Mentionsy Mentionsy
Piekło jest tu
Piekło jest tu

PIEKŁO JEST TU #137. Tamtej nocy poznała zło

21.09.2024 ·59 min 8 s

Było popołudnie, 26 września 2008 roku, gdy nastoletnia mieszkanka Wrocławia wyszła ze swojego domu na koncert. Rodzicom powiedziała, że do domu wróci o 22. Jednak nigdy już się w nim nie pojawiła. Śledzwo wykazało, że pojawiła się w złym miejscu o złym czasie, spotykając tam niewłaściwego człowieka. Chociaż z drugiej strony, jak się okazało, mężczyzna ten tego dnia w ogóle nie powinien być na wolności. Czy więc nastolatka mogła żyć? Kto zawinił w tej sprawie? Kim było zło, które stanęło na jej drodze i dlaczego właściwie stało się złem? ____________________ Źródła: https://docs.google.com/document/d/1vqYwwh_VZipCRfFSNTmEvZQERYrHrAMT3eJ2EtK3KQQ/edit?usp=sharing

Ale lubiła także spędzać czas na świeżym powietrzu. Była sprawną fizycznie, wysportowaną dziewczyną, trenującą głównie bieg. W plenerze lubiła także robić zdjęcia. Fotografia była, jak już można zauważyć, tylko jedną z wielu jej artystycznych pasji. W domu Mai nie mówiło się o złych rzeczach ani o złych ludziach. Co prawda, gdy zarówno ona jak i jej siostra były małe, rodzice starali się uczulać je na to, że nie wszyscy ludzie mają dobre intencje. Uczyli zatem swoje córki, aby nigdy nie podejmowały rozmowy z obcymi osobami. Zwłaszcza gdyby te chciały je dokądś zwabić, np. pod pretekstem pokazania im jakichś zwierzątek.

Zwłaszcza, że miała pójść tam w gronie swoich koleżanek. Tym razem bez starszej siostry, która wówczas miała inne, swoje prywatne sprawy. I tym razem także nie ze stałą grupą przyjaciół, ale z koleżankami, które poznała w minione wakacje. Były to dość świeże znajomości, ale gdy jest się nastolatką czas wpłynie trochę inaczej. Inaczej też traktuje się nowo poznane osoby. Choć może w przypadku Mai, która była osobą otwartą na nowe znajomości, nie robiło tak naprawdę różnicy to, z kim na ten koncert pójdzie. Jednak tuż przed samym wyjściem z domu, przed godziną 17, dziewczyna zaczęła dostawać od swoich znajomych wiadomości na gadu-gadu albo smsowe, które jasno wskazywały na to, że paczka powoli wykrusza się ze wspólnych planów.

Wcześniej wzięła od mamy trochę gotówki, ale widocznie okazała się to zbyt mała kwota. Dlatego Maja postanowiła, że zbierze brakujące pieniądze, licząc na dobre serce ludzi. Z tego, co później w wywiadzie mówiła Katarzyna, to nie był pierwszy raz, gdy jej córka w taki sposób zbierała pieniądze na koncert. Traktowała to jako element zabawy. Czasami specjalnie nie brała pieniędzy z domu, aby uzbierać je tuż przed rozpoczęciem koncertu. Zazwyczaj się udawało i tym razem też nie było inaczej. Koncert miał rozpocząć się, jak wynika ze źródeł, około godziny 21. Nie wiem jednak, czy jest to prawdziwa informacja, bo mama Mai powiedziała, że dziewczyna deklarowała powrót do domu o godzinie 22.

