PIEKŁO JEST TU #135. Twierdził, że robił to z miłości
W 2018 roku w Mrągowie samotnie mieszkała Barbara. Niedawno rozstała się ze swoim mężem, choć wciąż nie uzyskała rozwodu. Mimo że formalnie nie była kobietą wolną, związała się z mężczyzną, którego znała już od jakiegoś czasu, ale poznała go lepiej dopiero po przeprowadzce na inne osiedle. Okazało się bowiem, że zostali swoimi sąsiadami. Ich relacja rozwijała się powoli, ale kobiecie nie spieszyło się do żadnych deklaracji. Ceniła sobie swoją wolność oraz prywatność. Niestety nie potrafił zrozumieć tego jej partner, który jej przestrzeń osobistą zaczął naruszać zbyt często i zbyt nachalnie. Gdy Barbara postanowiła się z nim rozstać, jego działania przybrały na sile. Tak bardzo, że czuła się osaczona. Jak rozwinęła się ta historia i do czego doprowadziło odrzucenie, którego doświadczył mężczyzna i z którym nie mógł się pogodzić? ______________ Źródła: https://docs.google.com/document/d/1AwFTwUtaqreq93tPFe4wpE9yV5fJR24-wa1iSDOA2Q8/edit?usp=sharing
Co prawda utrzymywał rodzinę i pracował zawodowo, przynosząc do domu pieniądze, ale jego alkoholizm od zawsze był głównym problemem rodzinnym. I bynajmniej niepijany ojciec wszczynał awantury, a matka, która z takim stanem rzeczy nie mogła się pogodzić. Ona też pracowała na rodzinny budżet jako krawcowa i dodatkowo wychowywała kilkoro dzieci. Nie było jej łatwo, bo od wiecznie pijanego męża pomocy m.in. przy dzieciach czy domu nie otrzymywała. W życiu tej rodziny miały miejsce dwie tragedie. Dwóch braci Cezarego odeszło przedwcześnie. Jednego zabrała choroba nowotworowa, a drugi zginął tragicznie, otrzymawszy śmiertelny cios nożem.
Te dwie straty odcisnęły piętno na zdrowiu i samopoczuciu matki Cezarego. Jego ojciec ostatecznie przestał pić, ale wówczas było już za późno, ponieważ jego organizm był tak zatruty alkoholem, Wkrótce mężczyzna zmarł. Kilka lat później, po śmierci ojca, Cezary stracił także matkę, która dostała wylewu i również odeszła. Patrząc na to, że w przeciągu kilkunastu lat mężczyzna stracił cztery najbliższe sobie osoby, być może faktycznie siostra i to w dodatku podobno nie rodzona, a przyrodnia, była na tamten moment już jego jedyną rodziną. Ale pomimo, że Cezary nie posiadał mieszkania, to miał jakiś tam majątek, a w jego skład głównie wchodziły liczne samochody.
Miał ich naprawdę sporo i podejrzewam, że po prostu nimi handlował. Tak zresztą też sugerują źródła. Sytuacja mieszkaniowa niespecjalnie mu przeszkadzała. I tak mężczyzna większość dnia spędzał w wynajmowanym garażu, w którym prowadził swój warsztat, a do domu wracał tylko po to, żeby się przespać. Relacje Cezarego z siostrą i jej mężem były poprawne, ale nie były jakieś bliskie czy zażyłe. Raczej na co dzień się mijali. Na temat życia osobistego mężczyzny jego siostra niewiele wiedziała. Nigdy też nie widziała, aby ten przyprowadził do mieszkania jakąś kobietę. Raczej postrzegała go jako zamkniętego w sobie, nie lubiącego się uzewnętrzniać. Poza tym nie wchodzili sobie w drogę i najwyraźniej każdemu pasował taki układ.
