Janusz Waluś. Jak polski emigrant stał się zabójcą politycznym w RPA
Podcast kryminalny Radia ZET "Materiał dowodowy". Zaprasza Mateusz Kapera
Materiał dowodowy. Podcast kryminalny Mateusza Kapery. 10 kwietnia 1993 roku republiką południowej Afryki wstrząsnęła polityczna zbrodnia. Również polską, bo zabójcą lidera partii komunistycznej i przeciwnika Wartheidu, Chrisa Haniego, okazał się polski emigrant Janusz Waluś. Jak to się stało, że wówczas 40-letni kierowca ciężarówek w RPA stał się zabójcą politycznym? Dlaczego zastrzelił Chrisa Hanniego? Ja się nazywam Mateusz Kapera, a to jest kolejny odcinek podcastu kryminalnego Radia ZET Materiał Dowodowy.
Pamiętajcie, że wszystkie odcinki podcastu dostępne są na kanale Radia ZET w serwisie YouTube i na playerradio.pl, a także na platformach streamingowych Spotify i Apple Podcast. Oceniajcie, komentujcie i zgłaszajcie nam sprawy, o których chcielibyście usłyszeć w kolejnych odcinkach. Każda Wasza reakcja, komentarz czy udostępnienie odcinka pomagają nam docierać do nowych słuchaczy. A teraz zapraszam na materiał o Januszu Walusiu i jego politycznej zbrodni. 10 kwietnia 1993 roku. Godzina 10 rano. Johannesburg, Republika Południowej Afryki.
Teraz jest już pewny, że wykonał swoje krwawe zadanie. Zabił czarnoskórego lidera partii komunistycznej i zagorzałego przeciwnika apartheidu, systemu rasowej segregacji. Kilka godzin wcześniej. Pretoria. Niewielkie mieszkanie przy Bourke Street. 40-letni Janusz Waluś, polski emigrant, spędza poranek Wielkiej Soboty ze swoją dziewczyną Marią. Postanawia pojechać na trening karate. Pakuje najpotrzebniejsze rzeczy oraz... pistolet. Vector Z88, kaliber 9 mm. Zabiera również tłumik. W końcu wychodzi z domu.
Podjeżdża pod dom, przy którym zaparkowana jest srebrna Toyota Corolla. Gdy zapisuje na kartce jej numery rejestracyjne, przed domem pojawia się gospodarz. Ubrany w granatowy dres i białe sportowe buty mężczyzna to Chris Honey. Popularny lider południowoafrykańskiej partii komunistycznej. Nie zwraca uwagi na obcy samochód. Jego ubiór wskazuje raczej, że wyszedł z domu pobiegać. Wsiada jednak do srebrnej Toyoty. Odjeżdża spod domu, a za nim rusza czerwony Ford. Hani parkuje pod centrum handlowym położonym około kilometra od jego domu. Opuszcza samochód i wchodzi do budynku. Waluś zostaje na parkingu. Obserwuje teren. Dookoła kręci się sporo ludzi.
Zbyt duże ryzyko. Woli poczekać na rozwój wydarzeń. Hani wraca do samochodu z gazetą pod pachą. Wyjeżdża z parkingu, ale już bez czerwonego Forda na ogonie. Waluś zakłada, że mężczyzna wróci prosto do domu, dlatego woli pojechać inną drogą, aby nie zwracać na siebie uwagi. Nie myli się. Gdy wraca na miejsce, Hani parkuje swoją Toyotę na podjeździe. Waluś czuje, że to ten moment. Lepszego nie będzie. Podjeżdża pod zaparkowany samochód Haniego. Z torby wyciąga pistolet i chowa go za paskiem z tyłu spodni. Wysiada. Mister Hani...
