Sprawa Ala Kite'a - Mystery Cabin
Oakey "Al" Kite był spokojnym, wyjątkowo sympatycznym człowiekiem po 50. Pewnego dnia niespodziewanie nie pojawił się w pracy w swoim biurze w centrum Denver. Policja wysłana do jego domu dokonuje tam przerażającego odkrycia.Drodzy, jeżeli ktoś z Was chciałby wesprzeć moją pracę to proszę o symboliczną kawkę: https://buycoffee.to/mystery.cabin
Zapraszam wobec tego do posłuchania dzisiejszej historii. Na początek kilka słów na temat ofiary zbrodni, 53-letniego Ala Kite'a. Pełne imiona i nazwisko Ala brzmiały Oakey Albert Kite Jr., urodził się 7 maja 1951 roku w Rocky Mount w hrabstwie Nash w stanie Północna Carolina. Jego dom rodzinny znajdował się w tym samym regionie w jeszcze mniejszym miasteczku Halifax. Al nosił to samo imię co jego ojciec, być może stąd już od dziecka posługiwał się drugim imieniem Albert, a w zasadzie jego zdrobnieniem stąd właśnie Al. Ojciec Ala, Oakey Kite Senior, był zawodowym treserem psów, a matka Edith gospodynią domową.
Al miał jeszcze siostrę Barbarę. Matka rodziny zmarła w 1970 roku, kiedy miała zaledwie 48 lat, Al miał wtedy 18, a 6 lat później stracił też ojca, więc był młodym człowiekiem, kiedy z tej najbliższej rodziny pozostała mu jedynie siostra. Al skończył liceum ogólnokształcące w Weldon, to też niewielkie miasto w pobliżu jego rodzinnej miejscowości, a później studiował zarządzanie w college'u Barton Wilson, jakąś godzinę jazdy od Halifax. Jeszcze w trakcie nauki w koledżu Al podjął pracę w korporacji Stone & Webster, firmie świadczącej usługi inżynierskie i projektowe.
Na początku Al zajmował się sprawami kadrowymi, odpowiadał za rozliczanie czasu pracy pracowników, układanie harmonogramów itp. Z czasem zajął się rozliczaniem projektów od strony finansowej. W 1976 roku Al poślubił Gail Kay. Łączyła ich długa znajomość, przyjaźnili się jeszcze w czasach liceum. Jednak po szkole ich drogi się rozeszły, Gail wyszła za mąż za kogoś innego, urodziła córkę, ale tamto jej małżeństwo się rozpadło. I po latach ona i Al zaczęli się spotykać i zostali parą. Al był kochającym ojczymem dla pasierbicy imieniem Julie. Natomiast Al i Gail nie mieli wspólnych dzieci. Ich małżeństwo zakończyło się rozwodem po 12 latach w 1988 roku.
Rozeszli się ponoć w zgodzie i pozostali w dobrych relacjach, a Al pozostał też w kontakcie z Julie i dalej wspierał ją jak ojciec. Po rozwodzie Al prowadził życie w pojedynkę, był mocno skupiony na pracy. Przeprowadzał się kilka razy, podejmując zadania w różnych oddziałach firmy. W dużej mierze pracował w trybie projektowym, wyjeżdżał tam, gdzie firma miała zlecenie. Spędził więc jakiś czas w różnych Stanach, m.in. Massachusetts, Teksasie, w Nowym Jorku, Nowadzie, a nawet wyjechał za granicę do Algierii w Afryce i tam nadzorował realizację jednego z projektów. Na początku lat 90-tych Al dostał awans i wyjechał do Kalifornii, gdzie firma realizowała zlecenia dla dużych podmiotów, w tym dla lotniska w San Francisco i kolei Bay Area Rapid Transit.
Po kilku latach spędzonych w Kalifornii, w 1998 roku Al został skierowany do oddziału Stone & Webster w Denver w Colorado. Przeprowadzka bardzo mu pasowała. Al był zachwycony otoczeniem, górskimi krajobrazami wokół Denver, był wielbicielem pieszych wędrówek po górach i jazdy na nartach i miejsce było dla niego wprost wymarzone. Z radością rozpoczął więc nowy etap w życiu i zamieszkał w Aurorze, mieście przyległym do wschodniej strony Denver. Al kupił tam elegancki dom przy South Helena Street pod numerem 2002B. Był to dom na dużym osiedlu jednakowych szeregowców. Domy mają pomarańczowe dachy, ceglane kominy, ozdobne okna i werandy.
