PIEKŁO JEST TU #135. Twierdził, że robił to z miłości
W 2018 roku w Mrągowie samotnie mieszkała Barbara. Niedawno rozstała się ze swoim mężem, choć wciąż nie uzyskała rozwodu. Mimo że formalnie nie była kobietą wolną, związała się z mężczyzną, którego znała już od jakiegoś czasu, ale poznała go lepiej dopiero po przeprowadzce na inne osiedle. Okazało się bowiem, że zostali swoimi sąsiadami. Ich relacja rozwijała się powoli, ale kobiecie nie spieszyło się do żadnych deklaracji. Ceniła sobie swoją wolność oraz prywatność. Niestety nie potrafił zrozumieć tego jej partner, który jej przestrzeń osobistą zaczął naruszać zbyt często i zbyt nachalnie. Gdy Barbara postanowiła się z nim rozstać, jego działania przybrały na sile. Tak bardzo, że czuła się osaczona. Jak rozwinęła się ta historia i do czego doprowadziło odrzucenie, którego doświadczył mężczyzna i z którym nie mógł się pogodzić? ______________ Źródła: https://docs.google.com/document/d/1AwFTwUtaqreq93tPFe4wpE9yV5fJR24-wa1iSDOA2Q8/edit?usp=sharing
I niestety, między innymi właśnie przez to podejście, pewna kobieta straciła życie, bo nie doczekała się pomocy, po którą wyciągnęła rękę i to nie jeden raz. Barbara mieszkała w Mrągowie, mieście położonym w województwie warmińsko-mazurskim, zamieszkałym przez 20 tysięcy ludzi i dobiegała już pięćdziesiątki. Rocznikowo miała ukończony 49 rok życia. W ostatnim czasie jej życie prywatne nieco się skomplikowało, a na pewno zaszło w nim sporo zmian. Od jakiegoś czasu, prawdopodobnie od 2015 roku, była w separacji ze swoim mężem, z którym miała dwóch już dorosłych synów, Pawła i Damiana. Wciąż nie miała rozwodu, ale sprawa była już w toku i była to tylko kwestia czasu, bowiem obie strony zgodziły się na rozwiązanie związku małżeńskiego i miały niebawem spotkać się na sali sądowej w Olsztynie, gdzie toczyła się ich sprawa.
Eks-partner i prawie były mąż Barbary po tym rozstaniu postanowił zmienić całkowicie lokalizację i wyjechał w zupełnie inny zakątek kraju, na Śląsk, gdzie zapewne ułożył sobie życie. Po decyzji o rozstaniu Barbara została praktycznie sama. Jej synowie mieszkali daleko, bo jeden w Warszawie, drugi w Gdańsku, ale nie znaczy to, że nie utrzymywali ze sobą kontaktów. Odwiedzali się tak często, jak było to możliwe. Barbara chcąc ułożyć sobie życie na nowo i przede wszystkim zmienić otoczenie przeniosła się do innej części miasta na osiedle Mazurskie i w jednych znajdujących się tam bloków kupiła mieszkanie usytuowane na parterze. Do tego mieszkania wprowadziła się razem ze swoim pupilem, a dokładniej z psem.
Do tej pory jej życie płynęło w miarę spokojnie. Może nie była szczególnie zamożna, ale zawsze finansowo jakoś jej się wiodło. Dotychczas pracowała jako sprzedawczyni, głównie handlowała odzieżą, jak podają źródła, na targu czy też na rynku. Była właścicielką tego niewielkiego sklepiku. Z biegiem czasu biznes ten przestał się opłacać, a wręcz przynosił tylko straty i trzeba było do niego ciągle dokładać. I wtedy Barbara, obawiając się o całkowitą utratę dochodu i tym samym środków do życia, postanowiła złożyć wniosek o przyznanie jej renty. Nie wiem czy była na coś chora, czy ktoś jej tak po prostu doradził. W każdym razie podstaw do przyznania renty nie było, a więc kobieta zmuszona była zamknąć na stałe swój sklepik i postanowiła zatrudnić się na etacie u innego przedsiębiorcy.
