Mentionsy Mentionsy
Najsztub pyta
Najsztub pyta

KOŁODZIEJCZAK OGŁASZA: ZAŁOŻĘ NOWĄ PARTIĘ! CEL TO ZDOBYCIE WŁADZY!

27.01.2026 ·39 min 46 s

Były minister rolnictwa, rolnik, lider strajków Agrounii i poseł na Sejm RP Michał Kołodziejczak w rozmowie z Piotrem Najsztubem o czasach Leppera, polskim rolnictwie, umowie Mercosur, ale też o celach, które powinien stawiać przed sobą polityk. Zapraszamy na "Najsztub Pyta".

Piotr Najsztub, witam i zaczynam. W tym tygodniu nie będę pytał o to, dlaczego prezydent Nawrocki lubi obściskiwać się na Jasnej Górze z przestępcą i kibolem. Czarna Madonna nie takie rzeczy widziała, a i my do takich widoków musimy się przyzwyczaić. Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy, a więc i tacy. I nie zapytam też o los eskimosów na Grenlandii, bo zdawało się, że mieszkają blisko bieguna północnego, a okazało się, że zbliża się do nich biegun głupoty i chciwości. Dzisiaj nie padną też pytania o życie emocjonalno-partyjne Szymona Hołowni, bo sytuacja nabrzmiała do tego stopnia, że czas na interwencję medyczną. I czas na gościa.

Dzień dobry. Dzień dobry. Jak Państwo widzicie, moim gościem dzisiaj jest pan Michał Kołodziejczak, poseł Koalicji Obywatelskiej, przez chwilę wiceminister rolnictwa. Włotora roku. A wcześniej organizator i przywódca protestów rolniczych. I co ważne, hodowca warzyw. Dzień dobry jeszcze raz. Dzień dobry. Od razu widać, że poseł. Tak? Ładnie ubrany, ładny garnitur, niezłe buty. No to szacunek do chociażby pana, który prowadzi rozmowę, żeby przygotować się do niej nie tylko merytorycznie, ale także jakoś wyglądać, ale też do wyborców, do ludzi. Myślę, że to istotne. A zanim pan został posełem, chodził pan w garniturach? Chodziłem, choć nie tak często jak teraz.

Kapusta, ziemniaki. I zostawił Pan ten konkret dla kariery politycznej. Przypomnę, że kariera polityczna w zasadzie jest wydrążona ze sprawczości. W gospodarstwie jest Pan na swoim, Pan decyduje, a w polityce jest Pan tylko częścią drużyny. I to mało ważną, bo żeby okrzepnąć takiej koalicji obywatelskiej to trzeba dużo czasu, żeby tam wejść w te struktury. Czy to nie jest w tym sensie sprawczości degradacja dla pana? Proszę pana, to jest inny świat. Nie da się tego porównać. To tak jakby pan chciał porównać litery z cyframi. Można jedno drugie napisać, jednym drugim się posługiwać, ale jakby one są oddzielnie, występują w innych zbiorach, w innych zeszytach.

Jedne piszemy w zeszycie w kratkę, drugie w zeszycie w linię. To już od dziecka takie coś widzimy, tak? A mało kto potrafi posługiwać się jednym i drugim i pisać to w gładkim zeszycie. I polityka dla mnie to jest trochę przejście na zeszyt gładki, używanie liter, cyfr, zdobywanie wiedzy, doświadczenia, wejście do innego świata. Ale to nie tylko mówimy o wejściu do polityki. Mówimy też o porzuceniu dotychczasowego życia. To jest najbardziej bolesne. Bo? Bo każda zmiana, nad którą się pracuje, ona boli, jest trudna. Dla mnie to pan bardzo dobrze to zdiagnozował. To była potężna zmiana, ale ja nie mogłem zrobić inaczej.

Kiedy ja zacząłem to wszystko robić, to był rok 2018, ale to był też pewien... Ja nie planowałem od razu, że będę posłem. Do tego dojdziemy. Ale tylko chcę... Oddaję panu prowadzenie. Mówiłem o tej sprawczości bez pana mężczyzną. Dla mężczyzn sprawczość jest bardzo ważna. I o ile ma Pan prawie stuprocentową sprawczość w swoim gospodarstwie, pomijając pogodę, na którą nie ma Pan wpływu? To w tej polityce tej sprawczości jest dużo mniej. I czy tutaj pan jakoś nie poczuł się zawiedziony, że tak mało sprawczości ma pan w polityce? Nie. Dlatego, że wiem o tym, że wcześniej czy później dojdę do celu, który sobie wyznaczyłem.