Nikt nie spał, wszyscy robili co w ich mocy, aby dowiedzieć się czegokolwiek o miejscu pobytu Mai. Julia dodała post w internecie o nieobecności Mai w domu z nadzieją, że ktoś ze znajomych nastolatki widział ją. Nikt jednak nie przekazał jej żadnych sensownych i konkretnych informacji, oprócz wysyłania wiadomości, w których robili sobie żarty, zadając pytania, czy mamusia się o nią martwi. I chociaż Katarzyna miała już najgorsze przeczucia, a nawet pewność, że jej córkę spotkało coś złego, a cały ten ból związany z tą myślą wyrażał się głównie w jej postawie, w jej ciele, bo kobieta wspominała, że trudno jej było nawet się poruszyć, jakby jej ciało zastygło, to cały czas w głowie szukała usprawiedliwień nieobecności Mai.

Przez chwilę złapała się nadziei, że nastolatka po koncercie postanowiła przenocować u kogoś znajomego, a wyłączyła telefon, bo bała się powiedzieć o tym rodzicom, znając przecież ich stanowisko w tym temacie. Jednak nigdy wcześniej takie sytuacje nie miały miejsca, więc trudno je było sobie nawet wyobrażać. Z samego rana rodzice Mai postanowili pójść na policję i zgłosić jej zaginięcie. Obawiali się tego, że na komisariacie nie potraktują ich poważnie, że nie zaczną poszukiwań od razu. Znamy przecież wiele takich przykładów. Policjanci informują wówczas bliskich, że musi minąć przynajmniej 24 godziny od zaginięcia, co wcale nie jest prawdą. Ale w tym wypadku Katarzyna i Zbigniewa oraz ich obawy o córkę potraktowano naprawdę poważnie i od razu zaczęto działania.

Ale jednak nie, bo przyczyną jej śmierci było uduszenie. Sprawca dosłownie katował swoją ofiarę już po tym, jak ją zgwałcił. Bił ją po całym ciele, a nawet po nim skakał. Raport z sekcji zwłok zawierał tak brutalną listę obrażeń, które odniosła dziewczyna, że nie podano wszystkich do wiadomości publicznej. Wiadomo jednak, że duszenie też było bardzo brutalne, bo Maja miała zmiażdżoną krtań. Ktoś z rodziny musiał zidentyfikować ciało, choć wcześniej Zbigniew i Katarzyna pokazali policjantom zdjęcie swojej córki. Kto widział ciało ofiary, mógł już przypuszczać, że okazanie go rodzinie tylko potwierdzi przypuszczenia. I tak rzeczywiście było. Początkowo Maję miał zidentyfikować tylko jej tata, ale Katarzyna, nie mogąc nadal uwierzyć w to, co niedawno usłyszała, niemal siłą wtargnęła na salę, gdzie leżało ciało jej córki.

Rodzina po pogrzebie Maii czuła się na tyle niekomfortowo w większych skupiskach społeczności, wśród której dotąd żyła, że wolała zmienić kościół. Odtąd pojawiała się w zupełnie innej parafii, gdzieś daleko, gdzie nikt nie miał świadomości, że są ludźmi, którzy niedawno stracili córkę. 3 października 2008 roku, dzień po urodzinach swojej mamy, Maja spoczęła na cmentarzu na Marszowicach. W jej ostatniej drodze towarzyszyła jej nie tylko rodzina, ale również jej znajomi i przyjaciele, ale także rówieśnicy, którzy nawet jej nie znali, ale bardzo byli poruszeni tym, co musiała przejść przed samą śmiercią. Z tragedią tej rodzinie nie pozwolił uporać się również fakt, że w internecie, na różnych forach czy pod różnymi postami zaczęły pojawiać się nieprzychylne komentarze dotyczące zmarłej nastolatki.

Rodzice i siostra Mai z trudem czytali te komentarze obcych im ludzi. Oceniające, krzywdzące. Zarzucano rodzicom, że niedostatecznie zajmowali się swoimi córkami, skoro niespełna 16-letnia dziewczyna włóczyła się samotnie nocą pod klubem, gdzie wiadomo, że można trafić na niebezpiecznych ludzi, będących dodatkowo pod wpływem różnych substancji. Z tym, że Maja nie miała być sama tamtej nocy. Miały towarzyszyć jej koleżanki. A o tym, że żadna z nich nie przyszła, nie wiedzieli rodzice ofiary, ani też sama ofiara, gdy wychodziła z domu na koncert. Krzywdzące było także dla nich to, że pisali te komentarze zapewne też ludzie, którzy znali tę rodzinę. Musieli wiedzieć, że dziewczyny były wychowywane w myśl zasady, że tylko dana im swoboda i zaufanie rodziców do nich może spowodować, że ich wzajemna relacja będzie szczera, prawdziwa, dobra i zgodna.

