Mentionsy Mentionsy
Płytkast
Płytkast

08: Kate Bush – Hounds of Love

08.07.2022 ·2 godz 17 min · 13 rozdziałów

W ósmym Płytkaście rzucamy się na głęboką wodę, by popłynąć z jej aktualnym prądem - Kate Bush i jej piąta płyta "Hounds of Love" wiosną 2022 roku przeżywają swój wielki renesans popularności dzięki zaistnieniu "Running Up That Hill" w serialu "Stranger Things" (i tym samym na listach przebojów). Ponieważ każdy z nas ma trwającą od dzieciństwa relację z dorobkiem tej artystki, bierzemy na warsztat jej najlepiej znane, flagowe dzieło, które jednak obok parady przebojowych singli zawiera też porcję charakterystycznych dla niej dziwactw, odjazdów i introspekcji. W katalogu Kate Bush "Hounds of Love" jest też albumem pod wieloma względami albumem specyficznym i przełomowym. Wyjaśniamy dlaczego. 00:31:00 Running Up That Hill (A Deal With God) 00:48:45 Hounds of Love 01:00:45 The Big Sky 01:09:15 Mother Stands for Comfort 01:18:00 Cloudbusting 01:32:00 And Dream of Sheep 01:39:25 Under Ice 01:45:35 Waking the Witch 01:52:40 Watching You Without Me 01:58:45 Jig of Life 02:03:20 Hello Earth 02:09:20 The Morning Fog ------------ Grafika: Jacek Ambrożewski (https://www.facebook.com/ambrozewski) Nasze profile w social mediach: Płytkast: https://www.facebook.com/plytkast Ambrocore (Kuba): https://www.facebook.com/ambrocore Substance Only (Borys): https://www.facebook.com/substanceonly Muzyczny blog Glebogryzarki ztj. Afrojax (Michał): https://www.facebook.com/glebogryzarkamusic

0:00 · Introdukcja gościa i tematu 1

Witam serdecznie Państwa. To jest specjalny odcinek magazynu Płytkast, w którym omawiamy ważne albumy, utwór po utworze. Dzisiaj moimi gośćmi w tym odcinku, jak rzekłem, specjalnym są... Del Palmer. Alan Shearer. Ja się nazywam Kuteusz Zebedeusz. To jest Płytkast. Proszę Państwa, dzisiaj będziemy omawiali Najgorętszą artystkę, najnowszą od ostatnich tygodni. A jest to Kate Bush. Proszę Państwa, Kate Bush. Tak, wychodzimy naprzeciw zapotrzebowaniu. Nasza podaż niech nadąża za popytem. Także dzisiaj weźmiemy na warsztat płytę Hounds of Love.

2:37 · Historia osobista z Kate Bush 2

I jakby każdy entry point wydaje mi się, że dla pewnej grupy może być skuteczny i dobry. Ja się cieszę z tego, że ta piosenka zrobiła taką karierę. Jest to z jednej strony taki bardzo abstrakcyjny, surrealistyczny moment, który się zdarza raz na 10 lat gdzieś w popkulturze, że coś takiego Nagle wystrzela z niesamowitą siłą w kompletnie nieoczekiwanym miejscu. Ja to bardzo lubię. A dwa, jestem ciekawy, co się po prostu stanie dalej z tym, z dziedzictwem Kate Bush, o którym myślę, że dzisiaj dużo opowiemy. Nie tylko o Płytkach Hounds. Mamy inną w ogóle genezę, prawda? Bo z tego co pamiętam i u jednego i u drugiego po prostu Kate Bush była w domu. Znaczy...

Nie przypominam sobie żadnego innego artysty, z którym byłbym tak zrośnięty od tak wczesnego okresu w życiu, bo moi rodzice, opowiadałem już tę historię, ale powiem ją jeszcze raz, mieli na szpulach dwie płyty, które zdaje się są w ogóle z tego samego roku co ja, czyli z 1978. To były Kick Inside i The Wall. I ja te płyty znam z kołyski po prostu. One latały i wbiły mi się w pamięć mocno, a jeszcze dodatkowo, szczególnie właśnie utwory z Hounds of Love, pamiętam doskonale z listy przebojów trójki. Chodziłem do pierwszej klasy podstawówki i jarałem się Running Up That Hill, więc bardzo się cieszę, że dzieci, które teraz są w pierwszej klasie podstawówki, również mają szansę zajarać się Running Up That Hill.

