Mentionsy Mentionsy
LIFE Podcast
LIFE Podcast

Naczynia, które się nie kończą (09.11.2025)

14.11.2025 ·35 min 37 s

Rozpocznij z nami Miesiąc Wizji w LIFE! Nic, co fizycznie jest nam potrzebne, nie zacznie się realizować, dopóki w duchowy sposób nie otworzymy się na pragnienie tego, co Bóg chce przez nas i dla nas. Posłuchaj o tym więcej w inspiracji pastora Maćka Liziniewicza, zapraszamy! Wesprzyj nas: https://patronite.pl/lifepodcast

To, co robimy z tygodnia na tydzień, budując ten kościół naszymi finansami. To jest nasze utrzymywanie marzenia z miesiąca na miesiąc. Natomiast Niedziela Wizji służy temu, żebyśmy mogli pójść dalej, zrobić coś ekstrawaganckiego i doinwestować rzeczy i pomarzyć o rzeczach i zbudować marzenie, które chcemy, żeby się zrealizowało. To jest coś, co praktykujemy od 11 lat w tym kościele bez przerwy i zawsze Bóg nas zaskakuje poprzez hojność i poprzez transformację serca i poprzez cuda finansowe, które się dzieją. Wierzę, że w tym roku nie będzie wcale inaczej, ale będzie lepiej. Amen? Świetnie. Poproszę slajd. Cuda się. Cuda się 26. Dlatego, że wierzymy w przyszły rok, 26. Ta seria kazań nazywa się Cuda się.

Dlatego, że nasze hasło to uda się Tobie i mnie i stwierdziłem, że na Niedzielę Wizji będziemy mówić Cuda się Tobie i mnie, ponieważ każdemu z nas wie, że przydadzą się cuda. Amen? Dobrze. Kochani, wierzymy mocno w cuda w tym roku. Wierzymy mocno, że jako wspólnota Dojdziemy do kolejnego etapu i pewnego miejsca. Natomiast te cuda, nie wierzymy tylko w cuda kongregacyjnie dla całego Kościoła. Wierzymy, że atmosfera nieba i atmosfera wiary jest w stanie przenieść się do Twojego życia indywidualnie. Bo jaki jest sens budować wspólnotę w jakiejś atmosferze i w wyznaniu wiary, że Bóg jest w stanie zrobić coś niemożliwego, jeżeli ja indywidualnie nie wierzę i nie jestem w tym miejscu. Tytuł dzisiejszego kazania to Naczynia, które się nie kończą.

Chciałbym rozpocząć historią w II Królewskiej, w IV rozdziale, którą sobie przeczytamy wspólnie. Pewna kobieta, żona jednego z uczniów prorockich, poskarżyła się Elizeuszowi. Bardzo trudne imię. Twój sługa, a mój mąż nie żyje. Była taka sytuacja. Ona miała... Męża, ten mąż był jednym z jego uczniów, uczył się prorokować nad Izraelem, uczył się prorokować, odbierać od Boga słowa mądrości, słowa wiedzy, słowa otuchy dla ludzi, słowa o tym, żeby przekonać ludzi do tego, żeby zmieniali swoje życie. Natomiast on umarł i zostawił ją jako wdowę. Sam wiesz, mówi dalej ta wdowa, że był to człowiek żyjący w bojaźni Pana.

Nie mieli niewolników, więc zabrano dwójkę dzieci. Myślę sobie, że w dzisiejszych czasach jest to nie do pomyślenia. Od razu byśmy mieli rozrubę w mediach. Natomiast tamte czasy były inne. I myślę sobie, jak bardzo złamane było serce tej kobiety. Co ona musiała sobie myśleć? Mój mąż wielbił dobrego Boga. Chciał prorokować dla Boga Jachwę. Natomiast odchodzi i Boże błogosławieństwo nade mną, wdową, jest takie, że zabiera mi się dwójkę dzieci. I myślę sobie, że to jest najmniejsza rzecz, o jakiej myślałem. Myślę sobie, że jak ja bym stracił dwójkę moich dzieci, ktoś by mi ich odebrał, przysięgam wam, że nie wiem, co bym zrobił. Wiem, śmiejemy się, ale ludzie naprawdę nie wiedzą, co robić. Natomiast ta kobieta w desperacji opowiada swoją historię prorokowi, którego ten mąż, który zmarł, był uczniem.

