Mentionsy Mentionsy
Piekło jest tu
Piekło jest tu

PIEKŁO JEST TU #137. Tamtej nocy poznała zło

21.09.2024 ·59 min 8 s

Było popołudnie, 26 września 2008 roku, gdy nastoletnia mieszkanka Wrocławia wyszła ze swojego domu na koncert. Rodzicom powiedziała, że do domu wróci o 22. Jednak nigdy już się w nim nie pojawiła. Śledzwo wykazało, że pojawiła się w złym miejscu o złym czasie, spotykając tam niewłaściwego człowieka. Chociaż z drugiej strony, jak się okazało, mężczyzna ten tego dnia w ogóle nie powinien być na wolności. Czy więc nastolatka mogła żyć? Kto zawinił w tej sprawie? Kim było zło, które stanęło na jej drodze i dlaczego właściwie stało się złem? ____________________ Źródła: https://docs.google.com/document/d/1vqYwwh_VZipCRfFSNTmEvZQERYrHrAMT3eJ2EtK3KQQ/edit?usp=sharing

O tym, że to zło istnieje, przekonała się pewnego wieczoru, gdy stanęła z nim oko w oko. Jest to tragedia całej, bardzo zżytej ze sobą rodziny. Ale jeśli coś możemy z tej historii wyciągnąć, to wniosek, że nie da się uchronić swoich bliskich przed niebezpieczeństwami, choćbyśmy nie wiem jak się starali. Nie mamy wpływu na to, kogo spotykają nasi bliscy, z kim nawiązują relacje, ani nie możemy wiedzieć, że jakiś przypadkowy kontakt może być dla nich wyrokiem. Maja miała niespełna 16 lat i była drugą z kolei córką małżeństwa Katarzyny i Zbigniewa. Jej starsza o 2 lata siostra miała na imię Julia.

Dlatego też zazwyczaj w tym domu nie było zakazów, kar, ani innych nauczek za błędy czy przewinienia. Za to było mnóstwo rzeczowych rozmów i dużo wyrozumiałości. Córki Katarzyny i Zbigniewa zawsze otwarcie mówiły o swoich planach. Jeśli rodzicom któryś z pomysłów się nie spodobał, starał się wyjaśnić z czego to wynika. Zarówno Maja, jak i Julia poważnie traktowały te rozmowy z rodzicami. Każdy miał swój czas na przedstawienie własnych argumentów, a później dochodzili do wspólnej konkluzji. Dziewczyny także miały prawo do decydowania o własnym towarzystwie. Z kim chciały się spotykać, z tym mogły. Gdy wspólni znajomi odwiedzali ich dom, dało się tam wyczuć przyjemną i dość luźną atmosferę.

Panowała tam taka otwartość, a goście zawsze byli mile widziani. Zwłaszcza, że rodzice dziewczyn, mimo że nie chcieli ingerować w ich znajomości i przyjaźnie, to chcieli bliżej poznać środowisko, do którego należą. Często więc dołączali do towarzystwa i wszyscy razem spędzali miło czas, np. gotując, a później jedząc. Często też koleżanki zostawały u Maji na noc. Rodzice nastolatki nigdy nie mieli nic przeciwko temu. Rzadko jednak wyrażali zgodę na to, aby to ich córka nocowała poza domem. Maja przestrzegała tej reguły. Katarzyna zaobserwowała, że zwłaszcza jej młodsza córka była bardzo lubiana przez swoich znajomych.

Może dlatego, że była bardzo kontaktową dziewczyną, ale również bardzo sprawiedliwą i wrażliwą. Kochała muzykę, podobnie jak jej mama miała duszę artystki. Zresztą z licznych źródeł do tej sprawy wynika, że cała rodzina składała się z artystów, zwłaszcza patrząc na późniejsze wydarzenia, o których na pewno wspomnę już na koniec odcinka jako taki dodatek. Maja uwielbiała pisać wiersze, a nawet założyła zespół razem ze swoją starszą siostrą Julią. Obie były utalentowane muzycznie. Dodatkowo Julia miała bardzo ładny głos i nawet w 2009 roku wygrała odcinek popularnego programu Szansa na Sukces. Obie skończyły także szkołę muzyczną, grały na pianinie.