Zwłaszcza, że pracy śledczych przyglądały się nieustannie media, które sprawę tę szeroko komentowały, domagając się odnalezienia zabójcy. Ludzie żyli w strachu, tak samo jak w strachu żyła rodzina Maji. Dopóki nie złapano zabójcy ich córki, nie mogli czuć się bezpiecznie, podobnie jak reszta okolicznych mieszkańców. Na szczęście przełom przyszedł dość szybko, tuż po tym, jak policjanci zabezpieczyli monitoring w klubie Madness. Okazało się, że bardzo dobrze uchwycił postać Mai nieopodal klubu, gdy próbowała zbierać pieniądze na bilet i w tym czasie rozmawiała z wieloma osobami. Jedną z tych osób był pewien mężczyzna, na pierwszy rzut oka sporo starszy od nastolatki.

Chwilę z nią porozmawiał, a następnie gdzieś się z nią oddalił i zniknął z zasięgu kamery. Nie wyglądało na to, aby Maja znała wcześniej tego mężczyznę, ale też zdecydowanie się go nie przestraszyła. Rozmowa, którą prowadzili, musiała przebiegać spokojnie i miło. Nastolatka wydawała się być uśmiechnięta, zadowolona, na pewno nieprzerażona. Oddaliła się z tym mężczyzną dobrowolnie kilkanaście minut po tym, jak dołączył do niej pod klubem. Doszło także do przesłuchania wszystkich osób, które 26 września 2008 roku znajdowały się w tym klubie w podanych godzinach. Niektórzy potwierdzili, że widzieli Maję w towarzystwie jakiegoś mężczyzny.

A później znów wsiadał w pociąg i jechał do ostatniej stacji. Tak też było w dniu, w którym poznał Maję. Wsiadł do pociągu zmierzającego z Opola do Wrocławia i tam poznał grupkę ludzi, która przyjęła go do swojego grona. I to właśnie jej członkowie namówili Wiesława do tego, aby poszedł z nimi na koncert do klubu Madnes. Wiesław zgodził się, bo przecież nie miał nic innego do roboty. Zwłaszcza, że towarzystwo było naprawdę miłe, częstowało go alkoholem, od którego ten nie stronił, a wszystko wskazuje też na to, że był od niego uzależniony. Nie gardził też innymi używkami. Podczas tego kursu sam twierdził, że odurzał się albo klejem, albo rozpuszczalnikiem, bo podawał obie te wersje zamiennie.

Maja była wyraźnie zadowolona z nadwyżki i chciała za nią kupić sobie coś do picia. Nie w klubie, a w sklepie, który znajdował się nieopodal. Z innego źródła wynika, że była to stacja benzynowa. Gdy powiedziała, że idzie do sklepu, Wiesław zaproponował jej swoje towarzystwo. Sam miał wówczas ochotę napić się piwa. Nastolatka nie miała nic przeciwko temu, aby poszli razem. Do rozpoczęcia koncertu było jeszcze trochę czasu. Parę doskonale zapamiętał sprzedawca, który tamtego wieczoru obsługiwał Wiesława i Maję. Dziewczyna nie wyglądała na wystraszoną, ale mężczyzna zwrócił uwagę na jej t-shirt. O ironio widniał na nim napis HELP ME.

