Sprawa Ala Kite'a - Mystery Cabin
Oakey "Al" Kite był spokojnym, wyjątkowo sympatycznym człowiekiem po 50. Pewnego dnia niespodziewanie nie pojawił się w pracy w swoim biurze w centrum Denver. Policja wysłana do jego domu dokonuje tam przerażającego odkrycia.Drodzy, jeżeli ktoś z Was chciałby wesprzeć moją pracę to proszę o symboliczną kawkę: https://buycoffee.to/mystery.cabin
Kolejny odcinek. Cześć! Dzisiaj zapraszam na odcinek o sprawie Ala Kite'a, o zbrodni szczególnie bezwzględnej, okrutnej i całkowicie niezrozumiałej, za którą odpowiadał sprytny i świetnie przygotowany sprawca. Historia Ala jest przykra, bo najwyraźniej stał się ofiarą zbrodni tylko dlatego, że był sympatyczny, ufny i otwarty. Odcinek jest wyraźnie krótszy niż przeciętnie, ale za to kolejny będzie szybciej. Pracowałam nad dłuższym odcinkiem, ale już się to tak przedłużało, że stwierdziłam, że przygotuję ten, żeby coś w końcu zamieścić. I tak czekaliście skandalicznie długo, ale żeby nie było jeszcze dłużej.
Zapraszam wobec tego do posłuchania dzisiejszej historii. Na początek kilka słów na temat ofiary zbrodni, 53-letniego Ala Kite'a. Pełne imiona i nazwisko Ala brzmiały Oakey Albert Kite Jr., urodził się 7 maja 1951 roku w Rocky Mount w hrabstwie Nash w stanie Północna Carolina. Jego dom rodzinny znajdował się w tym samym regionie w jeszcze mniejszym miasteczku Halifax. Al nosił to samo imię co jego ojciec, być może stąd już od dziecka posługiwał się drugim imieniem Albert, a w zasadzie jego zdrobnieniem stąd właśnie Al. Ojciec Ala, Oakey Kite Senior, był zawodowym treserem psów, a matka Edith gospodynią domową.
Na początku lat 2000 Al wyremontował piwnicę swojego domu, aby mogła posłużyć za oddzielne mieszkanie i znalazł stałego najemcę. Piwnica nie miała osobnego wejścia i jej mieszkaniec musiał wchodzić przez drzwi wejściowe i wspólny korytarz i dopiero schodami w dół do siebie. Ale to z perspektywy Ala był nawet plus, bo dzięki temu widywał swojego lokatora, mógł z nim pogadać, miał w domu trochę towarzystwa. No i posiadanie najemcy okazało się szczególnie korzystne w 2002 roku, kiedy Al został zwolniony ze Stone & Webster po 31 latach pracy. Dzięki płatnościom od lokatora dał radę utrzymać płynność finansową, no i na szczęście dla niego szybko znalazł nowe miejsce pracy.
Uwielbiała spędzać z Alem czas, mogli rozmawiać bez końca. Doceniała to, że był taki pozytywny, miły i że znakomicie gotował. Bardzo szybko uznała, że trafiła na mężczyznę dla niej idealnego. Drugą zmianą w życiu Ala była rezygnacja jego lokatora po kilku latach wynajmowania piwnicy. Al zaczął się wobec tego rozglądać za nowym najemcą. W tym celu między innymi rozwiesił ulotki informujące o lokalu na wynajem w bibliotece Uniwersytetu Colorado w Denver. Otrzymał kilka zapytań o lokal, ale jeden facet był wyjątkowo zainteresowany i od razu umówił się na obejrzenie lokalu. Przedstawiał się jako Robert Cooper i pojawił się u Ala w piątek 30 kwietnia wieczorem.
Według tego, jak przedstawiała to później Linda, kiedy schodziła po schodach, zobaczyła go jeszcze, jak wychodził z domu Ala. Nie odwrócił się i nie spojrzał w jej stronę, widziała tylko jego boczny profil i widziała go od tyłu. Al powiedział, że Cooper jednak nie będzie chciał wynająć piwnicy. Czekał więc dalej na nowego najemcę. Minęło nieco ponad dwa tygodnie. Niespodziewanie Robert Cooper, który 30 kwietnia oglądał mieszkanie, zadzwonił do Ala i powiedział, że zmienił zdanie, że będzie chciał wynająć lokal w piwnicy. Od razu umówił się na spotkanie. 19 maja przyszedł z gotówką. Wypisał formularz z danymi osobowymi do umowy najmu.
