88. Andy Warhol: Król POP ARTU cz.1
Największa Ikona świata POP ART! Andy Warhol żył tak intensywnie, że stwierdziłam, że nie wypada powierzchownie opowiedzieć Wam o jego życiu! Podzieliłam podcast na 2 części, dzisiaj opowiem Wam o jego trudnym dzieciństwie w mieście nazywanym piekłem i o początkach jego drogi ku sławie! O kontrowersyjnych fetyszach i opiniach, których nie powinno wypowiadać się na głos. Miłego słuchania, Marika Szwal.
Cześć! Witam Was w kolejnym niewinnym odcinku. Dzisiaj opowiem Wam o Endym Warholu, o ojcu pop-artu, którego chyba wszyscy znamy, którego ja osobiście nazywam ojcem mojej sztuki, a pieszczotliwie papą Warholem. I uwierzcie mi, dowiecie się w końcu czegoś nowego o Warholu, a nie samych podstaw, jakie znajdują się w internecie. Był połączeniem Marlona Brando i Marilyn Monroe, a ze swoich słabości zrobił ikoniczną kreację własnej legendy. Ale moi drodzy, Andy, jak wielu z najbardziej znanych artystów, bardzo lubił kreować swoją postać, więc wersji jego życiorysu jest więcej niż odcinków mojego podcastu.
Ja bazuję na Biblii jego życia, z której korzystałam pisząc licencjat już wiele lat temu, ale powiem Wam szczerze, że moje postrzeganie go jako człowieka i również jako artysty bardzo się zmieniło od tamtego czasu, aż sama byłam w szoku. Ale od początku. Urodził się w USA, w Pittsburghu, w Pensylwanii w 1928 roku. Chociaż w wywiadach często żonglował różnymi datami swoich narodzin, ale to chyba było dosyć popularne wśród bohemy, która zapewne nie chciała się zestarzeć nie tylko w oczach innych, ale i może przede wszystkim w swoich. Nie od zawsze był Endym Warholem, to jest fraza, która jest powtarzana non-stop i wszędzie, bo on oryginalnie nazywał się Andrew Warhola.
Jego rodzice pochodzili ze Słowacji, chociaż to jest naprawdę duży skrót myślowy, ale tak naprawdę nieistotny w dzisiejszym temacie. Od razu zacznę od ciekawej ciekawostki, ponieważ legenda głosi, że Andy zmienił swoje nazwisko przez przypadek. Podobno czasopismo Magazyn, dla którego robił zlecenia, publikując pierwszy raz jego ilustrację, podpisał ją błędnie jako Warhol, a nie Warhola i Andiemu się to bardzo spodobało, Więc już tak zostało. Od tego czasu po dziś dzień cały świat nazywa go Andym Warholem, ale nie zdziwi Was fakt, że tych wersji zmiany nazwiska było naprawdę sporo. Wychowywał się, że tak to ujmę, w normalnej rodzinie klasy robotniczej.
W tamtych czasach, wiecie, nie było zbyt wiele rozrywki, na pewno nie na takim poziomie jak mamy teraz, więc matka Warhola bardzo często opowiadała im, czyli Warholowi i dwóm braciom, historyjki. A podobno robiła to wspaniale i Andy uwielbiał jej słuchać. Oczywiście robiła to w ojczystym języku, bo tylko w takim cała rodzina mogła rozmawiać będąc w domu. Jak się przekonacie później Andy Warhol miał ogromne kompleksy a propos języka angielskiego, ale też chyba z dobrych rzeczy już na zawsze podziwiał kobiety, które potrafiły pięknie opowiadać. I nie ma co ukrywać, Andy był jej wdzięczny, kiedy czytała mu książki po angielsku, nawet jak nie rozumiał ani słowa.
To też jest istotny wątek dorastania w Pittsburghu, ponieważ Andy wraz z braćmi, Paulem i Johnem, byli wręcz poniżani za swoje problemy z językiem angielskim. jak zresztą wiele dzieci emigrantów, dzieci innych nacji. I właśnie to mocno odbije się już w dorosłym życiu Warhola, który będzie małomówny, ponieważ nigdy nie uważałby jego poziom językowy był wystarczający, mimo że urodził się przecież w Stanach. Jeżeli chodzi o edukację Warhola, to wspominałam Wam ostatnio, że przez to, że był bardzo chorowitym dzieckiem, głównie uczył się w domu. No bo w szkole był wyśmiewany przez swoje pochodzenie, jak Wam wspomniałam, swój wygląd, ponieważ chorował na pląsawice, miał takie niekontrolowane spięcia mięśni, jego całe ciało pokryte było w czerwono-brązowe plamy i miał bardzo jasne i rzadkie włosy też z powodu choroby.