5:06 · Premiera albumu i jej kontekst 1

A czy już po pewnym uproszczeniu Formuły, tak. I artystka też absolutnie zasiliła taki panteon w swoim czasie gwiazd popkultury i trafiała do takiego absolutnie mainstreamu, co jest też zdarzeniem wyjątkowym, to jest ewenement. Takich artystów było niewielu, ale już ich niektórych omawialiśmy w naszym cyklu, tak, poczynając od The Beatles właśnie, a Kate Bush jest jednym z kolejnych przykładów na to. Czy jeszcze coś mamy do powiedzenia konkretnie o tym albumie? Ja jeszcze mam dużo do powiedzenia. Myślę, że o tym albumie możemy powiedzieć dużo, ale może powiedzmy o tym, co było wcześniej. Trochę, żeby uporządkować dla państwa, którzy może nie przestudiowali Wikipedii przed naszym odcinkiem. Bo tak jak powiedzieliście Kate Bush się pojawia na scenie brytyjskiej gdzieś w połowie lat 70-tych i jest odkryta przez gitarzystę, wokalistę Pink Floyd Davida Gilmora, który zapłacił zdaje się za wyprodukowanie takiego pierwszego profesjonalnego demo jej i zaprowadził ją z tym demo pod drzwi wytwórni EMI, która ochoczo podpisała z nią kontrakt, ale

9:56 · Styl i wpływ artystki 2

No wiecie, muzyki, którą docenię i babcia, i ciocia, prawda? A jednak Hounds of Love za pomocą środków, którymi się posługuję, już trochę pozycjonuje ją jakby na innym biegunie tej mapy całej, powiedziałbym. Zwróćcie też uwagę, bo chciałem to powiedzieć już od paru minut, że po raz kolejny w Płytkaście mamy Wunderkinda. Takiego poważnego wunderkinda mamy, tak? Bo mieliśmy, jak sama nazwa wskazuje, pseudonim Stevie Wonder i mieliśmy Bjerg. I jeśli chodzi o Kate Bush, no to to przecież była młoda poetka. która rzuciła szkołę, wchodziła na lekcje baletu, pantomimy, była jakby wszechstronna w tym. To taki przykład takiej dziewczyny, że myślę, że już jako taka młoda nastolatka nie było wątpliwości, jeśli ją ktoś znał na tym etapie.

Ona jest ekstremalnie nie uliczna i nietestosteronowa. To jest, jeśli miałbym stwierdzić, jak brzmi estrogen, puściłbym Kate Bush. Co jest już na dzień dobry doskonałym dokumentem, na który się w ogóle wchodzi na rynek. Że jest się bardzo wyrazistym artystą, a to, że nie ma w niej nic proleckiego, no nic dziwnego, zważywszy właśnie ten upbringing, pochodzenie, atuty ekonomiczno-społeczne. Tata pianista, bracia muzycy folkowi, multi-instrumentaliści i tak dalej, prawda? Rodzina, która już za pochodzenie są punkty. Tak, jakby to jest taka upper middle class. Ale oczywiście ekstremalny talent też, no wystarczy posłuchać niemal dowolnie wybranego utworu z jej pierwszych dwóch płyt, jest szansa, że trafi się na jakiś przebieg, na który inni artyści pracują całą karierę, jeśli go nie dopracowują.

15:23 · Modernizm w muzyce 2

I to zdecydowanie, bo ona sięgnęła po takie środki wyrazu, które wtedy w osiemdziesiątym tam bodajże drugim były naprawdę totalnie... Tak, pod względem brzmieniowym wiadomo wiem o czym mówisz, natomiast bardziej mi chodziło o to, że ten modernizm stał się przyswajalny w taki popowy sposób dzięki stronie Hounds of Love, że to już nie był to tylko kącik konesera. Mimo wszystko, jak dla mnie, sierot po progroku, bo jakby The Dreaming to jest muzyka podobnie jak, nie wiem, Discipline King Crimson, dla ludzi, którzy cały czas żyli tym progrokiem, pewnymi komplikacjami muzykologicznymi, ale już nie chcieli po raz kolejny słyszeć solówki w 20-minutowy i jakby były nowe narzędzia do tego, tak? A Hounds of Love to już jest jednak pop. Nie mówię o przystępnej brytyjskości, a mówię o pozbyciu się pewnej dziwnej brytyjskości z jej głównie songwritingu.