Wokół nich ciągną się alejki obsadzone drzewami, krzewami. Generalnie każdy ma swoje zdanie, ale w mojej opinii bardzo ładne osiedle. Dom miał 166 m2 powierzchni, w tym parter, Piętro i piwnica. Poza tym z tyłu garaż na dwa samochody. Dość łatwo można znaleźć zdjęcia wnętrza domu, chociaż oczywiście wyposażenie i wystrój są późniejsze, ale można chociażby podejrzeć układ pomieszczeń. Al w zasadzie od początku zdawał sobie sprawę, że jako singiel i to w dodatku spędzający większość czasu albo w pracy, albo na jakichś tam wycieczkach w terenie, nie potrzebował tak dużego domu. Powoli dojrzewał do decyzji, by znaleźć współlokatora.
Na początku lat 2000 Al wyremontował piwnicę swojego domu, aby mogła posłużyć za oddzielne mieszkanie i znalazł stałego najemcę. Piwnica nie miała osobnego wejścia i jej mieszkaniec musiał wchodzić przez drzwi wejściowe i wspólny korytarz i dopiero schodami w dół do siebie. Ale to z perspektywy Ala był nawet plus, bo dzięki temu widywał swojego lokatora, mógł z nim pogadać, miał w domu trochę towarzystwa. No i posiadanie najemcy okazało się szczególnie korzystne w 2002 roku, kiedy Al został zwolniony ze Stone & Webster po 31 latach pracy. Dzięki płatnościom od lokatora dał radę utrzymać płynność finansową, no i na szczęście dla niego szybko znalazł nowe miejsce pracy.
Al zatrudnił się wtedy w firmie Carter Douglas z siedzibą w Denver. To była firma o tym samym profilu co jego poprzedni pracodawca, to też były usługi inżynierskie i projektowe, dlatego Al szybko się tam odnalazł. No i łatwo zjednywał sobie współpracowników, bo nie tylko był profesjonalistą, ale też był bardzo sympatycznym facetem. To jest to, co powtarzało się we wszystkich relacjach o nim. Fajny, sympatyczny, uczynny, pogodny, nie dało się go nie lubić. Na początku roku 2004, Ale zmierzył się z dwiema nowymi dla niego sytuacjami. Co najważniejsze, spotkał swoją bratnią duszę. Zaczął się spotykać z Lindą Angelopulos, która też była od lat rozwiedziona, miała dorosłe dzieci i brakowało jej takiej bliskiej osoby w życiu.
Uwielbiała spędzać z Alem czas, mogli rozmawiać bez końca. Doceniała to, że był taki pozytywny, miły i że znakomicie gotował. Bardzo szybko uznała, że trafiła na mężczyznę dla niej idealnego. Drugą zmianą w życiu Ala była rezygnacja jego lokatora po kilku latach wynajmowania piwnicy. Al zaczął się wobec tego rozglądać za nowym najemcą. W tym celu między innymi rozwiesił ulotki informujące o lokalu na wynajem w bibliotece Uniwersytetu Colorado w Denver. Otrzymał kilka zapytań o lokal, ale jeden facet był wyjątkowo zainteresowany i od razu umówił się na obejrzenie lokalu. Przedstawiał się jako Robert Cooper i pojawił się u Ala w piątek 30 kwietnia wieczorem.
Cooper mówił, że niedawno przeprowadził się ze wschodniego wybrzeża i zapewnił sobie posadę w korporacji finansowej Wells Fargo w Denver. Tymczasowo mieszkał kontem u swojej siostry, stąd poszukiwał nowego mieszkania dość pilnie. Niedługo po tym, jak Al zaprowadził go na dół, by pokazać piwnicę, przyjechała jego dziewczyna Linda i zadzwoniła do drzwi. Musiała zaczekać chwilę, zanim Al jej otworzył. Powiedział, że na dole w piwnicy właśnie był człowiek, który oglądał lokal na wynajem. Zaproponował, żeby Linda również podeszła się z nim przywitać. Ona się zgodziła podejść, ale musiała najpierw skorzystać z toalety i weszła na górę do łazienki. W tym czasie oglądający piwnicę Robert Cooper postanowił pospiesznie wyjść.
Według tego, jak przedstawiała to później Linda, kiedy schodziła po schodach, zobaczyła go jeszcze, jak wychodził z domu Ala. Nie odwrócił się i nie spojrzał w jej stronę, widziała tylko jego boczny profil i widziała go od tyłu. Al powiedział, że Cooper jednak nie będzie chciał wynająć piwnicy. Czekał więc dalej na nowego najemcę. Minęło nieco ponad dwa tygodnie. Niespodziewanie Robert Cooper, który 30 kwietnia oglądał mieszkanie, zadzwonił do Ala i powiedział, że zmienił zdanie, że będzie chciał wynająć lokal w piwnicy. Od razu umówił się na spotkanie. 19 maja przyszedł z gotówką. Wypisał formularz z danymi osobowymi do umowy najmu.
