Mentionsy Mentionsy
Historie potłuczone
Historie potłuczone

O Kindze, co 3 lata w zamrażarce czekała

01.02.2026 ·31 min 49 s

O procesie adopcji, poszukiwaniu Bożej woli i złotym strzale.

Nazywam się, tutaj są imiona prawdziwe, ale na wypadek publikacji proszę nazywać mnie Kinga. Mam 2,5 miesiąca. To jak to już umiesz pisać, kochana? I chciałbym opisać swoją historię, a może oczywiście bardziej historię moich rodziców i tego, jakim cudem ja w ogóle żyję. Moi rodzice poznali się w liceum, szybko się zakochali w sobie, a po kilku latach pobrali się i zamieszkali razem. Oboje pochodzą z katolickich rodzin, więc wzięli ślub kościelny, pragnąc później wspólnie założyć rodzinę. Sądzili, że było to powołanie, które dostali od Pana Boga, powołanie do stawania się jednością, bycia dla siebie nawzajem, do wspólnego kierowania się ku Bogu, a także, co ważne, do bycia razem dla innych ludzi.

Albo od razu blisko Boga, albo obok swoich rodziców adopcyjnych. Pozdrawiam najczulej. Kinia Droga Kingo, ty paskudo ty, co mi to udajesz, że ty umiesz mówić, umiesz pisać i tak dalej. Przypuszczam, że mama pisała, nie? Pewnie mama pisała tą historię w imieniu swojej córeczki. Boże, bardzo wam dziękuję za tą historię. Bardzo wam dziękuję za tą historię. Kochani, mówiłem wam to już tysiące razy, nie? Rodzicami się nie jest przez geny. Rodzicami się jest nie przez zrodzenie nawet. Rodzicami się jest przez miłość. Jest bardzo wielu rodziców, którzy zrodzili swoje dzieci, którzy dali im swoje geny i wcale nie są ich rodzicami, bo ich nie kochają, bo nie są dla nimi tymi, którzy mają im dać bezpieczeństwo, miłość, poczucie sensu, opiekę i tak dalej.

Rodzicem się jest przez miłość, nie przez geny. Nie ma żadnego znaczenia, czy dziecko ma Twoje geny, czy nie ma. Znaczenie ma to, czy je kochasz jak rodzic swoje dziecko. Dlatego bardzo nie lubię tych wszystkich określeń rodzice adopcyjni. To nie są żadni rodzice adopcyjni, to są rodzice, a nie rodzice adopcyjni. Ja wiem, że oczywiście nie ma nic złego w tym słowie, żeby to było jasne, kochani, ale to są rodzice, w pełni, całkowicie ukształtowani. Bardzo wam, kochani, dziękuję za tę historię i bardzo wam dziękuję za to, co zrobiliście. Bardzo wam dziękuję, że waszą kinie, która 3 lata w zamraz arce czekała, sprowadziliście na ten świat. Kochani, jaka jest nauka Kościoła na ten temat?

Natomiast nie ma nic gorszego, kochani, niż zostawianie tych zarodków. To są dzieci. To są dzieci. Zobaczcie, my w Kościele często bardzo walczymy o dzieci nienarodzone. Uwaga! To też są dzieci nienarodzone. Zobaczcie, jakoś o nie się mało walczy. Ja nie mam pojęcia jakie są dane w tej chwili, pamiętam kilka lat temu jak czytałem, to było kilka lat temu, teraz jest prawdopodobnie dużo więcej, bo to się dużo mocniej też rozwinęło. Kilka lat temu pamiętam, w danych czytałem, że w tej chwili czekało, w sensie w tamtej chwili, czekało w zamrażarkach 140 tysięcy tych zarodków, nie cierpię tego słowa w ogóle, bo to są dzieciaczki. To jest życie poczęte, to jest życie już, które jest gotowe do tego, żeby się stało, żeby się urodziło. I one są zamrożone, tak jak nasza kinia, która przez 3 lata była zamrożona.

Ciekawy jestem, kochani, ta z rodzice, i to tak mówię troszeczkę oczywiście uśmiechem, no bo de facto kinia to ma 3 lata więcej niż ma, nie? No bo zobaczcie, jeżeli była 3 lata tam oczekując, no to w sumie miała 3 lata, kiedy trafiła do brzucha mamy, nie? Panie, wracając do tego, co mówiłem. Jest taki jeden dokument Kościoła, który o tym mówi, mówi o tych różnych beatycznych sprawach i on de facto nie daje takiego bardzo jednoznacznego rozwiązania, w sensie nie mówi okej, to wszystko jest w porządku. Ten dokument przede wszystkim mówi o tym, czego nie wolno zrobić z właśnie poczętym metodą in vitro zarodkiem. Absolutnie nie wolno, jak to się używa w tych różnych dziwnych nowomowach medycznych, utylizować, czyli nie wolno, bo to jest morderstwo, to jest zabicie dziecka, nie wolno ich przeznaczać do badań, nie wolno ich przeznaczać do leczenia niepłodności innych rodziców, czyli wykorzystywać ich komórek i tak dalej.

Przepraszam, bo to tak bardzo źle brzmi, ale taka jest właśnie prawda o in vitro, ono to robi. Kochani rodzice, bo ja mam tu wasze imiona, pewnie mam gdzieś w mailu, z tego, którego wysłaliście, czekajcie, gdzie ja mam tego maila. Tu mam maila. Tak, widzę Wasze imiona. Okej, tu, tu i tu. Widzę też Wasze zdjęcia. Oj, widzę zdjęcia też naszej autorki, która do nas pisała. No rzeczywiście ma cudowny uśmiech. Patrzę sobie teraz na jej zdjęcia, bo mi to rodzice wysłali. Ale śliczna ta. I rodzice widzę przy choince. I nawet jest ten piesio. Rzeczywiście fajny. Drodzy rodzice, mówię teraz do was w mojej głowie waszymi imionami, no bo znam wasze imiona. Bardzo wam dziękuję, że to zrobiliście. Bardzo wam dziękuję, że to dzieciątko, waszą kochaną perełkę, że ją przyjęliście właśnie w ten sposób, że tą kinie wzięłaś do swojej mamy, do swojego łona, mamo, że ty tato, chcesz być jej tatą, że chcecie być jej rodzicami.

To jest bardzo piękna rzecz, którą zrobiliście. I tu ja nie mam w ogóle najmniejszych wątpliwości. Żadnych. Absolutnie żadnych. Wiele dzieci tych już urodzonych czeka na adopcję i zawsze was bardzo zachęcam. To oczywiście zawsze musi być wolna decyzja rodziców, to jasne. Ale zawsze was bardzo zachęcam do adopcji, bo to jest jedna z najpiękniejszych rzeczy na świecie, żeby być rodziną zastępczą i tak dalej. Ale jest też wiele tych dzieciaczków takich jeszcze milimetrowych. Które również czekają na miłość. Które również czekają na to, że ktoś je weźmie. Że ktoś je przyjmie do swojego życia. I Kinia to jest po prostu wasza córka. Żadna adoptowana córka. W ogóle przestańcie. To jest wasza córka. Najpiękniejsze dziecko świata. I cudownie, że daliście mu miejsce i dom i miłość.

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.