Na tej płycie pojawiają się utwory, które pasują do formatu radiowego i też pasują do Dużej części innej muzyki pop, która w tym czasie się pojawia w mediach i nagle Kate Bush jakby brzmi obok tego spójnie i może być tego częścią. No dobrze, to powiedzmy w tym razie o tym, że to, o czym mówicie, to był tak naprawdę proces, to nie jest tak, że to się stało nagle w 85. A ja też tak uważam. Hounds of Love. Bo Kate całkowicie świadomie, po okresie, w którym bardzo ostro płynęła z harmonią i wyrazistością artystyczną, mówię o dwóch pierwszych płytach, zaczęła swoją muzykę upraszczać na trzecie, bo trzecia płyta jest już prostsza. Następnie jeszcze zaczęła ją umaszynawiać i unowocześniać brzmieniowo, to mówimy już o czwartej płycie, a potem jeszcze zrezygnowała w dużej mierze z eksperymentów z formą i z melodią.

18:23 · Zmiany w stylu artystki 2

Tu się chyba zgodzimy, ale skupmy się, że Never Forever jest tak naprawdę jej najbardziej piosenkową płytą od początku do końca. Tak, ale ten okres, który zaczyna się od Never Forever, a się kończy na Hounds of Love, dla mnie jest, w ogóle to jest najbardziej wciągający i dla mnie ciekawy jej okres, bo ja zawsze w artystach, którzy mają pewną bardzo zdefiniowaną, autorską formułę, lubię ten moment, kiedy oni się mierzą z pewną, też z pewnym takim Z rygorem jakby, tak. Komercyjnym wyzwaniem, z pewnym formatem i go wysadzają i jakby popychają w ten sposób muzykę pop do przodu, ale jednocześnie często muszą pójść na pewne jakieś kompromisy, na pewne jakieś uproszczenia, na pewien dialog z jakimś formatem. Ale narzucając ograniczenia, wyzyskuje z siebie esencję. I to jest mega ciekawe i to jakby wielu, wielu bardzo ciekawych artystów, o których już mówiliśmy w Płytkastie, ale o których pewnie też będziemy jeszcze mówić, musiało się z tym zmierzyć i z tego się tworzą rzeczy historyczne, o których mówimy 40 lat temu.

Jeśli chodzi o ekspresję, to tutaj kierunek jest w przeciwną stronę, bo ona wyszła od miłych, gładkich barw, stałych pulsów i w sumie niewielkich różnic dynamicznych, a zmierzała w kierunku chorych słuchowisk, teatru dla odpornych dorosłych i takich formalnych eksperymentów, jak na przykład są na Hounds of Love ewidentne w drugiej części płyty, na przykład w utworze Hello Earth, który składa się z dwóch segmentów przeplecionych, które mają się do siebie kurwa tak nijak, że... Tak, ale o tym powiem, że się nie mają. Także może byśmy zaczęli mówić o muzyce. Jeszcze tylko na poziomie syntezy kompozycyjnej. Zwróćcie uwagę, że kompozytorka, w ogóle Sophie Stipopo, prawda, na początku, w tradycji pewnej bakarakowskiej, fejgenowskiej, pewnej wykwintności, zmiany na fortepianie, przesuwanie frazy, zabawa metrum, akcentem, tonacjami itd.

22:13 · Kompozycja i technologia produkcji 4

Prawie w ogóle wszystkie numery na tej płycie biorą sobie jakąś jedną skalę i używają tutaj dość ograniczonej jednak palety, bo to jest jedna skala, do malowania tych niesamowicie bogatych, a przynajmniej takie wrażenie robiących numerów. Tak jakby Kate sobie postawiła za cel szukanie piękna maksymalnego w tym takim diatonicznym podejściu, Jakby próbowała zrozumieć, co ludzie w nim widzą, bo tutaj są niektóre numery, a trafimy na taki już w pierwszym indeksie, to są numery na jednym akrodzie. Ale to jest poważka, jeśli chodzi o prowadzenie motywu, prawda? To jest ten kierunek, bo ja przynajmniej tak to wyczuwam Słuchaj, to jest tak. Ta harmonia jest bardzo płynna. Jeśli już się uprzeć, jakby zapisywać ją akordowo, to tu jest mnóstwo kwart i non. Niewiele w sumie ta harmonia kotwiczy.