Moment zabójstwa Chrisa Haniego widzi przejeżdżająca obok samochodem kobieta z rodziną. Dostrzega ją zabójca. Waluś z bronią w ręku patrzy na młodą kobietę. W jego głowie kłębią się myśli. Co robić? Zabić ich? Nie. Nie chce pozbawić życia trojga niewinnych ludzi. W myślach tłumaczy sobie, że nie jest terrorystą, tylko żołnierzem. Po chwili samochód świadków morderstwa odjeżdża. Waluś kończy swoje makabryczne dzieło, dobijając ofiarę. Bez pośpiechu wraca do samochodu. Spokojnie odjeżdża z miejsca morderstwa. Tak, jak gdyby nic się nie stało. Stara się, aby nie wyglądać jak uciekinier. Dopiero po odjeździe odczuwa ulgę.
Schodzi z niego napięcie. Pozostaje zmartwienie. Co zrobi kobieta, która wszystko widziała? Tak z perspektywy Janusza Walusia wyglądał poranek 10 kwietnia 1993 roku. Kulisy dramatycznych wydarzeń zdradził Cezarem Łazarewiczowi, autorowi książki, nic osobistego. Sprawa Janusza Walusia. Dziennikarz spotkał się z Walusiem w więzieniu w 2018 roku. Ma 66 lat. Piały, szczupły, wysportowany, przypróżony siwizną. Tak opisywał Walusia po spotkaniu. Kobietą, która widziała, jak Waluś zabija Hanniego, była 36-letnia Retta Harmsa. W samochodzie, który prowadziła, byli jeszcze jej rodzice.
Nie zgadzała się tylko jedna cyfra. Za kierownicą siedział Janusz Waluś. Nie stawiał oporu. Miał nadzieję, że to tylko rutynowa kontrola. Skłamał, że wraca z zakupów. Nic mu to nie dało, bo policjanci znaleźli w Fordzie dwa pistolety, tłumik, naboje i nóż. Śledczy szybko ustalili, że Waluś planował zabójstwo Haniego, a nawet kilka innych zbrodni. W jego mieszkaniu ujawniono listę, na której znajdowali się uporządkowani w kolejności od pierwszego do ostatniego Nelson Mandela, Joe Slova i Chris Honey. Wszyscy związani z południowoafrykańską partią komunistyczną. Obok ich nazwisk widniały adresy zamieszkania. Ofiara Walusia, czarnoskóry komunista Chris Honey, otrzymał trzy śmiertelne strzały.
Nie miał szans na przeżycie. Dwa z nich niszczycielsko trafiły w mózg i rdzeń kręgowy. Nazwisko i wizerunek Polaka błyskawicznie trafiły na okładki południowoafrykańskich gazet. Dziennikarze szybko ustalili, że Waluś należał do neonazistowskiej organizacji Afrykanerski Ruch Oporu. W mediach nie mówiło się już o zabójstwie, a politycznym zamachu. W różnych miastach RPA zaczęło dochodzić do zamieszek. Po trzech dniach od śmierci Haniego było już 10 ofiar śmiertelnych. Mak Maharaj, jeden z liderów Afrykańskiego Kongresu Narodowego. Noc zabójstwa Chrisa Haniego była najmroczniejszą w życiu tego kraju. Ale zwykle najmroczniejsze momenty okazują się tymi najjaśniejszymi.
To od nas zależy, co z tym zrobimy. Do Polski powoli docierały informacje o rodzimym zabójcy w RPA. Dziennikarze Gazety Wyborczej przeprowadzili rozmowę z Tadeuszem Walusiem, ojcem Janusza. Mężczyzna twierdzi, że syn padł ofiarą politycznej prowokacji. Nawet jeśli wplątałby się w morderstwo polityczne, jest zbyt inteligentny, żeby zrobić to w tak prymitywny sposób. Gdyby planował zamach, nie jechałby swoim samochodem i nie strzelał ze swojej broni, bronił syna na łamach gazety, Tadeusz Waluś. Zarówno biali, jak i czarni mieszkańcy południowej Afryki, zaczęli gorączkowo poszukiwać odpowiedzi, kim jest polski zamachowca i dlaczego dopuścił się okrutnego morderstwa.
