PIEKŁO JEST TU #135. Twierdził, że robił to z miłości
W 2018 roku w Mrągowie samotnie mieszkała Barbara. Niedawno rozstała się ze swoim mężem, choć wciąż nie uzyskała rozwodu. Mimo że formalnie nie była kobietą wolną, związała się z mężczyzną, którego znała już od jakiegoś czasu, ale poznała go lepiej dopiero po przeprowadzce na inne osiedle. Okazało się bowiem, że zostali swoimi sąsiadami. Ich relacja rozwijała się powoli, ale kobiecie nie spieszyło się do żadnych deklaracji. Ceniła sobie swoją wolność oraz prywatność. Niestety nie potrafił zrozumieć tego jej partner, który jej przestrzeń osobistą zaczął naruszać zbyt często i zbyt nachalnie. Gdy Barbara postanowiła się z nim rozstać, jego działania przybrały na sile. Tak bardzo, że czuła się osaczona. Jak rozwinęła się ta historia i do czego doprowadziło odrzucenie, którego doświadczył mężczyzna i z którym nie mógł się pogodzić? ______________ Źródła: https://docs.google.com/document/d/1AwFTwUtaqreq93tPFe4wpE9yV5fJR24-wa1iSDOA2Q8/edit?usp=sharing
Eks-partner i prawie były mąż Barbary po tym rozstaniu postanowił zmienić całkowicie lokalizację i wyjechał w zupełnie inny zakątek kraju, na Śląsk, gdzie zapewne ułożył sobie życie. Po decyzji o rozstaniu Barbara została praktycznie sama. Jej synowie mieszkali daleko, bo jeden w Warszawie, drugi w Gdańsku, ale nie znaczy to, że nie utrzymywali ze sobą kontaktów. Odwiedzali się tak często, jak było to możliwe. Barbara chcąc ułożyć sobie życie na nowo i przede wszystkim zmienić otoczenie przeniosła się do innej części miasta na osiedle Mazurskie i w jednych znajdujących się tam bloków kupiła mieszkanie usytuowane na parterze. Do tego mieszkania wprowadziła się razem ze swoim pupilem, a dokładniej z psem.
I tak Barbara została zatrudniona jako sprzątaczka. Kobieta prowadziła spokojny tryb życia. Chodziła do pracy, na zakupy, na spacery z psem, odwiedzała swoich znajomych, przyjaciółki, kontaktowała się z synami. W cieplejsze dni jeździła na działkę, którą miała w niedaleko położonym lasowcu i głównie tak mijały jej dni. Z czasem jednak do jej codzienności dołączył pewien mężczyzna. Barbara znała go już wcześniej, ponieważ był to miejscowy mechanik samochodowy, który nieraz naprawiał jej samochód, jeszcze zanim ta rozstała się ze swoim mężem. Wcześniej jednak pozostawali tylko w koleżeńskich stosunkach, ale jak się okazało, mechanik ten mieszkał w bezpośrednim sąsiedztwie Barbary, dosłownie blok w blok, tak, że mogli siebie nawzajem widzieć ze swoich okien.
I tak para zaczęła coraz częściej spotykać się przy okazji wyprowadzania swoich pupili na spacery, ponieważ ten mężczyzna również miał psa. Kilka takich nieoczekiwanych spotkań doprowadziły do rozwoju tej relacji. Z czasem Barbara i jej nowy znajomy zaczęli się umawiać, a kobieta zapraszała go nawet pod swój dach, proponując czy to kawę czy obiad. Mężczyzna miał na imię Cezary, był o rok starszy od Barbary i w przeciwieństwie do niej miał czystą kartę. Nigdy się nie ożenił, nie posiadał dzieci ani stałej partnerki. Jego życie osobiste było bardzo nudne, dlatego Cezary, zazwyczaj żeby zagłuszyć tę pustkę, rzucał się w wir pracy.