Plus, jakbyście to określili obecnie, był po prostu niezręczny społecznie. Nie muszę Wam wspominać, że dzieciaki w pewnym wieku potrafią być naprawdę okrutne, więc jego mama postanowiła uczyć go w domu. W Stanach jest to legalne, niestety, bo tak naprawdę nikt nie ma nad tym kontroli. No ale nie o tym. Jedną rozrywką Andy'ego podczas chorowania i przebywania w domu były właśnie magazyny o znanych ludziach i komiksy, które przynosiła mu jego mama Julia. On uwielbiał siadać i wycinać zdjęcia gwiazd, przeglądać je i tworzyć kolarze. Mama Julia uwielbiała na niego patrzeć i tak naprawdę już w tamtym momencie jego rodzice oboje wiedzieli o tym, że Andy Warhol to jest początek wielkiej, trwającej do dzisiaj legendy.
Nie, no tak naprawdę po prostu wiedzieli, że zdecydowanie ich syn ma talent artystyczny. I nigdy tego nie negowali. Andy poszedł na studia do Carnegie Mellon University w Pittsburghu. Po pierwszym roku, wyobraźcie sobie, postanowiono go skreślić z listy uczniów, ale jedna nauczycielka, pani Twiggs, wstawiła się za nim i dzięki temu Andy mógł poprawić egzamin podczas wakacji. I widzicie, jak jedna osoba, która zauważy w Was wyjątkowość, może zmienić całe Wasze życie. Szkoła tak naprawdę stresowała Andiego, ale no nie ma co się dziwić, jak całe życie trzymany był pod kloszem, więc no gdzie miał nauczyć się tych relacji międzyludzkich? Przecież każde dziecko uczy się i w przedszkolu, w szkole, na podwórku.
No to wszystko przychodzi bardzo naturalnie. Andy studiował właśnie na tym uniwersytecie, ale w przyszłości jako znany już król popartu często mówił, że nigdy w ogóle nie uczęszczał na uniwersytet albo, że nic mu te studia nie dały. On lubił naprawdę zmieniać wersję swojego życiorysu, chociaż zawsze wszystko gdzieś to tam w osi czasu się mniej więcej zgadzało. I oczywiście było to kolejnym elementem jego kreacji, albo może swego rodzaju awersji do tamtych czasów, bo zdecydowanie nie miał łatwo podczas edukacji. Ale wydarzyło się coś bardzo ciekawego, ponieważ podczas tych felernych, że tak powiem, letnich poprawek poznał 70-letniego nauczyciela, który dał mu chyba najważniejszą radę, jaką pedagog może dać młodej, wrażliwej osobie.
Do jasnej cholery, Andy, przestań wreszcie rysować, żeby mnie zadowolić, czy dostać dobrą ocenę. Rysuj tak, jak widzisz. Nie obchodzi mnie, czy to wypadnie dobrze, czy źle. Musisz to zrobić tak, żeby tobie się podobało. Inaczej nie będzie to warte funta kłaków. Do cholery z tym, co ja myślę. Tobie musi się podobać, niezależnie od tego, co sądzą o tym inni. I moi drodzy, jak ja to przeczytałam, to aż zaparło mi dech. Nie do pomyślenia są takie słowa na uczelni, na której ja studiowałam. To zawsze profesor wiedział lepiej i zazwyczaj starał się na studentów przekabacić na swoją stylistykę. Tutaj nie mówię oczywiście o podstawach techniki, tylko właśnie o stylistyce, w której tworzył profesor, który nigdy w życiu jakichś większych sukcesów nie osiągnął.
I uważam, że to jest przepiękny cytat. Myślę, że wyrył się dosyć mocno w mojej świadomości, jak go pierwszy raz przeczytałam i mam nadzieję, że i Was zachwyci. Ale jeszcze muszę Wam nakreślić lekko klimat czasów, w których studiował Andy. Ponieważ wtedy studenci wydziałów artystycznych, młodzi artyści gardzili kulturą masową. Nie do pomyślenia było, aby coś popularnego mogło interesować artystów. No chyba, że chodziło o lud czy człowieka pracy. Sztuka to sztuka, a wszystkie inne głupoty to jest Hollywood. Brzmi niewiarygodnie, patrząc na to, co Andy robił jako artysta, prawda? I to jest dowód na to, że każdy wielki, wybitny, wręczno ikoniczny twórca zawsze łamał schematy.