W ogóle nic prawie nie gra tych akordowych bloków. Harmonia jest złożona na wszystkie instrumenty w aranżu, to jest takie bardzo przeplecione ze sobą, intertwined. Każdy instrument z wokalem włącznie może w każdej chwili wejść na każdy interwał. I w tym sensie nie jest to typowa płyta popowa, rozrywkowa, tylko klasycyzująco-modalna. Zdecydowanie. Można by nawet zaryzykować, że to jest barokowy pop, no ale tutaj brak jednak jest tej polifonii, dominacja pierwszego głosu. Głosu Kate jest niezaprzeczalna. Zwykle brakuje dla niej kontrapunktu, aczkolwiek w najlepszych numerach na płycie znajdziemy ten kontrapunkt. Przynajmniej troszeczkę. Utrzymano wyraźny podział na melodię i harmonię, dlatego możemy mówić o klasycyzującym podejściu, a na modalnym, no bo skala, a nie akordy. Słuchajcie, tak jeszcze, żeby trochę dopiąć tę naszą dyskusję i przejść już do samej płyty, to też powiedzmy, że mierzymy się dzisiaj z pewną osobliwością, jeżeli chodzi w ogóle o format albumu.

I oczywiście, kiedy pojawił się Płytkast, to część z osób, które już słuchały pierwszych odcinków, szybko zasugerowało, żebyśmy tę płytę wzięli na warsztat i nasze pierwsze podejście było takie, że... Powiedzieliśmy na to never forever. Never Forever. To się po prostu nie może udać, bo ta płyta jest ułożona w pewien specyficzny sposób. Jest złożona z dwóch suit. Pierwszej suity, no takiej konwencjonalnie powiedzmy piosenkowej, singlowej i drugiej, która jest pewnego rodzaju eksperymentem. A jaki to jest format? Pro-rockowy oczywiście. Dokładnie tak. Natomiast ja się nad tym zastanawiałem teraz słuchając tej płyty i mam świadomość tego, że do pewnego stopnia bluźnię, Ale nie wiem, czy się z tą tezą zgodzicie. Ona jest w bardzo mocny sposób, oczywiście ten format jest w bardzo mocny sposób zasugerowany przez samą artystkę, przez to, jak ten album jest rozpisany na samej okładce, że właściwie to są dwa osobne albumy, dwa mini-albumy, ale myślę, że poza może dwoma utworami na stronie drugiej, ja sobie jestem w stanie wyobrazić, że te utwory można tak wymieszać, tak poukładać,

To byłaby de facto kolejna płyta Kate Bush, gdzie jest trochę utworów przebojowych, trochę utworów dziwnych, trochę jakiejś takiej narracji, która między nimi się dzieje, ale niekoniecznie musiało to tak wyglądać, jak ona to ostatecznie zrobiła. Też spróbuję później przy stronie B, jak będziemy omawiać, trochę zdemitolegizować stereotypy dotyczące strony B, bo uważam, że one są gdzieś tam zapisane na stałe z głoskami w historii popu, a trochę nie do końca tak to wygląda, jak niektórzy by to upraszczali. Właśnie, jeżeli ktoś słuchał takich płyt jak Never Forever, jak The Dreaming, to niekoniecznie to wejście na stronę B musi być odznaczone takim szlabanem, że tam to już się dzieją tak pojebane rzeczy, że nawet nie próbujcie tego słuchać, bo to jest po prostu jakiś jeden wielki gąszcz dziwnych pomysłów. Ja jestem zdania, że tam się dzieją rzeczy bardzo różne i też rzeczy, które niekoniecznie muszą być jakimś ekstremum, jeżeli chodzi o tę artystkę.

25:23 · Struktura albumu 11

A ja bym chyba powiedział też, że pół na pół, ale tak od strony kulturowej chyba jednak ta wokalistka może być trochę przez was niedoceniana, że to jednak jest pewien głos tak pomnikowy i ikoniczny i tak słyszalny później w tak wielu różnych nieoczekiwanych miejscach. 08. Kate Bush Hounds of Love.