Janusz Waluś urodził się 14 stycznia 1953 roku w Zakopanem, jako drugi syn Tadeusza i Teresy Waluś. Pierwszy, Witold, urodził się 5 lat wcześniej. W 1958 roku cała rodzina przeprowadziła się do Gaju, małej miejscowości pod Krakowem. Powodem przeprowadzki była komunistyczna władza, która zwalczała prywatne interesy. Jej ofiarą był ojciec Janusza, który prowadził sklep. Walusiowie w podkarkowskiej wsi prowadzili gospodarstwo rolne z rodziną przyrodniego brata Tadeusza. Nasze dzieciństwo jest szczęśliwe. Powinienem nawet napisać, że bardzo szczęśliwe. Nie mamy zbyt wielu zajęć w domu, oprócz uczenia się.
To nigdy nie był mój ulubiony sposób spędzania wolnego czasu. Lubię czytać, słuchać dyskusji o polityce i historii oraz rodzinnych opowieści. Tak opisywał swoje dzieciństwo Janusz w więzieniu. Pod Krakowem Tadeusz Waluś postanowił wrócić do prowadzenia interesów. Wraz z przyrodnim bratem sprzedawał cukiernicze wyroby. Firma okazała się sukcesem i zaczątkiem wielkiej biznesowej kariery Walusiów. Januszowi nie szło tak dobrze w edukacji jak ojcu w biznesie. Szkołę podstawową skończył w sąsiedniej wsi, Libertowie. Do liceum poszedł do Krakowa. Z powodów zdrowotnych miał problemy z ukończeniem szkoły. Bardziej niż do książek ciągnęło go do pracy.
Do dziś mieszka w Radomiu. Po narodzinach dziewczynki małżeństwo Janusza i Wandy szybko się rozpadło. Niepowodzenie w życiu rodzinnym oraz coraz trudniejsza sytuacja gospodarcza w Polsce przekonały Janusza do wyjazdu z Polski. Nie tylko jego. W 1981 roku Janusz wraz z ojcem Tadeuszem wyjechał do Republiki Południowej Afryki. W PRL-u przekroczyć granice Polski można było jedynie za zgodą władz. Początkowo Tadeusz miał problemy z uzyskaniem pozwolenia. W latach 60. nawiązał współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. Miał pseudonim operacyjny Jacek. Współpraca została jednak dość szybko zerwana, bo służby podejrzewały Tadeusza o dwulicowość.
Przekazywał im powierzchowne informacje. Z cudzoziemcami kontaktował się, aby załatwiać własne interesy, a nie żeby donosić na nich służbom. Tadeusz uzasadniał swoje wnioski wyjazdowe celami turystycznymi. Służby obawiały się jednak, że pod pozorem wycieczki chciał spotkać się ze swoim synem Witoldem, który już od kilku lat mieszkał w RPA. Ostatecznie Tadeusz przekonał władzę, aby zezwoliły mu na wyjazd do RPA. Janusz o paszport starał się dwa lata. 23 października 1981 roku razem opuścili Polskę. 1 listopada wylądowali na lotnisku w Johannesburgu. Zamieszkali wraz z Witoldem do momentu, kiedy ojciec nie wynajął mieszkania.
Tadeusz chciał szybko wrócić do biznesu. Założył fabrykę szlifiernie kryształów. Janusz, podobnie jak w Polsce, odpowiedzialny był za rozwożenie towaru. Tadeusz nie potrafił odnaleźć się na kompletnie innym rynku. Przyzwyczajony był do mechanizmów panujących w komunistycznej Polsce. Kryształowy biznes upadł w 1988 roku. Ojciec postanowił wrócić do Polski. Synowie zostali. Janusz odwiedził ojca w Polsce już po upadku komunizmu w 1992 roku. Tadeusz handlował papierosami i kryształami. Miał dwie firmy, jedną w Polsce, drugą w Liechtensteinie. Udziałami w nich próbował przekonać syna do powrotu do Polski.