A z tego, co ci pozostanie, utrzymaj siebie i synów. Wow, co za historia. Wręcz jest to historia tak radykalnie dziwna. Cud oliwy. Cud oliwy i cud naczyń, które tą oliwę utrzymywały. Cud małego flakonika. Można nazwać ten cud na różne sposoby. Natomiast jest to dla mnie ekscytujące, bo myślę, że dzisiaj zmieni się Twoje życie i myślenie na temat tego, co Bóg jest w stanie zrobić w Twoim życiu. Amen. Zaczynając ten miesiąc wizji, myślałem i modliłem się i rozmawiałem o tym, co jest fizyczne nam potrzeba, natomiast nic, co fizycznie jest nam potrzebne, nie zacznie się w fizyczny sposób. Musimy w duchowy sposób otworzyć się na pragnienie tego, co Bóg chce zrobić przez nas i dla nas.

I zmienić przede wszystkim nasze myślenie na temat Bożych możliwości dla naszego życia. Są takie momenty, I to jest mój punkt pierwszy. Zacznij od tego, co masz. Bo są takie momenty, kiedy naprawdę czujemy, że skończyło się wszystko, tak? Kończy się nam cierpliwość. Oj, to w tym kościele wiemy. Kończą się siły, kończą się pieniądze, kończy się nadzieja często dla wielu ludzi. Wtedy czujesz w klatce piersiowej, ja często to czułem, niepokój w żołądku, w klatce. Coś się skończyło, czegoś nie mam, czegoś nie jestem w stanie zrobić, mieć tego więcej. To jest takie drżenie całego ducha, całego ciała. Taka cicha panika. A Boże, już nie dam rady. Pamiętam, jak miałem z Igą którąś próbę zajścia w ciążę.

Już byliśmy po kilku medycznych procedurach. Jeszcze mieszkaliśmy wtedy w Wielkiej Brytanii, natomiast już po którejś, kiedy mieliśmy największe nadzieje, Iga została w domu, leżała, ja natomiast miałem pracę, jechałem do innego miasta. Dokładnie pamiętam, jechałem z Bradford, w którym mieszkaliśmy, jechałem do Liverpoolu. Jechałem autostradą naszym Oplem Merivą, pamiętam, ośmioletnim, który się sypał. Jechałem, mówię, panie Boże, ale byłoby super, jakby się udało, taki byłem dzieciak. Szczęśliwy, że wow, może teraz zajdziemy w ciążę, tak bardzo tego chcemy. I co? Dostałem telefon od mojej żony. Pokrótce powiedziała mi, że nie, że niestety nie wyszło. Pamiętam, że zatrzymałem samochód na poboczu autostrady. Akurat mieszkaliśmy na terenie, gdzie były wichrowe wzgórza, wiecie, wrzosowiska, była jesień, było tak ładnie.

Wyszedłem sobie na te wrzosowiska, przeszedłem przez tą barierkę autostrady i tak zacząłem krzyczeć w złości na Boga. Wręcz zacząłem używać niecenzuralnych słów. Nie będę ich cytował. Natomiast musicie zrozumieć i wiem, że nie jestem sam, że nasze ludzkie doświadczenie pustki, kiedy traci się i nie ma się nadziei, jest straszne. Elizeusz zapytał się wdowę, czy fizycznie i emocjonalnie ona żyjąc w tej stracie może ogarnąć się na chwilę i zobaczyć perspektywę tego, co ma, a nie tego, co straciła. I właśnie tam w tym miejscu zaczyna się ta historia, którą sobie właśnie przeczytaliśmy. Świat kobiety się sypie. Być może dzisiaj jakaś twoja sytuacja się sypie. Być może twój świat się sypie, dosłownie.

Synów zabrano w niewolę, nie zostało jej nic, co by miało jakąkolwiek wartość. Straciła męża, straciła część dzieci, jak czytamy. Ale najbardziej abstrakcyjna rzecz, jaką może zrobić prorok, wchodzi do domu, w której jest żałoba, jest smutek, jest strata dzieci, jest zdesperowana kobieta w emocjach. I on ewidentnie od Boga dostaje słowo, słuchaj, a masz jakieś naczynie, w którym można zebrać oliwę? To jest czasami rozmowa, wiecie, myślimy, że ktoś nas nie słucha i ktoś przychodzi z dziwną w ogóle odpowiedzią. Ktoś Ci mówi, słuchaj, wiesz, stała się taka i taka rzecz w moim życiu i ktoś już z duszpasterskiego doświadczenia, powiem Wam, że jak pastor czy jakiś duszpaster czy przyjaciel, który chce Cię poprowadzić dalej, patrzy Cię, słucha, kiwa głową i nagle mówi, chcesz iść na kawę?