Cezary był człowiekiem słabo wykształconym, ponieważ był zaledwie po podstawówce. Trudno też powiedzieć o nim, że był ogarnięty życiowo, skoro leciał mu już 50 rok życia, a do tej pory żadna z kobiet, z którymi był kiedyś związany, nie zdecydowała się założyć z nim rodziny. Bo to nie jest tak, że on nigdy nie chciał czy nie miał czasu na związki. Był w kilku relacjach, ale żadna ostatecznie nie była trwała. Być może wpływ na to miała jego choroba alkoholowa. W momencie, gdy Cezary poznał Barbarę, od jakiegoś czasu był już trzeźwym alkoholikiem, ale jak wiemy, z choroby tej nie da się wyjść. Trudno powiedzieć jak wyglądała przeszłość Cezarego w momencie gdy pił, ale być może właśnie ten fakt miał wpływ na to jak potoczyły się miłosne wątki w jego życiu.
Były one zaparkowane w różnych częściach miasta, na przeróżnych parkingach, czasami nawet poza miastem. Zazwyczaj Cezary zmieniał te samochody, poruszał się tym na jazdę, którym danego dnia miał ochotę. Wracając jednak do jego relacji z Barbarą. Kobieta, spotykając się z nim, niewiele wiedziała o jego przeszłości ani nawet o nim samym. Para żyła raczej dniem aktualnym, nie wracając do przeszłości. Co prawda pewnych rzeczy w relacji nie da się ukryć, a wychodzą one na światło dzienne w bardzo naturalny sposób, tak jak np. stan cywilny, zawód, miejsce zamieszkania i też zazwyczaj nie ma powodów, aby chcieć to ukrywać. Skrytość Cezarego widzieli przede wszystkim synowie Barbary i żaden z nich nie uważał tego za coś normalnego.
Ta jego powściągliwość i tajemniczość przywodziła im na myśl podejrzenia, że coś z tym mężczyzną może być nie tak. Przede wszystkim widzieli też to, jak Cezary odstaje od społeczeństwa, izolując się od niego właściwie na własne życzenie. Prawdą jest bowiem, że mężczyzna nie posiadał nikogo bliskiego, ani nawet znajomych czy tym bardziej przyjaciół. Codzienny kontakt utrzymywał tylko ze współpracownikami oraz z klientami, ale to też wyłącznie dlatego, że świadcząc dla nich usługi musiał w tym kontakcie pracować. Pozostawać. Synowie kobiety wyraźnie dawali matce do zrozumienia, że nie akceptują jej związku z Cezarym.
Ale kobieta mimo ich obaw nadal się z nim widywała i to dość regularnie. Tylko gdy odwiedzali ją synowie, to wtedy przekładała spotkania z partnerem, aby spędzić ten czas wyłącznie z nimi. Wówczas też nie wspominała o Cezarym, ponieważ znała podejście synów do tego mężczyzny. Tak jak już powiedziałam, spacery pary po okolicy zamieniły się niebawem we wspólne kawy w mieszkaniu Barbary, a nawet z czasem zaczęła ona zabierać swojego partnera na działkę pod Blągowo, gdzie miała domek letniskowy czy też altankę. Przedstawiała go także swoim znajomym. Synowie Barbary patrzyli na to z boku i choć do Cezarego mieli spory dystans, postanowili ostatecznie nie mieszać się w jego relacje z ich matką.
Głównie dlatego, że Barbara przedstawiała go nie jako swojego partnera, a jako po prostu przyjaciela czy też znajomego. Ludzie, którzy otaczali Barbarę, również znali Cezarego jako jej znajomego. Kobieta nie afiszowała się z tą relacją, być może sama nie traktowała jej na zbyt poważnie, a dawała się po prostu ponieść aktualnym emocjom, nie myśląc o tym, co może z tego wyjść i czy w ogóle może coś wyjść na dłuższą metę. Synowie Barbary widzieli, że ta relacja praktycznie stoi w miejscu i rzeczywiście przypomina bardziej przyjaźń niż partnerstwo, dlatego uznali, że nie jest to nic poważnego i nie ingerowali w wybory matki, wierząc, że czas zweryfikuje trwałość tego związku.
