Mentionsy Mentionsy
Dobra Relacja
Dobra Relacja

Mamo, tato - ja chcę wracać!

08.08.2025 ·27 min 53 s

Kiedy wysyłamy pociechę na letni obóz lub kolonie, chcemy słyszeć, że świetnie się bawi i przeżywa przygodę życia.Jak reagować, gdy padają odmienne słowa?Gdy dziecko płacze, żeby zabrać je do domu?

Cześć, witajcie, Gosia Musiał, podcast Dobra Relacja, ten w którym pochylamy się nad budowaniem dobrych, bliskich relacji z sobą samym i z ważnymi dla nas ludźmi. Ten podcast trwa i rozwija się dzięki zaangażowaniu patronek i patronów, którzy regularnym wsparciem dmuchają mu w skrzydła i wysyłają go na coraz szersze wody. W podziękowaniu regularnie nagrywam patronom nowe odcinki do podcastowej serii Co robić, kiedy dziecko? z odpowiedziami na przeróżne rodzicielskie wyzwania. Jeśli chcesz dołączyć do tego grona zajrzyj na patronite.pl ukośnik Dobra Relacja. A tytuł dzisiejszego odcinka brzmi Mamo, tato, ja chcę wracać. Temat tego odcinka zainspirowała jedna z moich obserwatorek, jedna z mam, która przy dobrej relacji już od jakiegoś czasu jest.

Zwróciła się ona do mnie kilka tygodni temu z prośbą o wsparcie w sytuacji, w której jej dziecko chciało wracać z jakichś kolonii czy obozu, a ona nie wiedziała jak ma się wobec takiej prośby zachować. I ja wiem, że zaczynamy już drugi tydzień sierpnia i że dla wielu z Was to może być trochę po czasie, ale po pierwsze być może jeszcze część z Was się załapie z takim tematem w te wakacje, a jeśli nie, to oczywiście wiadomo, podcast będzie żył i za rok będzie być może jak znalazł. No dobra, no to co w takim razie w sytuacji, w której wysyłamy nasze dziecko, ono bardzo tego chciało, czekało, było podekscytowane, może nawet wybierało sobie te kolonie czy obóz, a po dniu, dwóch czy nawet pięciu dostajemy telefon, że ono już nie chce tu być, ono chce wracać do domu, jest okropnie, jest strasznie.

I ten rozdzierający płacz w słuchawce, albo może bez jakichś takich, spektakularnych scen, po prostu słyszymy dzień w dzień, czy ja mogę już wrócić do domu, kiedy po mnie przyjedziecie, jak mamy się zachować. Wcale nierzadko pojawia nam się, w ogóle wcale nierzadko jesteśmy rozdarci sami, bo w wielu rodzicach jest część, która mówi tak, tak, to w takim razie tam się na pewno coś dzieje, jedźmy, zabierzmy to dziecko. I w opozycji pojawia się niemal automatycznie część, która mówi, ale nie, w ten sposób to nauczymy. nasze dziecko, że ucieczka jest formą rozwiązywania problemów, że jak gdzieś jest trudno, to się trzeba zawinąć, opuścić to miejsce i nie stawiać czoła różnym wyzwaniom.

Może być też tak, że nie ma żadnego konfliktu, że od razu wiemy co chcemy zrobić, że jesteśmy zdecydowani, tak zabieram cię, ale nie ma w ogóle o czym dyskutować, obóz trwa jeszcze ileś tam dni, zostajesz do końca, przyjedziemy po ciebie w niedzielę po obiedzie. Bez względu na to, jaka odpowiedź nam się uruchamia, warto dać sobie przede wszystkim chwilę na ochłonięcie, dlatego że albo jest refleks, albo refleksyjność. Albo działamy szybko, albo z pewnym namysłem, z jakąś pogłębioną refleksją, z takim wnikliwym przyjrzeniem się tematowi. Nie da się zrobić tych dwóch rzeczy naraz, więc jeżeli zadziałamy szybko, to może nam zabraknąć takiego wglądu.

