Śląsk wg Rokity cz. 2 z 3
Zbigniew Rokita: Aglo. Banką po Śląsku. Znak, Kraków 2025...Opening/ending: Johann SebastianBach, the Open GoldbergVariations by Kimiko Ishizakahttps://freemusicarchive.org/music/Kimiko_Ishizaka/The_Open_Goldberg_Variations
Nie tylko o literaturze. Zapraszam. To stawanie się Śląska jest również poszukiwaniem tego, w jaki sposób Śląsk powinien siebie wyrażać, w jaki sposób Śląsk powinien zaistnieć, zaistnieć w związku z Polską. Rokita sięga tutaj do pacyfikacji kopalni Wujek i do obchodzonych na Śląsku rocznic tego ataku, rocznic tej zbrodni. Dnia 16 grudnia 2024 roku, w rocznicę pacyfikacji, drugi rok z rzędu w Katowicach, rozbrzmiały syreny. Syreny wymyślili Talarczyk z Ciupą. Jeszcze mało kto się zatrzymuje.
Ale ważne jest coś innego. Mamy do czynienia z kolejną śląską herezją. To syreny bluźniercze. Bo przypominają te, które w całym kraju słychać 1 sierpnia, w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Bo Ślązacy do wyrażania pamięci o swoim cierpieniu używają podobnych środków co Warszawa. Ciekawe, tak? Śląsk zestawiony właśnie z Warszawą, tożsamość Śląska z tą tożsamością... Którą ja jednak uważam za sztuczną, zuniformizowaną, sztuczną świadomością polskiej tożsamości. Z tym zderza się Śląsk. Ale jednocześnie widzimy konflikt, czyli w jaki sposób to zadeklarowane obchodzenie 1 sierpnia przez Warszawę, jako coś co ma jednoczyć Polaków, zostaje tutaj
Zderzone z obchodami, które dotyczą wydarzenia rozgrywającego się na terenie Śląska. Czy istnieje język do wyrażania siebie, jeżeli ten język wskazuje nas na wtórność? Czy w takim razie używanie tego języka jest czymś budującym, czy czymś wtórnym, jeżeli nie mówić niszczącym? I dlatego mamy tę dyskusję. Używanie środków wyrazu takich, jakie proponuje Warszawa czy popularyzuje Warszawa, jest czymś istotnym dla Śląska. Stąd ta świadomość bycia heretykiem, bycia kimś na zewnątrz. Ta świadomość tej podwójności rzeczywiście u Rokity będzie się pojawiała.
Przewracamy parę stron, jesteśmy dalej na trasie siódemki, jesteśmy w Katowicach. Na katowickim rynku, w miejscu przez które teraz przejeżdżam, krzyżują się szóstka i siódemka. Później ta pierwsza jedzie do Bytomia najkrótszą trasą, a siódemka wije się i wije. Wije się i wije. Dochodzi oczywiście o dwie linie tramwajowe. Po kilkuset metrach Siódemka staje na przystanku Dworzec przy ulicy 3 Maja. Ale to nie polskie 3 Maja, ale śląskie. Upamiętnia nie konstytucję z 1791 roku, a wybuch III Powstania Śląskiego w 1921 roku. Tutaj symbole często symbolizują coś innego niż w Polsce Polsce.
Bardzo zgrabne zdanie Rokity, bo pokazuje czym jest polska polska. Polska zawierająca w sobie, starająca się zdobyć monopol na polskość i to jest ta polska polska. Ja zaryzykowałbym polska z małej, polska z dużej, czyli polska polska w opozycji do tego, co też jest polskie, ale polskie w ujęciu śląskim. Trochę to niezręczne, to co powiedziałem przed chwilą, bo w końcu Śląsk to Śląsk, a Polska to Polska, no ale Śląsk jest tym miejscem wielu tożsamości, a Polska jest tymczasem tym, co uważa, że tożsamość jest tylko jedna.
I dlatego symbole symbolizują coś innego. Znaki te same, ale odwołują się do innych Wydarzenie innych postaci. Na przykład do wydarzeń i postaci. Czyli nie wystarczy tylko stwierdzenie, że Polscy, Polacy i Polacy, bo Ślązacy. Te podziały są zbyt proste, bo nam musi towarzyszyć też świadomość tego na Śląsku, że Ślązak, Ślązakowi nierówny. I tego typu konflikty będą też treścią wypowiedzi Rokity. Sięga tutaj Rokita do wydarzeń rozgrywających się wokół powstań śląskich, konsekwencji polskich powstań śląskich i też tego, jak funkcjonuje Śląsk po 1945 roku.
Chaos, który nastał tu po upadku cesarstwa niemieckiego, podzielił wiele rodzin. Powstały wówczas rozryw widzę zresztą do dziś. Pęknięcie Ślązaków jest trwałe. Zwłaszcza, że po wydarzeniach pierwszowojennych były następne, które coraz bardziej rozbijały śląską wspólnotę. Podział niemieckiego Śląska na dwie części w 1922 roku Rok 1945 czy wyjazdy około miliona dwustu tysięcy Ślązaków do Reichu w latach 1945-1989 oraz wielu następnych po 1989 roku. Dziś trwa próba sklejenia wspólnoty na nowo. I to są właśnie te szeregi podziałów.