Były one zaparkowane w różnych częściach miasta, na przeróżnych parkingach, czasami nawet poza miastem. Zazwyczaj Cezary zmieniał te samochody, poruszał się tym na jazdę, którym danego dnia miał ochotę. Wracając jednak do jego relacji z Barbarą. Kobieta, spotykając się z nim, niewiele wiedziała o jego przeszłości ani nawet o nim samym. Para żyła raczej dniem aktualnym, nie wracając do przeszłości. Co prawda pewnych rzeczy w relacji nie da się ukryć, a wychodzą one na światło dzienne w bardzo naturalny sposób, tak jak np. stan cywilny, zawód, miejsce zamieszkania i też zazwyczaj nie ma powodów, aby chcieć to ukrywać. Skrytość Cezarego widzieli przede wszystkim synowie Barbary i żaden z nich nie uważał tego za coś normalnego.
Ale kobieta mimo ich obaw nadal się z nim widywała i to dość regularnie. Tylko gdy odwiedzali ją synowie, to wtedy przekładała spotkania z partnerem, aby spędzić ten czas wyłącznie z nimi. Wówczas też nie wspominała o Cezarym, ponieważ znała podejście synów do tego mężczyzny. Tak jak już powiedziałam, spacery pary po okolicy zamieniły się niebawem we wspólne kawy w mieszkaniu Barbary, a nawet z czasem zaczęła ona zabierać swojego partnera na działkę pod Blągowo, gdzie miała domek letniskowy czy też altankę. Przedstawiała go także swoim znajomym. Synowie Barbary patrzyli na to z boku i choć do Cezarego mieli spory dystans, postanowili ostatecznie nie mieszać się w jego relacje z ich matką.
Głównie dlatego, że Barbara przedstawiała go nie jako swojego partnera, a jako po prostu przyjaciela czy też znajomego. Ludzie, którzy otaczali Barbarę, również znali Cezarego jako jej znajomego. Kobieta nie afiszowała się z tą relacją, być może sama nie traktowała jej na zbyt poważnie, a dawała się po prostu ponieść aktualnym emocjom, nie myśląc o tym, co może z tego wyjść i czy w ogóle może coś wyjść na dłuższą metę. Synowie Barbary widzieli, że ta relacja praktycznie stoi w miejscu i rzeczywiście przypomina bardziej przyjaźń niż partnerstwo, dlatego uznali, że nie jest to nic poważnego i nie ingerowali w wybory matki, wierząc, że czas zweryfikuje trwałość tego związku.
Przepracowuje to rozstanie w ciszy, w swoim bezpiecznym miejscu, w komfortowych dla siebie warunkach. Ale Cezary widocznie nie był normalnym człowiekiem, ponieważ decyzja Barbary o zakończeniu ich relacji była punktem zwrotnym w ich znajomości. Dopiero wtedy bowiem ujawniła się całkowicie obsesja mężczyzny na punkcie Barbary. Cezary nie dopuszczał do siebie myśli, że to kobieta podejmuje decyzję o ich rozstaniu. Gdy stracił kontrolę nad tym związkiem, popadł we wściekłość, którą okazywał kobiecie praktycznie non stop. Im bardziej ona próbowała odciąć się od niego, unikać go, zbywać, tym bardziej on naciskał, nalegał, narzucał się.
Kobieta jednak była nieugięta i nie otwierała mu drzwi, ponieważ nie wiedziała czego może się po nim spodziewać. Zaczęła uważać Cezarego za człowieka niebezpiecznego i realnie bała się o siebie samą. Mężczyzna nie mógł pogodzić się z tym rozstaniem, a za rozpad tego związku uważał to, że jego eks-partnerka poznała po prostu innego mężczyznę. Czuł się oszukany i zdradzony i właśnie zdradę i nielojalność w związku zarzucał barbarze. Fakt jest jednak taki, że nie było żadnego innego mężczyzny, a jedynym powodem, przez który 50-latka zaczęła odsuwać się i odcinać od swojego sąsiada, było jego nieobliczalne zachowanie i to, że ją osaczał oraz próbował kontrolować każdy jej ruch, na co ona naturalnie nie chciała przystać.