Napisał Roman Kołtoń z Greenagers, a dokładnie Łukasz Błaszczyk, że trochę jak z tym dziadkiem na YouTubie, który bronił kościoła. Albo wódka, albo Bóg, panie. Albo wódka, albo Bóg. I teraz więcej idą do wódki. I więzienia są pełne, prawda? No więc albo Madonna z Like a Virgin, zresztą symptomatyczne, że Hounds of Love zrzuciło z pierwszego miejsca w czarcach brytyjskich właśnie Like a Virgin, albo właśnie Hounds of Love jako dwie najbardziej wpływowe, nie mówimy kto co lubi, tylko... Płyty dla kobiet w popie od tamtej pory można było podzielić, jakby kobiety, które chcą w tym popie funkcjonować jakoś na własnych zasadach, są autorskie, zadziorne i w tym wszystkim świadome, w jakiś tam sposób forward thinking itd.

Są takie postacie jeszcze jak Carole King na przykład. Też w takiej tradycji autorskiej. Polemizował. Później lata 80-te Kate Bush, 90-te najeżdżając trochę na początek XXI wieku to by była Bjerg, tak bym to widział. I później zacząłem się zastanawiać, że już w XXI wieku, te dwie dekady, już nie jest tak łatwo wskazać oczywistą taką dominację jednej takiej super autorki przez duże a. No wiesz, czy byłaby to Missy Elliot, czy byłaby to Eryka Badu, może M.I.A. w pewnym sensie takim właśnie, Urbanowo World, w przeplataniu różnych inspiracji. Dla mnie nie do końca Beyoncé, choć pewnie niektórzy by tak widzieli, bo ja wolę Beyoncé z czasów Destiny's Child niż solową.

Nie czuję też fenomenu Fiona Apple, chociaż na przykład słuchając Fiona Apple, dużo słyszę w niej Kate Bush, tak, więc jakby tak się to gdzieś tam zapętla, a tych dosłownych następczyń byłoby sporo, pewnie moglibyśmy wyjść od Tori Amos, poczynając tak przez Nie wiem, Saint Vincent, Florence and the Machine i tak dalej. Tak, Julia Holter, tak, też, no ta wspomniana Lana Del Rey też jakby z postaci z poziomu... Ale Kate Bush nie była naśladow... No, u nas tak, ale nie była taką naśladowczynią nikogo, prawda? Więc to musiałby być ktoś, jakaś kobieta, która sama wymyśliła jakiś własny w tym wszystkim język. No to tak pozostawiam też słuchaczom do przemyślenia, bo... I słuchaczkom. I słuchaczkom najbardziej, przede wszystkim słuchaczkom do takiej rozkminy. To co? Przechodzimy? Tak.

Proszę, symbolicznie napocząłeś te dyskusje Michale, więc proponuję, żebyś również zaczął od pierwszego utworu. Running up that hill, a deal with God. Ja straciłem głos ze wzruszenia w międzyczasie, ale spróbuję się przez to przebić. Zacznijmy od tego. Płyta Hounds of Love dla mnie jest popową wersją płyty The Dreaming, która została niedobrze przyjęta i się nie sprzedała, a Kate mimo to z wielką pewnością siebie pozostawiła technologię, kierunek, sound z tamtej płyty. Ale perfekcyjnie doanalizowała się, co w The Dreaming było takiego niestrawnego i usunęła to z mieszanki.

No i słychać to już w pierwszym kawałku, bo siłą Kate Bush, w dużej mierze jako pani kompozytor, była do tej pory bardzo bogata harmonia. Oczywiście, jak powiedziałem, na trzeciej płycie już była ona nieco mniej bogata, na czwartej jeszcze mniej. Ale czegoś takiego, żeby zrobić numer na jednym akordzie, a w zasadzie to ma miejsce w Running Up That Hill, bo bazą tego kawałka jest stojący pad, grający akord C-moll, to tego jeszcze nie graliśmy. Ponadto, ten numer, mimo że Kate mówiła w wywiadach, że to była płyta, która pochłonęła potworną ilość pracy, że ona nie mogła się doczekać, aż tę płytę skończy, że to były trzy lata jakby krwi, potu i łez, to ten kawałek brzmi demówkowo i jest demówkowy w zasadzie, ponieważ tak jak został na szybko zrobiony, zaprogramowany