Dających nam Ślązaków i Ślązaków. Ślązaków w zależności od tego, po której stronie granicy żyją, po której stronie rzeki żyją, rozszerzając już definicję Śląska. Jak to połączyć? Czy w ogóle da się coś takiego zrobić i czy to jest potrzebne? Czy przypadkiem nie jest to, już na marginesie Rokity mówiąc, rodzaj pułapki, że skoro W ślad za Rokitą podkreślam też tą sztuczność polskiej Polski. No to czy przypadkiem nie budujemy sztucznie pozycji śląskiego Śląska? Bo to też jest taką samą kalką i może być tak samo mylące.
Zafałszowanie myślenia o historii Śląska przez Warszawę u Rokity też będzie wypływała wielokrotnie. Ogromna część Ślązaków powstania śląskie pamięta inaczej, niż państwo polskie sufluje nam je pamiętać. Wielu żachnie się nawet na samo słowo powstania. Wydarzenia lat 1918-1922 dużo osób chętniej nazywa wojną domową, choćby dlatego, że w domach ujkowie Martinowie też wyskakiwali na opów urbanów, a czasem ostatecznie pociągali za cyngiel. Siłą rzeczy ja podaję fragmenty. Zachęcam Państwa do samodzielnej lektury Aglo.
I dalej Rokita. Inni nazywają powstania wojną polsko-niemiecką czy polskim puczem wojskowym. Akcentują pogwałcenie przez Warszawę prawa międzynarodowego. Wszak Polska zdecydowała się w 1921 roku na nieoficjalną interwencję zbrojną na Śląsku, wbrew ustaleniom Traktatu Wersalskiego i wynikom plebiscytu. Inni Ślązacy skupią się bardziej na ówczesnej codzienności i odbrązawiając kucowskich powstańców, chodzi o reżysera Kuca, tego chyba najbardziej znanego opowiadacza o Śląsku, chociaż te opowieści o Śląsku u Kuca są właśnie tymi opowieściami, no cóż, w dużej części historycznymi, dzisiaj bardzo mocno, bardzo mocno propagandowymi.
Ale to już temat odrębnego zagadnienia. Odbrązawiając kucowskich powstańców, opowiedzą o nich jako o elwrach, którzy zamiast iść do pracy szukali przygody, rabowali, gwałcili. Jako o ludziach, którzy odpowiadają za cierpienie, biedę, upadek dawnego, dobrego świata. Od paru lat słyszę też tu i tam nietrafne, choć pochodzące od wpływowych śląskich intelektualistów, porównania powstańców do donbaskich separatystów i III Powstania Śląskiego do aneksji Krymu. Dla części tutejszych to niechlubna karta w biografiach ich przodków, którzy mieli dać się omamić polskiej propagandzie i za karę wylądowali w kraju gorszym, zacofanym w Polsce, czyli środkowoeuropejskim czyśćcu.
No więc wszystkie te napięcia tutaj się pojawiają w jednej metaforze. Polska, czyli środkowoeuropejski czyściec. Interesujące. Wobec tego dalej u Rokity. Tymczasem tak warszawskie, jak i miejscowe władze chętnie wpisują powstania w ciąg polskich zrywów niepodległościowych. Przykładem jest powstały niedawno Pomnik Powstań Śląskich w Gliwicach, na którym te śląskie są wymienione obok powstania warszawskiego, powstania styczniowego czy strajków robotniczych 1970 roku. Ale na Śląsku sytuacja była zupełnie inna. Tutaj nie walczono z okupantem. Ci, którzy chwycili za broń, walczyli z państwem, którego większość tutejszych sobie w plebiscycie zażyczyła.
W jaki sposób pokazać ten Śląsk, który jest, bez na przykład Śląska, którego... Tożsamość, którego identyfikacja polega na tym, po której stronie rzeki mieszkasz, bo jeżeli po tamtej, to na pewno nie jesteś Ślązakiem. Tylko jesteś tym zagłębiakiem, bądź gorolem, jeżeli chcemy używać takich określeń lokalnych. Dalej Rokita. Walka o prawa Ślązaków to zarazem walka o prawa Polaków. Za sprawą swojej osobności i niedopasowania, Ślązacy samym swoim istnieniem zadają polskiej większości szereg ważnych pytań. Na przykład, czy prawa nadawane mniejszości przez większość wzmacniają tę ostatnią czy osłabiają?