Wielokrotne próby przekonania jej do zmiany decyzji, które podejmował Cezary, na nic się zdały. Jeśli już udało mu się porozmawiać z Barbarą, to tylko wtedy, gdy niby przypadkiem gdzieś ją spotkał. Te spotkania najczęściej przebiegały w burzliwej atmosferze. Cezary przy wielu świadkach, którymi mimowolnie stawali się obcy dla nich ludzie, nazywał Barbarę bardzo brzydkimi słowami, sugerującymi, że utrzymywała kontakty seksualne z wieloma mężczyznami. Zarzucał jej to, że jest kłamliwa, że jest zdrajczynią, że jest niewierna i używał tego typu określeń, nie dopuszczając Barbary zupełnie do głosu. Zdarzało się, że również przy świadkach groził kobiecie, obiecując jej, że ją zabije.
Było ich dziennie kilkadziesiąt, tych wiadomości i połączeń. Nie wiem, dlaczego kobieta nie zmieniła numeru telefonu. Być może zrobiła to, a on i tak jakimś cudem go zdobył. W każdym razie przez to, że Cezary wydzwaniał i wypisywał kilkadziesiąt razy na dobę, trudno jej było korzystać z telefonu, na który co kilkanaście minut przychodziła czy to wiadomość, czy połączenie. Dlatego kobieta posiadała też drugi telefon, z którego potajemnie korzystała. Zazwyczaj wykorzystywała go głównie do kontaktu z bliskimi sobie osobami, na przykład ze swoimi synami. I oni na początku byli jedynymi osobami, które wiedziały o sytuacji Barbary. I oczywiście wspierali ją tak jak mogli.
Gdy nie widział Barbary dłuższy czas, razem ze swoim psem stawał pod jej balkonem i niby nic nie robił, tylko stał i patrzył się w jej okna. Nie wiadomo, co to miało na celu, ale jeśli chciał wzbudzić w kobiecie strach, no to działało. Mężczyzna wracał do swojego mieszkania dopiero wtedy, gdy zauważył, że w oknach zebrali się inni ludzie, nie rozumiejący powodu obecności Cezarego pod mieszkaniem ich sąsiadki i jednocześnie pod ich blokiem. To, że oni patrzyli na niego budziło w nim pewnego rodzaju dyskomfort, dlatego wówczas wolał usunąć się w cień. Regularnie jednak wracał do tych i podobnych działań. Barbara, kiedy musiała się gdzieś przemieścić, czy to do pracy, czy do koleżanki, czy choćby chciała tak po prostu gdzieś pojechać, zawsze przed wejściem do samochodu upewniała się, że Cezarego nie ma w pobliżu.
Szokiem dla Barbary był moment, gdy zastał ją w lesie, gdzie ona pod koniec sierpnia postanowiła w ramach relaksu wybrać się na grzyby. Pojechała w odludne, dość trudno dostępne miejsce, około 20 km za Mrągowo. Nie było jej zdaniem szans na to, aby Cezary wpadł na to, gdzie ona jest, gdzie jej szukać. A mimo to jakiś czas później mężczyzna stanął na jej drodze. I żeby to wybrzmiało, Barbara zgłaszała policji zachowanie Cezarego od niemalże samego początku tego prześladowania, czyli od końcówki czerwca. Najpierw, gdy czuła się zagrożona, powiadamiała policję telefonicznie i zazwyczaj do przyjazdu funkcjonariuszy Cezary zdążał się już z miejsca ulatniać, więc w policyjnej notatce pisano wówczas, że zgłoszenie było bezzasadne czy coś podobnego.
