Mentionsy Mentionsy
Gwiazdowski mówi Interii
Gwiazdowski mówi Interii

"Demokracja walcząca" czy walka o demokrację?

24.09.2024 ·29 min 47 s · 5 rozdziałów

W połowie września premier Donald Tusk zapowiedział, że jego gabinet mierząc się z m.in. decyzjami swoim poprzedników będzie działał w ramach "demokracji walczącej". - Dzisiaj walczymy z demokracją. Znaczy nie, nie, wróć. Demokracja walczy o demokrację - tak słowa prezesa Rady Ministrów komentuje w swoim podcaście video na łamach Interii Robert Gwiazdowski. Jak zauważa autor, termin wypowiedziany przez premiera nie jest czymś nowym. Został on użyty po raz pierwszy w 1937 r. przez Karla Loewensteina, niemieckiego filozofa, który przed rządami faszystów uciekł ze swojego kraju do USA.

0:00 · Introdukcja i temat 4

Dzień dobry, wieczór Państwu. Dzisiaj walczymy z demokracją. Znaczy nie, nie, nie, wróć, wróć. Demokracja walczy o demokrację. Dzień dobry, wieczór. Tu Gwiazdowski mówi. Robert Gwiazdowski. A mówi Interii. Zapraszam do swojego podcastu. Demokracja walcząca. Pojawił się nam nowy termin. Termin stary. To jest taki termin, który ukuł Karl Loewenstein w roku 1937, po tym jak uciekł z nazistowskich Niemiec do Stanów Zjednoczonych. Stwierdził, że demokracja nie może stać się koniem trojańskim, dzięki któremu wróg wkracza do miasta.

I to w sumie jest chyba podejście właściwe z tym koniem trojańskim. Ale jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach, no bo musimy mieć jakieś kryteria uznające co demokracją jest, a co niby demokracją jest, ale już nie jest. Po II wojnie światowej Karl Loewenstein uznał się za tak predestynowanego do podejmowania decyzji w tej sprawie, że ze Stanów Zjednoczonych przyjechał do Europy i na terenie Niemiec, Austrii, Czech zaczął ścigać sędziów, profesorów prawa, którym postanowił odmówić prawa do

Nauczania prawa w ogóle. Jednym z jego pierwszych ofiar był Carl Schmitt. To ciekawe, proszę Państwa, bo Carl Schmitt mówił mniej więcej to samo co Carl Loewenstein, tylko że jeden to był Carl przez K, a drugi to był Carl przez C. Schmitt był przez C. On napisał taką książeczkę pod tytułem Strażnik Konstytucji. Z tej książeczki wynikało, że w warunkach nadzwyczajnych musi być w państwie jakiś autorytet, który potrafi stanąć, wznieść się ponad przepisy konstytucji, żeby bronić ducha konstytucji.

No, mniej więcej to samo, co pisał Loewenstein, że ogień należy wypalać ogniem. Schmidt miał tego pecha, że na niego powoływali się naziści, no bo on został w Niemczech, no i nie był Żydem. A jak już Loewenstein wyjechał do Ameryki, to tam na niego zaczęli powoływać się różni komuniści, no i on był dobry. Mimo, że jeszcze raz powtórzę, mniej więcej pisał to samo. Doprowadził nawet do zatrzymania, do aresztowania Schmidta i postawienia go niejako oskarżonego, co prawda przed Trybunałem Norymberskim, gdzie Schmid się musiał tłumaczyć z tego co pisał.

Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.