To nie znaczy, że Cię nie słuchał. To znaczy, że chce, żeby Bóg zrobił coś więcej przez konwersację i wiarę, bo ta kawa być może jest zaczynem nowej rzeczy, jest oliwą wiary, jest naczyniem, do którego będzie można przelać coś. Bóg robi niesamowite rzeczy w niesamowity sposób w naszym ograniczonym myśleniu na temat doświadczenia i zrobi to samo w Twoim życiu, ponieważ to słowo jest powtarzalne, ponieważ Bóg jest niezmienny, ten sam. Taki był wczoraj, taki jest dzisiaj i taki będzie zawsze. Ta historia jest adekwatna do Twojego życia, do mojego życia, dla naszego Kościoła. Zapytał się jej, słuchaj, co masz w domu? Ona mu mówi, a co masz w domu? To są tacy, wiecie, ludzie z ADHD. Taki Elizeusz musiał mieć straszne ADHD.

Siedem lat, co będziesz myślał o tym, czego nie masz? A co się dzieje dzisiaj? Nasze dzieci, my sami? Ale ten kościół jest wielki. Ale on jest przystojny, ten pastor. Ja taki nie jestem przystojny. Ale on jest wysportowany, chodzi na siłownię. Codziennie nagrywa, codziennie chodzi na siłownię. Kto go tak nagrywa? A jego dziewczyna też jest wysportowana. Oni razem tak mają czas na siłowni się nagrywać. No nie. To ja już nie chcę tych social mediów. Ale widzicie, co my robimy? My żyjemy w takich czasach, w którym ciągle nam brakuje, bo się porównujemy i myślimy sobie, to, co mam, jest niewystarczające. Gdzie Pan Bóg mnie użyje? Jaka skala w ogóle użycia mnie? Osoby, która po prostu ciągle musi być w rytmie od dziewiątej do piątej, praca, dzieci, zmęczenie, tyrka, złamane marzenia, rozwody, przegrana przeszłość, złe wychowanie, zła szkoła, marna praca, nieskończone studia.

Ciągle mi czegoś brakuje. To, co mamy, zawsze wydaje się małe. Niewiara, kochani, wyolbrzymia to, czego brakuje. Naprawdę. Jak masz więcej niewiary niż wiary, to niewiara będzie zawsze wyolbrzymiała, przerysowywała. Strach ma wielkie oczy, jak to się mówi. A wiara, kochani, powiększa zawsze to, co jest małe, ale zostało. I jak mam coś małego, coś, co jest nawet niewidoczne, niezauważalne. to myślę sobie, okej, ale to już mam! I właśnie to będzie błogosławił Bóg. To będzie błogosławił Bóg. Kiedy mówisz, a wiesz, to, co mam, to jest nic. A wiesz, to, co mam w życiu, to, kim jestem, to jest nieistotne. Wiesz, co robisz wtedy? Uczysz swojego serca bezradności.

Nie znoszę patrzeć na to, kiedy ktoś ma coś niesamowitego i mówi, no wiesz, ale to jest takie, co to jest? To jest nic. Ale kiedy mówisz, nie, wiesz, to, co mam, to jest zaczyn, uczysz swoje serce współpracować z Bogiem. To, co mam, jest początkiem czegoś, co może być wspaniałe. To, co mam, co jest małe, może stać się wielkie i niesamowite. Cuda rzadko, kochani, rodzą się w momentach obfitości. Jak masz dużo, to nawet nie myślę, po co mi cud, mam dużo. Sześć, siedem. Mam dużo. Cuda, kochani, rodzą się w naszym życiu i potrzeba cudu rodzi się w miejscu resztki. W miejscu, w którym nam brakuje. W miejscu, w których w naszych rejonach życia absolutnie nie ma żadnej oazy, jest pustynia. Wtedy marzymy o cudach. Marzymy o transformacji, przełomie, o zmianie, o czymś niesamowitym.