I tak Barbara została zatrudniona jako sprzątaczka. Kobieta prowadziła spokojny tryb życia. Chodziła do pracy, na zakupy, na spacery z psem, odwiedzała swoich znajomych, przyjaciółki, kontaktowała się z synami. W cieplejsze dni jeździła na działkę, którą miała w niedaleko położonym lasowcu i głównie tak mijały jej dni. Z czasem jednak do jej codzienności dołączył pewien mężczyzna. Barbara znała go już wcześniej, ponieważ był to miejscowy mechanik samochodowy, który nieraz naprawiał jej samochód, jeszcze zanim ta rozstała się ze swoim mężem. Wcześniej jednak pozostawali tylko w koleżeńskich stosunkach, ale jak się okazało, mechanik ten mieszkał w bezpośrednim sąsiedztwie Barbary, dosłownie blok w blok, tak, że mogli siebie nawzajem widzieć ze swoich okien.
I tak para zaczęła coraz częściej spotykać się przy okazji wyprowadzania swoich pupili na spacery, ponieważ ten mężczyzna również miał psa. Kilka takich nieoczekiwanych spotkań doprowadziły do rozwoju tej relacji. Z czasem Barbara i jej nowy znajomy zaczęli się umawiać, a kobieta zapraszała go nawet pod swój dach, proponując czy to kawę czy obiad. Mężczyzna miał na imię Cezary, był o rok starszy od Barbary i w przeciwieństwie do niej miał czystą kartę. Nigdy się nie ożenił, nie posiadał dzieci ani stałej partnerki. Jego życie osobiste było bardzo nudne, dlatego Cezary, zazwyczaj żeby zagłuszyć tę pustkę, rzucał się w wir pracy.
Cezary był człowiekiem słabo wykształconym, ponieważ był zaledwie po podstawówce. Trudno też powiedzieć o nim, że był ogarnięty życiowo, skoro leciał mu już 50 rok życia, a do tej pory żadna z kobiet, z którymi był kiedyś związany, nie zdecydowała się założyć z nim rodziny. Bo to nie jest tak, że on nigdy nie chciał czy nie miał czasu na związki. Był w kilku relacjach, ale żadna ostatecznie nie była trwała. Być może wpływ na to miała jego choroba alkoholowa. W momencie, gdy Cezary poznał Barbarę, od jakiegoś czasu był już trzeźwym alkoholikiem, ale jak wiemy, z choroby tej nie da się wyjść. Trudno powiedzieć jak wyglądała przeszłość Cezarego w momencie gdy pił, ale być może właśnie ten fakt miał wpływ na to jak potoczyły się miłosne wątki w jego życiu.
Były one zaparkowane w różnych częściach miasta, na przeróżnych parkingach, czasami nawet poza miastem. Zazwyczaj Cezary zmieniał te samochody, poruszał się tym na jazdę, którym danego dnia miał ochotę. Wracając jednak do jego relacji z Barbarą. Kobieta, spotykając się z nim, niewiele wiedziała o jego przeszłości ani nawet o nim samym. Para żyła raczej dniem aktualnym, nie wracając do przeszłości. Co prawda pewnych rzeczy w relacji nie da się ukryć, a wychodzą one na światło dzienne w bardzo naturalny sposób, tak jak np. stan cywilny, zawód, miejsce zamieszkania i też zazwyczaj nie ma powodów, aby chcieć to ukrywać. Skrytość Cezarego widzieli przede wszystkim synowie Barbary i żaden z nich nie uważał tego za coś normalnego.
Ale kobieta mimo ich obaw nadal się z nim widywała i to dość regularnie. Tylko gdy odwiedzali ją synowie, to wtedy przekładała spotkania z partnerem, aby spędzić ten czas wyłącznie z nimi. Wówczas też nie wspominała o Cezarym, ponieważ znała podejście synów do tego mężczyzny. Tak jak już powiedziałam, spacery pary po okolicy zamieniły się niebawem we wspólne kawy w mieszkaniu Barbary, a nawet z czasem zaczęła ona zabierać swojego partnera na działkę pod Blągowo, gdzie miała domek letniskowy czy też altankę. Przedstawiała go także swoim znajomym. Synowie Barbary patrzyli na to z boku i choć do Cezarego mieli spory dystans, postanowili ostatecznie nie mieszać się w jego relacje z ich matką.