Syn Barbary w programie Interwencja na pytanie reportera o to, ile razy kobieta zgłaszała policji, że czuje się zagrożona, powiedział, że od końcówki czerwca takich zgłoszeń mogło być nawet 50 czy 60, ponieważ kobieta potrafiła zadzwonić nawet dwa razy w ciągu jednego dnia. Niestety żaden z tych razów nie zapewnił jej bezpieczeństwa. 31 lipca 2018 roku Barbara po raz pierwszy osobiście udała się na komendę policji, aby zgłosić prześladowanie i nękanie. Nie zdążyła jednak zrobić tego za tym razem, bo zaraz za nią w budynku komendy pojawił się Cezary. Barbara pospiesznie opuściła to miejsce, ale gdy upewniła się, że mężczyzna już odszedł, ponownie weszła do budynku i tym razem udało jej się porozmawiać z funkcjonariuszem policji.
Zostało wszczęte postępowanie sprawdzające, ale w praktyce nie zadziało się nic. Barbara cały czas była nachodzona przez Cezarego, cały czas do niej wydzwaniał, pisał wiadomości i nie dawał jej po prostu spokojnie żyć. Zdarzyło się jeszcze kilka takich sytuacji, podczas których kobieta dzwoniła na policję. Policjanci przyjeżdżali, Cezarego na miejscu nie zastawali, więc odjeżdżali nie podejmując żadnych kroków, a kobieta z dnia na dzień coraz bardziej obawiała się o własne życie. W końcu jednak przyszła odrobina spokoju. Po kolejnej telefonicznej interwencji w sprawie prześladowania Barbary, o którą kobieta poprosiła kogoś znajomego, który również znał Cezarego prawdopodobnie był to jeden z jego współpracowników i Barbara uważała tego mężczyznę za jedyną osobę, która może wpłynąć na zachowanie swojego kolegi, ten wreszcie nieco się wycofał.
Innym razem podjeżdżał autem terenowym pod jej okna w miejscach niedozwolonych, bo między innymi wjeżdżał samochodem na teren placu zabaw, wykrzykiwał coś do kobiety, A kiedy ta dzwoniła po policję i patrol zjawiał się na miejscu, Cezary był już przygotowany do ucieczki, wcześniej torując sobie drogę i usuwając z niej przeszkody w postaci np. wielkich kamieni czy głazów. Pewnego dnia uroił sobie coś w głowie i zaczął domagać się od Barbary zwrotu pieniędzy w kwocie 14 tysięcy złotych. Twierdził, że tyle właśnie była mu winna, choć kobieta nigdy wcześniej nie wzięła od niego żadnych pieniędzy. Domyślam się, że może chodziło o to, że na tyle wycenił jakieś straty, które poniósł w wyniku działań Barbary, bo dostał m.in. kilka mandatów od policjantów.
Wykrzykiwał wtedy, że skoro zaczęła z nim wojnę, to on teraz musi ją skończyć. Kiedy przyjechała policja, którą naturalnie wezwała wystraszona kobieta, Cezary tym razem nie zbiegł z miejsca, a postanowił skonfrontować się z funkcjonariuszami i sprawdzić, co grozi mu za jego działania. Upewnił się wtedy tylko, że dalej może robić to, co robi, bo policjanci zaledwie wystawili mu kolejny mandat, Którego ten, tak przy okazji, nie przyjął, twierdząc, że robi to wszystko dlatego, że jest w kobiecie zakochany. Zakomunikował również, że nie zaprzestanie swoich działań. Gdy interwencja policji zakończyła się, Cezary wieczorem, jeszcze tego samego dnia, po godzinie 21, ponownie pojawił się pod mieszkaniem Barbary i ponownie kobieta zadzwoniła po pomoc.
Pojechała tam własnym samochodem. Tak jak już wspomniałam, w jej aucie był wtedy nadajnik GPS, a więc Cezary wiedział, dokąd Barbara zmierza. Tym sposobem także poznał adres jednego z jej synów, co było dla niego dodatkowym plusem. A dlaczego? Kobieta do tej pory starała się chronić prywatność swoich dzieci, ponieważ wielokrotnie jej stalker wygrażał także im. Może nie bezpośrednio im wygrażał, ale pisał lub mówił do Barbary, że zobaczy niebawem dwie trumny, w których będzie dwóch jej synów, i wtedy poczuje co to ból, sugerując, że ona zadała ból jemu. Zarówno ona, jak i jej synowie dowiedzieli się także, że Cezary przychodził do mieszkania, które jeden z synów kobiety, Paweł, miał w Mrągowie, a które wynajmował innym ludziom, bo sam mieszkał w Gdańsku i próbował od lokatorów tego mieszkania wyciągnąć informacje na temat Pawła.