Zapłacił 250 dolarów kaucji i połowę miesięcznego czynszu. W zamian od razu otrzymał od Ala klucz do domu. Zapowiedział, że będzie się wprowadzał w najbliższy weekend. To było 22 do 23 maja. Tak się złożyło, że w sobotę 22 maja Linda, dziewczyna Ala, wyjeżdżała do rodziny w Virginia Beach. Wczesnym rankiem Al odebrał Lindę z jej domu i odwiózł na lotnisko w Denver. Po drodze rozmawiali radośnie i ustalili, że będą otwarcie mówić o sobie, moja dziewczyna i mój chłopak. Kiedy Linda wylądowała i czekała na przesiadkę na dalszą podróż, zadzwoniła do Ala i mówili sobie wtedy co tam mój chłopaku, co tam moja dziewczyno, z radością jak zakochani nastolatkowie.
Al był wtedy w dobrym nastroju i prosił, żeby Linda odezwała się znowu, jak będzie już urodziny, już konkretnie na miejscu. No i ona ponownie zadzwoniła do niego około 15.30 według czasów w Denver, już po przybyciu na miejsce do Virginia Beach. Linda powiedziała, że podczas tamtej drugiej rozmowy Al był wyjątkowo, jak na niego, małomówny i cichy. Nie był niemiły, ale coś było inaczej. Al ponadto szybko zakończył rozmowę, życząc jej miłego wyjazdu i mówiąc coś w stylu pogadamy później czy zdzwonimy się jeszcze. Jednak Al nie odezwał się więcej ani do niej, ani do nikogo. W poniedziałek 24 maja nie pojawił się też w pracy.
Nieobecność Ala w biurze natychmiast wzbudziła obawy współpracowników. Al miał reputację człowieka punktualnego i absolutnie niezawodnego. Kiedy nikt nie mógł się do niego dodzwonić, współpracownicy sięgnęli do jego kartoteki w kadrach i sprawdzili dane osoby, którą podał jako swój kontakt w nagłych wypadkach. Kontaktem tym była siostra Ala, Barbara. No tylko, że Barbara mieszkała w Virginia, na wschodnim wybrzeżu Stanów, jakieś 2,5 tysiąca kilometrów od Denver. Oczywiście zmartwiona próbowała dodzwonić się do Ala, jednak nie miała innych sposobów kontaktu niż te, których próbowali już jego współpracownicy. Dzwoniła na ten sam numer telefonu, no i tak samo jak nie odbierał od kolegów z pracy, tak samo nie odbierał telefonu od niej.
Al wspominał, że zamierzał dla nowego najemcy znieść na dół rozkładany fotel i mógł zostać zaatakowany wtedy. Ślady na ciele wskazywały na to, że Al był związany, jednak sznur czy taśma, której do tego użyto, została zabrana przez sprawcę. Sprawca związał Ala w nietypowy sposób. Jego ręce były związane nad łokciami, a sznur poprowadzony do nóg i związany na kostkach. W efekcie Al leżał na brzuchu, ze zgiętymi nogami w kolanach i był całkowicie unieruchomiony. Przez wiele godzin sprawca znęcał się nad nim, używając ostrych narzędzi. Detektyw Sobieski ocenił, że zastosowana została szalona ilość tortur, w tym nakłuwanie nożem nad oczami czy kłucie wewnątrz uszu, aż do rozerwania błon bębenkowych, czy cięcie skóry wzdłuż ramion.
Zadając rany, sprawca skupił się też szczególnie na podeszwach stóp. Al miał je silnie posiniaczone i wielokrotnie ponacinane nożem, co musiało zadawać okrutny ból. Podeszwy stóp są bardzo wrażliwe na ból ze względu na dużą gęstość zakończeń nerwowych. Tym, co ostatecznie zakończyło życie Ala, było podrżnięcie gardła. Nawet i to odbywało się na raty, a sprawca ciął tak długo, aż głowa została niemal całkowicie odłączona od reszty ciała. Al zmarł kilka godzin po ostatniej rozmowie ze swoją dziewczyną. Jego śmierć była powolna i odszedł w męczarniach. Sprawca zadbał o to, by nie zostawić po sobie śladów, które mogłyby pozwolić go zidentyfikować.