Czasami nawet stał tyłem do zgromadzonych w sądzie. Nie chciał też zabierać głosu. Zdecydował, że będzie odpowiadał tylko na pytania swojego obrońcy. Razem z obrońcą zresztą wystąpił do sądu z wnioskiem o zmianę składu sędziowskiego. Sędzią w jego procesie była kobieta i to właśnie nie odpowiadało oskarżonemu. Wniosek ten jednak został odrzucony. Wiesław zmienił swoje wyjaśnienia i na sali sądowej już nie przyznawał się do winy. Twierdził, że Maję chciał tylko pocałować, ale jej nie zabił i nie zgwałcił. Mówił, że to ona chciała odbyć z nim stosunek seksualny i że do niczego jej nie zmuszał. Gdy od niej odchodził, ona jeszcze żyła, ale za chwilę znowu zmienił swoje wyjaśnienia.

Rodzina Mai dzielnie walczyła o jej dobre imię, nawet przed sądem, przedstawiając opinie o ofierze uzyskane m.in. od jej nauczycieli. Wciąż bowiem w internecie pojawiały się negatywne wpisy na temat nastolatki, przypuszczenia, jakoby sama przyczyniła się do swojej tragedii, Oczywiście pisały to osoby, które Mai nie znały, ponieważ jej przyjaciele aktywnie uczestniczyli w procesie i, podobnie jak jej rodzina, bronili jej dobrego imienia. Rodzice jednak nie chcieli, aby słowa takich ludzi, którzy nie znali ani Mai, ani jej bliskich, Mieli wpływ na odbiór tej dziewczyny, bardzo skrzywdzonej przez obcego człowieka, przez sąd i świadków procesu i po to między innymi wystąpili do nauczycieli o napisanie takiej opinii o nastolatce.

Każda z tych opinii była dla niego niekorzystna. Dlatego sąd nie widział innego wyjścia, niż zatrzymać oskarżonego dożywotnią w więzieniu. Sąd zobowiązał skazanego także do wypłacenia rodzinie Maji za dość uczynienia. 120 tysięcy złotych na ręce jej rodziców, 50 tysięcy dla Julii, jej siostry. Odtajnił również nazwisko sprawcy, jak i jego wizerunek. Nazywa się on Wiesław Matusiak, a jeśli chcecie zobaczyć jego twarz, zachęcam do zajrzenia do źródeł. Wszystkie linki umieszczam w jednym linku pod opisem odcinka. Cała rodzina Mai, a zwłaszcza jej mama, bardzo długo dochodziła do siebie po tej tragedii.

Jak sama wspominała w wywiadzie, którego udzieliła w 2010 roku, przez prawie rok nie wchodziła do swojej pracowni i nie była w stanie malować. Jednak zmotywowała się do powrotu do swojej pasji, myśląc o tym, jak sztuka była ważna dla jej córki. Zaczęła wówczas malować obrazy, które stanowiły zbiór pod tytułem Treny i jest to nazwa nieprzypadkowa. W hołdzie dla tragicznie zmarłej Mai Katarzyna zorganizowała wystawę, którą zatytułowała fragmentem jednego z jej wierszy – Traktuj mnie jak przenośnie. Tam wystawiła zbiór swoich prac nazwany Treny oraz pokazała także twórczość swojej córki. Tak brzmiał opis tej wystawy.

Marzenia Mai o jej dorosłym życiu wypełnionym twórczością uwzględniały również plany naszych wspólnych wystaw. Oczywiście kiedyś, w dalekiej przyszłości. Wśród licznych pasji Mai fotografia cyfrowa zajmowała ważne miejsce. Prezentowane na wystawie autoportrety to tylko skromna cząstka z jej zadziwiająco bogatego jak na piętnastolatkę dorobku. Tytuł wystawy to fragment jednego z wielu jej wierszy. Cykl moich obrazów treny zaczął powstawać po stracie córeczki. Katarzyna nadal jest aktywna artystycznie, zarówno w kraju jak i poza nim. Ma także konto na Instagramie, na którym dzieli się swoją twórczością. Jej starsza córka Julia osiągnęła sukces muzyczny.

Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.