Mentionsy Mentionsy
Krzyk Horror Podcast
Krzyk Horror Podcast

Polak ofiarą kosmitów? Niewyjaśniona zagadka sprzed 45 lat #76

26.07.2025 ·53 min 10 s

Chcesz więcej odcinków? Słuchaj i obserwuj Krzyk Horror Podcast, zostaw ⭐⭐⭐⭐⭐ i wyślij link z tym odcinkiem do tych, którzy lubią takie historie.W 1980 roku Zygmunt Adamski wyszedł z domu po sklepu i zniknął na 5 dni. Jego ciało odnaleziono na szczycie nietkniętej hałdy węgla, miał na szyi oparzenia pokryte tajemniczą substancją. Żadne laboratorium w Wielkiej Brytanii nie potrafiło jej zidentyfikować. Śmierć Polaka była początkiem paranormalnych zdarzeń, które obserwowano w regionie przez kolejne miesiące.

Travor Perker, stojąc u podnóża tej czarnej góry węgla, patrzy w górę na ciało i czuje, jak włosy stają mu dęba. Bo skład węgla jest ogrodzony, zamknięty. Nie ma śladów włamania ani śladów wspinaczki po węglu. Nie ma nawet odcisków stóp. Jakby Zygmunt Adamski spadł z nieba. Młody posterunkowy Alan Godfrey przybywa na miejsce jako pierwszy. To, co zobaczy, gdy wspina się na szczyt hałdy, na zawsze wryje się w jego pamięć. Twarz Adamskiego jest wykrzywiona w grymasie absolutnego przerażenia. Oczy szeroko otwarte, wpatrzone w niebo, jakby w ostatnich chwilach życia ujrzał coś tak strasznego, że sam ten widok odebrał mu życie. Ale to dopiero początek zagadki, bo kiedy koroner zacznie badać ciało, odkryje rzeczy, które podważą wszystko, co wiemy o czasie, przestrzeni i prawach fizyki.

A jednak ciało leżało tam, jakby zostało delikatnie położone przez niewidzialną rękę. A wokół niego ani jednej naruszonej bryły. Perker trzęsącymi się rękami wybrał numer pogotowia, a później policji. Jest człowiek. Na węglu. On chyba nie żyje. Posterunkowy Alan Godfrey przyjechał na miejsce jako pierwszy. 26-letni policjant, służący zaledwie od kilku lat, nie był przygotowany na to, co zastanie. Skład węgla firmy George, Parker & Sons był otoczony solidnym, dwumetrowym ogrodzeniem. Brama zamknięta na kłódkę. Żadnych śladów włamania i żadnych uszkodzeń. Jak on się tam dostał? To pierwsze pytanie, które zadał Parkerowi. Właściciel tylko wzruszył ramionami, bo nie miał pojęcia.

Posłały dreszcz wzdłuż mojego kręgosłupa. Były szeroko otwarte. Miał wyraz kogoś, kto zobaczył coś lub kogoś, co przestraszyło go na śmierć. Jednak to dopiero początek dziwnych znaków. Na szyi, głowie i ramionach Adamskiego widoczne były wcześniej wspomniane oparzenia. Miały dziwny, nieregularny kształt, jakby zostały zadane przez coś o nieznanej temperaturze czy konsystencji. Co więcej, były pokryte jakąś substancją, żółtawą, tłustą maścią o konsystencji wazeliny, ale o zapachu, którego Godfrey nie potrafił zidentyfikować. Na miejsce przyjechał lekarz, potem koroner. Każdy kolejny ekspert tylko pogłębiał zagadkę. Dr Alan Edwards, przeprowadzający wstępne oględziny, był zdumiony.

Może to zemsta, porwanie albo... nie wiadomo. Ale dla Alana Gottfreya, młodego policjanta, który patrzył w martwe oczy Zygmunta Adamskiego na szczycie tej hałdy węgla, była tylko jedna pewność. Cokolwiek się stało, to wykraczało poza zwykłe ludzkie doświadczenie. Młody policjant nie wiedział wtedy, że za pięć miesięcy, na tej samej drodze, nieco mile od składu węgla, sam stanie w oko w oko z czymś, co połączy go z martwym górnikiem w sposób, którego nikt nie mógł przewidzieć. że jego własne spotkanie z nieznanym nie tylko rzuci nowe światło na śmierć Polaka, ale na zawsze zmieni jego życie, karierę i zdrowie.