Tego wieczora, kiedy powstał, kiedy Del Palmer zaprogramował Lindrama, a Kate usiadła do Fairlighta i pojechali, to nie zastąpiono tych brzmień, które wtedy były w praniu, niczym innym. To jest tak naprawdę wszystko zagrane na jednym soundzie. W chujowym soundzie violoncelli z Fairlighta. To jest wszystko patch o nazwie Cello II. Jak to jest możliwe, że zamiast zatrudnić oktet muzyków i nagrać tę de facto muzykę kameralną, bo ten numer, jakby odjąć z niego bębny, byłby tak naprawdę muzyką kameralną, tylko że jest ten wielki bęben taneczny, zdublowany lindram bębnami żywymi, Jak to się dzieje, że ten jeden sound jakby robi cały numer?

Właśnie syntetyczna, programowana, ale też eteryczna, w pewnym sensie taka bardziej prostolinijna, bo Kate Bush do tej pory skakała bardzo swobodnie po nutkach, łamała konwenanse kompozycyjne, dużo u niej było zmian rytmu, takiej nieregularności, a tutaj jest wszystko pod linijkę na cztery. Podyktowane tym galopującym rytmem, tymi właśnie bramkowanymi bębnami, bo jak rozumiem, to jest też technicznie ten sound, Michał, dobrze mówię? Czy nie? Gated? To trudno stwierdzić, dlatego że tutaj gra maszyna i gra żywy muzyk. Mi się wydaje, że jednak nie, że tutaj więcej jest lindrama niż żywych bębnów. Lindram bramkowany być nie musi, bo ma ten sound od razu z definicji, tylko wystarczy nałożyć na niego river, żeby zabrzmiał

No okej, a niemniej wpisuje się to w pewien też ten trend. Tak, to jest ten big beat. Tak, i cóż, ta piosenka faktycznie była świetnym pomysłem, strzałem na to, żeby talent Kate Bush mógł zostać doceniony przez masowego odbiorcę, zwłaszcza, że jest to po prostu utwór o miłości, o w miarę uniwersalnym przekazie, z pewnym fajnym twistem w tekście, tym, prawda, motywem, że gdybyśmy się zamienili, ja byłabym mężczyzną, ty byłbyś kobietą, to wtedy na pewno Te wszystkie jakieś nieporozumienia między nami by się dało wyprostować. I to jest też jakby zrozumiałe, jest to takie wow, ale na poziomie, który nie jest dziwny dla po prostu przeciętnego słuchacza radia.

Jest jakieś drugie, trzecie dno, które ja w takim utworze mogę znaleźć, a tutaj nie do końca tak jest chyba. I dlatego to nie jest, to nie jest mój ulubiony utwór na tej płycie, wręcz, może nie wręcz. Jest to najmniej ulubiony. Jest to moje miejsce szóste i skoro ocenialiśmy, to ja również dzisiaj będę podawał oceny 8,5. I zaskoczyłeś mnie bardzo. Fajnie, że jest Płytkast, bo się wiele rzeczy możemy o sobie dowiedzieć, bo zawsze bym obstawiał, Kuba, że ty szukasz właśnie tej takiej instant popowości, takiej chwytliwości, takich artystów w swoich najbardziej przejawach, takich, wiesz, właśnie, przepraszam, populistycznych w dobrym tego słowa znaczeniu, tak? Że jakby potrafią zawładnąć sercami i umysłami jak najszerszego. Tak, być może dalszy przebieg tej rozmowy potwierdzi tę tezę, ale akurat w tym utworze to jest dla mnie już trochę za bardzo po drugiej stronie.

Nie wiem, czy mi się przyśniło, czy padł tam jakiś wielki bęben. Jeżeli tak, to mi się kojarzy z Ulyssesem Joyce'a, bo kiedyś Słomczyński napisał taki artykuł o tym, jak długo szukał, co to jest ten bęben i że to nie chodziło o bęben, tylko o bęben. A ładnie się to rymuje z monologiem Molly w The Sensual World, ale to później nastąpiło, jeśli chodzi o Kate Bush. Co do samej piosenki, no wspomniany Fairlight, Fairlight CMI, czyli komputerowa stacja robocza, czyli komputerowa sieć internet, jak to ktoś kiedyś powiedział. Pytanie, czy decyduje o sposobie

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.