I to nie jest źle planować, nie jest źle oczekiwać. Ja tylko mówię, że niewiara uwielbia się karmić z tych rzeczy, które powinny być wykorzystane z wiarą. Niewiara będzie ci mówiła, nie, absolutnie nie zaczniesz jeszcze tego, ponieważ jesteś w złym miejscu. Natomiast Bóg, którego kochamy, któremu wierzymy, prosi nas o ruch, o krok do przodu, o oddanie tego, co jest dziś niedostępne i powiedzenie, to, co mam, wystarczy i oddaję ci, Boże, to, co mam. To, co dziś nazywasz kochany i kochana za małe, Jutro może być Twoim świadectwem i może być za wielkie, by to zmyślić. Bóg nas nie pyta, dlaczego masz tak mało. Nigdy. Bóg Cię nigdy nie zapyta, dlaczego masz tak mało.

Chyba, że Ci coś już powierzył i wtedy nic z tym nie zrobiłeś. To jest inna przypowieść o talentach. Natomiast Bóg cię nie zapyta o tak po prostu, jeżeli jeszcze nic nie zasiął w tej kwestii, dlaczego masz tak mało. O co zapyta Bóg? Czy to, co masz, jest moje? Czy to, co masz, oddałeś mnie? To małe marzenie, ten mały flakon, to mały talent, te małe zasoby finansowe, ten mały czas, który masz, czy oddałeś to mi? Czy to, co ci zostało, tak jak się pyta prorok, czy to, co masz w rękach, w tygodniu masz 8 godzin wolnych, które możesz przebębnić. Zostają ci pieniądze, masz disposable income, jak mówią dzisiaj ludzie, masz finanse, które możesz przeznaczyć na sianie w dobre rzeczy. Masz talenty, których nie używasz, nie rozwijasz, chociaż chciałbyś. Ja nie mówię o Duolingo. O, zostało mi 4 godziny, podćwiczę z zieloną sową.

Ja mówię o naprawdę zainwestowaniu swojego czasu w coś, co przyniesie wieczną nagrodę, o której mówił Krzysiek. O tym, że w Królestwie Bożym nie będziemy mieszkać z tym, co osiągnęliśmy tutaj na ziemi fizycznie, ale o tym, że zasiejemy coś w wieczność i mamy czas na to, żeby zbudować premium postawę, która przejdzie przez ogień i będziemy cieszyć się z owoców tego, że zbudowaliśmy dziedzictwo, z którego inni ludzie mogą czerpać błogosławieństwo. Bóg nie pyta, dlaczego masz tak mało. Bóg pyta się, czy to, co masz, jest moje. Jego moc, kochani, przychodzi przez twoją dostępność, a nie przez twoją doskonałość. Punkt drugi. Musisz zrobić miejsce na cud. Punkt drugi. Punkt drugi.

My potrzebujemy przestrzeni do wypełnienia w naszym życiu. Jak nie robisz przestrzeni dla Boga, to jak ma coś wypełnić? Jeżeli cały czas mówisz do Boga w modlitwie, ale nigdy nie słuchasz, to jak ma coś wypełnić? Jak Bóg może wypełniać, jeżeli nie robimy przestrzeni? Jeżeli nie robisz czasu w niedzielę, nie żeby przyjść na półtorej godziny szybko, odbędnie posłucham kazania i wyjdę, tylko niedziela, mój szabat, moje wolne, sobota i niedziela, już w ogóle żyjemy w luksusie w tym kraju, A jeszcze proszą o więcej. Trzy dni nie pracujmy. Pewnie, ekonomia się sama utrzyma. Świetne pomysły macie. Te pomysły mają zazwyczaj ludzie, którzy nie pracują dużo. Natomiast mamy dzień, w którym możemy absolutnie oddać puste naczynie i powiedzieć, Boże wypełnij je dzisiaj, wypełnij moją rodzinę, wypełnij mnie swoim duchem, daj mi dzisiaj Boże uwielbiać, daj mi czas, żebym posłuchała Twojego słowa, daj mi czas, żebym mogła odpocząć, żebym mogła posłuchać tego, co chcesz powiedzieć do mojego życia.