Głównie dlatego, że Barbara przedstawiała go nie jako swojego partnera, a jako po prostu przyjaciela czy też znajomego. Ludzie, którzy otaczali Barbarę, również znali Cezarego jako jej znajomego. Kobieta nie afiszowała się z tą relacją, być może sama nie traktowała jej na zbyt poważnie, a dawała się po prostu ponieść aktualnym emocjom, nie myśląc o tym, co może z tego wyjść i czy w ogóle może coś wyjść na dłuższą metę. Synowie Barbary widzieli, że ta relacja praktycznie stoi w miejscu i rzeczywiście przypomina bardziej przyjaźń niż partnerstwo, dlatego uznali, że nie jest to nic poważnego i nie ingerowali w wybory matki, wierząc, że czas zweryfikuje trwałość tego związku.
Mężczyzna nie lubił również, gdy ktoś za bardzo wtrącał się w jego prywatne sprawy. Nadmierna ilość pytań, którą kierowali do niego bliscy, wyprowadzała go z równowagi. Uważał, że jego życie osobiste jest tylko jego sprawą i nie chciał udzielać na ten temat informacji nikomu, nawet osobom najbliższym. Nie był więc człowiekiem łatwym we współdzieleniu codzienności, dlatego tym bardziej jego rodzinie było na rękę to, że większość dnia jednak się nie widywali. I Barbara z czasem poznała, co znaczy gniew i złość Cezarego. Po około 3 latach znajomości, kobieta zaczęła zauważać coraz więcej niepokojących sygnałów, które do tej pory albo ignorowała, albo to Cezary pokazywał swoją prawdziwą twarz powolutku, stopniowo, co pozwoliło jej po prostu to przeoczyć.
Nie potrafił zrozumieć, że Barbara chciała czasami zrobić coś sama, zawłaszczając każdy moment jej życia. Nie potrafił poradzić sobie z myślą, że kobieta jest poza jego zasięgiem i nie wiadomo, co w tym czasie robi. Nie miał do niej zaufania i niemal popadał w paranoję. A tego wszystkiego nie ukrywał przed Barbarą, która coraz bardziej zaczynała się go po prostu bać. Dlatego ostatecznie w czerwcu 2018 roku, kobieta postanowiła rozmówić się z partnerem raz na zawsze i zakończyć ich relację, która od jakiegoś czasu przeobraziła się niemalże w więzienie. W takich sytuacjach człowiek zazwyczaj, nawet jeśli nie potrafi pogodzić się z decyzją partnera, to daje sobie czas na jej zaakceptowanie.
Przepracowuje to rozstanie w ciszy, w swoim bezpiecznym miejscu, w komfortowych dla siebie warunkach. Ale Cezary widocznie nie był normalnym człowiekiem, ponieważ decyzja Barbary o zakończeniu ich relacji była punktem zwrotnym w ich znajomości. Dopiero wtedy bowiem ujawniła się całkowicie obsesja mężczyzny na punkcie Barbary. Cezary nie dopuszczał do siebie myśli, że to kobieta podejmuje decyzję o ich rozstaniu. Gdy stracił kontrolę nad tym związkiem, popadł we wściekłość, którą okazywał kobiecie praktycznie non stop. Im bardziej ona próbowała odciąć się od niego, unikać go, zbywać, tym bardziej on naciskał, nalegał, narzucał się.