I to jest właśnie ten dylemat, który trwa wokół nas. Przyznanie praw przez większość mniejszości niszczy większość czy wzmacnia? I to zależy teraz od tego, w jaki sposób myślimy o świecie. Dalej Rokita. Albo to. Czy człowiek żyjący we własnym języku i we własnej kulturze staje się lepszym człowiekiem? Czy człowiek, który cieszy się pełnią praw, jest szczęśliwszy? Czy gdyby śląska tożsamość i język śląski były silniejsze, Ślązacy czyniliby więcej dobra? Wyśląszczanie nie jest dylematem jedynie kulturowym i politycznym, lecz także etycznym.
Po chwili Siódemka zatrzymuje się na przystanku Muzeum Powstań Śląskich. Niepozorne miejsce kryje straszną przeszłość. Świętochłowiczanie dużo wiedzą o tym, co działo się tu w 1945 roku. Obóz Zgoda i jego żydowski komendant, sadysta Salomon Morel, stali się symbolami powojennych prześladowań Ślązaków. Ale nawet miejscowi o wielu kwestiach nie wiedzą. Opowiadała mi o tym pewnego razu pierwsza pokomunistyczna prezydent miasta Krystyna Rawska. Jest rok 1990, odbieram telefon od Szefowej Ośrodka Pomocy Społecznej. Słyszę, musisz tu przyjechać, odkryłam coś strasznego. I chodzi tutaj o odkrycie zamurowanej części podziemia budynku.
Oskarżam. Wstydzę się swoich odruchów i dlatego oskarżam śląskich nacjonalistów, a więc i siebie, że za często jesteśmy śląskimi nacjonalistami, a za rzadko śląskimi patriotami. Oskarżam śląskich nacjonalistów, a więc i siebie, że nie wiemy, kim są Ślązak i Ślązaczka. Do naszej śląskiej wspólnoty przyjmujemy wszystkich deklarujących narodowość śląską, ale właściwie przyjmujemy tylko liczby, a nie ludzi. Gdy chcemy podkreślić naszą siłę, chwalimy się, że Ślązaków jest ileś setek tysięcy, a po chwili większości z nich odmawiamy prawa do bycia Ślązakami. Za Ślązaków uważamy bowiem tylko tych, którzy wyrzekną się polskości, tak jak w 1945 roku uznano tylko tych, którzy wyrzekli się niemieckości.
I w ten sposób tworzy Rokita rozbudowaną listę pokazującą, czym jest to rozumienie śląska, które może się tutaj Też przeradzać w nacjonalizm śląski, a to nie jest coś korzystnego. Jeszcze raz równolegle do opowieści Rokity. Tworzenie narodu śląskiego, tworzenie tożsamości śląsko-śląskiej. Śląskiej, bo śląskiej. Tak jak Polska może być Polska i Niepolska, to tutaj mamy Śląsk, który jest Śląski i Nieśląski, więc tego budowa Śląskiego Śląska jest niczym innym jak kopią tego... Tworu proponowanego przez Warszawę.
Polska, polskość. Wobec tego uwagi Rokity nie dziwią. Na przykład. Oskarżam śląskich nacjonalistów, a więc i siebie, że za mało dyskutujemy, że boimy się trykać śląskie świętości. A ten, kto nie dekonstruuje, niczego nie skonstruuje. Oskarżam siebie, że nigdy głośno nie powiedziałem, że waham się, czy nauka śląskiego w szkołach przyniesie więcej pożytku czy szkody. Oskarżam siebie, że rzadko mówię w Polsce o ślązakach i ślązaczkach, a zarazem podkreślam, że wykreowany w Polsce dyskurs dotyczący śląskości jest dyskursem głównie inteligenckim, który tylko w ograniczonym stopniu odpowiada rzeczywistości. I tak dalej. Czyli to są te analizy tego, co dzieje się na Śląsku i czym te koncepcje śląskości mogą być.
Świadomość tego, że historia śląska przypomina historię innych miejsc na świecie. Jeszcze raz ta moja paralela, prywatna paralela Galicja Davisa, Aglo Rokity. Tutaj u Rokity pojawia się również... Jako deklaracja wprost. Chciałem to zgłębić, wziąłem się więc do badania śląskich losów, do zgłębiania sileziologii. Literaturę o Ślązakach jednak prędko wyczytałem i myślałem co dalej. Wówczas zorientowałem się, że jeśli tylko człowiek wystarczająco mocno tego chce, to okaże się, że większość książek, jakie kiedykolwiek napisano, napisano o Śląsku. O Śląsku często najcudowniej opowiadają bowiem ci, którzy pewnie nawet nie wiedzą o jego istnieniu. Dzieje się tak dlatego, że śląskie losy nie są wyjątkowe, są pospolite, wydarzały się w niezliczonych miejscach na świecie.
Pokazano wszystkie 19 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Zbigniew Rokita: Aglo. Banką po Śląsku. Znak, Kraków 2025...
Opening/ending: Johann SebastianBach, the Open GoldbergVariations by Kimiko Ishizaka
https://freemusicarchive.org/music/Kimiko_Ishizaka/The_Open_Goldberg_Variations