Musimy mieć puste naczynia, żeby Bóg zaczął je wypełniać. Naczynie reprezentuje wolną przestrzeń. A cuda wymagają wolnej przestrzeni. Jeżeli nie masz przestrzeni, cuda się nie wydarzą. Jeżeli nie zrobisz miejsca w swoim sercu na to, żeby była wiara, nic Bóg nie będzie w stanie zrobić, ani uruchomić w tobie. Niewiara mówi, zabezpiecz się, zamknij naczynie, nie wpuszczaj. Nie wiesz, co wleje. To jest niewiara. Pamiętam, jak moja babcia zawsze na placu zabaw... Ja się chciałem bawić z nowym kolegą, albo, nie wiem, z martwym gołębiem. I moja babcia zawsze, nie doczekaj, nie ruszaj! I... A znasz kolegę? Nie wolno, chodź tutaj. Wiecie, ludzie, starsi ludzie mieli takie dziwne przekonania. Mieliśmy na osiedlu u nas autentyczna historia.

Jesteśmy Polakami, więc wiemy, jak to działa. I żyjemy w Polsce, więc wiemy, jak to działa. Mieliśmy na osiedlu, uważam, wspaniałą rodzinę Romów. Naprawdę. Cygańskich Romów, z którymi zawsze się chciałem bawić. Bo oni tak w nocy grali, ludzie na nich tam narzekali. Oni, wiecie, żyli swoim życiem. Pamiętam, że miałem takich dwóch kolegów, nie pamiętam ich imiona, ale zawsze chciałem się z nimi bawić. I wszystkie dzieci mówiły, nie podchodź do nich, nie baw się. I ja nie wiedziałem, dlaczego. I pamiętam, raz babcia ze mną wyszła. I ja sobie, a może babcia nie zwróci uwagi, to pójdę, zagadam z nimi. Boże, jak mnie babcia zaciągnęła, jakby normalnie, nie wiem, co oni nieśli. Jakąś dżumę ze sobą. Chwyciła mnie, zrobiła mi lipę. Nie, zadawaj się z tymi ludźmi. Kto wie, dzisiaj może bym miał przyjaciół. Przyjaciół Romów. Najgorsze jest to, że ludzie po prostu w tym lęku zamykają naczynia.

Na szczęście dzisiaj tak nie myślimy. Dzięki Bogu. Mam nadzieję. Nie wiara mówi zabezpiecz się, zamknij naczynie, natomiast wiara mówi co? Zrób miejsce. I wdowa, kochani, musiała zapukać do drzwi sąsiadów. Tam się jakieś naczynia biją. Wdowa musi zapukać do drzwi sąsiadów i to jest straszne ryzyko dla tej wdowy. Myślałem sobie o tym. To jest wstyd. Tak publicznie nie mieć męża, stracić. I ona idzie i mówi, przepraszam, czy mogę prosić o pomoc? Co chcesz? Puste naczynia. I oni się pytają, a po co ci puste naczynia? I co ona musi odpowiedzieć? Co jej prorok nagadał? Ona mówi, potrzebuję pustych naczyń, bo wierzę, nie widzę, ale wierzę, że Bóg coś zrobi. A okej. Tomasz, proszę, chcesz jeszcze? Jesteśmy czasami wariatami z naszymi oczekiwaniami.

Wiecie, mówimy ludziom, bliskim, rodzinie o naszych oczekiwaniach, marzeniach, o tym, że chcemy zbudować jakiś biznes, który jest nierealny, a przecież ty nie masz pieniędzy, przecież ty nie masz doświadczenia, przecież ty skończyłeś technikum, co ty chcesz? Wiecie, ile razy słyszałem, Maciek, ty skończyłeś najgorszy liceum. Tak mi mówili. Może to i prawda. I jeszcze, jak im mówiłem, gdzie ty na studia pójdziesz? Ja mówię, do szkoły biblijnej idę. I co ty będziesz w tej szkole biblijnej? Mówię, no uczył się o Panu Bogu. A się śmiali ze mnie. Kto się śmieje ostatni? Z moich marzeń się śmiali. Jeżeli wszystko w życiu już jest zajęte, kochani, nasz czas, kalendarz, relacje, priorytety, finanse, to gdzie ma wejść nowe Boże błogosławieństwo? Gdzie robicie wolne na działanie Boga, jeżeli twoje zranienia cię blokują, jeżeli twoje myślenie, to ja już to widziałem, ja już to doświadczyłem, ja już byłem w takim kościele, ja już widziałem rzeczy, które Pan Bóg nie robił, już nie wpuszczam nowych.

