Mentionsy Mentionsy
Kryminalne Szepty
Kryminalne Szepty

DZIENNIKARZ ŚLEDCZY CZY SPRYTNY OSZUST ?

07.01.2025 ·36 min 50 s

W najnowszym odcinku mojego podcastu przyglądam się kontrowersyjnej postaci Krzysztofa Rutkowskiego. Rozmawiam o jego działalności detektywistycznej, medialnym wizerunku oraz oszustwach, które stały się przedmiotem publicznej dyskusji. Czy jego sława to tylko fasada? Zapraszam do słuchania! Jeżeli masz ochotę mnie wesprzeć to zapraszam do https://patronite.pl/KryminalneSzepty żródła: https://goniec.pl/sledztwo-gonca-krzysztof-rutkowski-podaje-sie-za-dziennikarza-sledczego-i-sprzedaje-interwencje-medialne-koszt-blisko-65-tysiecy-w-kopercie-da-jsch-151224 https://goniec.pl/znany-prawnik-komentuje-reportaz-gonca-o-rutkowskim-to-nie-moze-pozostac-bez-reakcji-panstwa-powinna-zareagowac-prokuratura-da-jsch-161224 https://goniec.pl/sledztwo-gonca-pozorowane-poszukiwania-i-autoreklama-za-6-tysiecy-tak-pracuje-krzysztof-rutkowski-da-jsch-311024 |► Fragmenty utworów należą do ich prawnych właścicieli i zostały wykorzystane wg prawa cytatu (art.29 ust.1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych)

Ona dotyczyła wyłącznie Krzysztofa Rutkowskiego. Moim kosztem zrobił sobie reklamę, mówi zrozpaczona kobieta. 12 października 2016 rok. Irena Ły popłakała się na sali sądowej. Pękła, gdy musiała opowiedzieć o pożyczce zaciągniętej na usługę pt. konsultacja i doradztwo w zakresie zaginięcia Wiolety R. Od pierwszego dnia od wpłacenia kwoty pan Rutkowski i jego ludzie pozorowali, że szukają mojej córki, powtarzała na sali sądowej roztrzęsiona 74-latka. Ekipa Rutkowskiego obiecywała jej zaangażowanie psów tropiących, użycie kamer termowizyjnych, obstawianie podejrzanych i pracę 48 godzin na dobę.

Wróćmy do artykułu. Noc z 5 na 6 sierpnia 2005 rok. Irena Ły zapamięta do końca życia wybuch płaczu wywołany wspomnieniem tamtych dni. Sąd z urzędu odnotuje w protokole. Z pozoru 36-letnia Wioleta R. była ostatnią osobą, która wyszłaby z domu i nie dała znaku życia. Niska i drobniutka nauczycielka z włosami w grzybek miała z mężem 4-letnią córkę. Ale w domu nie działo się najlepiej. Para kłóciła się z czasem o wszystko, nawet o względy dziecka. Kobieta zamykała się w sobie coraz bardziej. Stała się skorupą siebie sprzed lat. Trudno było do niej dotrzeć.

Mogła być zestresowana, czuć się fatalnie, ale nie uwierzę, że odeszłaby z domu nie zabierając ze sobą dziecka. Przekonywała dziennikarzy matka Wiolety R., gdy o zaginięciu jej córki zrobiło się głośno w Polsce. Pani Ireny w tym czasie, kiedy zaginęła jej córka nie było w domu, ponieważ znajdowała się na wczasach ze swoim innym wnuczkiem. Kiedy kobieta wróciła do domu zgłosiła zaginięcie na komisariacie. Tam dowiedziałam się, że 10 minut wcześniej zaginięcie zgłosił mój zięć. Wiola zniknęła ze swojego domu między 21 a 9 rano w sobotę. Wyszła niezauważona, bo po kolejnej kłótni mąż z córką spali w drugim pokoju.