Aż wreszcie, gdy nic nie wskurał, posunął się do ostateczności. Zaczęło się od nachodzenia kobiety w miejscach, o których wiedział, że Barbara tam się pojawia. Przychodził więc do tych samych sklepów, gdzie robiła zakupy, a nawet nachodził ją w miejscu jej pracy. Jednak najoczywistszym miejscem, gdzie mógł ją zastać, było jej mieszkanie, które zresztą obserwował z okna swojego pokoju i zawsze wiedział, czy kobieta jest akurat w domu, czy z niego wyszła. Podchodził więc pod klatkę schodową prowadzącą do jej mieszkania i nękał ją, wielokrotnie dzwoniąc domofonem. Jeśli ktoś wpuścił go na klatkę, szedł pod drzwi mieszkania, pukał do nich i czekał aż Barbara zareaguje.
Kobieta jednak była nieugięta i nie otwierała mu drzwi, ponieważ nie wiedziała czego może się po nim spodziewać. Zaczęła uważać Cezarego za człowieka niebezpiecznego i realnie bała się o siebie samą. Mężczyzna nie mógł pogodzić się z tym rozstaniem, a za rozpad tego związku uważał to, że jego eks-partnerka poznała po prostu innego mężczyznę. Czuł się oszukany i zdradzony i właśnie zdradę i nielojalność w związku zarzucał barbarze. Fakt jest jednak taki, że nie było żadnego innego mężczyzny, a jedynym powodem, przez który 50-latka zaczęła odsuwać się i odcinać od swojego sąsiada, było jego nieobliczalne zachowanie i to, że ją osaczał oraz próbował kontrolować każdy jej ruch, na co ona naturalnie nie chciała przystać.
Wielokrotne próby przekonania jej do zmiany decyzji, które podejmował Cezary, na nic się zdały. Jeśli już udało mu się porozmawiać z Barbarą, to tylko wtedy, gdy niby przypadkiem gdzieś ją spotkał. Te spotkania najczęściej przebiegały w burzliwej atmosferze. Cezary przy wielu świadkach, którymi mimowolnie stawali się obcy dla nich ludzie, nazywał Barbarę bardzo brzydkimi słowami, sugerującymi, że utrzymywała kontakty seksualne z wieloma mężczyznami. Zarzucał jej to, że jest kłamliwa, że jest zdrajczynią, że jest niewierna i używał tego typu określeń, nie dopuszczając Barbary zupełnie do głosu. Zdarzało się, że również przy świadkach groził kobiecie, obiecując jej, że ją zabije.
Było ich dziennie kilkadziesiąt, tych wiadomości i połączeń. Nie wiem, dlaczego kobieta nie zmieniła numeru telefonu. Być może zrobiła to, a on i tak jakimś cudem go zdobył. W każdym razie przez to, że Cezary wydzwaniał i wypisywał kilkadziesiąt razy na dobę, trudno jej było korzystać z telefonu, na który co kilkanaście minut przychodziła czy to wiadomość, czy połączenie. Dlatego kobieta posiadała też drugi telefon, z którego potajemnie korzystała. Zazwyczaj wykorzystywała go głównie do kontaktu z bliskimi sobie osobami, na przykład ze swoimi synami. I oni na początku byli jedynymi osobami, które wiedziały o sytuacji Barbary. I oczywiście wspierali ją tak jak mogli.
Cezary jeździł za Barbarą, śledził ją. Nie robił całymi dniami nic innego, jak tylko wypatrywał jej pod blokiem, a gdy już kobieta była zmuszona wyjść z domu i poruszała się swoim autem, to on odpalał swoje i jechał za nią, czy to do pracy, czy to do lasu, czy to na działkę. Wszędzie, gdzie była ona, był też on. Doszło do takiej sytuacji, że kobieta kiedy nie musiała, to nie wychodziła całkowicie z domu. Często też spędzała czas przy zgaszonym świetle, bo bała się, że mężczyzna widzi każdy jej ruch. Chciała również w ten sposób zmylić go, udając, że nie ma jej w domu. Zapasy w sklepie robiła tak duże, że znaczną część zamrażarki w jej domu zajmowały między innymi bochenki chleba, które kupowała po to, aby nie musieć zbyt często pojawiać się w przestrzeni publicznej, bo była spora szansa, że pojawi się tam równo z nią także Cezary.
