Ciało ukryte w reklamówkach
Rozchodzący się fetor uświadomił wszystkim, że odkryli szczątki ciała. Potwierdził to lekarz. Rozpoczęto wydobywanie reklamówek w których znajdowały się osobno tors…. osobno ręce…. osobno głowa… Nie wszyscy wytrzymali całą procedurę na miejscu. Widok był makabryczny.To opis wydarzeń jakie miały miejsce 5 września 1986 roku w podkieleckiej Cedzynie. W niewykończonym domu, w bocznej ścianie kanału samochodowego znajdującego się w garażu, odkryto dwanaście reklamówek ze szczątkami ciała. Było to krwawe pokłosie zbrodni do jakiej doszło na jednym z kieleckich osiedli w grudniu rok wcześniej.Zapewne o całej sprawie opinia publiczna dowiedziała by się w innych okolicznościach ale 18 października gazeta Słowo Ludu opublikowała pierwszą wzmiankę o zbrodni. Odtąd rubryka, a przez to cała gazeta biła rekordy popularności. Nie chodziło tylko o sam krwawy opis, ale i o fakt, że nazwiska głównych bohaterów zostały za zgodą prokuratora podane w tekście.Kulisy zbrodni przedstawiamy w podcaście „Kryminalne historie”.
Za zgodą prokuratora ujawniono nazwiska sprawców i przedstawiono krwawy opis wydarzeń. Był przedostatni dzień roku. W wielu domach szykowano się już do zabawy sylwestrowej. Jedni mieli wybierać się do znajomych, a inni sprzątali w domu w oczekiwaniu na wizytę zaproszonych gości. Inaczej było u Edwarda i Haliny. Od rana kłótnia goniła kłótnie. Najpierw małżeństwo wałkowało sprawę pieniędzy, później kwestię zdrady. Wreszcie Edward wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami.
Powrócił wieczorem, około godziny dwudziestej pierwszej. Halina twierdziła, że się awanturował, ale mimo to podała mężowi kolację. Była godzina dwudziesta trzecia, gdy Edward położył się spać na wersalce w dużym pokoju. Halina napiła się wódki i weszła do dziecięcego pokoju. Córka już spała, a syn Mirek czytał książkę. Matka spytała, czy jej pomoże. Młodzieniec odparł, że nie. Matka przyniosła wódkę, podała synowi pół szklanki. Zgodził się. Było przed północą, gdy Halina wyniosła z łazienki przygotowaną wcześniej siekierę.
Takie okoliczności sprawiły, że Halina zakończyła swoją edukację na siódmej klasie szkoły podstawowej. Jej matce zależało na pomocy w domu, a nie na wykształceniu córki. Na nic zdały się jednak oczekiwania matki, gdy córkę ugodziła strzała Amora. Piętnastoletnia dziewczyna poznała Edwarda i nie tylko zakochała się w nim, ale uciekła z rodzinnego domu, aby być ze swoim wybrankiem. Zamieszkali razem, ale ich przyszłość nie pisała się w pastelowych kolorach. Dziewczyna była niepełnoletnia i na ślub potrzebna była zgoda sądu. Dzięki miłości pokonali także tę przeszkodę. Nie mieli własnego konta, więc pomieszkiwali raz w jednym domu rodzinnym, raz w drugim.
Do przełomowej zmiany doszło, gdy na świat przyszło pierwsze dziecko – syn. Podjęli wtedy kolejną, przełomową dla siebie decyzję. Zamieszkali w Gielcach, a Edward zaczął pracować jako murarz. Był cenionym pracownikiem. Sumienny, dokładny, a dodatkowo bez problemów pozostawał w pracy po godzinach, aby dotrzymać obiecanych terminów. To sprawiło, że sytuacja finansowa małżeństwa była dobra. Mieszkali na jednym z osiedli w bloku na trzecim piętrze w dwupokojowym mieszkaniu. W umyśle Edwarda pieniądze zajmowały bardzo ważne miejsce.