Pytałam, czy z tą panią rozmawiali, czy zrobili jej zdjęcie, a oni powiedzieli, że nie. No, że tylko ją widzieli. Słyszycie w ogóle, jak to brzmi? Wzięli ponad 6 tysięcy złotych. Tylko po to, żeby sobie w Gliwicach popatrzeć na jakieś laski i stwierdzić, ty zobacz, to chyba ta kobieta, dobra dzwoń do starej, zapytaj się, czy tu podjedzie, bo widzieliśmy podobną dziewczynę. To jest po prostu komedia. W Zabrzu ludzie Rutkowskiego zgłosili na komisariacie, że biorą udział w poszukiwaniach zaginionej Wiolety R. To były jedyne dowody na rzeczywiste poszukiwania prowadzone przez Rutkowskiego. Chcę wyraźnie powiedzieć, że to ja dzwoniłam do nich, a oni do mnie bardzo rzadko. Ciągle słyszałam, że szukają, że jeżdżą, że pytają ludzi.

Na salę konferencyjną Irena wprowadza dwóch ludzi wyglądających jak funkcjonariusze kompanii antyterrorystycznej. Tutaj jest mowa o Irenie R. Nie o naszej dzisiejszej bohaterce, pani Irenie E. Z kajdankami, kamizelkami, pistoletami, upiornymi kominiarkami, kombinezonami regulaminowego wzoru AT-1 Plamiak. Jedyne co odróżnia ich od specoddziałów OPP to naszywka Rutkowski Patrol. Tam gdzie naszywka Policja tam był napis Rutkowski Patrol.

Zaprowadzono mnie do jakiegoś pokoju, gdzie było bardzo dużo dziennikarzy i fotoreporterów. Rutkowski powiedział, że zwołał konferencję w celu znalezienia zaginionej Wiolety R i że podejrzewa zabójstwo, samobójstwo lub porwanie. No, wiecie co, myślę, że dla tych osób, które nie znają sprawy zaginięcia Wiolety Eł, no to tutaj też można te trzy tezy podsunąć. Zabójstwo, samobójstwo lub porwanie, ewentualnie, no nie wiem, ukrycie się gdzieś. Także tutaj, Krzysiu, jak Amerykinie odkryłeś. Jak wspomina pani Irena, to było wszystko, co zostało powiedziane na temat jej córki. Dla niej hipotezy Rutkowskiego były wstrząsem.

Przyswajała je w milczeniu. Oprócz tego konferencja dotyczyła wyłącznie Rutkowskiego. Pytania i odpowiedzi dotyczyły jego oraz stosunków z byłą żoną. Pamiętam, że na jedno takie pytanie Rutkowski odpowiedział, że firma Rutkowski jest tylko jedna i że jest tylko Krzysztof Rutkowski. On ciągle powtarzał Krzysztof Rutkowski to Krzysztof Rutkowski tamto. I zauważcie, co dla tego faceta było w tym momencie ważniejsze. Czy odnalezienie córki tej kobiety, pani Ireny, która już zapłaciła za to pieniądze i oczekiwałaby na jakieś ruchy, na jakieś faktyczne poszukiwania, a nie łażenia za jakimiś laskami i szukania podobnej do zaginionej Wiolety.

Pękła. Odpowiedziałam, że gdyby córka wyszła z własnej woli, to zabrałaby dokumenty, komórkę, a co najważniejsze dziecko. On powiedział, żebym na niego nie krzyczała. Ja mu powiedziałam, że jeszcze nie słyszał jak ja krzyczę i na tym rozmowa się zakończyła. Rutkowski nie przedstawił żadnego sprawozdania z podjętych działań. Do tego obliguje ustawa o usługach detektywistycznych, których biuro doradcze Rutkowski nie miało prawa wykonać. Niestety finał poszukiwań Wiolety okazał się tragiczny. Zwłoki kobiety odnaleźli syn i szwagier Ireny niecały miesiąc po ostatniej rozmowie z Rutkowskim. Głowa wisiała na topoli, ciało rozkładało się osobno na ściółce.

Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.