W końcu policjant nie wytrzymuje. Dzwoni do przyjaciela prawnika i opowiada mu wszystko. Ten ku zaskoczeniu Gottfreya nie wybucha śmiechem. Wiesz co, Alan? Mówi po długiej chwili ciszy. Znam kogoś, kto może ci pomóc. Hipnotyzer. Może w czasie hipnozy przypomnisz sobie, co się stało. Godfrey się waha. Hipnoza? To brzmi jak szarlataneria. Ale z drugiej strony. Musi wiedzieć. Te 25 minut zaczyna go prześladować bardziej niż twarz martwego Adamskiego. Tydzień później siedzi w gabinecie doktora Howarda, licencjonowanego hipnoterapeuty. Sceptyczny, spięty, ale zdeterminowany. Proszę się rozluźnić, mówi doktor Howard swoim spokojnym głosem.

Doktor Alan Edwards, patolog z ogromnym doświadczeniem, stoi nad stołem ze stali nierdzewnej. Przed nim leży ciało Zygmunta Adamskiego. Edwards widział setki zmarłych, ofiar wypadków, zabójstw, chorób, ale ten przypadek jest zupełnie inny. Pierwszy problem – czas zgonu. Podstawowa rzecz, którą każdy patolog potrafi określić z rozsądną dokładnością. Temperatura ciała, sztywność pośmiertna, rozkład – wszystko to daje wskazówki. Ale ciało Adałskiego opiera się standardowym metodom. Stan rozkładu sugeruje dwa, być może trzy dni, ale przecież szukano go przez pięć. Gdzie był przez ten czas? Edwards metodycznie bada każdy centymetr ciała.

Twarz Adamskiego nawet na czarno-białych fotografiach emanuje przerażeniem. Co on takiego zobaczył? Co go tam spotkało? I wtedy Turnbull przypomina sobie coś. Był młody policjant, który znalazł ciało. Alan Godfrey. Dziwnie poruszony całą sprawą. Bardziej niż wynikałoby to z szoku znalezienie ofiary. Jakby coś w tej sprawie dotknęło go osobiście. Turnbull notuje w aktach. Sprawdzić, czy postronkowy Godfrey ma coś więcej do powiedzenia. Nie wie jeszcze, że za pięć miesięcy ten sam posterunkowy stanie się centralną postacią w dramacie, który rzuci nowe, przerażające światło na śmierć Adamskiego. Że jego własne spotkanie z nieznanym powiąże dwie pozornie niezależne historie w jedną, niewytłumaczalną całość.

Wyobraź sobie, że budzisz się pewnego poranka i odkrywasz, że twoja twarz patrzy na ciebie z pierwszej strony lokalnej gazety. Ale nie jest to Laurka za wzorową postawę. Nagłówek krzyczy. Policjant twierdzi, że porwało go UFO. Twoje życie w ułamku sekundy staje się pośmiewiskiem. Tak właśnie zaczął się koszmar Alana Godfreya. Był początek grudnia 1980 roku, kiedy historia ujrzała światło dzienne. Godfrey popełnił błąd. Jeden, jedyny błąd. Zaufał niewłaściwej osobie. Kolega z patrolu przy piwie po służbie wyciągnął z niego opowieść o dziwnym spotkaniu na Barnley Road. To zostanie między nami, zapewniał, ale plotki w małym miasteczku rozchodzą się szybciej niż pożar w suchym lesie.