Ta droga jest trudna. Praca nad sobą jest bardzo ciężka. Wystawiasz się na wiele strzałów, ale też na to, że twoje środowisko, z którego się wywodzisz, Mówi, nie idź. W domyśle mając, chcesz być inny od nas. Chcesz być może lepszy, może coś innego chcesz robić. Rób to, co robiłeś, bądź z nami. No i co? To pana środowisko, głównie mówię tutaj o środowisku tych rolników protestujących, Agrounia i tak dalej. Kiedy pan się zdecydował kandydować, to oni panom mówili, co ty robisz, człowieku? My protestujemy przede wszystkim władzy, a ty chcesz się stać częścią władzy. Słyszał pan takie głosy? Tak, ale motyw mój jest inny. Nie żeby protestować, bardzo łatwo jest protestować, robić dobre protesty.

Dla mnie to było proste, chociaż też nad tym dużo pracowałem. Te obecne protesty widać, że liderzy, przywódcy, nie chcę teraz tutaj tego wchodzić w szczegóły, ale zbyt mało czasu poświęcają nad kierowaniem tym wszystkim, nad zaplanowaniem. Ja pytałem o reakcję pana kolegów z Agrouni, kiedy usłyszeli o tym, że będzie pan kandydował. Mieli na twarzach zdziwienie, w ustach pretensje? Jak to było? Tak, ale ja je muszę pokazać i czuję się w obowiązku, że duża zmiana jest możliwa, że oni też muszą przejść przez to Morze Czerwone, wzburzone Morze Czerwone. A co pan nazywa tym Morzem Czerwonym? Moment. Przejść na drugi brzeg. I też chciałem pokazać, nie że przejście do Koalicji Obywatelskiej, żeby tego nie różnić, tylko przejście i inne spojrzenie na siebie, na to, co się robi, na cały świat, to wymaga naprawdę dużej ilości wyrzutów.

Ale pytałem o reakcję tego pana otoczenia. Dlatego ja mówię, no to jakie, a jakie były reakcje, jak Mojżesz zaczął przeprowadzać lud? Wygląda mi pan na Mojżesza. Przynajmniej z tych wizerunków, które mamy, bo nikt już nie zna. To przecież było kiedyś. Ja nie chcę być Mojżeszem, ale ja wiem, że jest duże zadanie i dla mnie definicja polityki... Mojżesz przeprowadził Żydów przez Morze Czerwone. A pana ludem, co i Żydami jest kto? Rolnicy, mieszkańcy wsi. Niech pan zobaczy, kiedyś bardzo ciekawy był opisany właśnie przykład Mojżesza w Kronosie, kiedy ostatnio premier Donald Tusk też miał zdjęcie zrobione z Kronosem.

Ja to czytałem dwa albo trzy lata temu, kiedy opisana była też historia Mojżesza i tam przed tym co się stało, gdzie był Mojżesz, tak? Tam było pisane, no był w całkiem innym środowisku. Był u Faraona, zobaczył... W niewoli był. Był w niewoli, ale to co stało się w Mojżeszu, co spowodowało, też zapoczątkowało to wszystko, no zobaczył jak traktowani są tam ludzie, no niewolnicy. I on był z tych niewolników, z Żydów, z tych, którzy tam byli poniżani, gnębieni. Był, był wychowywany, poznawał, poznawał, uczył się innego życia, miał zdolności poznawcze do tego, co się dzieje i potrafił to dobrze zdiagnozować. I nie dałoby się Mojżeszowi tego przeprowadzić, gdyby tam nie był. Wie pan, wszystkiego się po panu spodziewałem, ale nie spodziewałem się mesjanizmu.

To proszę bardzo, właśnie jest. Jedźmy dalej. Był taki moment już po tym, jak pan został wybrany, był wiceministrem. Czy na którymś z tych etapów pan żałował tego kandydowania? Nie. Nigdy? Nigdy. I też jeśli o pana chodzi, ważna jest i szalenie ciekawa jedna rzecz, bo to się nie zdarza często, właściwie ja nie znam takiego przypadku, że w kilka tygodni z przywódcy protestów rolniczych zamienił się pan w członka rządu, w posła. Czy ta przemiana w panu też jakoś gwałtownie przebiegała? Wszystkie te zmiany, one mogą być doraźnie obserwowane jako gwałtowne.