Nigdy nie szedł za modą albo tym, co robiła, co myślała większość. Jezu, zabrzmiałam jak orędowniczka rewolucji. A ja po prostu kocham wszystkich, którzy są sobą i mają własne zdanie, a to, moi drodzy, nie jest tak popularne, jak wielu się wydaje, szczególnie w tych czasach. Ale wejdźmy już powolutku w świat sztuki, jeszcze co prawda tej studenckiej, ale tu jest bardzo interesujący wątek, ponieważ Andy na drugim roku zaczął używać pewnej techniki, która potem towarzyszyła mu przez lata. Mówi się o tym technika odbitej kreski, polega ona na tym, że bierzemy dwie kartki, łączymy je taśmą, tworząc taki jakby zawias, no i po jednej stronie malujemy tuszem i jak jeszcze jest mokry, to odbijamy go na tej drugiej kartce.
Myślę, że większość z nas za dzieciaka robiło dokładnie coś podobnego, odciskając takie kleksy. I Andy twierdził, że wpadł na ten pomysł, gdy pewnego razu rozlał mu się atrament. I jest to oczywiście prawdopodobne, ja nawet nazywam to nieprzypadkami, ale wydaje mi się, znając już trochę Warhola i jego życie, że bardziej zrobił takie capca rapcap od artysty imieniem Ben Shan. A czemu nie do końca wierzę Andiemu w jego historię z wymyśleniem nowej techniki, moi drodzy? Ponieważ to, z czego zasłynie za parę lat, czyli multiplikacja swoich sitodruków, została przez niego potwanzolona od Yayoi Kusamy, na której wystawę kiedyś wybrał się i dziwnym trafem po niej zaczął multiplikować swoją sztukę.
Gdzie teraz to są bardzo dobrze płatne prace, chociaż wtedy też były. Bo tutaj wiecie, musicie zrozumieć fakt, że oni, artyści młodzi, ambitni, uważali to wręcz za swego rodzaju prostytucję artystyczną. Ale Andy był inny. Myślał też całkiem inaczej niż większość jego młodych znajomych. On szanował wszystkich ludzi, potrafił mimo swojej wstydliwości zjednać sobie ludzi, co ułatwiło mu szukanie pracy. Wiecie, w ogóle taka fajna historia. Bo on nawet przynosił kwiatki dla pań recepcjonistek, kiedy szedł na rozmowę o pracę. I kiedy one go takie zdziwione, zaskoczone pytały, że z jakiej to okazji, on odpowiadał po prostu, że jest pani bardzo miła.
Uważam, że to jest naprawdę urocze. Potem już Andy nie był taki uroczy wobec ludzi, ale te początki były wspaniałe. I tutaj nie wiem, czy chodziło właśnie o przekupienie tych pań, one nie miały nic do gadania tak naprawdę, ale myślę, że na pewno czuły się bardzo wspaniale i myślę, że Andy również gdzieś tam odganiał swoją samotność w tak wielkim miejscu, mieście jakim był Nowy Jork. I oczywiście, że jego znajomi z Pittsburgha czy jego bracia mówili, że on sobie tam nie poradzi, że nic nie osiągnie w takim wielkim mieście, w którym jest ogrom zdolnych ludzi. Jego mama Julia strasznie się stresowała, że Andy jest tak daleko od domu, całkiem sam czytajmy bez niej,
Ale jak już wszyscy wiemy, bardzo się myliła. Co nie zmienia faktu, że Andy Warhol, dopóki nie ściągnął mamy potem do siebie, jak już był znany, to on codziennie wysyłał jej pocztówkę. I w tych pocztówkach, no nie wiem, czy codziennie mógł pisać coś ciekawego, ale ja znalazłam takie pocztówki, gdzie on potrafił napisać, cześć mamo, wszystko okej, jutro się odezwę. Także, no fajnie. I tutaj chcę Wam opowiedzieć historię z pierwszego zlecenia dla Glamour. Tina, naczelna pisma, zachwyciła się aparycją Warhola. Chciała w ogóle, by coś dla niej stworzył, bo nie dość, że był sympatyczny, wyglądał dosyć nietypowo, no to też spodobały jej się jego szkice. Tylko, że ona się bała, że Andy Warhol nie zdąży w jeden dzień.