Zapłacił 250 dolarów kaucji i połowę miesięcznego czynszu. W zamian od razu otrzymał od Ala klucz do domu. Zapowiedział, że będzie się wprowadzał w najbliższy weekend. To było 22 do 23 maja. Tak się złożyło, że w sobotę 22 maja Linda, dziewczyna Ala, wyjeżdżała do rodziny w Virginia Beach. Wczesnym rankiem Al odebrał Lindę z jej domu i odwiózł na lotnisko w Denver. Po drodze rozmawiali radośnie i ustalili, że będą otwarcie mówić o sobie, moja dziewczyna i mój chłopak. Kiedy Linda wylądowała i czekała na przesiadkę na dalszą podróż, zadzwoniła do Ala i mówili sobie wtedy co tam mój chłopaku, co tam moja dziewczyno, z radością jak zakochani nastolatkowie.
Nieobecność Ala w biurze natychmiast wzbudziła obawy współpracowników. Al miał reputację człowieka punktualnego i absolutnie niezawodnego. Kiedy nikt nie mógł się do niego dodzwonić, współpracownicy sięgnęli do jego kartoteki w kadrach i sprawdzili dane osoby, którą podał jako swój kontakt w nagłych wypadkach. Kontaktem tym była siostra Ala, Barbara. No tylko, że Barbara mieszkała w Virginia, na wschodnim wybrzeżu Stanów, jakieś 2,5 tysiąca kilometrów od Denver. Oczywiście zmartwiona próbowała dodzwonić się do Ala, jednak nie miała innych sposobów kontaktu niż te, których próbowali już jego współpracownicy. Dzwoniła na ten sam numer telefonu, no i tak samo jak nie odbierał od kolegów z pracy, tak samo nie odbierał telefonu od niej.
Jako, że było to dla Barbary bardzo niepokojące, wkrótce zadzwoniła na policję w Aurorze i poprosiła o sprawdzenie domu jej brata, czyli o ten tak zwany Welfare Check. W odpowiedzi na jej zgłoszenie tamtego popołudnia pod dom Ala podjechał policyjny radiowóz. Wydawało się, że w domu nikogo nie było. Policjanci jednak postanowili wejść do środka. Wewnątrz zastali ciszę i porządek, w domu dało się jednak wyczuć zapach chloru, co może być podejrzane. Policjanci zajrzeli do pomieszczeń na piętrze i nie zauważyli tam nic szczególnego. Jednak następnie zeszli do piwnicy i tam odkryli makabryczne miejsce zbrodni.
Martwe ciało Ala leżało twarzą do dołu wśród rozprysków krwi na ścianach i podłodze. Nosiło ślady licznych, dotkliwych i długotrwałych tortur. Jako główny śledczy na miejscu pojawił się detektyw o swojsko brzmiącym nazwisku Thomas Sobieski z policji w Aurorze. Później opisał tę scenę jako najgorszą, jaką kiedykolwiek widział, a formy tortur, jakim poddany został Ali jako takie, z którymi nie spotkał się ani nigdy wcześniej, ani nigdy więcej. Sprawca najprawdopodobniej zaatakował Ala z zaskoczenia, uderzając go w głowę. O tym mógł świadczyć rozległy uraz z tyłu jego głowy oraz brak śladów podjęcia walki. Mogło to być na schodach prowadzących do piwnicy, kiedy napastnik szedł za nim.
Al wspominał, że zamierzał dla nowego najemcy znieść na dół rozkładany fotel i mógł zostać zaatakowany wtedy. Ślady na ciele wskazywały na to, że Al był związany, jednak sznur czy taśma, której do tego użyto, została zabrana przez sprawcę. Sprawca związał Ala w nietypowy sposób. Jego ręce były związane nad łokciami, a sznur poprowadzony do nóg i związany na kostkach. W efekcie Al leżał na brzuchu, ze zgiętymi nogami w kolanach i był całkowicie unieruchomiony. Przez wiele godzin sprawca znęcał się nad nim, używając ostrych narzędzi. Detektyw Sobieski ocenił, że zastosowana została szalona ilość tortur, w tym nakłuwanie nożem nad oczami czy kłucie wewnątrz uszu, aż do rozerwania błon bębenkowych, czy cięcie skóry wzdłuż ramion.
