Mentionsy Mentionsy
Format.
Format.

To nie zakochanie. To limerencja.

12.02.2026 ·28 min 31 s

Czym różni się zdrowe zakochanie od lękowego gonienia za drugą osobą? Jakie są 3 składniki miłości? I czym jest limenrencja?

I jedna z Was podsunęła mi temat limerencji. I to dzięki tej komunikacji dzisiaj będziemy formatować nasze wewnętrzne departamenty miłości. I zaproszę Was dzisiaj do tego, żeby do swojego słownika dostawić jedno słowo, właśnie limerencję, obok stanu zakochania czy stanu miłości i będziemy dzisiaj sobie te stany różnicować. Limerencja to termin, który stworzyła psycholożka Dorothy Tenow i w latach 80-tych napisała książkę Love and Limerence. The Experience of Being in Love. Czyli miłość i limerencja, doświadczenie bycia zakochanym. Jest to termin, który powiem Wam szczerze, że niesamowicie mi się spodobał, chociaż w żaden sposób nie jest to termin kliniczny, którego używałabym w mojej pracy psychoterapeutycznej. Natomiast prywatnie uważam, że termin ten ma w sobie wiele uroku i w sumie nasz podcast dzisiaj może sprowadzić się do tego, że rozkminimy, czy ostatni typ, za którym biegałaś, to była miłość, to było zakochanie, czy może limerencja.

Dobra, ale najpierw cóż, że to jest ta limerencja i co właściwie to znaczy i o czym tak właściwie będziemy dzisiaj gadać? Otóż limerencja to taki intensywny, mimowolny i często obsesyjny stan zauroczenia kimś i będziemy ją dzisiaj różnicować ze stanem zakochania i ze stanem miłości. I porozmawiamy o tym, czym limerencja może różnić się od tych dwóch wcześniej wspomnianych stanów i czy to w ogóle jest stan, w którym chcielibyśmy przebywać kiedykolwiek. Limerencja to takie emocjonalne zaabsorbowanie drugą osobą, ale sięgające aż pod takie desperackie pragnienie odwzajemnienia uczuć. Kiedy chodzi bardziej o to, czy ktoś jest mną zainteresowany, niż o to, że to ja jestem zainteresowana drugą osobą.

I to stan, w którym nasz nastrój jest w 100% zakładnikiem reakcji drugiej osoby. A najczęściej odczuwaną emocją jest lęk i niepewność. To ten moment, kiedy poznajemy nową osobę, jesteśmy nią zauroczeni, zachwyceni i wpadamy w taki lękowy stan niepewności, kiedy zaczynamy sprawdzać wiadomości, interpretować każdą ciszę jako koniec relacji, szukać ukrytego przekazu, domyślać się drugiego, trzeciego, czwartego, piątego, a i setnego dna. Kiedy nasze życie zaczyna kręcić się wokół tego, czy on odpisze, czy ona jest mną zainteresowana, czy ja się jej podobam, czy on się teraz wycofuje. No come on, kto z nas tam nie był chociażby przez chwilkę? I tutaj słowo chwilka będzie kluczowe, bo taki lękowy stan limerencji będzie miał dużo części wspólnych z zakochaniem, ze zdrowym zakochaniem, które przeradza się potem na przykład w stan miłości.

Natomiast sam stan zakochania będzie przypominał stan limerencji czasowo, okresowo, czasami, w kawałkach, ale nie będzie to całkowity i całościowy i długotrwały stan, w którym non stop się zamartwiamy, non stop odczuwamy lęk, non stop jest niepewnie. No stop zastanawiamy się, czy druga osoba przypadkiem zaraz nie odejdzie, nie rozmyśli się, przestanie nam odpisywać, zgołstuje nas. Natomiast pod względem fizjologicznym i takim neuropsychologicznym, te dwa stany, one będą miały dużo części wspólnych, bo psychologowie nie mają wątpliwości co do tego, że stan zakochania do zdrowych raczej też nie należy. No sorry, to jest moment, W którym jesteśmy całościowo w zauroczeniu, w idealizacji partnera, nie możemy jeść, nie możemy spać, myślimy tylko o tej osobie, nasze mózgi są skąpane w dopaminie, a jak narkoman widzi działkę kokainy, to co robi?

