Mentionsy Mentionsy
KRYMINALNE HISTORIE
KRYMINALNE HISTORIE

Ciało ukryte w reklamówkach

11.07.2025 ·30 min 15 s

Rozchodzący się fetor uświadomił wszystkim, że odkryli szczątki ciała. Potwierdził to lekarz. Rozpoczęto wydobywanie reklamówek w których znajdowały się osobno tors…. osobno ręce….  osobno głowa… Nie wszyscy wytrzymali całą procedurę na miejscu. Widok był makabryczny.To opis wydarzeń jakie miały miejsce 5 września 1986 roku w podkieleckiej Cedzynie. W niewykończonym domu, w bocznej ścianie kanału samochodowego znajdującego się w garażu, odkryto dwanaście reklamówek ze szczątkami ciała. Było to krwawe pokłosie zbrodni do jakiej doszło na jednym z kieleckich osiedli w grudniu rok wcześniej.Zapewne o całej sprawie opinia publiczna dowiedziała by się w innych okolicznościach ale 18 października gazeta Słowo Ludu opublikowała pierwszą wzmiankę o zbrodni. Odtąd rubryka, a przez to cała gazeta biła rekordy popularności. Nie chodziło tylko o sam krwawy opis, ale i o fakt, że nazwiska głównych bohaterów zostały za zgodą prokuratora podane w tekście.Kulisy zbrodni przedstawiamy w podcaście „Kryminalne historie”.

Za zgodą prokuratora ujawniono nazwiska sprawców i przedstawiono krwawy opis wydarzeń. Był przedostatni dzień roku. W wielu domach szykowano się już do zabawy sylwestrowej. Jedni mieli wybierać się do znajomych, a inni sprzątali w domu w oczekiwaniu na wizytę zaproszonych gości. Inaczej było u Edwarda i Haliny. Od rana kłótnia goniła kłótnie. Najpierw małżeństwo wałkowało sprawę pieniędzy, później kwestię zdrady. Wreszcie Edward wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami.

Powrócił wieczorem, około godziny dwudziestej pierwszej. Halina twierdziła, że się awanturował, ale mimo to podała mężowi kolację. Była godzina dwudziesta trzecia, gdy Edward położył się spać na wersalce w dużym pokoju. Halina napiła się wódki i weszła do dziecięcego pokoju. Córka już spała, a syn Mirek czytał książkę. Matka spytała, czy jej pomoże. Młodzieniec odparł, że nie. Matka przyniosła wódkę, podała synowi pół szklanki. Zgodził się. Było przed północą, gdy Halina wyniosła z łazienki przygotowaną wcześniej siekierę.

Kobieta weszła do pokoju, w którym spał jej mąż. Mirek pozostał w przedpokoju i nasłuchiwał, jak słychać śmierć. Chłopak opisywał później, że słyszał kilka głuchych uderzeń, a następnie jęk. Jego matka mówiła, że uderzyła tylko dwa razy. Kiedy wyszła z pokoju, miała zakrwawioną koszulę. Mirkowi zrobiło się słabo na ten widok. Napili się wódki. Teraz musisz mi pomóc. Trzeba przenieść ojca do łazienki. Sama nie dam rady, powiedziała Halina do Mirka. Nie masz wyjścia.

Ty też, synu, brałeś w tym udział. Musimy się wspierać. Dodała. Akta sądowe beznamiętnie opisują to, co działo się przez kilka kolejnych godzin. Halina założyła na głowę męża reklamówkę. Jego ciało owinęła prześcieradłem i razem z synem przeniosła do łazienki. Bezwładny pakunek złożyli w wannie. Mirka mdliło. Poszedł do kuchni i palił papierosa za papierosem. Natomiast Halina działała jak gdyby wcześniej miała wszystko dokładnie przemyślane.

Zaczynało świtać. Trudno jest słuchać opisu tych wydarzeń, a gdy pomyślę, jak to wyglądało, ciarki przechodzą po plecach. Musimy jednak powrócić do mieszkania na kieleckim osiedlu. Sylwestrowy poranek wyglądał tam, jak gdyby nic się nie stało. Nie widać było śladów krwi. Nikt ani słowem nie wspominał o wydarzeniach minionej nocy. Halina przygotowała śniadanie, które zjadła z córką i synem, a potem wysłała dzieci na spacer. Chciała dokładnie posprzątać wszystkie zakamarki mieszkania, do którego zamierzała zaprosić swoją miłość.