Zadając rany, sprawca skupił się też szczególnie na podeszwach stóp. Al miał je silnie posiniaczone i wielokrotnie ponacinane nożem, co musiało zadawać okrutny ból. Podeszwy stóp są bardzo wrażliwe na ból ze względu na dużą gęstość zakończeń nerwowych. Tym, co ostatecznie zakończyło życie Ala, było podrżnięcie gardła. Nawet i to odbywało się na raty, a sprawca ciął tak długo, aż głowa została niemal całkowicie odłączona od reszty ciała. Al zmarł kilka godzin po ostatniej rozmowie ze swoją dziewczyną. Jego śmierć była powolna i odszedł w męczarniach. Sprawca zadbał o to, by nie zostawić po sobie śladów, które mogłyby pozwolić go zidentyfikować.
Zatkał odpływ w zlewie kuchennym na parterze i zostawił w nim kilka przedmiotów, które następnie zalał wybielaczem Clorox. Leżało tam 9 noży zabranych z bloków kuchni Ala, pręt służący jako ostrzałka do noży, szklanka, długopis, szczotka do naczyń, kluczyk do samochodu Ala i klucz do domu z czerwoną zawieszką. Ewidentnie były to przedmioty, których sprawca dotykał i zanurzył je w wybielaczu, aby usunąć z nich swoje ślady biologiczne. Nie jest jasne, czy wszystkich noży użył do tortur. Być może wyciągał z bloku po kolei noże, by zobaczyć ich ostrze, wybrał ten, który mu odpowiadał, ale jako że dotykał różnych, to zanurzył w wybielaczu wszystkie.
Podejrzenie, że sprawcą zbrodni mógł być tajemniczy Robert Cooper, czyli niedoszły nowy lokator piwnicy Ala, padło w sprawie szybko. Śledczy dowiedzieli się o nim od jego dziewczyny Lindy o tym, że miał wprowadzać się w tamten weekend. Wiedzieli, że dostał klucz do domu Ala i że ten właśnie klucz leżał zanurzony w wybielaczu w kuchennym zlewie. Samo to było mocną poszlaką wskazującą na niedoszłego najemcę. Ale wkrótce więcej dowodów wskazało właśnie na niego. W koszu na śmieci w kuchni śledczy znaleźli pognieciony wniosek z danymi osobowymi do przygotowania umowy najmu. Przez krótką chwilę pewnie uwierzyli, że zawierał dane osobowe podejrzanego i że stanowczo ułatwi sprawę.
Po kolejnych dniach policja sprawdziła, że nikt o takich personaliach Robert Cooper nie pracował aktualnie w Wells Fargo w Denver, no i w sąsiednich najbliższych miastach. Samochodu Ala nie było w garażu, ale znalazł się bardzo szybko. Jego szaro-niebieski pick-up stał zaparkowany kilkaset metrów od domu w obrębie tego samego osiedla. Na siedzeniu znajdował się kwit z bankomatu przy nieodległej placówce Wells Fargo, z którego wynikało, że 22 maja wieczorem z konta Ala został wypłacony 1000 dolarów. Policji udało się pozyskać nagranie z kamery bankomatu, z którego dokonano wypłaty. Niestety po przejrzeniu nagrania okazało się, że Robert Cooper po raz kolejny był dobrze przygotowany.
Na monitoringu widać było, jak sprawca podjechał do bankomatu samochodem Ala i nie wysiadając, korzystał z maszyny, wpisał PIN do karty i wypłacił gotówkę. Miał na sobie kominiarkę, która zasłaniała większość twarzy i rękawiczki, aby nie zostawić odcisków palców na bankomacie, a może przede wszystkim na samochodzie, którym się posłużył. Był tak bardzo pewny siebie, że potwierdzenie wypłaty zostawił na siedzeniu samochodu, tak jakby chciał, żeby policja szybko trafiła na nagranie z nim. Powiedział, że nic im to nie da. Ujawnienie transakcji w bankomacie paradoksalnie skłoniło śledczych do odrzucenia rabunku jako motywu zbrodni. Sprawca wypłacił 1000 dolarów, a Al posiadał na koncie znacznie większą kwotę.