A poza tym to, jego zdaniem, specjalnie opowiadała swoim synom fałszywe informacje o nim, bo chciała ich skłócić i utworzyć między nimi pewnego rodzaju dystans. Oczywiście Damian doskonale i najlepiej na świecie znał swoją mamę i wiedział, że jest to dobra, uczciwa kobieta i nic z tego co mówił mu Cezary nigdy nie miało miejsca. Ostatecznie rozmowa ta nie przyniosła żadnych rezultatów. Przez ten czas, gdy kobiety nie było w domu, Cezary nadal zjawiał się pod jej drzwiami. Kilkukrotnie został przyłapany przez bezpośredniego sąsiada Barbary na tym, jak przykładał ucho do jej drzwi i nasłuchiwał, czy coś się w tym mieszkaniu dzieje.
Zapytany wprost o to, co robi, zamęczał sąsiada pytaniami o to, czy Barbara już wróciła albo czy wie coś o tym, aby odwiedzał ją jakiś inny mężczyzna. Zazwyczaj na klatkę schodową udawało mu się dostać przypadkiem, bo nie posiadał do niej kluczy i nie znał ani kodu do domofonu, ani innego sposobu na ich otwarcie. Ale ten kot również próbował zdobyć, nagabując mieszkających tam ludzi i nawet proponując za tę przysługę pieniądze. Jeden z mężczyzn, którego Cezary próbował w ten sposób przekupić, powiedział do niego, co ty, to ty jej głowę obetniesz, a ja pójdę razem z tobą siedzieć. I taka reakcja tego mężczyzny sugeruje, że znaczna część otoczenia Barbary, w tym jej bezpośredni i dalsi sąsiedzi, doskonale wiedzieli o jej sytuacji oraz o tym, jak niebezpieczny był Cezary.
I że to nie były tylko niewinne podchody zranionego mężczyzny, a obsesja, która prowadziła do najgorszego. Stalker Barbary zostawił jej kiedyś pod drzwiami breloczek w kształcie lalki. Kobieta doszła do wniosku, że jest to kolejna ukryta groźba, bo ta lalka była tak jakby powieszona na tym łańcuszku od breloczka. W ten sposób Cezary próbował jej przekazać, że jej dni są policzone. Oczywiście dołączyła to do dowodów w sprawie, którą założyła Cezaremu. Gdy nie mógł on długo kobiety spotkać osobiście albo gdy zbyt długo ona ignorowała jego próby skontaktowania się z nią, zaczepiał jej znajomych i oczywiście wobec nich również nie był zbyt przyjazny.
Wywierał na nich wówczas presję, aby w danym momencie dzwonili do kobiety i kiedy ta odbierze połączenie, chciał przejąć telefon i z nią porozmawiać. Tym samym znajomym żalił się na nią, wyzywał ją, poniżał w ich obecności, ogólnie nie umiał powstrzymać negatywnych emocji. A gdy któryś z nich sprzeciwił się jego woli albo negatywnie skomentował jego zachowanie, nie pozostawiał na nim suchej nitki. Podczas pobytu Barbary w Warszawie, Damian próbował namówić ją do tego, aby została u niego dłużej, ale kobieta przede wszystkim musiała wracać do pracy . Postanowili jednak, że mieszkanie w Brągowie sprzedadzą, a Barbara całkowicie zmieni miejsce zamieszkania.