Po obiedzie zawiozła córkę do ciotki, tłumacząc, że przecież zbliża się noc sylwestrowa. To były czasy, gdy ludzie nie bawili się na miejskich placach. Co bardziej majętni świętowali nadejście Nowego Roku w lokalach, a zdecydowana większość bawiła się w domach. Mirek, syn Haliny, miał bawić się ze swoją dziewczyną. Z domu wyszedł około godziny dziewiętnastej, a powrócił razem z ukochaną około północy. W domu zastał matkę, bawiącą się ze Stanisławem, swoim przyjacielem, choć to słowo nie odzwierciedlało uczuć, jakie ich łączyły. Pito Koniak, który nie za bardzo posłużył dziewczynie Mierka, znużona procentami usnęła i nie słyszała prowadzonej rozmowy.

Okazało się, że Halina przedstawiła już sytuację swojemu przyjacielowi. Cała trójka, podnosząc do ust szklanki z trunkiem, planowała kolejne działania. Opowiedzieliśmy o tragicznych wydarzeniach, ale nie przedstawiliśmy samych bohaterów. Zaczniemy od pani Haliny, pochodzącej z podkieleckiej wioski Posłowice. Jej dom rodzinny nie należał do szczęśliwych miejsc. Ojciec nadużywał alkoholu i bił całą rodzinę. A gdy już nie mógł sobie ze wszystkim poradzić, to popełnił samobójstwo.

Takie okoliczności sprawiły, że Halina zakończyła swoją edukację na siódmej klasie szkoły podstawowej. Jej matce zależało na pomocy w domu, a nie na wykształceniu córki. Na nic zdały się jednak oczekiwania matki, gdy córkę ugodziła strzała Amora. Piętnastoletnia dziewczyna poznała Edwarda i nie tylko zakochała się w nim, ale uciekła z rodzinnego domu, aby być ze swoim wybrankiem. Zamieszkali razem, ale ich przyszłość nie pisała się w pastelowych kolorach. Dziewczyna była niepełnoletnia i na ślub potrzebna była zgoda sądu. Dzięki miłości pokonali także tę przeszkodę. Nie mieli własnego konta, więc pomieszkiwali raz w jednym domu rodzinnym, raz w drugim.

Z jednej strony radość, a z drugiej... Pamiętajmy, że rodzina mieszkała w dwupokojowym mieszkaniu. W jednym pokoju małżeństwo, a w drugim dorastający już syn i mała dziewczynka. Rozwiązaniem trudnej sytuacji miała być budowa domu. Decyzja trudna, ale w przypadku rodziny Haliny i Edwarda była ona realna. Dzięki pracy Edwarda stać ich było na inwestycje. On sam przyjeżdżał do kraju, co prawda tylko kilka razy w roku, przewoził wtedy prezenty dla dzieci i żony, ale najważniejsze były pieniądze. Pamiętajmy, że Edward był budowlańcem, więc ze znalezieniem solidnych wykonawców nie miał problemu.

Co ja mam więcej opowiedzieć o tej rodzinie? To, co już wiecie, to taka skorupka. Kuzyni i znajomi opowiadali, że Halina dbała o dom i dzieci, a Edward był sumienny i pracowity. ale oni wszyscy nie wiedzieli, co się działo wewnątrz rodziny. W toku późniejszego śledztwa Halina opowiadała, że Edward nie interesował się nimi. Dawał tylko prezenty i pieniądze. Żona opowiadała też, że para coraz częściej się kłóciła. Z biegiem czasu córka podrosła i Halina zaczęła pracować jako pomoc kuchenna. Jak do tego doszło, skoro Edward uważał cały czas, że powinna zajmować się tylko domem?

Tego nie wiem. Jednak to wydarzenie uruchomiło lawinę kolejnych, które w efekcie zmiotły całą rodzinę. Ale po kolei. W listopadzie 1985 roku Halina poznała Stanisława, kieleckiego taksówkarza. Był żonaty, ale to dla Haliny nie miało znaczenia. Zresztą Stanisławowi też nie przeszkadzało, że ona ma męża. Znajomość bardzo szybko weszła na wyższy stopień zażyłości. Zostali kochankami. Co więcej, oni coraz poważniej zaczęli myśleć o wspólnej przyszłości. Na drodze do szczęścia stały ich rodziny, więc postanowili poczekać, aż dzieci będą pełnoletnie.