A wszyscy wiemy, moi drodzy, jak taka szansa działa na młodych artystów. Myślę, że nie tylko. Adrenalina po prostu strzelała jak bąbelki z noworocznego szampana. I po zapewnieniu przez Warhola, że da radę zrobić na jutro ilustrację, ich było kilka, poprosiła go o rysunki butów. No i wiecie, to był złoty okres mody Nowego Jorku. To właśnie Nowy Jork wyznaczał trendy, więc Andy wrócił do swojej małej pracowni i stworzył rysunki. Bardzo dużo stworzył tych rysunków. które na drugi dzień zaniósł do redakcji Glamour. Tina była, powiem Wam szczerze, zdziwiona, ponieważ buty na rysunkach były zniszczone i używane. I było to zaskakujące. Wytłumaczyła w ogóle Warholowi swoje zdziwienie, że tak być nie może, że jest to produkt do sprzedania i on musi być jak najpiękniejszy, na pewno nie może być używany i starty.
I tak oto Andy dostał jakby kolejną szansę i naprawił swoje rysunki i to były pierwsze ilustracje, które zostały właśnie opublikowane na łamach magazynu Glamour. Powiem Wam szczerze, że to jest big deal nawet jak na obecne czasy. Pewnie większość z Was, którzy za bardzo nie interesują się popartem, no jednak kojarzą Warhola z portretami Marilyn Monroe albo z Bananem, ale te rysunki są całkowicie inne, chociaż już czuć w nich taki styl popartowego Warhola, te krechy, tam gdzieś mocne obrysowania. I nie były to takie standardowe szkice, a raczej buty, które wyglądały jak odrysowane, tak przekalkowane, tylko z kilkoma gdzieś tam plamami koloru.
Sprawdziłam, przeszukałam internet, nic nie znalazłam, a wiecie, że jestem dobra w researchach. Wybaczcie, ale dzisiaj jestem bardzo skromna, jak sam Andy. Oczywiście wstawiam Wam zdjęcia tych butów, tych pierwszych rysunków, ilustracji w sumie do magazynów na Instagrama, żebyście mogli sobie oglądać w trakcie słuchania. I tutaj już mała ciekawostka o samych butach. Po pierwsze, Andy był fanem nie tylko butów, ale i stóp. Nazwalibyśmy go stópkarzem dzisiaj. Był... fetyszystą, to jest lepsze określenie, uwielbiał całować buty swoich kochanków. Jeszcze takiej dewiacji nie znałam, ale no widzicie, wszystko przed nami. A po drugie, kiedyś mój przyjaciel, dokładnie ten sam, co niedawno był w momie, zdziwił się, że nie podobają mi się New Balance, kiedy było takie ogromne boom parę lat temu na te buty.
I co było dziwne, bo okazało się, że właśnie Andy, którego jak wiecie zawsze uwielbiałam, nosił New Balance. Rozbawiła mnie strasznie ta ciekawostka, bo to, że Andy Warhol nosił New Balance, no nie zmieni mojego zdania i nie zaczną mi się one nagle podobać. Także super ciekawa dygresja. Dobra, wracamy do merytoryki Marika. W tamtym czasie Andy powoli piął się już po szczeblach tej magazynowej drabiny, bo w środowisku ilustratorów właśnie odpism odnosił ogromne sukcesy, no ale krytycy sztuki nie byli przychylni. Dla nich oczywiście ilustrowanie gazety nie było sztuką.
No, znowu powiem, wow! To był w ogóle czas, który zapowiadał gwałtowne przemiany w sztuce w latach 60. Andy oczywiście, że był zazdrosny o sukces Jaspera, ale wydaje mi się, że bardziej go to po prostu zmotywowało. I tutaj moi drodzy przechodzimy do najbardziej magicznego momentu w życiu Andiego Warhola. ponieważ popart nie powstał w Stanach, a w Anglii, otóż pominmy, więc Warhol wcale nie był pierwszym przedstawicielem popartu, gdzie myślę, że wiele osób tak myśli, ale osobiście przyznam, że chyba najważniejszym, zadziornym i takim, który jak inny po prostu rozumiał całą jego esencję. Ale jak bywa podczas każdej rewolucji, nawet tej takiej wewnętrznej, nie wydarzyła się ona w kilka sekund, bo Warhol mimo ogromnego entuzjazmu nie mógł znaleźć odpowiednich tematów do stworzenia przełomowej sztuki.
I wtedy w ogóle w gronie przyjaciół powiedział właśnie takie zdanie. Wszyscy powtarzają, że z czasem wszystko się zmienia, ale to my sami musimy spowodować zmianę. Ja się oczywiście zgadzam w stu procentach. Nic poza akcją nie spowoduje dojścia do momentu, który sobie zakładamy. I wyobraźcie sobie, że Andy wybrał się do sklepu plastycznego i spotkał w nim znajomego, który zapytał się go Andy, no co teraz robisz? A Andy odpowiedział, zaczynam popart, bo nie cierpię abstrakcyjnego ekspresjonizmu. Po prostu nie cierpię. To jest dosyć poetyckie, że nie cierpią abstrakcji, która jest krytykowana prawie tak samo często, jak sam popart w jego wykonaniu.