co będzie miało konsekwencje dla nas jako rodziców, bo być może podejmiemy pochopną decyzję, ale będzie miało to też konsekwencje dla naszego dziecka, bo nie damy mu okazji do nazwania, przyjrzenia się, o co tam w ogóle chodzi, co jest tą trudnością, jaka jest skala tego problemu. Więc podejmowanie natychmiastowych kroków, żeby jakoś złagodzić napięcie towarzyszące sytuacji, w której słyszymy od naszego dziecka, ja tu już nie chcę być, ja chcę wracać do domu, zabierzcie mnie stąd. Być może pomoże nam złagodzić napięcie, faktycznie, ale nie pomoże nam zrozumieć lepiej o co tu chodzi i wyciągnąć też pewnej lekcji na przyszłość.

Ja nie mam jednoznacznych rozwiązań, co należy zrobić. Dlatego, że uwaga, klasyczna odpowiedź, to wszystko bardzo zależy. Przede wszystkim zależy od dziecka, od tego, który to jest jego wyjazd, jakie są okoliczności, na jak długo ono pojechało, w jakim towarzystwie, ile tam ma swoich takich kotwic, punktów zaczepienia, czy zna wychowawców, czy ma tam jakieś swoje... towarzystwo, koleżanki, kolegów. To będą takie podstawowe informacje dotyczące samego dziecka, ale też jaką ma historię ze sobą, czy ma tendencję do reagowania wycofaniem, do jakiejś lękliwości.

To wszystko trzeba wziąć pod uwagę, bo hasło ja chcę wracać, nie chcę tu być. Może znaczyć bardzo wiele rzeczy. Może znaczyć właśnie, tu jest naprawdę źle, wychowawcy źle nas traktują, mam wrażenie, że się mnie nie słyszy, nie widzi, że moje potrzeby nie są respektowane. Może to też znaczyć, dzisiaj jest mi ciężko, bo się pokłóciłam z Alą, ona chodzi cały czas z Jagodą. I ja nie mam co robić, bo one mnie odsunęły i ja nie wiem, jak mam się w tym odnaleźć. A może oznaczać, nic wielkiego się nie dzieje, ale jest właśnie środek tego wyjazdu, a to bardzo często jest taki punkt kryzysowy, kiedy pierwsza ekscytacja, uniesienia i wrażenia opadają, na plan pierwszy mogą się wysuwać jakieś trudności i te trudności przesłaniają mi całość.

No i zobaczcie, żeby to złapać, naprawdę trzeba się zatrzymać na chwilę i nie przekonywać dziecko do którejś wersji i nie biec od razu z rozwiązaniami, tylko zatrzymać się i przeanalizować, co to znaczy ja chcę wracać. Bo my jako rodzice chcielibyśmy słyszeć, że naszym dzieciom jest dobrze, że one mówią, ale jest super, cieszę się, że tu jestem, chciałabym, chciałabym, żeby to trwało jak najdłużej. Więc jeżeli słyszymy coś zgoła przeciwnego... to oczywiście, że jest nam trudno. Nie tego chcemy dla naszego dziecka. Ale zanim pójdziemy do rozwiązań, to warto zatrzymać się i obudzić w sobie ciekawość, co to w ogóle znaczy.

Co tam się kryje pod spodem. A tę ciekawość można zaprosić Parafrazując to, co się usłyszało. Ojej, chcesz wracać. Co takiego się wydarzyło? To może być pierwsze pytanie, które zaprosi do tego, żeby podrążyć, żeby dziecko opowiedziało. Warto nie bagatelizować tego, bo jeśli usłyszymy np. tu było okropne śniadanie. Więc zapraszamy do poeksplorowania tematu i za chwilę natychmiast go gasimy mówiąc okropne śniadanie i to jest powód, żeby wracać. Ej no daj spokój. Może być tak, że dziecko nie wie jak ubrać w słowa to, co mu nie pasuje. My dorośli też nie zawsze wiemy, bardziej to czujemy niż wiemy, że coś jest nie tak.