Gdy nie widział Barbary dłuższy czas, razem ze swoim psem stawał pod jej balkonem i niby nic nie robił, tylko stał i patrzył się w jej okna. Nie wiadomo, co to miało na celu, ale jeśli chciał wzbudzić w kobiecie strach, no to działało. Mężczyzna wracał do swojego mieszkania dopiero wtedy, gdy zauważył, że w oknach zebrali się inni ludzie, nie rozumiejący powodu obecności Cezarego pod mieszkaniem ich sąsiadki i jednocześnie pod ich blokiem. To, że oni patrzyli na niego budziło w nim pewnego rodzaju dyskomfort, dlatego wówczas wolał usunąć się w cień. Regularnie jednak wracał do tych i podobnych działań. Barbara, kiedy musiała się gdzieś przemieścić, czy to do pracy, czy do koleżanki, czy choćby chciała tak po prostu gdzieś pojechać, zawsze przed wejściem do samochodu upewniała się, że Cezarego nie ma w pobliżu.
Szokiem dla Barbary był moment, gdy zastał ją w lesie, gdzie ona pod koniec sierpnia postanowiła w ramach relaksu wybrać się na grzyby. Pojechała w odludne, dość trudno dostępne miejsce, około 20 km za Mrągowo. Nie było jej zdaniem szans na to, aby Cezary wpadł na to, gdzie ona jest, gdzie jej szukać. A mimo to jakiś czas później mężczyzna stanął na jej drodze. I żeby to wybrzmiało, Barbara zgłaszała policji zachowanie Cezarego od niemalże samego początku tego prześladowania, czyli od końcówki czerwca. Najpierw, gdy czuła się zagrożona, powiadamiała policję telefonicznie i zazwyczaj do przyjazdu funkcjonariuszy Cezary zdążał się już z miejsca ulatniać, więc w policyjnej notatce pisano wówczas, że zgłoszenie było bezzasadne czy coś podobnego.
Syn Barbary w programie Interwencja na pytanie reportera o to, ile razy kobieta zgłaszała policji, że czuje się zagrożona, powiedział, że od końcówki czerwca takich zgłoszeń mogło być nawet 50 czy 60, ponieważ kobieta potrafiła zadzwonić nawet dwa razy w ciągu jednego dnia. Niestety żaden z tych razów nie zapewnił jej bezpieczeństwa. 31 lipca 2018 roku Barbara po raz pierwszy osobiście udała się na komendę policji, aby zgłosić prześladowanie i nękanie. Nie zdążyła jednak zrobić tego za tym razem, bo zaraz za nią w budynku komendy pojawił się Cezary. Barbara pospiesznie opuściła to miejsce, ale gdy upewniła się, że mężczyzna już odszedł, ponownie weszła do budynku i tym razem udało jej się porozmawiać z funkcjonariuszem policji.
I jeszcze tego samego dnia śledził Barbarę, gdy ta wracała z komendy do swojego mieszkania. Gdy zniknęła za drzwiami, Cezary jakimś sposobem dostał się na klatkę schodową i wyraźnie wzburzony zaczął natarczywie i agresywnie pukać, wręcz walić w jej drzwi, krzycząc coś, co kobietę musiało wyraźnie przestraszyć, ponieważ chwyciła za telefon i zadzwoniła po policję. Gdy patrol przyjechał, Cezarego nie było już w pobliżu. Kolejnego dnia, z samego rana, Barbara ponownie poszła na komendę i tym razem oficjalnie już zgłosiła przestępstwo, którego od co najmniej dwóch miesięcy permanentnie dopuszczał się jej sąsiad.
Zostało wszczęte postępowanie sprawdzające, ale w praktyce nie zadziało się nic. Barbara cały czas była nachodzona przez Cezarego, cały czas do niej wydzwaniał, pisał wiadomości i nie dawał jej po prostu spokojnie żyć. Zdarzyło się jeszcze kilka takich sytuacji, podczas których kobieta dzwoniła na policję. Policjanci przyjeżdżali, Cezarego na miejscu nie zastawali, więc odjeżdżali nie podejmując żadnych kroków, a kobieta z dnia na dzień coraz bardziej obawiała się o własne życie. W końcu jednak przyszła odrobina spokoju. Po kolejnej telefonicznej interwencji w sprawie prześladowania Barbary, o którą kobieta poprosiła kogoś znajomego, który również znał Cezarego prawdopodobnie był to jeden z jego współpracowników i Barbara uważała tego mężczyznę za jedyną osobę, która może wpłynąć na zachowanie swojego kolegi, ten wreszcie nieco się wycofał.