No ale nie ma co ukrywać, to był po prostu proces. I jeden w ogóle z jego znajomych opisał te obrazy tak. Robił to właściwie z przymusu, musiał to zrobić. Jako ktoś, kto zajmował się sztuką reklamową, która była w swej istocie niebotycznie miałka, Andy musiał usprawiedliwić się przed samym sobą, że działa na tym polu. Uczynienie z tego sztuki to był sposób na pozbycie się niepokoju. To właściwie dla wielu jest sztuka stawić czoło obrazom powodującym nerwowe napięcie, aby je złagodzić. I może była w tym odrobina prawdy, ale wydaje mi się, że moment właśnie całego tego procesu, w którym aż boli całe ciało, bo wiesz, że musisz zrobić coś, co siedzi głęboko w środku w tobie, jest niewiarygodną udręką, ale też jest momentem, którego nie da się pominąć, żeby dojść dokładnie do...
I Andy... Bał się w ogóle, że te kadry bez napisów nie będą miały zbyt wielkiego sensu, bo jakby całym clou tych komiksów zawsze są napisy, więc nie dziwne są jego obawy. Ale wyobraźcie sobie, że on rozłożył jeden z obrazów przed sklepem, bo chciał sobie zobaczyć jak wejdzie w interakcję z odciskami ludzkich butów. Czujecie w ogóle ten intensywny proces w poszukiwaniu stylu, prawda? To jest dla mnie tak fascynujące. Ja wiem, że może dla Was troszkę mniej, ale ja jestem dewiantką sztuki. Jak ja czytam książki od tego roku, to jest niesamowite, jak ja w ogóle się jaram takimi, myślę, nieznaczącymi dla większości szczegółami. No bo wyobraźcie sobie, być tak zdesperowanym, że już jesteś gdzieś blisko, ale nie do końca wiesz gdzie, że widzisz kierunek i że ty kładziesz swoje dzieło sztuki, żeby ludzie je deptali.
Jakby Andy Warhol dopiero gdzieś tam, no nawet nie był twórcą performansu. Raczej nie. No ale oczywiście... To też nie było to, co on sobie wyobrażał. Chodził od galerii do galerii, ale nikt nie chciał wystawić jego nowej sztuki. Ani tych rysunków, ani właśnie tych komiksów. Za każdym razem był odsyłany z kwitkiem. I w końcu, pewnego wieczoru, kiedy wpadł do niego znajomy nad rynką, Andy zrobił mu prezentację dwóch nowych dzieł. Ten znajomy w ogóle mówił, że to trochę było szokujące, bo Andy oczywiście pokazywał mu swoje prace, ale nigdy w taki oficjalny sposób jak ta prezentacja. No i Warhol postawił dwa płótna pod ścianą, oba przedstawiały butelkę Coca-Coli, jedna była w stylu abstrakcyjnym, czyli jeszcze próbował coś z tego wycisnąć, za to druga była takim prostym, mogę to nazwać dziewiczym konturem otoczona.
Jego znajomy powiedział, że ten abstrakcyjny jest beznadziejny, jak cały nurt, ale za to ta druga, prosta, jest bezbłędna. I tutaj cytacik, to nasze społeczeństwo, tym jesteśmy, jest absolutnie piękny i czysty, powinieneś zniszczyć pierwszy i wystawić ten drugi. I tak oto Andy upewnił się w przekonaniu, że chce przedstawiać przedmioty codziennego użytku jako swoją sztukę, jako pop art. No i wiecie, jakby sam pop art, no to nie jest tylko sztuka, ale jest to całość, jest to też artysta, kreacja. Jakby ciężko oddzielić artystę od jego sztuki, ale to też temat na inną rozmowę. Bo w tym momencie już powoli Andy Warhol zaczął wprowadzać prototyp nowego Andiego, czyli takiego swojego nowego wizerunku, który teraz znamy.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Największa Ikona świata POP ART! Andy Warhol żył tak intensywnie, że stwierdziłam, że nie wypada powierzchownie opowiedzieć Wam o jego życiu! Podzieliłam podcast na 2 części, dzisiaj opowiem Wam o jego trudnym dzieciństwie w mieście nazywanym piekłem i o początkach jego drogi ku sławie! O kontrowersyjnych fetyszach i opiniach, których nie powinno wypowiadać się na głos. Miłego słuchania, Marika Szwal.