Jak powiedziałam wcześniej, relacje Cezarego z jego rodziną układały się zgodnie, ale to nie jest do końca prawda. Ponieważ były one zgodne, ale tylko wtedy, gdy siostra i jej mąż ustępowali Cezaremu. Chciał on zawsze mieć ostatnie słowo, stawiać na swoim, bo w przeciwnym razie wpadał w złość i przejawiał agresywne zachowania, głównie podnosząc głos. Wszystko było w stanie wyprowadzić go z równowagi. Na choćby najdrobniejszą rzecz, która nie była po jego myśli, reagował nerwowo, był rozdrażniony. Dlatego podejrzewam, że ta zgoda, która panowała pod ich dachem, była raczej wyborem siostry i jej męża z rozsądku, wiedząc, jak może wyglądać ich codzienność, gdy sprzeciwią się Cezaremu.
Mężczyzna nie lubił również, gdy ktoś za bardzo wtrącał się w jego prywatne sprawy. Nadmierna ilość pytań, którą kierowali do niego bliscy, wyprowadzała go z równowagi. Uważał, że jego życie osobiste jest tylko jego sprawą i nie chciał udzielać na ten temat informacji nikomu, nawet osobom najbliższym. Nie był więc człowiekiem łatwym we współdzieleniu codzienności, dlatego tym bardziej jego rodzinie było na rękę to, że większość dnia jednak się nie widywali. I Barbara z czasem poznała, co znaczy gniew i złość Cezarego. Po około 3 latach znajomości, kobieta zaczęła zauważać coraz więcej niepokojących sygnałów, które do tej pory albo ignorowała, albo to Cezary pokazywał swoją prawdziwą twarz powolutku, stopniowo, co pozwoliło jej po prostu to przeoczyć.
Kobieta jednak była nieugięta i nie otwierała mu drzwi, ponieważ nie wiedziała czego może się po nim spodziewać. Zaczęła uważać Cezarego za człowieka niebezpiecznego i realnie bała się o siebie samą. Mężczyzna nie mógł pogodzić się z tym rozstaniem, a za rozpad tego związku uważał to, że jego eks-partnerka poznała po prostu innego mężczyznę. Czuł się oszukany i zdradzony i właśnie zdradę i nielojalność w związku zarzucał barbarze. Fakt jest jednak taki, że nie było żadnego innego mężczyzny, a jedynym powodem, przez który 50-latka zaczęła odsuwać się i odcinać od swojego sąsiada, było jego nieobliczalne zachowanie i to, że ją osaczał oraz próbował kontrolować każdy jej ruch, na co ona naturalnie nie chciała przystać.
Gdy nie widział Barbary dłuższy czas, razem ze swoim psem stawał pod jej balkonem i niby nic nie robił, tylko stał i patrzył się w jej okna. Nie wiadomo, co to miało na celu, ale jeśli chciał wzbudzić w kobiecie strach, no to działało. Mężczyzna wracał do swojego mieszkania dopiero wtedy, gdy zauważył, że w oknach zebrali się inni ludzie, nie rozumiejący powodu obecności Cezarego pod mieszkaniem ich sąsiadki i jednocześnie pod ich blokiem. To, że oni patrzyli na niego budziło w nim pewnego rodzaju dyskomfort, dlatego wówczas wolał usunąć się w cień. Regularnie jednak wracał do tych i podobnych działań. Barbara, kiedy musiała się gdzieś przemieścić, czy to do pracy, czy do koleżanki, czy choćby chciała tak po prostu gdzieś pojechać, zawsze przed wejściem do samochodu upewniała się, że Cezarego nie ma w pobliżu.