Fascynował je każdy gatunek muzyki, ale przede wszystkim mocniejsze brzmienia. Dla równowagi dziewczyny lubiły posłuchać także muzyki klasycznej. Maja chodziła do gimnazjum, po wakacjach w 2008 roku zaczęła ostatnią klasę. Jej mama, Katarzyna, nie pracowała, gdy dziewczynka przyszła na świat, choć była bardzo wykształconą osobą. Była artystką, konkretniej malarką. Ukończyła studia na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu, a w późniejszym czasie zrobiła także doktorat, również w dziedzinie sztuki. Kilka lat spędziła zajmując się rosnącymi córkami oraz domem, ale kiedy jedna z córek poszła już do zerówki, jej mama zatrudniła się w tej samej placówce i prowadziła tam zajęcia plastyczne.

Dwa lata później do tej samej zerówki dołączyła Maja. Katarzyna otwarcie przyznawała w późniejszych wywiadach, że całe jej życie kręciło się wokół jej własnych dzieci, które były dla niej najważniejsze. I podjęcie pracy w szkole, do której uczęszczały jej córki, też nie było przypadkiem. Chciała mieć je na oku, ale nie po to, aby je kontrolować, raczej aby dawać im wsparcie i pewnego rodzaju otuchę. Była ze swoimi córkami silnie związana emocjonalnie i one z nią również. Dopiero gdy zarówno Maja jak i Julia były już nastolatkami, Katarzyna wróciła do swojej wcześniejszej pracy, która była zarówno jej pasją. W ich domu mieściła się jej pracownia artystyczna, gdzie malowała obrazy.

Wykładała także na uczelni, której była absolwentką. Szczególnie Maja bardzo podziwiała i doceniała swoją mamę jako artystkę. Miała do niej ogromne zaufanie i jej zdanie liczyło się dla niej najbardziej. Dlatego dzieliła się z mamą swoją twórczością, pokazując te wiersze, które sama uważała za wystarczająco dobre i prosiła ją o recenzję, jakby to właśnie ona była dla niej największym autorytetem. Do tych wierszy, których Maja nie chciała mamie pokazać, Katarzyna nigdy nie próbowała zdobyć dostępu. Szanowała prywatność i wybory swoich córek. Maja oprócz tego, że sama tworzyła poezję, uwielbiała czytać zarówno wiersze, jak i powieści.

Co wskazuje też na to, że zarówno Maja jak i Julia musiały bardzo kochać zwierzęta i to mógłby być rzeczywiście pretekst do tego, aby wywabić je z bezpiecznego miejsca. Ale oprócz tego, że rodzice zakazali dziewczynom pójścia gdzieś z obcymi, nie podawali powodów, dla których ktokolwiek chciałby je zabrać. Więc chociaż ostrzegali, to tak naprawdę ich córki nie do końca miały świadomość, co mogłoby się stać, gdyby rzeczywiście poszły gdzieś z obcą osobą. Nie miały więc zbyt dużej świadomości niebezpieczeństwa, które mogło im grozić. Ale może rodzice wtedy nie tłumaczyli tego z tych względów, że córki miały zaledwie kilka lat i może i tak niczego by z tego nie zrozumiały. W późniejszych latach jednak w tej rodzinie również nie mówiło się o zagrożeniach, które czyhają wokół.

W domu dziewczyn nie było też miejsca na programy telewizyjne związane ze sprawami kryminalnymi, takie jak np. popularny magazyn kryminalny 997. Nie oglądało się także filmów, które ukazywały przemoc albo zawierały wątki kryminalne. Dlatego zarówno Maja jak i Julia nie miały zbyt wielkiej świadomości na temat zła, które żyje tuż obok dobra, a dobro znały doskonale. Można więc powiedzieć, że żyły one w pewnego rodzaju bańce, zamknięte w świecie, który pokazywali im rodzice, myśląc, że tak będzie dla nich najbezpieczniej. A rodzice, przekonani, że w ten sposób je chronią, zanim pokazali córkom jakiś film czy bajkę, sami najpierw starali się je obejrzeć i zorientować się, czy nie zawierają niczego, co w jakiś sposób mogłoby później rzutować na ich światopogląd.

Obie były bardzo ufne w stosunku do ludzi, ale również nie były obojętne na cudzą krzywdę czy niedolę, bo rodzice dawali im dobry przykład, jak wspierać osoby w kryzysie. Maja razem ze swoją mamą pewnego dnia pomogły bezdomnemu mężczyźnie. Żeby zapewnić mu choć trochę wygody, choć trudno mówić o komforcie, gdy mieszka się na ulicy, podarowały mu pościel. Dziewczyna wszystkich ludzi traktowała równo i nigdy nie oceniała ich sytuacji materialnej czy życiowej. Była inteligentną, błyskotliwą dziewczyną i, jak wspominała w wywiadzie dla Gazety Wyborczej jej mama, dojrzałą ponad swój wiek. Nie wiem dokładnie, co miała na myśli, gdy wypowiadała te słowa, jednak, jako że była to jej mama, na pewno znała swoją córkę najlepiej.