Robi wszystko, żeby ją zdobyć. Sięga po nią ręką, włącza się cały system motywacyjny i cały system dążeniowy i cały mózg jest skoncentrowany na tym, że ja to chcę, ja chcę to zrobić i jak mam to zrobić, chcę to teraz i chcę to natychmiast. I kiedy Helen Fisher pokazywała w fm raju zdjęcia osób bliskich, osób zakochanych, no to właśnie to było bardzo ciekawe, że wtedy wydzielała się w mózgu dopamina, czyli dążenie, motywacja do tego, żeby właśnie być bliżej tej osoby. I to jest bardzo ciekawe, że zakochania, w tym limerencja, która byłaby może kawałkiem tego zakochania, to nie uczucie w poetyckim sensie, tylko to cały system motywacyjny i to neurofizjologia, neurobiologia. Mózg traktuje partnera jako nagrodę niezbędną do przetrwania, bo dopamina jest związana z układem nagrody w naszym mózgu.

Dlatego nie mogę bez Ciebie żyć, to dla mózgu nie metafora, ale bardziej biologiczny fakt. I kolejne badania, które wykonała Helen Fisher, a które dużo lepiej tłumaczą nam cały dramat, który dzieje się w limerencji, to były badania na osobach, które miały złamane serca. I Fisher zauważyła coś u nich paradoksalnego, że osoby, które zostały odrzucone, ale wciąż kochały, no to przecież logika podpowiadałaby nam, że skoro mnie nie chce, no to to uczucie powinno wygasnąć. Natomiast okazuje się, że od strony neurologicznej jest odwrotnie. I gdy nagroda, czyli ukochana osoba, która np. nas odrzuca, zostaje nam odebrana lub staje się niedostępna, to nasz układ dopaminowy pracuje ze zwiększoną siłą, by ją odzyskać.

I Fisher nazwała to Frustration Attraction, czyli właściwie tym, że jeżeli ktoś serwuje nam dużo frustracji, to staje się dla nas atrakcyjny. I to odrzucenie, chłód czy brak kontaktu, ono nie zabija namiętności. Ono ją wzmacnia i katalizuje. To wyjaśnia, dlaczego limerencja jest stanem tak trwałym. No bo im bardziej ktoś będzie niedostępny, im bardziej więcej będzie nam serwował mixed signals, im bardziej ja będę niepewna, im bardziej będę w lęku, Tym silniej wydzielała będzie mi się dopamina, czyli tym bardziej będę robić wszystko, żeby ta osoba mnie zaakceptowała, zauważyła, zwróciła na mnie uwagę. Każda wiadomość z jej strony przychylna będzie uruchamiała w moim mózgu system nagrody, ale tak wiecie, z większą siłą, więc tym bardziej te nagrody będą dla mnie ważne.

I to jest system, który jest Właściwie to skalibrowany na to, żebyśmy uzależnili się emocjonalnie od drugiej osoby i od jej przychylności lub od jej wycofania. I porównanie stanu limerencji do takiego emocjonalnego hazardu jest trafne od strony tego, co się dzieje neurologicznie w naszym mózgu. Bo dokładnie w tym badaniu z Frustration Attraction, kiedy Fisher pokazywała zdjęcia osób, w których osoby badane były zakochane, za którymi tęskniły, przez które były odrzucone, no, zaświeciały im się w fMRI-u głównie dwa obszary mózgu. WTA, czyli brzuszna pora nakrywki, która jest, jak już mówiłam, fabryką dopaminy, odpowiedzialną za chcenie, pożądanie, motywację, dążenie oraz jądro półleżące, a jest to obszar związany z kalkulacją zysków i strat, ryzykiem oraz głębokim uzależnieniem.