Janusz jednak był zadowolony z życia w Afryce. Miał dobrą pracę, jeździł na ciężarówkach i młodszą o 10 lat dziewczynę Mariję. Jego fascynacja południową Afryką uległa zachwianiu w 1992 roku. 17 marca w referendum 69% białych obywateli RPA zdecydowało o zniesieniu apartheidu, systemu, który pozwalał białym ludziom na segregację i wyzysk, między innymi czarnoskórej ludności. Janusz Waluś był zwolennikiem rasistowskiej doktryny. Zmiany społeczno-polityczne skłoniły Janusza do rozmyślań nad wyjazdem z południowej Afryki. Zamarzył mu się wyjazd do Ameryki Południowej.
Mimo zachwytu nad tym regionem, trudno mu było podjąć decyzję o rozstaniu z RPA. Czuł, że to miejsce to jego dom. Na początku 1993 roku postanowił bronić swoich ideologiczno-politycznych przekonań. Już kilka lat wcześniej zainteresował się działalnością Partii Konserwatywnej Południowej Afryki. Na jednym ze spotkań poznał wysoko postawionego polityka prawicowego ugrupowania, Cliva Derby-Lewisa. Panowie od razu się polubili. Janusz zaangażował się w działalność polityczną. Wspierał Partię Konserwatywną w organizacji kampanii wyborczych. Pojawiał się na spotkaniach czy wiecach. W końcu zaczął się coraz bardziej radykalizować.
Kupił nawet pistolet i ćwiczył strzelanie. Powiedział, że chce zastrzelić Haniego. Dla niego był największym złem. Twardogłowym komunistą, który chce tu zbudować komunizm i zniszczyć państwo. Widział w nim dobrze wyszkolonego człowieka Moskwy, który chciał poświęcić życie rewolucji. Opowiadał reporterowi Cezarem Łazarewiczowi Andrzej C., przyjaciel Janusza. Chris Hani był liderem południowoafrykańskiej partii komunistycznej i zbrojnego skrzydła Afrykańskiego Kongresu Narodowego, zwanego Włócznią Narodu. Był zagorzałym przeciwnikiem Apartheidu. Jednym z głównych negocjatorów zniesienia rasistowskiego systemu. Popularnością ustępował jedynie Nelsonowi Mandeli, przywódcy ruchu przeciwko Apartheidowi i późniejszemu prezydentowi RPA.
W Wielką Sobotę 1993 roku Janusz Waluś pod domem Chrisa Haniego w brutalny sposób zrealizował swoje zapowiedzi. W śledztwie wielokrotnie przesłuchiwany Waluś odmawiał składania wyjaśnień. Zamknięty w areszcie wierzył, że z opresji wydostanie go Clive Derby Lewis. Po kilku dniach przesłuchań, wzięty podstępem, wyjawił śledczym nazwisko lidera partii konserwatywnej. To on przekazał Walusiowi pistolet z tłumikiem. Z tej broni Polak zastrzelił Haniego. Pełniący również rolę doradcy prezydenta prawicowy polityk odmówił składania wyjaśnień.
Po osadzeniu w areszcie Derby Luis napisał gryps do zaprzyjaźnionej dziennikarki, w którym tłumaczył, dlaczego Chris Honey musiał zginąć. Chciał, żeby opublikowała go w swojej gazecie, ale zamiast tego przekazała go policji. Śledztwo w sprawie zabójstwa nabrało rozpędu. Zatrzymani zostali kolejni podejrzani o współudział w zamachu. Wszyscy, choć w różnym stopniu, byli powiązani z partią konserwatywną. Ostatecznie o zamach na Haniego oskarżone zostały trzy osoby. Janusz Waluś, Clive Derby-Lewis oraz jego żona Gaje. Akt oskarżenia obejmował również spisek w celu pozbawienia życia ośmiu osób. 17 października 1993 roku sąd w Johannesburgu skazał Janusza Walusia i Klajwa Derby Luisa na karę śmierci.
