PIEKŁO JEST TU #133. Dobre imię Misjonarza
24 marca 2011 roku w Gdańsku Zakoniczynie w służbowym mieszkaniu proboszcz parafii świętego Krzysztofa odnalazł ciało Wikariusza. Śledztwo zaprowadziło funkcjonariuszy prawie 200 kilometrów dalej, w okolice Piły. Kto przyczynił się do śmierci duchownego i jaki był motyw działania sprawcy? Źródła: https://docs.google.com/document/d/1ePa9MhM0XVf6Eta33FbwRrIsoiQNv8SPZWwnKA1_Bns/edit?usp=sharing
Tam ksiądz Krzysztof trafił jako 37-letni kapłan w lipcu 2009 roku. W parafii św. Krzysztofa, która tak notabene była dopiero co w budowie i msze odprawiane były w niewielkiej kaplicy, służył wraz z proboszczem, księdzem Zdzisławem. Kapłani dzielili też ten sam budynek mieszkalny, który został specjalnie dla nich wynajęty. A właściwie wynajęte były dla nich dwa mieszkania, bo ze źródeł wynika, że w budynku mieszkały także inne rodziny, a nie tylko ci dwaj księża. Był to nowo wybudowany budynek, blok i znajdował się on niemalże w sąsiedztwie parafii, zaledwie 200 metrów dalej. Wikariusz otrzymał prawdopodobnie kawalerkę, która urządzona była skromnie, ale znajdowało się tam na pewno wszystko czego potrzeba do życia.
Ksiądz Krzysztof na regale poukładał książki, a na biurku postawił komputer, z którego często korzystał. Jego kawalerka była zawsze czysta, co współgrało ze schludnym wyglądem kapłana. Znajdowała się ona w piwnicy, albo ładniej rzecz ujmując w suterenie budynku, a piętro wyżej zamieszkał ksiądz proboszcz Zdzisław. Obaj duchowni mieli osobne wejścia do swoich mieszkań, tym samym zyskując dużo prywatności. Spotykali się codziennie o tej samej godzinie, może nawet dwa razy dziennie i razem odprawiali msze dla wiernych, których przybywało pomimo niewielkiej przestrzeni w na szybko powstałej świątyni. Zanim jednak stanęła ta budowla, ksiądz Zdzisław pamiętał jeszcze lata, gdy odprawiał mszę pod Gołym Niebem, a wierni z każdym dniem przybywali coraz liczniej.
Służył do mszy wraz z proboszczem. Ksiądz Zdzisław od razu wyczuł, że musiało stać się coś bardzo złego. Wiedział bowiem o wikariuszu tyle, że był on sumiennym, oddanym Bogu i wiernym kapłanem. Bez powodu nigdy nie opuściłby nabożeństwa. Nigdy wcześniej nawet nie spóźnił się na mszę, choćby o minutę, a wręcz zawsze był w kaplicy przed czasem. A ten fakt podsuwał na myśl najgorsze scenariusze. Proboszcz próbował więc skontaktować się z księdzem Krzysztofem, wykonując kilkanaście połączeń na jego telefon komórkowy. Żadnego z tych połączeń wikariusz nie odebrał. Około godziny 20, co wskazuje na to, że jednak ksiądz Zdzisław tego dnia, pomimo obaw o bezpieczeństwo i zdrowie drugiego z kapłanów, odprawił mszę bez jego obecności,
Pewnie to było powodem, dla którego prokuratura rejonowa w Gdańsku podała w pierwszym dniu po śmierci księdza do mediów informację o tym, że motyw rabunkowy został wstępnie wykluczony. Ale z czasem podejrzenia co do motywacji zabójcy nieco się zmieniły. Ale jeszcze nie będę aż tak wybiegać w przyszłość. Wszystkie siły skupiły się na tym, aby odnaleźć sprawcę. Sąsiedzi zostali przesłuchani w roli świadków, a każdy z nich był nie mniej zszokowany tym wydarzeniem niż ksiądz proboszczy Zdzisław, który znalazł ciało. Ludzie wypowiadali się o zmarłym wikariuszu w samych superlatywach, ale nie byli w stanie powiedzieć niczego, co naprowadziłoby na jakiś trop.
A przypominam, że wcześniej ciosów tego samego kalibru otrzymała już dwa. Kobieta długo nie mogła pozbierać się po stracie kolejnego dziecka. Pomocy i ukojenia szukała w rozmowach z księżmi, między innymi z proboszczem tej samej parafii, w której wikariuszem przez ostatnie ponad półtora roku był jej syn Krzysztof. Kobieta ubolewała nad śmiercią dziecka, szukając u księdza Zdzisława odpowiedzi na pytanie, dlaczego Bóg ją tak bardzo doświadcza. Jej stan psychiczny znacznie się pogorszył, a myśl o pogrzebie syna, gdzie będzie musiała ostatecznie się z nim pożegnać, przerastała ją i paraliżowała. Księdzu Zdzisławowi zwierzała się zrozpaczona, że tego nie przeżyje.
Na pogrzebie prowadzący tę uroczystość arcybiskup powiedział Księga życia księdza Krzysztofa zawiera jedynie 39 stron. Tu, w Luzinie, zbierał pierwsze szlify kapłańskie. Mówi się, że pierwsza parafia jest dla księdza jak pierwsza miłość. Zawsze się ją pamięta. I tak było. Ksiądz Krzysztof często tu przyjeżdżał w późniejszych latach, bo i tu pracował, i tu osiadła jego rodzina. Jak napisał św. Paweł, miłość cierpliwa jest łaskawa, nie pamięta złego. Dlatego jesteśmy przekonani, że Pan przyjmie księdza Krzysztofa do swojej chwały. Matkę zmarłego księdza pocieszał podczas uroczystości pogrzebowej ksiądz Zdzisław, który pokrzepiał ją mówiąc m.in., że musi mieć siłę do życia, aby wstawiać się każdego dnia modlitwą u Boga za dusze wszystkich tych, których utraciła.
Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
24 marca 2011 roku w Gdańsku Zakoniczynie w służbowym mieszkaniu proboszcz parafii świętego Krzysztofa odnalazł ciało Wikariusza. Śledztwo zaprowadziło funkcjonariuszy prawie 200 kilometrów dalej, w okolice Piły. Kto przyczynił się do śmierci duchownego i jaki był motyw działania sprawcy? Źródła:
https://docs.google.com/document/d/1ePa9MhM0XVf6Eta33FbwRrIsoiQNv8SPZWwnKA1_Bns/edit?usp=sharing