że gdzieś nam jest źle, że coś nas uwiera, ale trudno nam to ubrać w słowa. Wcale nierzadko łatwiej ubrać w słowa, kiedy już wyjdziemy z jakiejś sytuacji i widzimy ją trochę z dystansu, więc nie oczekujmy od tego, że dziecko w wieku wczesnoszkolnym, szkolnym będzie umiało nam klarownie opowiedzieć i wyłożyć, co mu doskwiera, co jest trudne i jaka jest skala problemu. Do tego trzeba trochę cierpliwości, więc jeżeli usłyszymy, że to jest kwestia okropnego dzisiejszego śniadania, to zatrzymajmy się przy tym. Okropne śniadanie, czyli było coś, czego nie lubisz na przykład. No tak, było to i to. Okej, jest coś jeszcze, co się wydarzyło, co sprawia, że chcesz wracać?

Może dziecko pociągnie temat i znajdzie inne aspekty, a może uzna, że że nie było nic takiego, bo może ono wcale nie chce wracać, tylko chciało się podzielić tym właśnie, że była zupa mleczna o okropnym zapachu i ono nic nie zjadło i teraz jest głodne i trochę rozdrażnione, ale generalnie to jest bardzo fajnie. Więc otwarcie ucha... takiego życzliwego, serdecznego, który jest zainteresowany i nie ocenia, tylko odzwierciedla. Okej, śniadanie było niesmaczne i nic nie zjadłaś, to teraz jesteś trochę rozdrażniona na pusty żołądek, co? To pewnie stąd też taka perspektywa, że jest okropnie.

Mamy natomiast do czynienia z prośbą. Mamo, tato, proszę zabierzcie mnie, przyjedźcie po mnie. I dobrze jest potraktować tę prośbę, wszystko jedno jak na nią za chwilę odpowiemy. Dobrze jest potraktować ją jako wyraz kompetencji. Kiedy jest mi trudno, to proszę innych o pomoc. to wyrażam swoją prośbę o wsparcie, to pokazuję, że tu nie dam sam sama rady i potrzebuję czyjegoś towarzystwa, czyjejś opieki. I dobrze jest to zauważyć i nie wyśmiewać, nie szydzić i nie bagatelizować, tylko powiedzieć, jakoś dać temu wyraz, że... Cieszymy się, że dziecko do nas przychodzi z tą prośbą.

Nie tak chciałam, żeby było. Mnie to jakoś irytuje, uruchamia we mnie trudne emocje i jednocześnie jest tam być może miejsce na to, żeby się ucieszyć. Hej, ale jak moje dziecko czuje, że coś się przerasta, to potrafi przyjść i powiedzieć. I ja bym chciała to podtrzymać, bo ja nie chcę sytuacji, w której ono za kilka lat, kiedy poczuje, że je przerośnie sytuacja w szkole z jakąś przemocą rówieśniczą. z jakimś środowiskiem, towarzystwem, które na nie działa destrukcyjnie, zachęca do ryzykownych zachowań, z może hejtem, którego doświadczy gdzieś w przestrzeni internetowej, to ja bym nie chciała, żeby moje dziecko uznało, że ono musi sobie z tym radzić samo, no bo bez przesady. Ja bym chciała, żeby ono wiedziało, że może do mnie przyjść i pochylimy się nad tym razem.