Maja bardzo dobrze i szybko się uczyła. Była zdolna, ambitna i mimo młodego wieku miała już jakiś plan na swoją przyszłość. A w tej przyszłości widziała siebie jako artystkę. Planowała nawet razem ze swoją mamą współtworzyć jedną z wystaw, które tworzyła właśnie Katarzyna. Obie były bardzo podekscytowane na myśl o tej współpracy, ale do tego była jeszcze długa droga. Wspomniałam wcześniej, że Maja bardzo kochała muzykę i była ona również niejednokrotnie jej inspiracją w realizowaniu później swojej własnej twórczości. Z tego też względu ważną rozrywkę w życiu nastolatki stanowiły koncerty. Dziewczyna dość często pojawiała się w popularnych we Wrocławiu klubach, gdzie akurat występował jakiś blisk jej duszy artysta.

Rodzice nastolatki czasami mieli wątpliwości co do tego, aby pozwolić córkom uczestniczyć w takich wydarzeniach. Zwłaszcza gdy dany artysta grał muzykę dosyć ostrą, gdzie tłum koncertowiczów na przykład tańczył popularny wśród punków czy metalowców taniec pogo. Jest on dosyć agresywnym, a na pewno dynamicznym tańcem, podczas którego nie trudno o jakieś kontuzje. I właśnie głównie tego obawiali się rodzice. Córki jednak zawsze tłumaczyły, w jakim celu idą do danego klubu i siła ich argumentów przekonywała Katarzynę i Zbigniewa. Zarówno Maja, jak i Julia często chodziły na te koncerty w towarzystwie przyjaciół, co tym bardziej sprawiało, że rodzice byli o nie spokojniejsi.

W grupie zawsze raźniej i bezpieczniej, zwłaszcza w tak zgranej, jaką tworzyły ze swoimi przyjaciółmi obie dziewczyny. I tak też było 26 września 2008 roku. Maja od jakiegoś czasu planowała spotkać się ze swoimi znajomymi w klubie Madness we Wrocławiu. Klub ten znajdował się w dzielnicy, w której dawniej dziewczyna mieszkała. Znała ją więc dosyć dobrze, a przynajmniej niektóre okolice. Miał tam zagrać zespół z gatunku rockowych. Dla Maji była to jedna z niewielu okazji, aby na żywo usłyszeć jednych z lubianych przez siebie artystów. Choć początkowo mama dziewczyny miała pewne wątpliwości, czy tak młoda dziewczyna powinna brać udział w takim koncercie, Maja ostatecznie ją przekonała.

Najpierw zrezygnowała koleżanka, której nie stać było na kupno wejściówki do klubu. Później swoją absencję oznajmił ktoś, kto akurat w tym czasie poczuł się nieco gorzej, tak więc stan zdrowia nie pozwalał mu na opuszczenie domu. Maja mimo wszystko dotrzymała danego grupie słowa i wychodząc z domu o godzinie 17 może wciąż liczyła, że jednak na koncercie pojawią się jeszcze inne osoby, które wcześniej deklarowały swoją obecność. Ale o godzinie 17.30, gdy dziewczyna dotarła w umówione wcześniej miejsce o ustalonej porze spotkania, nie zastała nikogo ze swoich znajomych. W dodatku okazało się, że miała przy sobie mniej pieniędzy niż powinna mieć, przez co i jej brakowało do biletu.

Wcześniej wzięła od mamy trochę gotówki, ale widocznie okazała się to zbyt mała kwota. Dlatego Maja postanowiła, że zbierze brakujące pieniądze, licząc na dobre serce ludzi. Z tego, co później w wywiadzie mówiła Katarzyna, to nie był pierwszy raz, gdy jej córka w taki sposób zbierała pieniądze na koncert. Traktowała to jako element zabawy. Czasami specjalnie nie brała pieniędzy z domu, aby uzbierać je tuż przed rozpoczęciem koncertu. Zazwyczaj się udawało i tym razem też nie było inaczej. Koncert miał rozpocząć się, jak wynika ze źródeł, około godziny 21. Nie wiem jednak, czy jest to prawdziwa informacja, bo mama Mai powiedziała, że dziewczyna deklarowała powrót do domu o godzinie 22.

Biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze musiała do niego dotrzeć, wydaje mi się, że musiał on zacząć się jednak trochę wcześniej. Co prawda Maja podobno miała wyjść w trakcie koncertu, ale i tak nie pojechała przecież na niego po to, aby spędzić tam zaledwie kilkanaście minut. Droga do jej domu była wówczas również w remoncie, więc tym bardziej z powodu tych utrudnień czas powrotu musiał się wydłużyć. Jakakolwiek jest prawda, pewność mamy tylko w takiej kwestii, że Maja nie uczestniczyła w tym koncercie. Rodzice i siostra także na próżno oczekiwali jej powrotu do domu. Niepokój pojawił się tak naprawdę od razu, gdy wybiła godzina 22, a Maja nie stanęła w drzwiach domu.

Katarzyna była przekonana, że córka może nadal znajdowała się w tramwaju, dlatego spróbowała do niej zadzwonić. Telefon milczał. O ile Maja miała naprawdę dużo swobody i rodzice byli wyrozumiali co do jej planów, o tyle zawsze wracała o tej godzinie, którą wcześniej z nimi ustaliła. Nawet niewielkie spóźnienie zgłaszała wcześniej rodzicom, np. wysłała wiadomość czy nawet na chwilkę zadzwoniła. Tym razem z nastolatką nie było żadnego kontaktu, a matczyne serce jakby od razu wyczuło, że coś jest nie tak. Rodzice próbowali dodzwonić się do niej jeszcze wiele razy, ale jej komórka wciąż i wciąż milczała. Ta noc była na pewno jedną z gorszych, jakie w swoim życiu ta rodzina musiała przeżyć.

Co smutne, w tamtym momencie już najprawdopodobniej wiedziano, co stało się z nastolatką. Nikt jednak nie poinformował rodziców od razu. Najpierw ich przesłuchano. Wezwano na komisariat inny niż ten, na którym później przewieziono rodziców, także ich starszą córkę Julię. O tym już policjanci nie powiedzieli rodzicom. Katarzyna próbowała skontaktować się z Julką, ponieważ miały taką umowę, że oni jadą zgłosić zaginięcie, a ona miała zostać w domu i czekać, w razie gdyby Maja wróciła, a na przykład nie miała przy sobie kluczy, choć zawsze miała, ale trzeba było przygotować się na każdą ewentualność, bo mogła je na przykład zgubić. I serce Katarzyny, kiedy siedziała na tym komisariacie, biło jeszcze mocniej, ze strachu tym razem już o obie córki, bo z żadną nie było kontaktu.

Jednak pani Katarzyna wspomina ten moment ze spotkania z panią psycholog trochę z niesmakiem, trochę jakby sama nie mogła uwierzyć, że ktoś z takimi kompetencjami rzucił do nich pozbawione współczucia, troski czy empatii zdanie. Pani Kasiu, panie Zbyszku, mam dla was taką wiadomość. Państwa córka Maja nie żyje. Na ciało dziewczyny około godziny 8 rano, 27 września 2008 roku, natknęła się kobieta, która wyprowadzała swojego psa na poranny spacer. W tym samym czasie rodzice nastolatki pojawili się już na komisariacie policji. Funkcjonariusze zatem musieli dostać wiadomość o znalezionych zwłokach w momencie, gdy zrozpaczeni rodzice byli przez nich przesłuchiwani.

Ale jednak nie, bo przyczyną jej śmierci było uduszenie. Sprawca dosłownie katował swoją ofiarę już po tym, jak ją zgwałcił. Bił ją po całym ciele, a nawet po nim skakał. Raport z sekcji zwłok zawierał tak brutalną listę obrażeń, które odniosła dziewczyna, że nie podano wszystkich do wiadomości publicznej. Wiadomo jednak, że duszenie też było bardzo brutalne, bo Maja miała zmiażdżoną krtań. Ktoś z rodziny musiał zidentyfikować ciało, choć wcześniej Zbigniew i Katarzyna pokazali policjantom zdjęcie swojej córki. Kto widział ciało ofiary, mógł już przypuszczać, że okazanie go rodzinie tylko potwierdzi przypuszczenia. I tak rzeczywiście było. Początkowo Maję miał zidentyfikować tylko jej tata, ale Katarzyna, nie mogąc nadal uwierzyć w to, co niedawno usłyszała, niemal siłą wtargnęła na salę, gdzie leżało ciało jej córki.