Sam nie był rozrzutny i nie pozwalał żonie szastać pieniędzmi. Mimo to nie chciał, aby pracowała. Według niego miejsce kobiety powinno być w domu pomiędzy kuchnią a pokojem dziecięcym. Pogoń za pieniędzmi sprawiła, że Edward z początkiem lat osiemdziesiątych zaczął wyjeżdżać na kontrakty do Republiki Federalnej Niemiec. Przez kolejne pięć lat przyjeżdżał do rodziny tylko kilka razy w roku. Powroty były czasem podejmowania przez rodzinę kolejnych ważnych decyzji. Jakież to ważne decyzje podjęła rodzina. Zapewne do tej kategorii wydarzeń możemy zaliczyć narodziny córki.
Z jednej strony radość, a z drugiej... Pamiętajmy, że rodzina mieszkała w dwupokojowym mieszkaniu. W jednym pokoju małżeństwo, a w drugim dorastający już syn i mała dziewczynka. Rozwiązaniem trudnej sytuacji miała być budowa domu. Decyzja trudna, ale w przypadku rodziny Haliny i Edwarda była ona realna. Dzięki pracy Edwarda stać ich było na inwestycje. On sam przyjeżdżał do kraju, co prawda tylko kilka razy w roku, przewoził wtedy prezenty dla dzieci i żony, ale najważniejsze były pieniądze. Pamiętajmy, że Edward był budowlańcem, więc ze znalezieniem solidnych wykonawców nie miał problemu.
Co ja mam więcej opowiedzieć o tej rodzinie? To, co już wiecie, to taka skorupka. Kuzyni i znajomi opowiadali, że Halina dbała o dom i dzieci, a Edward był sumienny i pracowity. ale oni wszyscy nie wiedzieli, co się działo wewnątrz rodziny. W toku późniejszego śledztwa Halina opowiadała, że Edward nie interesował się nimi. Dawał tylko prezenty i pieniądze. Żona opowiadała też, że para coraz częściej się kłóciła. Z biegiem czasu córka podrosła i Halina zaczęła pracować jako pomoc kuchenna. Jak do tego doszło, skoro Edward uważał cały czas, że powinna zajmować się tylko domem?
Zastanawiam się tylko, czy tak myśleli naprawdę, bo przecież córka Haliny miała dopiero kilka lat. Niezależnie od tego, życie ułożyło im jednak całkowicie inną przyszłość. W grudniu 1985 roku do domu powrócił z kontraktu Edward. To utrudniło życie kochankom, którzy postanowili czekać na jego ponowny wyjazd. 22 grudnia ich oczekiwania legły w gruzach. Tego dnia Edward oznajmił, że już więcej na kontrakt nie wyjedzie. Będzie pracował w kraju i zajmie się nadzorem nad dokończeniem budowy domu. Dla Haliny ta wiadomość była jak grom. Ona oczami wyobraźni widziała już swoje życie u boku innego mężczyzny.
Zmierzały one do ukrycia reklamówek z rozczłonkowanym ciałem Edwarda, które znajdowały się w mieszkaniu. Ustalono, że Halina z synem przygotują miejsce w garażu domu budowanego na Cedzynie, gdzie zostaną ukryte szczątki zamordowanego. Stanisław obiecał, że pomoże im w usunięciu wszystkich pakunków z domu. Plan uzgodniony przy koniaku trudno im było jednak zrealizować. Przez kilka kolejnych dni żyli obok poćwiartowanych zwłok. 5 stycznia zaczęli je wywozić, ale operacja nie poszła tak łatwo, jak się spodziewali. Dopiero po kilku kolejnych dniach udało im się kupić cement. Wtedy ruszyły prace.