Szokiem dla Barbary był moment, gdy zastał ją w lesie, gdzie ona pod koniec sierpnia postanowiła w ramach relaksu wybrać się na grzyby. Pojechała w odludne, dość trudno dostępne miejsce, około 20 km za Mrągowo. Nie było jej zdaniem szans na to, aby Cezary wpadł na to, gdzie ona jest, gdzie jej szukać. A mimo to jakiś czas później mężczyzna stanął na jej drodze. I żeby to wybrzmiało, Barbara zgłaszała policji zachowanie Cezarego od niemalże samego początku tego prześladowania, czyli od końcówki czerwca. Najpierw, gdy czuła się zagrożona, powiadamiała policję telefonicznie i zazwyczaj do przyjazdu funkcjonariuszy Cezary zdążał się już z miejsca ulatniać, więc w policyjnej notatce pisano wówczas, że zgłoszenie było bezzasadne czy coś podobnego.
Kobieta była wtedy wyraźnie zaniepokojona i przestraszona. Poprosiła policjanta o interwencję w tej sprawie, opowiadając w skrócie o tym, czego dopuszcza się wobec niej. I wtedy funkcjonariusz zadzwonił do Cezarego. Można by pomyśleć, że ten się przestraszył, może nieco wycofał, ale nic podobnego. Zlekceważył totalnie upomnienie słowne, które usłyszał w słuchawce telefonu i na domiar złego zapowiedział, że sobie będzie robił to, co będzie chciał. Poza tym wobec autorytetu mundurowego nie zachował żadnej pokory i w tej rozmowie używał bardzo wulgarnego słownictwa, przejawiając agresję słowną i nie dopuszczając funkcjonariusza do słowa.
I jeszcze tego samego dnia śledził Barbarę, gdy ta wracała z komendy do swojego mieszkania. Gdy zniknęła za drzwiami, Cezary jakimś sposobem dostał się na klatkę schodową i wyraźnie wzburzony zaczął natarczywie i agresywnie pukać, wręcz walić w jej drzwi, krzycząc coś, co kobietę musiało wyraźnie przestraszyć, ponieważ chwyciła za telefon i zadzwoniła po policję. Gdy patrol przyjechał, Cezarego nie było już w pobliżu. Kolejnego dnia, z samego rana, Barbara ponownie poszła na komendę i tym razem oficjalnie już zgłosiła przestępstwo, którego od co najmniej dwóch miesięcy permanentnie dopuszczał się jej sąsiad.
Zostało wszczęte postępowanie sprawdzające, ale w praktyce nie zadziało się nic. Barbara cały czas była nachodzona przez Cezarego, cały czas do niej wydzwaniał, pisał wiadomości i nie dawał jej po prostu spokojnie żyć. Zdarzyło się jeszcze kilka takich sytuacji, podczas których kobieta dzwoniła na policję. Policjanci przyjeżdżali, Cezarego na miejscu nie zastawali, więc odjeżdżali nie podejmując żadnych kroków, a kobieta z dnia na dzień coraz bardziej obawiała się o własne życie. W końcu jednak przyszła odrobina spokoju. Po kolejnej telefonicznej interwencji w sprawie prześladowania Barbary, o którą kobieta poprosiła kogoś znajomego, który również znał Cezarego prawdopodobnie był to jeden z jego współpracowników i Barbara uważała tego mężczyznę za jedyną osobę, która może wpłynąć na zachowanie swojego kolegi, ten wreszcie nieco się wycofał.
Barbara wysłuchała jego prośby i na chwilę cofnęła to zgłoszenie, zaledwie tydzień po tym, jak ono wpłynęło. Tego nie potrafił zrozumieć przede wszystkim jej syn, który dla Cezarego nie miał żadnej litości. Mama zapewniała go jednak, że w jakimś stopniu jest jej go żal i że nie chciałaby, aby ktoś przez nią poszedł do więzienia. Minęły dwa tygodnie, a sytuacja wróciła do dawnego stanu. Cezary ponownie się uaktywnił, a jego działania przybrały jeszcze intensywniejszy obrót. Kiedy na próby kontaktu z Barbarą ta reagowała niewzruszeniem, znów stosował wobec niej groźby pozbawienia jej życia.