A czy nie jest to w sumie podobne do interakcji z drugą osobą, której zachowania nie jesteśmy w stanie przewidzieć ani kontrolować i w momencie, w którym siedzimy sobie w naszym pokoju w takim lęku i czekamy na wiadomość i zobaczcie, nie mamy pojęcia, kiedy ta wiadomość od tej bliskiej osoby czy tam do osoby, której się zakochujemy, nadejdzie. Ona może nadejść za pół godziny, może przyjść wieczorem, może przyjść jutro albo ten ktoś może się wycofać i już nigdy do mnie nie napisać. Poziom nieprzewidywalności tej nagrody, a dostanie takiej wiadomości, byłoby nagradzające, wiązałoby się z ulgą, prawdopodobnie w limerencji czy w lęku chwilową, aż do następnego naszego zamartwiania się. Natomiast jest to stan, który niesamowicie nas... uzależnia emocjonalnie i przywiązuje.

To jak w takim razie odróżnić ten stan lękowej limerencji, obsesji na punkcie drugiej osoby, na punkcie jej dostępności i tego, czy nas odrzuci czy nie, od zdrowego zakochania, który będzie prowadził do Zaciśnięcia więzi, zbudowania relacji i być może do miłości. Otóż mam tutaj kilka pomysłów, a dokładnie trzy, o których chciałabym Wam powiedzieć. I pierwszy to jest paliwo. Paliwo, które napędza nasze myśli, nasze uczucia, nasze zamartwianie się. I paliwem może być albo wzajemność, albo nieustanne przeszkody i wycofania się. W zdrowym zakochaniu, zdrowe zakochanie, tutaj paliwem jest wzajemność.

Kiedy druga osoba okazuje zainteresowanie, to czujemy radość, a nasz lęk opada. Czyli w zakochaniu też możemy mieć lęk, że ktoś nie odpisze, że ktoś wycofa się, że w sumie nie wiemy do czego to prowadzi, ale potem ta osoba, w której się zakochujemy, ona się stawia, jest dostępna i to pozwala nam budować z nią więź i sprawia, że lęk stopniowo będzie opadał. Co innego w limerencji. Limerencja karmi się przeszkodą i niepewnością. Jeśli nasz obiekt uczuć jest niedostępny albo emocjonalnie, albo fizycznie, albo nie wiem, jest w związku z inną osobą, no to to nas nakręca. Tenow nazwała to efektem Romea i Julii i Odmowa tutaj nie gasi uczucia, ale paradoksalnie właśnie rozpala tą obsesję i zwiększa, czyli jeżeli ktoś jest dla nas niedostępny, mówi, że nas nie chce, że nie chce z nami relacji, albo że na przykład wszystko super, ja Ciebie chcę, ale nie chcę związku, no to to tylko bardziej włącza w nas dopaminę, dążenie, motywację i chcemy tą osobę zdobyć, naprawić, chcemy ją przekonać do tego, że jesteśmy warci tego, żeby z nami była.

Mimo tego, że taka obiektywna komunikacja, która płynie od tej osoby, nie wskazuje na to, że są tam szanse na budowanie zdrowej więzi i zdrowego przywiązania. Kolejny taki punkt, w którym możemy odróżniać limerencję od stanu zakochania, to poznanie drugiej osoby albo pewne tworzenie idealizacji. Bo w zdrowym zakochaniu, mimo idealizacji, która też będzie się pojawiać, czyli np. on jest taki wspaniały, ona jest taka niesamowita, jesteśmy ciekawi drugiej osoby i chcemy ją poznać. A takie prawdziwe poznanie drugiej osoby na pewnym etapie to się zamienia w to, że ja poznaję trudności tej osoby, jakieś takie, wiecie, niefajne cechy osobowości, jakieś przywary, nawyki, które są wkurzające.