Co prawda miała prawo do tego, aby ją zobaczyć, ale zarówno lekarze, jak i policjanci chcieli ją uchronić przed widokiem tak zmasakrowanej dziewczynki. Gdy kobieta usłyszała krzyk swojego męża dobiegający z pomieszczenia, w którym leżała martwa Maja, wyrwała się i pobiegła na salę. Chciała pobyć chwilę sam na sam z córką. Próbowała jej dotykać. Nie chciała wpatrywać się w jej ciało, jakby wiedziała, że to może złamać ją jeszcze bardziej. Zaledwie dotykała jej włosów, które były całe w piasku. Policjant przerwał jednak tę czynność. Po pierwsze, ofiary nie można było dotykać. Po drugie, trzeba było już stamtąd wyjść. Katarzyna przypatrywała się czynności wykonywanej przez policjanta i podczas gdy on zapinał czarny worek, ona zauważyła, że ten się poruszył.

Z nadzieją oznajmiła to funkcjonariuszowi. Ten niestety ponownie musiał ją zranić, ponieważ workiem poruszył lekki wiaterek, który powodowała klimatyzację. Następnie rodzina była przesłuchiwana ponownie. To przesłuchanie Katarzyna wspomina jako kolejne, dość traumatyczne przeżycie. Wszystkie te dni były bardzo bolesne, ale nietaktowność i pytania, które zadawali policjanci sprawiały, że jej matczyne serce cierpiało jeszcze bardziej. Nie wiadomo skąd funkcjonariusze policji dowiedzieli się o tym, jaki styl życia prowadziła Maja. Być może jej ubiór wskazywał na to, że lubiła mocniejsze brzmienia. Ale policjanci pytali np. o to, czy to prawda, że Maja należała do jakiejś subkultury.

Czy to prawda, że zadawała się z punkami, insynuując, jakby popadła w złe towarzystwo, zadawała się z niewłaściwymi osobami, czy sama prowadziła się niewłaściwie. Mama dziewczyny stanowczo zaprzeczyła, że jej córka identyfikowała się z jakąkolwiek subkulturą. Ona lubiła wszystkich ludzi, nie dobierała towarzystwa na podstawie wspólnych zainteresowań. Ten trudny dzień, spędzony niemal w całości na komisariacie, zakończył się dla rodziny Maji około godziny 21, gdy wszyscy mogli już pojechać do domu. Katarzyna, Zbigniew i ich córka Julia nie potrafili otrząsnąć się z tej tragedii. Nie docierało do nich wciąż, że Maja już nie wróci do domu.

Mimo wszystko podświadomie wciąż na nią czekali. Całą noc po powrocie z komisariatu do domu przesiedzieli w kuchni przy stole, a gdy poszli spać, już świtało. Sen długo nie przychodził, ale gdy już przyszedł, po pierwszym obudzeniu się ze świadomością tego, że Maja nie żyje, trudno było wyjść z łóżka i zacząć żyć jak gdyby nigdy nic. Katarzyna zauważyła, że ludzie traktowali ich inaczej niż zwykle. Tylko naprawdę bliska rodzina i naprawdę oddani przyjaciele kontaktowali się z nimi, wspierali ich, pytali co im potrzeba. Większość jednak, pewnie z niewiedzy jak zacząć taką rozmowę, wolało ich unikać.

Rodzina po pogrzebie Maii czuła się na tyle niekomfortowo w większych skupiskach społeczności, wśród której dotąd żyła, że wolała zmienić kościół. Odtąd pojawiała się w zupełnie innej parafii, gdzieś daleko, gdzie nikt nie miał świadomości, że są ludźmi, którzy niedawno stracili córkę. 3 października 2008 roku, dzień po urodzinach swojej mamy, Maja spoczęła na cmentarzu na Marszowicach. W jej ostatniej drodze towarzyszyła jej nie tylko rodzina, ale również jej znajomi i przyjaciele, ale także rówieśnicy, którzy nawet jej nie znali, ale bardzo byli poruszeni tym, co musiała przejść przed samą śmiercią. Z tragedią tej rodzinie nie pozwolił uporać się również fakt, że w internecie, na różnych forach czy pod różnymi postami zaczęły pojawiać się nieprzychylne komentarze dotyczące zmarłej nastolatki.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.