Zabójca miał dostęp do tych środków przez cały weekend i mógł wypłacić większą kwotę, jeśli tylko zechciał. Nawet jeśli np. ten 1000 był jakimś tam dziennym limitem transakcji, no to przecież miał też kolejne dni. Poza tym z domu Ala nie zginęło nic cennego, a jego telefon i samochód sprawca porzucił. Sprawca znał PIN do karty Ala i najprawdopodobniej poznał ten PIN po prostu od ofiary. Jednym z przypuszczeń było, że sprawca torturował Ala właśnie po to, by zdobyć ten PIN, ale po pierwsze właśnie nie klei się to z faktem, że ostatecznie wypłacił niewielką sumę pieniędzy, A po drugie, według Lindy i znajomych Ala, on z pewnością by podał ten pin polubownie.
Na pewno nie dopuściłby do takich tortur, żeby chronić jakąś tam gotówkę. To po prostu nie było w jego stylu. No i zastanawiająca jest kwota, jaką Cooper wypłacił. Wcześniej zapłacił Alowi 500 dolarów za wynajem piwnicy. Wypłacił 1000. Istnieje hipoteza, że na ten 1000 oszacował sobie koszty, jakie poniósł, czyli czynsz na wynajem, pewnie jakieś zakwaterowanie w okolicy, no bo w końcu nie mieszkał u żadnej siostry. No i takie podobne wydatki. Tak jakby nie chciał okraść ofiary, żeby się wzbogacić, tylko zgodnie z jakąś pokrętną logiką odebrał to, co zainwestował w przygotowanie zbrodni. Ale jest to tylko hipoteza oczywiście. Po wizycie w bankomacie Cooper wrócił samochodem Ala na osiedle przy South Helena Street do miejsca, gdzie pojazd porzucił i ostatni odcinek do domu Ala przeszedł pieszo.
Na pewno tam wrócił, o czym oczywiście świadczyły kluczyki od auta porzucone w zlewie z wybielaczem. Policja uważa, że sprawca wziął prysznic w domu Ala. Na to wskazuje m.in. fakt, że kabina również była oblana wybielaczem. Najprawdopodobniej też przenocował w domu ze zwłokami w piwnicy. Jeden z sąsiadów Ala widział, jak podejrzany wychodził z jego domu w niedzielę rano, chociaż też nie dał rady dokładnie mu się przyjrzeć. Zanim wyszedł, Cooper dokonał ostatnich porządków, po czym opuścił miejsce zbrodni. Niewykluczone, że w niedalekiej odległości miał zaparkowany swój samochód, którym odjechał. Robert Cooper zadbał również o to, by policja nie mogła namierzyć go przez telefon komórkowy, z którego korzystał.
Policjanci prześledzili historię połączeń Ala i dzięki temu ustalili z jakiego numeru kontaktował się z nim Robert Cooper. Okazało się, że Cooper posługiwał się tanim telefonem kupowanym bez rejestracji, którego używał tylko w celach związanych z wynajęciem mieszkania. Przez kilka tygodni przed zbrodnią prowadził poszukiwania, kontaktując się z różnymi wynajmującymi i oglądając różne lokale. Zapewne miał kryteria, według których ich sobie oceniał, aż wybrał Ala jako najlepszą przyszłą ofiarę. Dalsza analiza telefonu Coopera wykazała, że ten został kupiony w marcu 2004 roku w sklepie 7-Eleven przy 8 Alei w Denver, niedaleko Wydziału Medycznego Uniwersytetu Colorado.
Po zakupie Cooper opóźnił aktywację urządzenia i odczekał dokładnie 30 dni zanim zaczął korzystać z telefonu. Było to dokładnie tyle, ile było potrzebne, aby nagranie z kamery monitoringu 7-11 zostało automatycznie nadpisane i usunięte. To kolejny dowód na to, że zbrodnia została zaplanowana z dużym wyprzedzeniem i z dużą ostrożnością. Ostatecznie oba telefony, to znaczy telefon Ala i ten na kartę, którym posługiwał się Cooper, zostały porzucone w ruchliwej dzielnicy Five Points w Denver. Telefon Ala znajdował się w budce telefonicznej, a Coopera gdzieś również w przestrzeni publicznej, w każdym razie w sąsiedztwie lub w samym obozowisku bezdomnych.