Nie wiem, trudności, zaburzenia, choroby. No, ta idealizacja, ona powinna pękać, ale w miejsce tej idealizacji powinna pojawiać się akceptacja, że ja akceptuję tą taką niefajną część tego człowieka jako część integralną osoby, w której się zakochałam. I zakochanie dąży do zmniejszania dystansu, do tego, żebyśmy byli coraz bliżej, do tego, żeby nasza relacja mogła przerodzić się w więź i w miłość. Natomiast w limerencji człowiek panicznie boi się poznania prawdy, która mogłaby zaburzyć naszą fantazję. Czyli przez to, że byłoby mniej kontaktu, druga osoba jest bardziej niedostępna, nie chce się z nami spotykać, jest non stop zajęta, to my mamy więcej potencjału do tego, żeby budować wizję i abstrakcję i idealną postać tej osoby, która będzie bardzo odbiegała od tego, kim ta osoba tak naprawdę jest.

I limerencja to będzie nieustanna walka o dawkę uwagi, która będzie przynosiła ulgę w tym lęku. Natomiast dystans tutaj będzie konieczny do tego, żeby ta limerencja trwała. No bo jeżeli zbliżylibyśmy się do siebie, to te fantazje w zakochaniu, one zawsze upadają. Bo zawsze poznajemy drugą osobę. I obserwujemy ją, jak ona się z czymś zmaga, jak czegoś nie potrafi zrobić, jak jest chora, ma nieumyte włosy, nie ubrała się dzisiaj. I tak buduje się zdrową relację, bo to jest ludzkie. Wszyscy mamy trudności, wszyscy mamy problemy. Natomiast w limerencji będziemy... I to jest przyjemne, że ta osoba wtedy zostaje taka wyidealizowana. I sobie tłumaczymy, że ona po prostu jest

Zajęta, ale nie dążymy do tego, żeby spojrzeć na tę osobę idealnie i to sami my nie chcemy jej zobaczyć takiej, jaka ona jest. Czyli np. nie chcemy spotkać się w prawdzie ze sobą, że ta osoba może jest zajęta, ale to znaczy, że w tym momencie w swoim życiu nie priorytetyzuje relacji i mówi wprost, że nie ma na nią czasu i że w hierarchii wartości tej osoby w tym momencie ważniejsza jest kariera i nie ma czasu na relacje. A zdrowej więzi nie da się zbudować przy takim dystansie. Ten dystans musi się zmniejszać, żebyśmy mogli się poznać jako ludzie z krwi i kości i żebyśmy mogli zbudować zdrową więź. I trzeci podpunkt to byłaby taka sinusoida, jeżeli chodzi o poziom lęku w limerencji i równia pochyła w zakochaniu.

W zdrowym zakochaniu pozytywna odpowiedź naszego partnera koi nasz lęk. I z każdym tygodniem czujemy się przy tej osobie bezpieczniej, nasz układ nerwowy się reguluje. I nawet jeżeli na początku poznajemy się, sytuacja jest niepewna, czujemy lęk, no to potem nasz partner czy osoba, w której się zakochujemy, stawia się, jest obecna, jest dostępna, a jeżeli nie jest, no to waliduje nasze uczucia, tłumaczy się. rozmawia z nami, komunikuje się i ta obecność pozwala zredukować nasz lęk do momentu, w którym ta więź stanie się bezpieczna. Natomiast w limerencji pozytywna odpowiedź sprawia, że jesteśmy na emocjonalnym haju.

Czujemy euforię. Nasz układ nagrody szaleje, bo nagle ta osoba niedostępna zwróciła na nas uwagę. Ale to nie daje nam ukojenia, bo zaraz ten lęk zwraca ze zdwojoną siłą. I na przykład zaczynamy się zamartwiać, odpisał, ale co jeżeli jutro nie odpisze? Odpisał, ale co jeżeli to jest tylko chwilowe? I z czasem w limerencji nasz lęk się nie reguluje, ale narasta. A my jesteśmy coraz bardziej rozchwiani i coraz mniej spokojni i taki stan może trwać miesiącami. I w sumie tak podpowiadam, jeżeli chodzi o rozróżnienie stanu limerencji od zakochania, to limerencja byłaby takim stanem zakochania, które utknęło. No bo zdrowe zakochanie, tak jak już sobie powiedzieliśmy, to faza przejściowa.