Tym razem zachowanie mężczyzny zostało uznane jako zakłócanie spokoju i uznane za wykroczenie. Jednak nadal realnych konsekwencji mężczyzna za to nie poniósł. Kolejnego dnia, 24 sierpnia 2018 roku, Barbara osobiście stawiła się na komendzie policji do swojego wcześniejszego zgłoszenia, dodając kolejne dowody przeciwko Cezaremu, a mianowicie korespondencję SMS-ową z nim. Chciała również uzupełnić swoje wcześniejsze zeznania przeciwko niemu o nowe groźby, które od niego usłyszała. W przeciągu kolejnych dni wzywała policję jeszcze kilkukrotnie. Raz policjanci zdołali Cezarego zatrzymać, ponieważ jechał skuterem po chodniku.
Między innymi wypytywał o dokładny adres mężczyzny i próbował dowiedzieć się wielu szczegółów z jego prywatnego życia. Między innymi tego czy mieszkał sam, czy np. z żoną lub partnerką oraz gdzie pracuje. Barbara wszystkimi groźbami, które usłyszała od Cezarego, zawsze dzieliła się ze swoimi dziećmi. Ustaliła z nimi także to, aby przez jakiś czas nie odwiedzali jej w Mrągowie. Była przerażona tym, że oni także padną ofiarami agresji Cezarego. Jej zdaniem, był on zdolny do tego, aby zniszczyć ich samochody, a nawet uszkodzić je tak, aby doprowadzić do ich śmierci. Barbara zwierzała się swoim synom, że nie ma co liczyć na policję, która zapewne podejmie reakcję dopiero wtedy, gdy Cezary wyrządzi jej fizyczną krzywdę.
I że to nie były tylko niewinne podchody zranionego mężczyzny, a obsesja, która prowadziła do najgorszego. Stalker Barbary zostawił jej kiedyś pod drzwiami breloczek w kształcie lalki. Kobieta doszła do wniosku, że jest to kolejna ukryta groźba, bo ta lalka była tak jakby powieszona na tym łańcuszku od breloczka. W ten sposób Cezary próbował jej przekazać, że jej dni są policzone. Oczywiście dołączyła to do dowodów w sprawie, którą założyła Cezaremu. Gdy nie mógł on długo kobiety spotkać osobiście albo gdy zbyt długo ona ignorowała jego próby skontaktowania się z nią, zaczepiał jej znajomych i oczywiście wobec nich również nie był zbyt przyjazny.
Kobieta, choć nie chciała, to dla swojego bezpieczeństwa decydowała się spotykać z Cezarym. Co prawda nigdy więcej już nie czuła do niego tego samego, co wcześniej. Robiła to tylko i wyłącznie po to, aby nie ponieść surowych konsekwencji za odmowę, o których zapewniał ją kochanek. I najpewniej decyzja o tym, aby raz na jakiś czas spotkać się z nim, ocaliła jej życie. Czasami jednak unikała z nim spotkań, a wtedy jego agresja przybierała na sile. Anna zdecydowała się sięgnąć po pomoc i zgłosiła się na tą samą komendę policji, na którą kilka lat później poszła Barbara.
Funkcjonariusz policji zadzwonił do Cezarego z upomnieniem. To jednak przyniosło odwrotny rezultat. Mężczyzna wściekł się i po rozmowie z policjantem skontaktował się z Anną, grożąc jej śmiercią. Kobieta postanowiła, że musi przed nim uciec i pierwszym jej krokiem była zmiana pracy. Na nic się to jednak zdało, bo Cezary tak długo odwiedzał wszystkie mrągowskie sklepy, że w końcu ją znalazł. Nachodził ją codziennie i nie dawał jej chwili wytchnienia. W końcu i ona zaczęła bać się wychodzić ze swojego domu. Do tego stopnia, że jeśli miała rano otwierać sklep, prosiła koleżankę z pracy o to, aby ta przyniosła jej klucze do domu.