W tym czasie obowiązywało już moratorium, czyli tymczasowe zawieszenie wykonywania kary ostatecznej. Żona Derby Luisa, Gaje, została uniewinniona z braku dowodów. Ostatecznie wyrok śmierci dla Janusza i Clive'a został zamieniony na dożywocie. Wierzyłem, że po śmierci Chris'a Haniego coś się zacznie tu dziać, że murzyni wyjdą na ulicę, będą zamieszki i wojsko, które wtedy nie było zniszczone, przejmie władzę, zaprowadzi porządek i skończą się te ustępstwa. Nam nie chodziło o zakonserwowanie apartheidu, ale stworzenie czegoś nowego. Chodziło o to, żeby biali głosowali na białych, a czarni na czarnych. Żeby oddzielić jednych i drugich. By czarni mieszkali w swoich homelandach i sami o sobie decydowali, a my o sobie.
Przede wszystkim o niedopuszczenie do integracji szkół i osiedli mieszkaniowych. Wyjaśniał po latach Waluś w rozmowie z reporterem Cezarym Łazarewiczem. Kilka miesięcy po ogłoszeniu wyroku z osadzonym w więzieniu Walusiem rozmawiał korespondent Gazety Wyborczej Wojciech Jagielski. Wówczas zabójca Krisa Haniego nie miał sobie nic do zarzucenia. Jego zdaniem, zabójstwo człowieka uznanego przez kogoś za zagrożenie dla bezpieczeństwa czy porządku może być nie tylko usprawiedliwione, ale wskazane, relacjonował Jagielski. Niedługo później Walusia za kratami odwiedził kolejny polski dziennikarz, Rafał Malik z Rzeczpospolitej. Zapytał go, czy czuje się niewinny.
Powiem tak, w moim sumieniu oceniam, że jestem niewinny, odpowiedział zabójca Haniego. Opinia publiczna, zarówno ta w RPA, jak i w Polsce szybko straciła zainteresowanie Januszem Walusiem. Wróciło ono na krótko, gdy obaj skazani starali się o amnestię. Przed komisją opowiedzieli o kulisach zabójstwa. 7 kwietnia 1999 roku ich wnioski zostały jednak odrzucone. W maju 2015 roku Clive Derby Lewis wyszedł na wolność warunkowo z powodu złego stanu zdrowia. Miał wtedy 79 lat i zaawansowanego raka płuc. Zmarł ponad rok później w szpitalu.
Janusz Waluś mury więzienne opuścił pierwszy raz w 2004 roku. Na krótko. Żegnał na cmentarzu swoją zmarłą matkę. Już od 2000 roku starał się o skrócenie wyroku. Sąd jednak odmawiał. Wyznaczył rok 2013 jako najwcześniejszy możliwy termin ubiegania się przez Walusia o przedterminowe zwolnienie. W 2016 roku sędzia zgodził się warunkowo wypuścić Walusia na wolność, ale minister sprawiedliwości złożył apelację, domagając się pozostawienia skazanego za kratkami. Odwołanie było skuteczne, bo wyrok został uchylony, a zabójca Haniego pozostał w więzieniu. Waluś nie zaprzestał walki o warunkowe zwolnienie z więzienia.
Odwołał się do najwyższej instancji w RPA – Trybunału Konstytucyjnego. W listopadzie 2022 roku instytucja nakazała warunkowo zwolnić Walusia. Zgodnie z prawem, Polak mógł opuścić RPA dopiero po 24 miesiącach próby. Zanim opuścił zakład karny, został raniony nożem przez innego osadzonego. W połowie listopada 2024 roku zakończył się okres próby. Waluś nie popełnił w tym czasie przestępstwa, co oznaczało, że mógł wyjechać z RPA. 6 grudnia został deportowany do Polski.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podstawowe informacje o zabójstwie Chrisa Haniego i jego konsekwencjach.
Opis zbrodni i jej konsekwencji w RPA.
Historia Janusza Walusia, jego przeszłość i powiązania z polityką.
Podsumowanie i informacje o wyjazdzie Walusia do Polski.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.