To most, po którym przechodzimy od nieznajomości do miłości. Natomiast limerencja to bieganie w kółko i krążenie i obracanie się wokół własnej osi. Ta limerencja nie prowadzi do drugiego brzegu, czyli do np. stabilnej więzi. Nie pozwala nam przejść do stabilnej więzi, tylko sprawia, że cały czas jesteśmy w takim momencie rozchwiania. Jeśli po 3-4 miesiącach takiego zakochania czujesz się psychicznie gorzej, sytuacja jest niepewna, jesteś wyczerpany, mniej pewny siebie, To znak, że motyle, które czujesz w brzuchu, być może pomyliłeś z lękiem. Bo czym są motyle w brzuchu, jak nie anxiety, jak nie lękiem, którego doświadczamy, jak nie pewnym stanem napięcia.

Bo przez to, że ta komunikacja jest jakaś niespójna, nieścisła, taka wymieszana, to człowiek może skończyć w tym stanie limerencji, gdzie liczy na coś, zamartwia się, że to nie wyjdzie, Jest bardzo dużo lęku, bardzo dużo frustracji, że druga osoba na przykład, nie wiem, my mamy potrzebę spotykania się kilka razy w tygodniu, a osoba, która nam się spodobała, chciałaby się spotykać raz na dwa tygodnie. No i uwaga, pytanie, czy tutaj należy kogoś przekonywać, czy raczej uszanować to, że tak ma i może znaleźć człowieka, który miałby podobnie do nas. I tutaj też może warto w naszym dzisiejszym walentynkowym odcinku podcastu wspomnieć o takich najbardziej znanych teoriach miłości psychologicznych, Teorie zakładają, że są trzy składniki miłości namiętność, intymność i zaangażowanie.

I w limerencji, czym byłby taki stan limerencji? To by była ekstremalnie wysoka namiętność, czyli ten pierwszy składnik, połączona z panicznym lękiem przed odrzuceniem, przy niemal całkowitym braku intymności. Bo... Prawdziwa intymność wymaga realnego poznania drugiej osoby, obecności, a nie jej fantazmatu. W limerencji my tak naprawdę nie widzimy drugiego człowieka. Widzimy możliwość bycia pokochanym, zauważonym, wybranym. Jest tym więcej koncentracji na sobie, na swoim lęku, na swoim zamartwianiu się, niż faktycznej widoczności na drugiego człowieka. Limerencja i w ten sposób można się troszkę z niej wyleczyć, jest dosyć egocentryczna, bo limerencja nie dąży do dobra drugiej osoby, co jest cechą miłości dojrzałej, tylko dąży do ulgi, którą daje odwzajemnienie uczuć przez osobę, która nam się spodobała.

Jak ja mogę się zachować? Czego ja właściwie teraz potrzebuję? I czy to jest człowiek, który sprawia, że jestem w tym stanie limerencji? Czy to jest człowiek, z którym ja chcę budować relacje, z którym ja chcę być w relacji, czy chcę, żeby to jeszcze trwało przez jakiś czas, czy raczej powiem sobie, że na świecie jest bardzo dużo ludzi. Serio. I z każdym będziemy mieli inną relację i może warto poszukać gdzieś indziej. Stawiam tutaj dzisiaj kropkę. Mam nadzieję, że walentynkowy odcinek Wam się podobał. Ściskam Was bardzo ciepło i zapraszam do refleksji na temat zakochania i limerencji. Mam nadzieję, że poddaliśmy w wątpliwość pewne Wasze przekonania i sformatowaliśmy Wasze wewnętrzne departamenty miłości.

Pokazano wszystkie 21 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.