Oba telefony zostały namierzone i zlokalizowane przez policję, ale nie pozyskano z nich informacji, które pozwoliłyby popchnąć sprawę do przodu. Niezależnie od dowodów pozostawionych na miejscu zbrodni, Linda, dziewczyna Ala, sama też od razu podejrzewała niedoszłego nowego lokatora, Roberta Coopera. Kiedy przypomniała sobie, jak go widziała u Ala w domu 30 kwietnia, zdała sobie sprawę, że wtedy Cooper celowo przed nią uciekł, właśnie po to, by nie mogła zapamiętać jego twarzy. Przesłuchiwana przez policję, Linda mogła udzielić tylko bardzo ogólnych informacji i nawet takich niepewnych. Uważała, że sprawca mógł mieć około 40 lat, że był niewysoki, średniego wzrostu , był szczupły, ubrany elegancko w spodnie od garnituru i płaszcz i wyraźnie kulał, chodząc podpierał się laską.
Portret, czy właściwie symulację wyglądu uzyskano dzięki specjalistycznemu fenotypowaniu DNA przeprowadzonemu przez laboratorium w Virginia. Z analizy wynikało, że Cooper to człowiek mający jasną karnację, brązowe oczy, ciemne włosy i pochodzenie z południowego wschodu Europy. Możliwe więc, że rumuński akcent, który rozpoznała pani świadek, był prawdziwy. W odcinku programu DNA morderstwa z 2019 roku na temat sprawy Ala padła spekulacja, że sprawca mógł być powiązany z organizacjami ekstremistycznymi z Bliskiego Wschodu. A to dlatego, że to z tamtym regionem kojarzy się praktyka tortur zwana falaką.
Stąd naturalne wydaje się poszukiwanie podobnych historii, które może łączyć osoba sprawcę. Co oczywiście jest niebywale trudne i raczej niewykonalne dla osób postronnych, nie mających wglądu do policyjnych danych. Dużym problemem jest też to, że sprawca Robert Cooper z dużym prawdopodobieństwem podróżował i nie wiadomo nawet w jakich lokalizacjach na mapie szukać innych jego makabrycznych dzieł. Wcale nie musi to być w Stanach. Pojawia się natomiast sporo komentarzy przywołujących do porównania sprawę z Wielkiej Brytanii, która pod kilkoma względami jest bardzo podobna do historii Ala i krótko o niej opowiem. Historia wydarzyła się w Anglii, w hrabstwie Lincolnshire w 2009 roku.
Za bardzo prawdopodobne śledczy uznali fakt, że sprawcą mógł być ktoś z zagranicy. W sprawie Alana wiele aspektów budzi pytania, nie tylko o tożsamość sprawcy. Zastanawiający jest, czy motyw robunkowy ma sens, skoro ofiarą był pracownik supermarketu mieszkający w bardzo skromnym domu, a sprawca ostatecznie podjął z bankomatu zaledwie jakieś kilkaset funtów. Jednocześnie Alan mieszkał na totalnym odludziu i raczej nikt nie znalazłby się tam przypadkiem. Nie wiadomo jak sprawca tam dotarł, jak wytypował Alana jako ofiarę, jak wszedł i wyszedł nie robiąc zamieszania i hałasu, nie zwracając niczej uwagi. Niektórzy w komentarzach dotyczących sprawy Ala Kite'a podają sprawę Alana Woodsa jako totalną analogię, taką samą zbrodnię.
W przypadku Ala sprawca zadał sobie więcej trudu, poświęcił więcej czasu. Wydaje się, jakby bardziej testował techniki tortur, aniżeli nastawiał się na kradzież pieniędzy. Ten, który przedstawiał się jako Robert Cooper, był bezczelny, pewny siebie, wydaje się, że chciał, żeby śledczy zobaczyli nagranie z jego wyprawy do bankomatu i docenili, jaki był sprytny. Oczywiście mogę się mylić, ale wydaje mi się, że te dwie sprawy, pomimo oczywistych podobieństw, również różni wiele aspektów i nie ma między nimi powiązania. Jakie można mieć refleksje po wysłuchaniu historii Ala? Wynajmując pokoje w naszych domach osobom z ogłoszenia, wpuszczamy do naszej bezpiecznej przestrzeni nieznajomych, o których w zasadzie prawie nic nie wiemy.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Oakey "Al" Kite był spokojnym, wyjątkowo sympatycznym człowiekiem po 50. Pewnego dnia niespodziewanie nie pojawił się w pracy w swoim biurze w centrum Denver. Policja wysłana do jego domu dokonuje tam przerażającego odkrycia.
Drodzy, jeżeli ktoś z Was chciałby wesprzeć moją pracę to proszę o symboliczną kawkę: https://buycoffee.to/mystery.cabin