I to jest jeden z takich momentów, w których ja... Daję ten sygnał. To nie znaczy, jeszcze raz chcę to podkreślić, że jedyną odpowiedzią jest rzucić wszystko i po to dziecko pojechać. Ale chodzi o to, żeby się zatrzymać i potraktować to poważnie. Dzięki, że mi to mówisz. I cieszę się, że jak czujesz, że coś jest dla ciebie za duże, to masz odwagę poprosić o pomoc. To masz odwagę powiedzieć, dla mnie to jest za dużo. Tu mi jest trudno. Opowiesz mi więcej o tym, co tam jest trudnego, czego jest za dużo, jak się masz. Dajmy najpierw miejsce na to, żeby wybrzmiało to, co trudne, bo może chcielibyśmy pójść w taką stronę, no dobra, ale co jest fajnego? Żeby mogło się pokazać to, co jest fajne, to najpierw trzeba...

Odgarnąć to, co trudne. Więc zróbmy na to miejsce. Niech dziecko powie wszystko, co mu leży na sercu, na wątrobie. I kiedy już upewnimy się, że to było wszystko, to zapytajmy. Są tam też jakieś fajne rzeczy? Albo były jakieś fajne rzeczy? To może być cenna okazja, żeby dziecko samo też zobaczyło. Bo być może jemu na pierwszym planie pojawiają się te trudy i wyzwania. I gdzieś mu przesłaniają to, że jeszcze wczoraj i przedwczoraj było najwspanialej na świecie. Ale łatwiej będzie mu to zobaczyć, kiedy postawimy pytania. skłaniający je do takiej refleksji, niż kiedy sami zaczniemy mu mówić, no ale przecież wczoraj, przedwczoraj było wspaniale, dzwoniłeś i opowiadałeś, że było świetnie. Oczywiście my możemy też podstawić takie lustro dziecku, tylko łatwiej mu będzie usłyszeć to i zobaczyć, przejrzeć się w tym lustrze, kiedy powiemy życzliwie, ja się zastanawiam, jak wczoraj mi mówiłeś o tym, że mieliście super popołudnie i było świetnie skakać przez ognisko,

ale oni mogą tego nie widzieć, to wcale nie znaczy, że to się nie dzieje. Więc tu bym raczej posiłkowała się tym jako dodatkową informacją, a nie jako źródłem wszechwiedzy i prawdy objawionej, która rozstrzyga te kwestie. Myślę też, że przy podejmowaniu decyzji, odbierzemy to dziecko, zabierzemy je wcześniej, czy je zostawimy, warto wziąć pod uwagę też z jakiej intencji działamy. Czyli jeżeli chcemy, żeby ono zostało, to mamy właśnie taką myśl, nie no jak je zabierzemy, to mu pokażemy, że może uciekać jak tylko robi się trudno. To tu ja bym chciała chyba spojrzeć jeszcze z szerszej perspektywy i zobaczyć, czy rzeczywiście moje dziecko ma takie doświadczenia, że za każdym razem jak mu się robi trudno, to ja je zabieram. Było mu trudno w klasie, przeniosłam do innej klasy albo do innej szkoły.

Z czymś miało trudności i mówiłam, dobra, to nie rób. Nie chciało czegoś ćwiczyć, chodzić na jakieś zajęcia, stwierdziło w połowie, że ono nie będzie, bo tam jest za nudno, za trudno, to powiedziałam, dobra, to nie chodź. Czy to wszystko się tak dzieje od razu, faktycznie? Czy jednak dajemy dziecku szansę, okazję do tego, żeby zobaczyć, że czasami jest trudno, że nawet jak wybieramy coś, o czym marzyliśmy i nas rozświetla i jest po prostu super upragnionym naszym zajęciem, to zawsze przychodzi moment, w którym to się przejada, robi się nudne, żmudne. Trudno jest wstać, wyjść z domu, bo coś innego daje nagrodę tu i teraz, a tam to trzeba zainwestować czas i wysiłek.