Kobieta bała się, że ten romans wyjdzie na jaw, a wtedy już tego nie chciała, bo zdecydowała się ratować swój związek małżeński. Cezary jednak nie odpuszczał i gdy Anna nie chciała do niego wrócić, podstępem zdobył numery telefonów do najbliższych jej osób i dzwonił do nich, wypytując o kobietę. Co prawda nic nie mówił konkretnego, ale wyraźnie dał jej do zrozumienia, że jeśli nie będzie tak, jak on chce, to rozwali jej małżeństwo i opowie wszystkim o jej niewierności. Poza tym nie cofnął się również przed groźbami, takimi samymi, jakie stosował później wobec Barbary. Mówił Annie, że jeśli do niego nie wróci, to oboje wylądują w tym samym grobie.
Dlatego zaniepokojone jej nieobecnością koleżanki po 40 minutach spóźnienia kobiety postanowiły powiadomić policję. Czuły, że mogło wydarzyć się coś nieoczekiwanego, zwłaszcza, że wiedziały, że kobieta jest prześladowana i nękana przez swojego sąsiada, który na dodatek groził jej pozbawieniem jej życia. Policjanci stawili się pod blokiem Barbary około godziny 13. Już na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że w jej mieszkaniu wydarzyło się coś złego. Szyba drzwi balkonowych była bowiem wybita. Funkcjonariusze dostali się do środka najprawdopodobniej przez drzwi główne, które nie były zamknięte na klucz.
W małym pokoju na łóżku odkryli ciało Barbary. Kobieta nie żyła już od wielu godzin. Sekcja zwłok wykazała, że sprawca wystrzelił do niej aż osiem razy, w tym trafił w serce oraz oba płuca. Biorąc pod uwagę fakt, że wszyscy znali sytuację Barbary, pierwszym i jedynym podejrzanym w sprawie tego zabójstwa był oczywiście jej sąsiad, były partner i prześladowca – Cezary. Zeznania sąsiadów, tylko policjantów w tym utwierdziły. Kilkoro z nich bowiem poprzedniej nocy słyszało niepokojące dźwięki. Jeden z sąsiadów zeznał, że około godziny 22 usłyszał dźwięk tłuczonego szkła.
Funkcjonariuszom udało się dotrzeć do zdjęć z aparatu i to one ostatecznie potwierdziły, że telefon należał do Barbary. Najprawdopodobniej jej oprawca zabrał komórkę, w której kobieta kolekcjonowała dowody przeciwko niemu, głównie wiadomości, i w ten sposób chciał je zniszczyć. Nie przewidział jednak tego, że kobieta na bieżąco dostarczała funkcjonariuszom wszystkie wiadomości jakie otrzymywała od Cezarego, a uprzednio je drukowała. Zaczęły się poszukiwania podejrzewanego mężczyzny. W mediach opublikowano jego wizerunek i proszono o pomoc w schwytaniu go. Ostatecznie udało się to zrobić w piątek 14 września 2018 roku późnym popołudniem po godzinie 17, ale zatrzymanie go nie obyło się bez problemów.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W 2018 roku w Mrągowie samotnie mieszkała Barbara. Niedawno rozstała się ze swoim mężem, choć wciąż nie uzyskała rozwodu. Mimo że formalnie nie była kobietą wolną, związała się z mężczyzną, którego znała już od jakiegoś czasu, ale poznała go lepiej dopiero po przeprowadzce na inne osiedle. Okazało się bowiem, że zostali swoimi sąsiadami. Ich relacja rozwijała się powoli, ale kobiecie nie spieszyło się do żadnych deklaracji. Ceniła sobie swoją wolność oraz prywatność. Niestety nie potrafił zrozumieć tego jej partner, który jej przestrzeń osobistą zaczął naruszać zbyt często i zbyt nachalnie. Gdy Barbara postanowiła się z nim rozstać, jego działania przybrały na sile. Tak bardzo, że czuła się osaczona. Jak rozwinęła się ta historia i do czego doprowadziło odrzucenie, którego doświadczył mężczyzna i z którym nie mógł się pogodzić?
______________
Źródła:
https://docs.google.com/document/d/1AwFTwUtaqreq93tPFe4wpE9yV5fJR24-wa1iSDOA2Q8/edit?usp=sharing