Na monitoringu widać było, jak sprawca podjechał do bankomatu samochodem Ala i nie wysiadając, korzystał z maszyny, wpisał PIN do karty i wypłacił gotówkę. Miał na sobie kominiarkę, która zasłaniała większość twarzy i rękawiczki, aby nie zostawić odcisków palców na bankomacie, a może przede wszystkim na samochodzie, którym się posłużył. Był tak bardzo pewny siebie, że potwierdzenie wypłaty zostawił na siedzeniu samochodu, tak jakby chciał, żeby policja szybko trafiła na nagranie z nim. Powiedział, że nic im to nie da. Ujawnienie transakcji w bankomacie paradoksalnie skłoniło śledczych do odrzucenia rabunku jako motywu zbrodni. Sprawca wypłacił 1000 dolarów, a Al posiadał na koncie znacznie większą kwotę.
Z pewnością miał bardzo ciemne, mocno kręcone włosy. Linda przyznała, że nawet gdyby zobaczyła go ponownie, nie byłaby w stanie go rozpoznać z twarzy. Myślała też dużo o jej ostatniej rozmowie z Alem, że rozmawiał z nią wtedy inaczej niż zwykle, cicho, zdawkowo. Zrozumiała, że wtedy był już przy nim Robert Cooper. Linda udzieliła wywiadu w programie DNA Morderstwa w 2019 roku i jest strasznie smutne ją tam zobaczyć, bo po tylu latach, po 15 latach, nadal była strasznie rozbita, opowiadała o swoich wspomnieniach o Alu ze łzami w oczach i nawet mówiła, że czuła, że to on był miłością jej życia. Nadal bardzo cierpiała i bardzo tęskniła, było to wzruszające i smutne, bardzo.
I nie wzbudził jej zaufania, więc sama odmówiła mu wynajmu. Druga kobieta, która miała z nim kontakt, była wykładowcą z Uniwersytetu Colorado. Cooper spotkał się z nią, aby obejrzeć jej mieszkanie i według kobiety podejrzany mówił z charakterystycznym akcentem, w jej ocenie wschodnioeuropejskim. Kobieta uczyła języka rumuńskiego i jej zdaniem mężczyzna, z którym rozmawiała, sądząc po jego akcencie, mógł pochodzić właśnie z Rumunii. Nie można jednak wykluczyć, że akcent był udawany i tylko przypadkiem przypominał rumuński. Co też było istotne, pani profesor zamieściła ogłoszenie o lokalu na wynajem jedynie na tablicy ogłoszeń w uczelnianej bibliotece, tam gdzie swoje ogłoszenie powiesił również Al.
I to wobec tego jest na pewno jedno z miejsc, gdzie Cooper był i gdzie poszukiwał przyszłej ofiary. Śledczy uznali, że zbrodnia nie miała typowego motywu, ale nie stał się celem zbrodni z przyczyn osobistych z tytułu jakiejś zemsty czy porachunków, a po prostu został wytypowany przez kogoś, kto chciał zabić dla przyjemności albo dla treningu. Al był łatwym celem dla sprawcy, był ufny, otwarty na ludzi. Chociaż miał dziewczynę, to jeszcze z nią nie mieszkał i często przebywał sam w dosyć dużym domu. Gdy do tego Linda wyjechała poza miasto, sprawca miał pełną swobodę niezakłóconego działania. Mimo że Al mieszkał w szeregowcu i wiele rodzin mieszkało tuż obok niego, nikt nie usłyszał krzyków czy wołania o pomoc.
Wśród nich mogą kryć się ludzie źli, o złych zamiarach. I oni wcale nie wyróżniają się tak jakoś szczególnie, że łatwo ich rozpoznać. Gdyby szaleńców można było poznać po wyglądzie, jak w niektórych filmach czy bajkach, byłoby mniej zbrodni. Na pewno Al mógł być mniej ufny, a bardziej ostrożny. Mógł sprawdzić dane, które podał mu Cooper, zadzwoić pod numer, pod którym rzekomo można było sprawdzić jego referencje. Wtedy może zapaliłaby się u Ala czerwona lampka i by nabrał podejrzeń. Ale też nie chodzi o szukanie w nim winy, bo wyłącznie winny był tu sprawca zbrodni. Al po prostu zapłacił najwyższą cenę za bycie fajnym, miłym i otwartym człowiekiem.
Pokazano wszystkie 21 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Oakey "Al" Kite był spokojnym, wyjątkowo sympatycznym człowiekiem po 50. Pewnego dnia niespodziewanie nie pojawił się w pracy w swoim biurze w centrum Denver. Policja wysłana do jego domu dokonuje tam przerażającego odkrycia.
Drodzy, jeżeli ktoś z Was chciałby wesprzeć moją pracę to proszę o symboliczną kawkę: https://buycoffee.to/mystery.cabin