Może nie widać postępów, może porównujemy się z innymi i widzimy, że są lepsi i się zniechęcamy. Więc czy nasze dziecko ma możliwość ćwiczenia w jakiejś mniejszej skali tego, żeby się nie poddawać i być wytrwałym? I czy ono rzeczywiście musi ćwiczyć to akurat tutaj w takiej dość dużej skali? Bo bycie z dala od domu, z dala od bliskich, w obcym miejscu, z całkowicie lub częściowo nieznajomymi ludźmi, to jest naprawdę duża skala wyzwania. I może to, że nasze dziecko pojechało na trzy dni i stwierdziło, to jest maks... To jest naprawdę tyle, ile mogę z siebie dać więcej i nie dam rady? Może to wystarczy? I może lepiej, żeby wróciło do domu i żebyśmy przeanalizowali, co poszło nie tak, żebyśmy ucieszyli się, że ono potrafiło rozpoznać, że to już jest dla niego za dużo, ale żebyśmy też ułożyli sobie jakiś plan na przyszłość.

Czy ono w ogóle chce jeździć? To jest w ogóle pytanie, czy ono chciało tam pojechać? Bo to też będzie zupełnie inaczej. Jeżeli ono nie chciało od samego początku, a my domyśliliśmy, że to będzie świetny pomysł, to nie upierajmy się, że ten świetny pomysł dziecko ma zrealizować dla nas. Bo są inne formy na to, żeby uczyć dzieci samodzielności, zaradności i dostarczać im wspaniałych doświadczeń życiowych. A takie uparte trwanie na stanowisku, że pojechałeś, pojechałaś, masz dotrwać do końca, poradzisz sobie. Pewnie, że sobie poradzi. Oczywiście, że sobie poradzi. Zaciśnie zęby i sobie poradzi. Tylko czemu to ma służyć? Jakim kosztem ma sobie radzić? Po co ono tam jest? żeby w przetrwaniu dociągnąć do końca, czy żeby naprawdę mieć wspaniałe doświadczenia.

Ono nie robi nam tego na złość. Ono nie pojechało tam i nie pomyślało sobie w środę po trzech dniach, a mama z tatą mają wolny tydzień beze mnie. Co ma im być tak dobrze? Zadzwonię i powiem, żeby mnie stąd zebrali. Zniszczę im resztę tego tygodnia, tego czasu razem. No nie, dziecko robi to dlatego, że... Jesteśmy jego ratunkiem w tych sytuacjach. Ono prosi nas o pomoc i ono sobie wyobraża być może, że ratunek to będzie zabranie go stąd, ale ten ratunek z naszej strony, to wsparcie z naszej strony może przyjść właśnie w formie zatrzymania się i podrężenia. Opowiedz mi, co tam się dzieje w takim razie. O kurczę, czyli nie jest tak fajnie. Coś tam doskwiera. To pochylmy się nad tym, zatrzymajmy się.

Zobaczmy, co to takiego i co możemy na to poradzić. Więc dobrze jest potraktować te sytuacje jednostkowo, nie jako coś, co wyznacza kierunek na przyszłość, co ustala jakieś trendy. Tak już po prostu będzie. Za każdym razem co roku będę jeździć i go odbierać, bo jemu się znudzi, bo jemu zupa nie będzie smakowała, bo jemu kolega coś powie. No bez przesady. Tu chodzi o stworzenie takiego fundamentu. na którym dziecko będzie czuło, miało święte przekonanie, że jak ono będzie potrzebowało pomocy, to zostanie potraktowane poważnie. Co nie znaczy, chcę to bardzo podkreślać, dlatego to robię już któryś raz, co nie znaczy, że wydarzy się to dokładnie według jego scenariusza, że rodzice przyjadą i zabiorą, ale że potraktują poważnie, że nie zbagatelizują, że nie powiedzą, synek, daj spokój,