Co prawda sama rozmowa nie była spokojna, podczas niej wciąż żalił się na Barbarę i zarzucał jej niewierność i brak lojalności, czyli to co wcześniej, ale przynajmniej wysłuchiwał też drugiej strony, nie przerywał, nie wchodził w słowo i ostatecznie po tej rozmowie chyba coś do niego dotarło. Na jakiś czas przestał kontrolować każdy ruch kobiety, jednocześnie prosząc ją o to, aby zgłoszenie, które przeciwko niemu wpłynęło na komendę policji, wycofała. Podczas podejmowania z nią pokojowych prób kontaktu był całkiem wyważony i wydawałoby się, jakby naprawdę czuł się winny, wykazał skruchę, pokorę i rzeczywiście odpuścił.
Barbara wysłuchała jego prośby i na chwilę cofnęła to zgłoszenie, zaledwie tydzień po tym, jak ono wpłynęło. Tego nie potrafił zrozumieć przede wszystkim jej syn, który dla Cezarego nie miał żadnej litości. Mama zapewniała go jednak, że w jakimś stopniu jest jej go żal i że nie chciałaby, aby ktoś przez nią poszedł do więzienia. Minęły dwa tygodnie, a sytuacja wróciła do dawnego stanu. Cezary ponownie się uaktywnił, a jego działania przybrały jeszcze intensywniejszy obrót. Kiedy na próby kontaktu z Barbarą ta reagowała niewzruszeniem, znów stosował wobec niej groźby pozbawienia jej życia.
Innym razem podjeżdżał autem terenowym pod jej okna w miejscach niedozwolonych, bo między innymi wjeżdżał samochodem na teren placu zabaw, wykrzykiwał coś do kobiety, A kiedy ta dzwoniła po policję i patrol zjawiał się na miejscu, Cezary był już przygotowany do ucieczki, wcześniej torując sobie drogę i usuwając z niej przeszkody w postaci np. wielkich kamieni czy głazów. Pewnego dnia uroił sobie coś w głowie i zaczął domagać się od Barbary zwrotu pieniędzy w kwocie 14 tysięcy złotych. Twierdził, że tyle właśnie była mu winna, choć kobieta nigdy wcześniej nie wzięła od niego żadnych pieniędzy. Domyślam się, że może chodziło o to, że na tyle wycenił jakieś straty, które poniósł w wyniku działań Barbary, bo dostał m.in. kilka mandatów od policjantów.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W 2018 roku w Mrągowie samotnie mieszkała Barbara. Niedawno rozstała się ze swoim mężem, choć wciąż nie uzyskała rozwodu. Mimo że formalnie nie była kobietą wolną, związała się z mężczyzną, którego znała już od jakiegoś czasu, ale poznała go lepiej dopiero po przeprowadzce na inne osiedle. Okazało się bowiem, że zostali swoimi sąsiadami. Ich relacja rozwijała się powoli, ale kobiecie nie spieszyło się do żadnych deklaracji. Ceniła sobie swoją wolność oraz prywatność. Niestety nie potrafił zrozumieć tego jej partner, który jej przestrzeń osobistą zaczął naruszać zbyt często i zbyt nachalnie. Gdy Barbara postanowiła się z nim rozstać, jego działania przybrały na sile. Tak bardzo, że czuła się osaczona. Jak rozwinęła się ta historia i do czego doprowadziło odrzucenie, którego doświadczył mężczyzna i z którym nie mógł się pogodzić?
______________
Źródła:
https://docs.google.com/document/d/1AwFTwUtaqreq93tPFe4wpE9yV5fJR24-wa1iSDOA2Q8/edit?usp=sharing