Zastanawiam się tylko, czy tak myśleli naprawdę, bo przecież córka Haliny miała dopiero kilka lat. Niezależnie od tego, życie ułożyło im jednak całkowicie inną przyszłość. W grudniu 1985 roku do domu powrócił z kontraktu Edward. To utrudniło życie kochankom, którzy postanowili czekać na jego ponowny wyjazd. 22 grudnia ich oczekiwania legły w gruzach. Tego dnia Edward oznajmił, że już więcej na kontrakt nie wyjedzie. Będzie pracował w kraju i zajmie się nadzorem nad dokończeniem budowy domu. Dla Haliny ta wiadomość była jak grom. Ona oczami wyobraźni widziała już swoje życie u boku innego mężczyzny.

Kilka kolejnych dni było dla niej prawdziwym koszmarem. Mimo, że funkcjonowała niby normalnie, cały czas myślała, co robić. Do ostatecznego rozwiązania doszło 30 grudnia. Za pomocą kilku uderzeń siekierą Halina pozbyła się problemu, który stał na jej drodze do szczęścia. Opiszemy teraz decyzje, jakie podjęli nasi bohaterowie w sylwestrową noc.

Zmierzały one do ukrycia reklamówek z rozczłonkowanym ciałem Edwarda, które znajdowały się w mieszkaniu. Ustalono, że Halina z synem przygotują miejsce w garażu domu budowanego na Cedzynie, gdzie zostaną ukryte szczątki zamordowanego. Stanisław obiecał, że pomoże im w usunięciu wszystkich pakunków z domu. Plan uzgodniony przy koniaku trudno im było jednak zrealizować. Przez kilka kolejnych dni żyli obok poćwiartowanych zwłok. 5 stycznia zaczęli je wywozić, ale operacja nie poszła tak łatwo, jak się spodziewali. Dopiero po kilku kolejnych dniach udało im się kupić cement. Wtedy ruszyły prace.

Dwanaście reklamówek z poćwiartowanym ciałem zamurowano w bocznej ścianie kanału samochodowego w garażu. To wtedy odwiedził ich jeden z siostrzeńców. Halina na jego widok i na zadawane pytania odpowiadała paląc papierosa z papierosem. Najlepiej okoliczności wizyty odmalowane są w aktach sądowych, w których czytamy zeznania siostrzeńca. W budowanym domu spotkałem swoją ciotkę i Mirka. Betonowali coś w garażu. Ciotka nie za bardzo pomagała dotąd w budowie, więc mnie to zdziwiło. Uspokoiłem się, jak powiedziała, że pękła ścianka w kanale samochodowym i trzeba naprawić. Dziwne było jednak, że ta budowlanka robiona jest w styczniu, ale to nie moja sprawa.

Nerwowość Haliny była zrozumiała, bowiem schowek nie był jeszcze ukończony. Dopiero po kilku godzinach ściana została wyrównana, pokryta tynkiem i wapnem. Jeszcze tego samego dnia w Cedzynie zapłonęło ognisko, w którym spłonęło wszystko, co miało związek z krwawymi wydarzeniami. Ogień pochłonął poduszkę i pościel, w której leżał w łóżku Edward. Zakrwawione ubrania oraz wszelkie szmaty i ścierki, którymi zacierane były w domu ślady morderstwa. I co dalej? Nic. Wszyscy byli przekonani, że Edward, tak jak przez ostatnie lata, tak i teraz, wyjechał na kontrakt za granicę.

No może trochę dziwiła wszystkich rozrzutność Haliny. W domu, w którym nie szastano pieniędzmi, nastało nowe. Jeszcze wiosną Halina rozpoczęła remont mieszkania. Na ścianach pojawiły się nowe tapety, wymienione zostały wszystkie meble. Znajomi myśleli, że to przygotowania do pierwszej komunii, do której miała w maju przystąpić córka. Do wszystkich coraz częściej zaczęły jednak docierać słowa Haliny, że Edward zostawił ją dla innej kobiety. że wyjechał z kraju i układa sobie życie z dala od Kielc.

Ale po zgłębieniu dokumentacji znajdujemy zeznanie Haliny, w którym podaje ona, że na początku stycznia jej mąż wyjechał niespodziewanie za granicę, gdzie miała na niego czekać kochanka, z którą ma dziecko. Co więcej, Halina zeznała, że Edward wielokrotnie się z nią kontaktował telefonicznie i że nie planuje wracać do kraju. Co mogli zrobić milicjanci? Niewiele. Mieli słowo przeciwko słowu. Nastał wreszcie maj. Córka Haliny przystąpiła do pierwszej komunii. W domu zebrała się rodzina i podobno panowała nawet całkiem przyjazna atmosfera.