To są procesy, na których my nie jesteśmy w stanie bardzo mocno przyspieszyć. Możemy się dostosować do pewnych realiów, ale ta zmiana zachodzi. Panie redaktorze, no bo jadę klasykiem, no ja się też ciągle uczę. No to już jest abdykowany klasyk. Ale dobra, kandydował pan, wygrał, wylądował pan na Wiejskiej. Coś pana tam zaskoczyło? Wszystko. A najbardziej? To musiałbym kilka tutaj elementów dać różnych. Pamiętam pierwsze obrady sejmu, krzyki, hałas, wyzywanie się. Ja mówię, Boże, 460 ludzi w wybranych wyborach, niby tych najlepszych, którzy mają przychodzić reprezentować ludzi.

Gdyby to ludzie teraz wszyscy zobaczyli, to chyba frekwencja w następnych wyborach 20%. Zobaczyli i frekwencja będzie dobra. Tak, widzę, ale mówię o reakcjach na żywo. Obserwowanie tego wszystkiego, co było w Sejmie, to mnie zaskoczyło. Nawet przecież obrady Wielkiej Brytanii czy znane z filmów, które są bardzo takie żywiołowe. Inaczej się to obserwuje w telewizji i w radiu, jak się słucha nawet pewnych dalekoskrajnych zachowań. Inaczej jak jesteś w tym wszystkim i nagle wychodzisz na mównicę, a tu krzyczą, tu to się dzieje, tu tamto, tu wychodzi ktoś inny, to samo, jeszcze gorzej. Chociaż na mnie te okrzyki, kiedy wychodziłem na mównicę i kiedy wychodzę, to są jedne... Nawet mogę powiedzieć, że są najgłośniejsze ze strony tej prawej PiSu.

I to pana cieszy? Jest paliwem dla...? Wystąpień? Nie. To nie działa na mnie w taki sposób, że to jest paliwe. Albo jest to neutralne, albo to faktycznie w jakiś sposób też trochę negatywnie zaskakuje. To. Ministerstwo. Tam zaskoczyło też mnie bardzo mocno. Z jednej strony fachowość ludzi, wiedza, a z drugiej strony opór do wprowadzania zmian, do innego spojrzenia. Skąd opór? Skoro obdarzył pan tych ludzi wiedzą i doświadczeniem, to dlaczego opór? Oni mają wiedzę, doświadczenie, bo pracują tam dziesiątki lat niektórzy, ale jakby nie chcieli prawdziwego spojrzenia widzieć. No bo łatwo jest pływać... Jak to w praktyce wyglądało?

Pan im coś mówił, proponował? Tak, opowiem panu konkretny przykład. Bardzo bolesny dla mnie. Bolesny. Nadzorowałem departament. Jeden z departamentów, nie chcę tutaj mówić nazwiskami. Który dwa, najpierw trzy, później dwa, no bo taki mały mieliśmy zgrzyt z ministrem, ale bardzo się lubimy do dzisiaj. Myślę, że też by to przyznał. W rozmowie z jednymi z dyrektorów, bo to dyrektor, zastępcy, mówię do jednego z nich, słuchaj, musimy to, to, to zrobić, wprowadzamy takie zmiany. Wielki opór, nie wolno. Przecież nasza pani naczelnik, ona jest najlepsza w tym wszystkim, ona mówi, że się nie da, że nie możemy tego zrobić.

Masz kierowcę, który cię wozi, dwóch kierowców i jeden samochód, 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. No król! Tak. Kołodziejczak król. Nie kołodziejczak. Wie pan, jak zawsze podświadomie ludzie, którzy rezygnują z takich stanowisk, mają coś takiego, a rzadko kto sam z siebie rezygnuje. I mówi, dobra, ja rezygnuję z tych wszystkich przywilejów, bo też troszkę pieniążki lepsze i też swobodne życie bardzo. I wygoda. Wygoda, ale dla mnie to nie były... Ja nie wiedziałem, wie pan, że jak idąc do ministerstwa, ja nie wiedziałem, że tam masz kierowcę. Jak mi powiedzieli, że mam sobie wybrać kierowcę, który będzie mnie woził, czy mam jakiegoś, którego mają zatrudnić, dla mnie to był szok.

