Mentionsy Mentionsy
Historie potłuczone
Historie potłuczone

O Kindze, co 3 lata w zamrażarce czekała

01.02.2026 ·31 min 49 s

O procesie adopcji, poszukiwaniu Bożej woli i złotym strzale.

Nie rozumiała, czemu ma tak silne pragnienie macierzyństwa, a Bóg nie chce jej go dać. Zaczęła też rozważać in vitro. Gdyby nie tata, to pewnie by się od niego na zawsze odsunęła. Tata jednak nigdy nie zwątpił w Boże miłosierdzie. Gdy modlił się o jakąś podpowiedź, znak, mądrość w rozeznaniu dobra od zła, mama akurat badała treść wykładni Kościoła w kwestii in vitro, analizując wszelkie niuanse. I następnego dnia, po tym jak modlił się o podpowiedź, mama weszła do pokoju, żeby podsumować to, co czytała. O tym, że stanowisko episkopatów w kwestii in vitro jest jednoznaczne, brak natomiast stanowiska w kwestii adopcji embrionu. Dla nich to była jakaś nowość. Nie wiedzieli, że w ogóle takie rozwiązanie istnieje.

A może zgłosić się do programu rodzin zastępczych albo szukać powołania jeszcze gdzieś indziej? Czuli się zagubieni. Mama nie była pewna, czy chce adoptować zarodek, jakkolwiek to źle brzmi. Znów pojawił się bunt wobec Boga i Kościoła. Z jednej strony to, że Kościół jednak miał wątpliwości do tej metody, było dla niej hamulcem, ale z drugiej miała podejście, że jak już mają mieć do czynienia z kliniką, no to czemu nie własne in vitro lepiej zrobić. Bała się, że jej organizm przez endometriozę nie przyjmie tego zarodka i że zmarnuje dane jej życie. Jednak pewnego dnia słuchała podcastu, który zmienił jej myślenie. Słuchała historii potłuczonych. W której autorka napisała w temacie swojej córki, która zbyt wcześnie umarła, nie rozumiem czemu oceniamy wartość życia po tym, jakie długie ono było.

Mama trafiła chyba na najlepszą położną w szpitalu, bo również dzięki niej poród przeszedł bez problemu. Miałam się urodzić tam do 14, czyli do końca zmiany, ale wylądowałam już o 13.35. Pani położna stwierdziła, że mama jest stworzona do rodzenia. Tata, który był przy porodzie, wspierał mamę i był z niej mega dumny. Niedługo będę ochrzczona i zostanę przyjęta do kościoła. Rodzice mają nadzieję, że uda im się mnie wychować na dobrego człowieka i że będę dalej pod ciągłą Bożą opieką. Po latach starań rodzice doszli do wniosku, że dzięki problemom jakie mieli, ich więź małżeńska jest silniejsza, bo ten trudny czas spowodował, że musieli dużo nad sobą i swoim małżeństwem pracować.

Rodzicem się jest przez miłość, nie przez geny. Nie ma żadnego znaczenia, czy dziecko ma Twoje geny, czy nie ma. Znaczenie ma to, czy je kochasz jak rodzic swoje dziecko. Dlatego bardzo nie lubię tych wszystkich określeń rodzice adopcyjni. To nie są żadni rodzice adopcyjni, to są rodzice, a nie rodzice adopcyjni. Ja wiem, że oczywiście nie ma nic złego w tym słowie, żeby to było jasne, kochani, ale to są rodzice, w pełni, całkowicie ukształtowani. Bardzo wam, kochani, dziękuję za tę historię i bardzo wam dziękuję za to, co zrobiliście. Bardzo wam dziękuję, że waszą kinie, która 3 lata w zamraz arce czekała, sprowadziliście na ten świat. Kochani, jaka jest nauka Kościoła na ten temat?

Bo ktoś sobie może myśleć, no ale jak to tak, wszystko to tak w porządku? Kochani, tak naprawdę jest jeden dokument Kościoła, który mówi o tej sytuacji, bo tak jak to była mowa, jeżeli chodzi o samo in vitro, to stanowisko Kościoła jest dosyć jasne. Ja nie ukrywam, ja się zgadzam z tym stanowiskiem. Zgadzam się głównie dlatego, że właśnie ta metoda przede wszystkim powoduje to, że nie zawsze oczywiście, bo są wypadki, kiedy nie, ale że prawie zawsze jest związana z tym, że zostają potem dzieci zamrożone i to jest absolutnie nieakceptowalne. Nie mówię tego teraz po to, żeby jakieś rodzice, którzy swoje dziecko poczęli metodą in vitro, Boże, potępić. Jeżeli ktoś z Was już zdecydował się na taką metodę, to ja wiem, że to jest oczywiście droższe i tak dalej, zawsze mówią, zróbmy więcej zarodków, To uważam, że już jedyna w tym wypadku dopuszczalna wersja jest taka, że jest po prostu jeden zarodek, który jest od razu implementowany do mamy, no i albo się uda, albo się nie uda.

Natomiast nie ma nic gorszego, kochani, niż zostawianie tych zarodków. To są dzieci. To są dzieci. Zobaczcie, my w Kościele często bardzo walczymy o dzieci nienarodzone. Uwaga! To też są dzieci nienarodzone. Zobaczcie, jakoś o nie się mało walczy. Ja nie mam pojęcia jakie są dane w tej chwili, pamiętam kilka lat temu jak czytałem, to było kilka lat temu, teraz jest prawdopodobnie dużo więcej, bo to się dużo mocniej też rozwinęło. Kilka lat temu pamiętam, w danych czytałem, że w tej chwili czekało, w sensie w tamtej chwili, czekało w zamrażarkach 140 tysięcy tych zarodków, nie cierpię tego słowa w ogóle, bo to są dzieciaczki. To jest życie poczęte, to jest życie już, które jest gotowe do tego, żeby się stało, żeby się urodziło. I one są zamrożone, tak jak nasza kinia, która przez 3 lata była zamrożona.

Ciekawy jestem, kochani, ta z rodzice, i to tak mówię troszeczkę oczywiście uśmiechem, no bo de facto kinia to ma 3 lata więcej niż ma, nie? No bo zobaczcie, jeżeli była 3 lata tam oczekując, no to w sumie miała 3 lata, kiedy trafiła do brzucha mamy, nie? Panie, wracając do tego, co mówiłem. Jest taki jeden dokument Kościoła, który o tym mówi, mówi o tych różnych beatycznych sprawach i on de facto nie daje takiego bardzo jednoznacznego rozwiązania, w sensie nie mówi okej, to wszystko jest w porządku. Ten dokument przede wszystkim mówi o tym, czego nie wolno zrobić z właśnie poczętym metodą in vitro zarodkiem. Absolutnie nie wolno, jak to się używa w tych różnych dziwnych nowomowach medycznych, utylizować, czyli nie wolno, bo to jest morderstwo, to jest zabicie dziecka, nie wolno ich przeznaczać do badań, nie wolno ich przeznaczać do leczenia niepłodności innych rodziców, czyli wykorzystywać ich komórek i tak dalej.

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.