Jeżeli my nie jesteśmy otwarci na nowe, to jak Pan Bóg może zrobić nowe? Jeżeli cały czas myślimy tak samo, to jak Bóg może zrobić nowe myślenie, skoro cały czas powielamy stare myślenie? Musimy wpuścić Boga w nowym sezonie i pozwolić Bogu robić nowe rzeczy. Bóg nie rozmnaża zagracenia. Jeżeli masz zagraconą głowę, jeżeli masz zakracone życie, jeżeli nie masz czasu na to, żeby przyjść i zrobić cud z Bogiem i pozwolić Bogu działać i pomnożyć, to Bóg tego nie zrobi, ponieważ widzi, że nie masz czasu dla Niego i nie masz czasu na cud. A nie mieć czasu na cud brzmi ohydnie. T-shirt. Nie mam czasu na cud. Gdybym zobaczył taki t-shirt, to bym powiedział, że okej, wszystko w porządku. Bóg napełnia przygotowaną pustkę. Nie będzie działał wśród gratów.

Nic podobnego. Miałem wielkie oczekiwania, moi przyjaciele przyszli na moją imprezę, wrzucili do słoika i co, zebrałem cztery tysiące. Głupio wam? Głupio. Musicie mieć duże oczekiwania. Dzisiaj mam pieska Nacho, osiem lat żyje, cztery tysiące kosztował. Dzisiaj jest wart mniej. Jeśli przygotujesz tylko mały słoik i powiesz, że zbierasz na kundla za 500 zł, dostaniesz kundla, ale jeżeli powiesz, że pragniesz czegoś rasowego w swoim życiu, coś ponad oczekiwania, coś, czego się nie spodziewasz, że może się spełnić, czemu Bóg miałby nie odpowiedzieć na twoje marzenie, skoro jesteś jego dzieckiem? Jak moja córka mi mówi, chce mieć stitchowe urodziny, to będzie miała stitchowe urodziny. Jeśli mój mały syn Antek mówi słowo Titi, to znaczy, że chce się przytulać, to muszę zrobić Titi, ponieważ jestem dobrym tatą.

Nie mogę być, nie mam czasu na Titi. Kiedy powiesz Bogu o swoich oczekiwaniach, to Bóg spełni twojej titi. O czym marzysz? Co byś chciał dla siebie? Dla swojego życia, dla swoich przyjaciół, dla tego kościoła? O czym marzysz? Czego byś chciał dla swojego biznesu, dla swojej relacji, dla swojego małżeństwa? Dla swoich relacji? Jak sobie wyobrażasz swoje życie? Ja nie mówię o manifestowaniu przed lustrem, jak te pseudokołczki. Ja mówię o oddaniu swojego życia Bogu i powiem, panie, to jest moje puste naczynie, jak ta wdowa. Jestem wdową, mam popękane marzenia. Nie przygotowujcie małych naczyń, przygotujmy wielkie naczynia. Tylko wtedy jesteśmy w stanie zobaczyć cud. Każde puste naczynie to jest każdy nasz czas, kochani, oddany na modlitwę. To jest moje puste naczynia. Ej, mam 10 minut w samochodzie, to jest moje puste naczynia, moja szklanka modlitwy. Panie, napełnij ją.

Modlę się i mówię, Panie Jezu, jadę, stoję w korkach, jestem już spóźniony na spotkanie. Panie Jezu, zrób coś. Oddaję Ci moje marzenia, wielbię Cię, śpiewam uwielbienie, chwalę Cię, Boże. Przypominam sobie wersety, które przeczytałem. Tak dlatego ważne jest czytać Biblię, żeby napełniać swoje serce prawdą Bożą, żeby wiedzieć, czym się modlimy i wyznawać imię Boże. Każde puste naczynie to może być moja decyzja o służbie, o tym, że się zaangażuję, będę w kościele, dam czas, mój przelew hojności, dam więcej, dam ekstrawagancko więcej, dam coś, co mnie troszeczkę zaboli, bo chcę się rozciągnąć w swojej wierze. To nas czeka w tym miesiącu wizji. Chcę, żebyście dali coś, co nas zaboli. W sensie, to jest mój dyskomfort. W życiu tyle nie dałam na Kościół. Nie dajesz na Kościół. Dajesz na cuda, które mają się stać w tym domu Bożym, kiedy ludzie przyjdą i będą znowu mogli spotkać się z Jezusem.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.