Nie przejmuj się kolegami. Na wychowawce to zawsze tam mają jakieś tam swoje. Dobra, luzik tam. Ciesz się pogodą, przygodą, zajęciami i nie bierz do głowy. To nie jest potraktowanie poważne. To jest bagatelizowanie. I ja wiem, że my je często robimy w dobrej wierze, bo chcemy pomóc dzieciom złapać dystans, uodpornić się, ale w ten sposób się nie łapie dystansu i się człowiek nie uodparnia, bo wychodzi z takiej sytuacji z przekonaniem, że jest sam. Więc zaciska zęby, żeby przetrwać, ale nie wytwarza w sobie takiej elastyczności. Tą elastyczność, tą odporność, ten dystans łapiemy wtedy, kiedy ktoś się do nas przysiądzie i powie, jestem przy tobie, nie jesteś z tym sam, sama.

Więc bierzemy te emocje, nazywamy je, mówimy ok, jak on ci tak powiedział, to ty się zdenerwowałeś, było ci przykro, no jasne, rozumiem, no pewnie, że tak, no każdemu było przykro. Nie mówimy dziecku, że o jeny, o jeny, ale straszne, jak oni mogli cię tak potraktować, ale ty jesteś biedny, to ja już jadę, żebyś ty nie był w tym strasznym miejscu. Tylko mówimy, ok, no to zrozumiałe, że możesz czuć się tak i tak. No to jasne, to pewnie, że to mogło być trudne. I co dalej z tym, słuchaj? Jak ty to widzisz? To jest dopiero sygnał dla dziecka, że my wiemy, że ono sobie da radę. Nie wtedy, kiedy mu powiemy, dobra synek, dasz radę, zaciśnij zęby. Przyjmujemy to, o czym dziecko opowiada, nie oceniamy tego i mówimy, i co ty z tym dalej chcesz zrobić?

Czego teraz potrzebujesz? To jest sygnał, ja wierzę, że ty masz zasoby i kompetencje, żeby sobie z tym poradzić i być może tą kompetencją będzie to, że ja przyjadę i ci pomogę. Ty mnie poprosisz o to, żebym przyjechała i cię zebrała. Ale ja wierzę... Jestem przekonana, że Ty umiesz szukać, stawiać sobie pytania, czego ja potrzebuję w tym momencie. Ok, czyli reasumując, kiedy słyszymy słowa, mamo, tato, ja nie chcę tu być, przyjedźcie po mnie, ja chcę wrócić, czy mogę już wrócić do domu, to po pierwsze dajmy sobie i dziecku chwilę na to, żeby się namyślić i podrążyć. Ale nie po to, żeby ugrać trochę czasu i grać na zwłokę, tylko żeby naprawdę zatrzymać się i dowiedzieć się, co się wydarzyło, jak dziecko to widzi, jak ono się w tym odnajduje, jaka jest dla niego skala problemu.

Żebyśmy zbadali też swoje intencje. Jak chcemy podjąć jakieś działanie, na przykład przekonując dziecko, że powinno zostać, albo wsiadając od razu w samochód i jadąc po nie. to z jakiej intencji działamy? Jakie przekonania, obawy, pragnienia nami kierują? I czy to jest rzeczywiście to, czego nasze dziecko potrzebuje w danym momencie? Bo być może, kiedy ono mówi, że chce wracać, to ono chce powiedzieć, że jemu teraz, dzisiaj jest trudno, ale niekoniecznie potrzebuje, żeby je stąd zabierać. Bo ono ma w sobie taki margines... tolerancji na pewne wyzwania i niewygody. Z drugiej strony, jeżeli słyszymy to w zasadzie od początku, każdego dnia, kiedy dzwonimy, kontaktujemy się z dzieckiem, pada to pytanie, a my wytrwale odpowiadamy, nie zostań do końca, zobaczysz, będzie fajnie, to po prostu trzeba przetrwać, przyzwyczaić się i zobaczysz, będzie super, no to też pytanie, czy to jest to, czego potrzebuje nasze dziecko, które próbuje się do nas dobić z jakimś komunikatem, a my go nie słyszymy, tylko mamy swoją wizję.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.