę poprosić o pomoc. To masz odwagę powiedzieć, dla mnie to jest za dużo. Tu mi jest trudno. Opowiesz mi więcej o tym, co tam jest trudnego, czego jest za dużo, jak się masz. Dajmy najpierw miejsce na to, żeby wybrzmiało to, co trudne, bo może chcielibyśmy pójść w taką stronę, no dobra, ale co jest fajnego? Żeby mogło się pokazać to, co jest fajne, to najpierw trzeba...
Z czymś miało trudności i mówiłam, dobra, to nie rób. Nie chciało czegoś ćwiczyć, chodzić na jakieś zajęcia, stwierdziło w połowie, że ono nie będzie, bo tam jest za nudno, za trudno, to powiedziałam, dobra, to nie chodź. Czy to wszystko się tak dzieje od razu, faktycznie? Czy jednak dajemy dziecku szansę, okazję do tego, żeby zobaczyć, że czasami jest trudno, że nawet jak wybieramy coś, o czym marzyliśmy i nas rozświetla i jest po prostu super upragnionym naszym zajęciem, to zawsze przychodzi moment, w którym to się przejada, robi się nudne, żmudne. Trudno jest wstać, wyjść z domu, bo coś innego daje nagrodę tu i teraz, a tam to trzeba zainwestować czas i wysiłek.
Nie przejmuj się kolegami. Na wychowawce to zawsze tam mają jakieś tam swoje. Dobra, luzik tam. Ciesz się pogodą, przygodą, zajęciami i nie bierz do głowy. To nie jest potraktowanie poważne. To jest bagatelizowanie. I ja wiem, że my je często robimy w dobrej wierze, bo chcemy pomóc dzieciom złapać dystans, uodpornić się, ale w ten sposób się nie łapie dystansu i się człowiek nie uodparnia, bo wychodzi z takiej sytuacji z przekonaniem, że jest sam. Więc zaciska zęby, żeby przetrwać, ale nie wytwarza w sobie takiej elastyczności. Tą elastyczność, tą odporność, ten dystans łapiemy wtedy, kiedy ktoś się do nas przysiądzie i powie, jestem przy tobie, nie jesteś z tym sam, sama.
Więc bierzemy te emocje, nazywamy je, mówimy ok, jak on ci tak powiedział, to ty się zdenerwowałeś, było ci przykro, no jasne, rozumiem, no pewnie, że tak, no każdemu było przykro. Nie mówimy dziecku, że o jeny, o jeny, ale straszne, jak oni mogli cię tak potraktować, ale ty jesteś biedny, to ja już jadę, żebyś ty nie był w tym strasznym miejscu. Tylko mówimy, ok, no to zrozumiałe, że możesz czuć się tak i tak. No to jasne, to pewnie, że to mogło być trudne. I co dalej z tym, słuchaj? Jak ty to widzisz? To jest dopiero sygnał dla dziecka, że my wiemy, że ono sobie da radę. Nie wtedy, kiedy mu powiemy, dobra synek, dasz radę, zaciśnij zęby. Przyjmujemy to, o czym dziecko opowiada, nie oceniamy tego i mówimy, i co ty z tym dalej chcesz zrobić?
Nie ma jednej dobrej odpowiedzi na to, jak zareagować. I myślę sobie, że każda reakcja może być dobra, może być właściwa, tylko ważne, żeby poprzedziła ją refleksja. I wspólne, razem z dzieckiem, zgłębienie tego, o co tu chodzi, co tu się w ogóle wydarzyło. Co jest tym, co nasze dziecko uwiera? Co jest tym, co uwiera nas jako rodziców? Jak to widzą opiekunowie, wychowawcy, którzy tam na miejscu z dziećmi są i się nimi zajmują? Jaki kawałek tej układanki oni nam pokażą? I decyzja podjęta z namysłem, z uważnością, wnikliwością, nawet jeśli po czasie uznamy, że była pochopna, albo była zbyt zasadnicza, albo wybralibyśmy inaczej.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Jak reagować, gdy padają odmienne słowa?Gdy dziecko płacze, żeby zabrać je do domu?