Następnego dnia w kantynie na komisariacie zapadła cisza, gdy Godfrey przyszedł na kawę. Spojrzenie kolegów, niektóre współczujące, ale w większości rozbawione, a kilka wręcz pogardliwych. Ktoś zostawił na jego biurku rysunek latającego spotka z dopiskiem Taxi Alana. Inspektor Michael Taylor wezwał go do swojego gabinetu tego samego popołudnia. Taylor był starym trepem, który przeżył wojnę i nie wierzył w nic, czego nie można dotknąć albo aresztować. Patrzył na Godfreya jak na zdrajcę. Co ty sobie do cholery myślałeś? Warknął, rzucając gazetę na biurko. Mamy sprawę rozprówacza na głowie. Media już nas szarpią. A ty dajesz im amunicję, że w Yorkshire policjanci widzą UFO?

Czegoś, co być może faktycznie dzieje się na Yorkshire od lat, o czym brytyjskie władze wiedzą, ale desperacko próbują to ukryć. I może właśnie dlatego Alan Godfrey musiał zostać uciszony. bo jego historia była zbyt bliska prawdy. Prawdy o tym, co naprawdę krąży w ciemności nad wrzosowiskami Yorkshire. Niektóre miejsca na Ziemi są naznaczone. Nie fizycznie, bo nie znajdziesz tablicy ostrzegawczej ani znaku na mapie. To zmiana w samej tkance rzeczywistości, niedostrzegalna gołym okiem, ale wyczuwalna każdym zmysłem. Todmorden stało się właśnie takim miejscem. Minęło już grubo ponad 40 lat od tamtego czerwcowego dnia, kiedy to ciało Zygmunta Adamskiego znaleziono na szczycie hałdy węgla.

Ponad 40 lat od listopadowego poranka, gdy Alan Godfrey stracił 25 minut swojego życia na Barnley Road. Mogłoby się wydawać, że czas zatarł ślady, a życie wróciło do normy. Ale prawda jest inna. Todd Morden nigdy nie było już takie samo. Zacznijmy od faktów. Rok po szokujących doświadczeniach Gottfreya, liczba zgłoszeń dziwnych zjawisk w rejonie Todmorden i całych wzgórz penińskich wzrosła dziesięciokrotnie. Policja przestała je rejestrować. Dlaczego? No cóż, po tym jak jeden z ich własnych policjantów został publicznie ukrzyżowany za mówienie prawdy, nikt nie chciał ryzykować swojej kariery. Ale ludzie wiedzieli i mówili szeptem w zaufaniu za zamkniętymi drzwiami.

Kapitan rafu, który pragnie zachować anonimowość, powiedział kiedyś. Ścigałem coś nad Yorkshire w listopadzie 1980 roku. Cokolwiek to było, nie pochodziło z żadnej fabryki na ziemi. To był listopad 1980 roku. Ten sam miesiąc, w którym Alan Godfrey miał swoje spotkanie. W pubie Golden Lion w Todmorden raz w miesiącu spotyka się grupa. Nazywają siebie Świadkami. Są wśród nich młodzi i starzy, wykształceni, a także prości. Wszyscy są sceptykami, którzy zobaczyli coś, co zmieniło ich w osoby wierzące w zjawiska paranormalne. Wymieniają historię, porównują doświadczenia, szukają wzorców. Mary Peterson, 70-letnia emerytowana nauczycielka w 1989 roku, czyli 9 lat po śmierci Adamskiego, wracała późnym wieczorem do domu, gdy jej samochód zgasł na tej samej drodze, gdzie Godfrey miał swoje spotkanie.

Pentagon niedawno przyznał, że UFO, czyli jak wolą to teraz nazywać UAP, niewyjaśnione zjawiska powietrzne, są realne. Że nagrania z myśliwców Navy, pokazujące obiekty łamiące prawa fizyki, nie są fikcją. Dla wielu badaczy jednak to wciąż mistyfikacja, a dla części mieszkańców Todmorden jest to prawda. Za późno dla Alana, mówi Tom Godfrey, bratanek byłego policjanta. Zniszczyli mu życie za mówienie prawdy. Teraz rządy przyznają, że miał rację, ale co z tego? Nie przywróci mu to rodziny, kariery i zdrowia. Alan Godfrey w 2020 roku wydał książkę, próbę pogodzenia się z przeszłością. A Zygmunt Adamski? Jego grób na cmentarzu w Tynglej jest skromny.

Pokazano wszystkie 13 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.