Brak awansu w sferze społecznej, w sferze postrzegania jest dzisiaj dla mnie największym wyzwaniem. I ja zrobię wszystko i to była też taka moja jakby, no nie jakby, rozładowanie. Tego bąbla energetycznego jest dla mnie najważniejsze, bo trzeba to zrobić. Na przykład był taki przypadek w XIX wieku w Polsce, kiedy ludzie ze wsi też przeszli w dużej ilości do miast. Wie pan, tam był duży problem z tym, że przechodząc do miasta, poprawiał się też i ten status taki finansowy, tak jak teraz, ale nie zabierali ze sobą swojej tradycji.

To jest temat? O tym problemie nie mówi się otwarcie. Ja mówię o rozmowach rolników. O tym problemie nie mówi się otwarcie, nawet między jeden z drugim. Niektórzy nie zdają sobie sprawy, co ich gryzie, co ich męczy, co jest ich problemem. I dlatego ja się nie dziwię, że dzisiaj w dużej mierze mówią, że będą głosować na Brauna. Nie popieram tego. I nigdy nie będę tego popierał. Ale myśli pan, że to wynika też z tego rozgoryczenia, jak są postrzegani, tak? Wie pan, mnie nigdy nie chodziło w polityce i w życiu, i w polityce, bo o tym rozmawiamy, o polityka terapeutyczną. Konfederacja i Braun są pewnego rodzaju terapeutami dla rolników. Pozwalają im się wyżalić. Dla mieszkańców wsi, bo chciałbym na to szerszej spojrzeć.

Wyżalić, powiedzieć co ich boli i powiedzieć tak, tak, macie rację. To jest polityka terapeutyczna, która prowadzi do dramatów. Do tego, że ludzie się nie zmieniają, nie pracują nad sobą, nie widzą, że świat się zmienia, tylko kłamią. Słuchaj, słuchaj, ten świat będzie taki jak ty chcesz, on się nie zmieni, będzie ciągle tak samo. A ja mówię inaczej. Słuchajcie chłopaki, świat się zmienia. Panie pośle, w styczniu 22 roku

Działające na Uniwersytecie w Toronto Interdyscyplinarne Laboratorium Citizen Lab poinformowało, że Pana telefon był inwigilowany przy użyciu oprogramowania szpiegowskiego Pegasus. Zaskoczyło to Pana? Tak, tak. Zaskakujące. Ale dlaczego Pańskim zdaniem PiS-owska władza to zrobiła? Bo wiedziała, jaka moc skupia się w organizacji, którą tworzyłem. Znała też pewnie moje pewne możliwości. To, co o panu mówię, zaparcie. Wcześniej czy później oni to wiedzieli, oni mnie znali. To ludzie pewnie tam składali w PiS-ie dokładne raporty z mojego bliskiego środowiska, które było. Gmina Błaszki, Łódź.

Niby duże, niby takie, ale nikt się ich nie boi. To prawda. A ta inwigilacja miała... A wtedy było inaczej. Ta inwigilacja miała jakieś skutki dla pana? Władza coś o panu podrzucała swoim mediom? A ja wiem... Nie trafił pan na... A co podrzucą? Wie pan, działy się później różne dziwne rzeczy w moim życiu. Ale te, które się wiązały z tą inwigilacją, że podejrzewał pan, że właśnie w wyniku tej inwigilacji i powzięcia pewnych informacji władza... Czy media coś przeciwko panu robią? Kiedyś opowiem o tych szczegółach. Jeszcze nie teraz. Jeszcze za szybko. Naprawdę. Czyli jak brytyjskie archiwa po pięćdziesięciu latach. Nie wiem czy pięćdziesięciu, jeszcze nie teraz. A podczas sesji parlamentarnej pan mieszka w hotelu sejmowym?