Nerwowość Haliny była zrozumiała, bowiem schowek nie był jeszcze ukończony. Dopiero po kilku godzinach ściana została wyrównana, pokryta tynkiem i wapnem. Jeszcze tego samego dnia w Cedzynie zapłonęło ognisko, w którym spłonęło wszystko, co miało związek z krwawymi wydarzeniami. Ogień pochłonął poduszkę i pościel, w której leżał w łóżku Edward. Zakrwawione ubrania oraz wszelkie szmaty i ścierki, którymi zacierane były w domu ślady morderstwa. I co dalej? Nic. Wszyscy byli przekonani, że Edward, tak jak przez ostatnie lata, tak i teraz, wyjechał na kontrakt za granicę.
No może trochę dziwiła wszystkich rozrzutność Haliny. W domu, w którym nie szastano pieniędzmi, nastało nowe. Jeszcze wiosną Halina rozpoczęła remont mieszkania. Na ścianach pojawiły się nowe tapety, wymienione zostały wszystkie meble. Znajomi myśleli, że to przygotowania do pierwszej komunii, do której miała w maju przystąpić córka. Do wszystkich coraz częściej zaczęły jednak docierać słowa Haliny, że Edward zostawił ją dla innej kobiety. że wyjechał z kraju i układa sobie życie z dala od Kielc.
W połowie kwietnia 1986 roku do Komisariatu Milicji Obywatelskiej zgłosiła się pani podająca się za siostrę Edwarda. Po wylegitymowaniu zgłosiła ona zaginięcie swojego brata. Twierdziła, że po powrocie z kontraktu nie zdał paszportu służbowego, że nie ma z nim kontaktu, a jego żona ma kochanka. przeprowadziliśmy rutynowe działania. Rozmowa z żoną, prawie pełnoletnim synem i dziewięcioletnią córką nic nie dały. Żona i syn twierdzili, że nic nie wiedzą, a dziewczynka była za mała, aby zrozumieć pytania. Z suchego urzędowego pisma niewiele się dowiadujemy.
Ale po zgłębieniu dokumentacji znajdujemy zeznanie Haliny, w którym podaje ona, że na początku stycznia jej mąż wyjechał niespodziewanie za granicę, gdzie miała na niego czekać kochanka, z którą ma dziecko. Co więcej, Halina zeznała, że Edward wielokrotnie się z nią kontaktował telefonicznie i że nie planuje wracać do kraju. Co mogli zrobić milicjanci? Niewiele. Mieli słowo przeciwko słowu. Nastał wreszcie maj. Córka Haliny przystąpiła do pierwszej komunii. W domu zebrała się rodzina i podobno panowała nawet całkiem przyjazna atmosfera.
W pewnym momencie zadzwonił telefon. Słuchawkę podniósł Mirek i poprosił do aparatu Halinę, twierdząc, że dzwoni tata, czyli Edward. Goście nadal prowadzili przyciszonymi głosami rozmowy, ale uszy obecnych nastawione były na uchwycenie wszystkich słów wypowiadanych przez Halinę. Powinieneś tu być z nami. Napisz coś, bo ludzie głowę chcą mi urwać. Powiedziała kobieta do słuchawki, po czym zakończyła rozmowę. Dzwonił Edward i wszystkich pozdrawia. Dodała.
Funkcjonariuszom milicji nie udało się dotrzeć do Edwarda, więc śledztwo w sprawie jego zaginięcia wciąż trwało. Oczekiwano na jakiś nowy trop, aż na posterunek przyszła żona poszukiwanego. Oświadczyła milicjantom, że jeszcze przed wyjazdem męża jego zachowanie bardzo się zmieniło i jej zdaniem był on powiązany z wywiadem jednego z państw zachodnich. To postawiło na nogi wszystkich obecnych milicjantów. Ze znanią kobiety przysłuchiwało się kilku mundurowych. Kobieta opowiadała, że w grudniu jeszcze przed wyjazdem mąż odbierał bardzo dużo dziwnych telefonów. Był też wrogo nastawiony do ustroju socjalistycznego i nie podobało mu się, że jego własny syn spotyka się z córką milicjantki.