W pewnym momencie zadzwonił telefon. Słuchawkę podniósł Mirek i poprosił do aparatu Halinę, twierdząc, że dzwoni tata, czyli Edward. Goście nadal prowadzili przyciszonymi głosami rozmowy, ale uszy obecnych nastawione były na uchwycenie wszystkich słów wypowiadanych przez Halinę. Powinieneś tu być z nami. Napisz coś, bo ludzie głowę chcą mi urwać. Powiedziała kobieta do słuchawki, po czym zakończyła rozmowę. Dzwonił Edward i wszystkich pozdrawia. Dodała.

Wszystko to było zastanawiające, ale milicjanci nie mieli punktu zaczepienia. Nowa wersja rzeczywistości przedstawiona przez Halinę mogła zastanawiać, ale dla mundurowych uprawdopodobnił ją sam syn, który potwierdził, że ojciec był przeciwny jego związkowi. Aby zrozumieć kolejne wydarzenia, opiszemy teraz, co wydarzyło się 3 sierpnia 1986 roku w budowanym na Cedzynie domu.

Zanim jednak kuzyn zdążył podjąć jakiekolwiek działania w związku ze swoimi podejrzeniami, oczy i uwaga całej rodziny zwróciły się na inne wydarzenia. 8 sierpnia spora część rodziny spotkała się na ślubie. Świadkiem był tam Mirek, więc nie mogło zabraknąć i Haliny. Jak to podczas weselnego zamieszania bywa, na jej zniknięcie niewiele osób zwróciło uwagę, ale jej ponowne wejście na salę po ponad dwóch godzinach nieobecności w towarzystwie nieznanego mężczyzny zostało zauważone przez weselników. Tak wszyscy dowiedzieli się o istnieniu Stanisława, a z zażyłości pary wywnioskowali, że nie jest to zwykła przyjaźń.

Postępowanie zaczęliśmy od rozmowy z żoną poszukiwanego, do której doszło 1 września. Pani Halina oznajmiła funkcjonariuszom, że Edward dzwonił do niej w ostatnich dniach z informacją, że wyjeżdża ze swoją partnerką i dzieckiem do USA. Trudno było w to uwierzyć, bowiem wiedzieliśmy, że poszukiwany nie wyjechał z kraju. O opowieściach Haliny na temat wyjazdu Edwarda do Stanów nic nie wiedziała raczej rodzina poszukiwanego. Zresztą wśród niej ze świecą można było szukać osób, które jeszcze jej wierzą. Na wierze milicjanci nie mogli jednak opierać swoich wniosków oraz działań.

Im potrzebny był przełom. Ten nastąpił 3 września. Opowiedzmy jednak wszystko po kolei. Mirek, syn Haliny, pomyślnie zdał egzaminy do szkoły średniej i 1 września rozpoczął naukę w Nowej Budzie, jak to się mówi w slangu młodzieżowym. Pojawiał się tam tylko przez trzy pierwsze dni, po czym zamiast do szkoły poszedł na posterunek milicji obywatelskiej. Mam tu przed sobą fragment zeznań Mirka. Trudna to lektura. O, na przykład takie słowa wypowiedziane przez niego. Jest mi ciężko, ale i leżej zarazem, że to wyszło.

Zeznania Mirka i rozczłonkowane, rozkładające się ciało Edwarda. Na podstawie niepodważalnych dowodów aresztowano Halinę i Stanisława. Zapewne o całej sytuacji opinia publiczna dowiedziałaby się w innych okolicznościach. Ale 18 października gazeta Słowo Ludu opublikowała pierwszą wzmiankę o zbrodni. Odtąd rubryka, a przez to cała gazeta, biła rekordy popularności. Nie chodziło tylko o sam krwawy opis, ale i o fakt, że nazwiska głównych bohaterów zostały za zgodą prokuratora podane w tekście. Nikt z czytających nie zadawał sobie pytania, czy tak można.

Liczyła się tylko sensacja. Wielomiesięczne śledztwo zaowocowało skierowaniem w czerwcu 1987 roku do sądu aktu oskarżenia. Proces był rzetelnie relacjonowany przez dziennikarkę Słowa Ludu. 22 października 1987 roku sąd skazał Halinę na karę 25 lat pozbawienia wolności i 10 lat pozbawienia praw publicznych. Mirosław za to, że jej pomagał dostał wyrok 10 lat pozbawienia wolności i 5 lat pozbawienia praw publicznych.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.