Nie, w mieszkaniu. A pytam o to, Bo marszałek Torzasty wrzucił alkohol z Sejmu. Jak pan tam trafił, to widział pan, że alkohol powoduje w parlamencie problemy? Nie widział pan takiego? Ja nie widziałem. Ja osobiście nie widziałem, nie spędzałem tam jakoś bardzo dużo czasu. W hotelu poselskim byłem dwa razy, w restauracji, częściej poselskiej, w tym barze za kratą, który był. Nie byłem w trakcie kadencji ani raz. Ale ja nie widziałem, żeby to był jakiś problem. Może pochopnie, pospieszył się, co za styl. Tak, uważam. Tak? Tak. Uważam tak, bo wie pan, jeżeli ludziom naprawdę musisz coś zabrać, żeby tego nie spożywali czy nie zażywali, to świadczy o tej grupie społecznej czy zawodowej bardzo źle.

No tak, to o tej grupie, a co w związku z tym szczerzastym, skoro niepotrzebnie to zrobił, to co? Ale to jest jego decyzja. Tak zrobił, tak widzi Sejm. Jest marszałkiem, ma do tego prawo. Mimo, że ja tego nie popieram, to tak zrobił. Został wybrany na marszałka. Ja do tego ręki nie dołożyłem. Ja wstrzymałem. Jest pan pierwszą kadencję w parlamencie. Od dwóch lat pan tam już pracuje. Ma Pan jakieś takie swoje przemyślenia? Co tam można byłoby zmienić, żeby ten Parlament działał lepiej, sprawniej? Jeżeli chodzi o sam parlament, mniej. Jeżeli chodzi o w ogóle tą działalność ministerstw, to widzę, ile zmieniłbym na przykład w pracy ministerstwa, na przykładzie Ministerstwa Rolnictwa.

I na pewno można tam przyspieszyć i urealnić pracę. Ale też mówienie o tym z takiej perspektywy, raczej myślę o tym, kiedy ja bym mógł decydować to, co bym zrobił. Jak bym wtedy prowadził na przykład pracę w ministerstwie, jeżeli bym za to realnie odpowiadał? Jeśli chodzi o parlament, to nie ma pan żadnych pomysłów takich systemowych, które mogłyby pomóc sprawniej głosować ustawy, ale też doprowadzić do realnych debat, a nie pyskówek i właściwie pogróżek jednych na drugim. Redaktorze, zgadzam się z tym, co pan mówi. Powiedział pan, że tego jest po prostu tam za dużo. Według mnie to, co pan powiedział w stosunku do realnej pracy, dyskusji, debaty, ogólnie nie podoba mi się w Polsce to, że Polska to jest taki projekt niedokończony co jakiś czas.

Zawsze taki był. Stan wojenny się Jaruzelskiemu do końca nie udał, bo to jest Polska. Idąc do Sejmu, miałem takie powiedzenie, kontynuując powiedzenie jednego z ministrów spraw zagranicznych w Niemczech, który powiedział w jednej z książek, które czytałem, czy rozmów z nim, że w Niemczech jest taki system, że zmieniają się rządy, ale... Ta myśl polityczna zostaje ta sama i realizacja tego wszystkiego jest kontynuowana. W Polsce nie potrzeba, żeby zmienił się rząd, a myślenie w ogóle zmienia się nawet w połowie kadencji bardzo mocno i to mi się bardzo nie podoba. Dlaczego mówię o tym, że to jest projekt niedokończony? Zmienia się rząd i nagle wszystkie pomysły poprzedników są złe. Wszystkie, nawet jak są dobre. I za cztery lata, za pięć, za osiem, jak będzie się zmieniał rząd, znowu będzie to samo.

To ja usiądę i powiem, słuchaj, ile w tamtym roku przyjechało wołowiny z Argentyny? Nie wiem. Ktoś powie nie wiem. 200 tysięcy ton w tamtym roku. A według umowy ma przyjechać 100 tysięcy chyba. A według umowy na obniżonym tle 7,5% ma przyjechać 99 tysięcy ton po 6 latach od rozpoczęcia trwania tej umowy. W pierwszym roku 15 tysięcy ton. Czyli... Dzisiaj przyjeżdża na tle dwudziestoprocentowym, bo przyjeżdża wysoko jakościowy produkt. Panie redaktorze, kłamstwem jest mówienie, że Argentyna i Brazylia zawali nas jedzeniem, powiem delikatnie, złym, pozajakościowym. Oni przywiezą tutaj wysoko jakościowy produkt, który będzie, i to jest zagrożenie, będzie konkurował z naszymi stekami,

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.