Tego dnia pojechali tam Mirek z kuzynem Edwarda. Ten ostatni chciał odebrać rower swojej córki. Będąc w garażu, przypomniała mu się opowieść siostrzeńca o styczniowych pracach przy kanale samochodowym. Mężczyzna obejrzał kanał, który wydał mu się płytszy niż standardowo bywa. Wiadomo, jak to jest z facetami w garażu. Jak coś nie pasuje, to zaraz trzeba zmierzyć, zbadać. Tak było i tym razem. Po pomiarach okazało się, że głębokość kanału jest prawidłowa. Uwagę kuzyna przykuło jednak co innego. Ściany kanału były pobielone wapnem, a jak pamiętał mężczyzna, Edward chciał kanał wyłożyć płytkami. Więc coś tu nie grało.
Być może to właśnie wydarzenie przelało czarę goryczy rodziny Edwarda. W połowie sierpnia zgłosił się na komisariat kuzyn poszukiwanego Edwarda, który złożył obszerne zeznanie przedstawiając swoje podejrzenia dotyczące garażu. Nasi przełożeni podjęli decyzję, aby jeszcze raz przyjrzeć się sprawie, tym bardziej, że od pracodawcy Edwarda, a była to znana kielecka firma budowlana, otrzymaliśmy pismo, że interesujący nas mężczyzna nie wyjechał na żaden kontrakt.
Postępowanie zaczęliśmy od rozmowy z żoną poszukiwanego, do której doszło 1 września. Pani Halina oznajmiła funkcjonariuszom, że Edward dzwonił do niej w ostatnich dniach z informacją, że wyjeżdża ze swoją partnerką i dzieckiem do USA. Trudno było w to uwierzyć, bowiem wiedzieliśmy, że poszukiwany nie wyjechał z kraju. O opowieściach Haliny na temat wyjazdu Edwarda do Stanów nic nie wiedziała raczej rodzina poszukiwanego. Zresztą wśród niej ze świecą można było szukać osób, które jeszcze jej wierzą. Na wierze milicjanci nie mogli jednak opierać swoich wniosków oraz działań.
Zeznania Mirka i rozczłonkowane, rozkładające się ciało Edwarda. Na podstawie niepodważalnych dowodów aresztowano Halinę i Stanisława. Zapewne o całej sytuacji opinia publiczna dowiedziałaby się w innych okolicznościach. Ale 18 października gazeta Słowo Ludu opublikowała pierwszą wzmiankę o zbrodni. Odtąd rubryka, a przez to cała gazeta, biła rekordy popularności. Nie chodziło tylko o sam krwawy opis, ale i o fakt, że nazwiska głównych bohaterów zostały za zgodą prokuratora podane w tekście. Nikt z czytających nie zadawał sobie pytania, czy tak można.
Pokazano wszystkie 19 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
To opis wydarzeń jakie miały miejsce 5 września 1986 roku w podkieleckiej Cedzynie. W niewykończonym domu, w bocznej ścianie kanału samochodowego znajdującego się w garażu, odkryto dwanaście reklamówek ze szczątkami ciała. Było to krwawe pokłosie zbrodni do jakiej doszło na jednym z kieleckich osiedli w grudniu rok wcześniej.
Zapewne o całej sprawie opinia publiczna dowiedziała by się w innych okolicznościach ale 18 października gazeta Słowo Ludu opublikowała pierwszą wzmiankę o zbrodni. Odtąd rubryka, a przez to cała gazeta biła rekordy popularności. Nie chodziło tylko o sam krwawy opis, ale i o fakt, że nazwiska głównych bohaterów zostały za zgodą prokuratora podane w tekście.
Kulisy zbrodni przedstawiamy w podcaście „Kryminalne historie”.