Bała się poruszać w ciemności, bo nigdy nie wiedziała, czy za chwilę zza rogu nie wyjdzie Cezary i nie zrobi jej krzywdy. Ta koleżanka, która pracowała razem z Anną, miała na imię Jolanta. I po działaniach, które ona podejmowała wobec Cezarego, można zauważyć, że była nie dość, że odważną, to jeszcze stanowczą kobietą. Ale wciąż była tylko kobietą, fizycznie na pewno dużo słabszą od podstawnego, choć niskiego mężczyzny. Kiedy widywała go w swoim sklepie i ten domagał się ujawnienia jakichś informacji o Annie, Jolanta odmawiała. Gdy natarczywość Cezarego wzmagała się, starała się go ignorować. Przez całe lato 2016 roku, a więc po niemal trzech latach gehenny Anny i w okresie, kiedy mężczyzna spotykał się już z nieświadomą, z kim ma do czynienia, Barbarą, pojawiał się w sklepie swojej pierwszej ofiary prawie każdego dnia.
Bywał tam nawet wtedy, gdy Anna nie pracowała, albo może kobieta celowo chowała się na zapleczu sklepu, chcąc uniknąć z nim konfrontacji. Jolanta wciąż uparcie i zdecydowanie odmawiała podawania Cezaremu jakichkolwiek informacji o Annie, w tym jej nowego numeru telefonu, którego ten się domagał. Kiedy zaczynał robić się agresywny i nie przestawał nawet przy klientach krzyczeć i używać wulgarnych słów, obrażając zarówno ją, jak i wszystkich wokół, kobieta zapowiedziała mu, że nigdy więcej nie będzie już go obsługiwać i wyprosiła go ze sklepu. Ale Cenary nadal tam wracał, choć już coraz rzadziej wchodził do środka.
Wciąż jednak stosował agresję słowną i groźby, krzycząc do Jolanty przez otwarte drzwi, że puści ten sklep z dymem albo szczując ją swoim psem. Pies rzeczywiście mógł budzić niepokój. Był duży i nie miał kagańca. Jolanta, będąc już wyraźnie zmęczona natarczywością mężczyzny i zapewne też zaniepokojona jego wyczynami, postanowiła ze wszystkiego zwierzyć się swojemu ojcu. Ten pewnego dnia podjął interwencję w tej sprawie. Zjawił się w sklepie i, kiedy spotkał tam Cezarego, poprosił go o to, aby przestał nachodzić zarówno Annę, jak i Jolantę. Mężczyzna, nic nowego, nie ustosunkował się do tej prośby.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W 2018 roku w Mrągowie samotnie mieszkała Barbara. Niedawno rozstała się ze swoim mężem, choć wciąż nie uzyskała rozwodu. Mimo że formalnie nie była kobietą wolną, związała się z mężczyzną, którego znała już od jakiegoś czasu, ale poznała go lepiej dopiero po przeprowadzce na inne osiedle. Okazało się bowiem, że zostali swoimi sąsiadami. Ich relacja rozwijała się powoli, ale kobiecie nie spieszyło się do żadnych deklaracji. Ceniła sobie swoją wolność oraz prywatność. Niestety nie potrafił zrozumieć tego jej partner, który jej przestrzeń osobistą zaczął naruszać zbyt często i zbyt nachalnie. Gdy Barbara postanowiła się z nim rozstać, jego działania przybrały na sile. Tak bardzo, że czuła się osaczona. Jak rozwinęła się ta historia i do czego doprowadziło odrzucenie, którego doświadczył mężczyzna i z którym nie mógł się pogodzić?
______________
Źródła:
https://docs.google.com/document/d/1AwFTwUtaqreq93tPFe4wpE9yV5fJR24-wa1iSDOA2Q8/edit?usp=sharing